[size=tiny]I znów miałam dłuższa przerwę w pisaniu. Nadmiar obowiązków nieraz sprawia, że czasu jest mniej o co najmniej 24 godziny.
Choć zaglądam tu codziennie, mniej piszę ale czujne oko patrzy :).
Lipiec zleciał jak z bicza strzelił. Kilka dni pracy, sobota na plaży i poparzenie. Masakra. Widmo szpitala mnie przeraziło. Leżeniem odłogiem na brzuchu przez półtora tygodnia, sprawiło, że odpoczęłam od pracy. Później 5 dni urlopu i powrót do kieratu. Nie wiem w co ręce włożyć, tyle jest pracy. Chętnie bym rzuciła to w cholerę i zajęła się tym co lubię. Ale czasy mamy trudne nieprzerwanie odkąd żyję, wiec trzeba mieć coś robić.
W redakcji zajebiście
Mimo, że jestem niewyspana, mam masę pracy i poza pracą w banku w domu siedzę przy kompie drugie tyle godzin, to lubię to zmęczenie. Całe siedem dni na pełnych obrotach. Pisać pisać pisać rozmawiać rozmawiać rozmawiać. Wszystko to przynosi tyle satysfakcji. Niesamowite!.
Co prawda życie prywatne cierpi nieco z braku czasu, ale... właśnie. Myślałam, że mam coś. A tu nagle to jest coraz dalej i to z mojej winy. Bo ja już nie wiem. Nie wiem czy dobrze robię. Czy to tak właśnie dalej powinno iść. A jeśli to co jest za ostrym zakrętem jest dla mnie ? Nie wiem, a może będzie bezpieczniej nic nie robić. Wiele do stracenia i wiele do zyskania. Szlag by to trafił. Zawsze jakieś gówno musi się zrobić. Zresztą... 2 tygodnie i będzie jasne. Albo na przód, albo zostaje.
[i]"We łbie pożar morza!"[/i]
I się zawiesiłam.
No to może skończę na dziś.
[/size]
Liczba wyświetleń: 684