NIEPOTRZEBNE ŚWIĄTECZNE KONTAKTY...
Opublikowany: 13.04.2009, 14:57:25.
Kategoria:
2009-04 [kwiecień].
[size=small]
... JAK POD DOBRYM PRETEKSTEM SIĘ WYCHUJAĆ...
W hurcie życzeń wysłałam smsa kumplowi ze starych studenckich czasów... Fakt, dilował kiedyś trochę w akademikach, ale oczywiście odtłumaczyłam sobie, że on nie z bajzla i w ogóle "bezpieczny koleś", bo nie gadałam z nim kilka lat (nie miałam potrzeb) i na pewno już się w to nie bawi itd... Oddzwonił, myślał, że ja to Ola, która poznał dwa dni temu, ale ucieszył się jak wyprowadziłam go z błędu i... "no ja bywam czasem w Krakowie, ustawimy się na jakiegoś blanta..." i ten głos... Mi serce zabiło mocniej, jakbym gadała z kochankiem sprzed lat... W głowie huczy mi uzależnienie, tak, tak, zgódź się, fajnie będzie powspominać stare czasy, jednak mówię, że nie biorę, nic nie biorę, a on: to na piwo... też nie piję... kawa? Ja zastygłam i nie miałam siły powiedzieć nie. Dobrze, że za jakiś czas, bo mam czas na wykręt. I oby zapomniał, oby nie zadzwonił... Co mam mu powiedzieć, ej stary, pojebało mnie, wysłałam ci smsa, a wcale nie chciałam tylko grzać mi się chciało, jesteś dla mnie wyzwalaczem i spierdalaj...
Poczułam się jedną nogą w grobie. Pojawiło się wkurwienie na "brak wolności w kontaktach", bo co to za wolność jak rozmowa z kolesiem robi mi takie halo w głowie. Cienka jesteś jak dupa węża.
I znowu biegam ze strzykawką w snach i uciekam... wiecznie uciekam...
Święta to idealny dla mnie czas żeby się zacząć łamać... Od zawsze tak było. Jak przeżyję maj, a później do lipca to może coś z tego będzie. Może w lipcu będzie pierwsza rocznica... Coś czuję, ze Kanał Augustowski się wydłuża i ciężkie trzy miesiące przede mną...
[/size]
(Cały wpis)
Komentarze: 3
Tytuł w dupie jak i cała reszta...
Opublikowany: 01.04.2009, 13:14:47.
Kategoria:
2009-04 [kwiecień].
[size=small]
Od piątku po południu mam nawrót. Sorry, jaki nawrót, przecież nie skończyłam jeszcze leczenia tylko cały czas jestem w trakcie. Znów widzę wszędzie narkotyki. W autobusach ludzie czytają ulotki z morfiny i Walkę o kokę czy coś w ten deseń. I śmierdzą. Śmierdzą alkoholem.
1 kwietnia. Dziś nie biorę, jak to dziwnie brzmi po ponad 8 miesiącach absty. Nie szukam klucza do mety w starym zlewie na korytarzu. Nie próbuję wejść do bramy z domofonem wg zasady "w razie potrzeby zbij szybkę". Zabawne, że niektóre z tych momentów pamiętam z fotograficzną precyzją włącznie z datą, a niektórych nie pamiętam wcale. "Coś pani upadło" - tak prosty prymaaprylisowy żart sprzed lat. Ostatnich lat nie pamiętam wcale. Zła, rozżalona, smutna, samotna, zmęczona, bezsilna, zniechęcona, bez wiary w siebie i w przyszłość zmuszam się do wstania i bycia. Chciałam pracować, miałam pracować, okazało się, że musiałabym ściemniać, kraść i kryć innych ludzi. Nie chciałam zaczynać pracy od nieuczciwości. Odechciało mi się wszystkiego. "Dobrze zrobiłaś, rezygnując" - słyszę. I co z tego? Pracy nie mam dalej. A jak na teraz to nawet nie chcę. Wiosna? Chuj z wiosną jak na dzisiaj. No dobra, niech będzie wiosna, przynajmniej ciepło mi w ręce. Chce mi się grzać. Dawno tego nie mówiłam, ale nasiliło się więc chcę to powiedzieć. Heroina siedzi mi w głowie. Chcę zasnąć i przespać, więc uciec. Wiem, że to minie. Nie zrobię tego, po południu jak zwykle pójdę na grupę, jutro na terapię indywidualną, wieczorem na dyskusję, w piątek znowu na grupę itd... Ale rzygać mi się już chce tym życiem, chociaż już nie chcę umierać.
----------------------------------------------------------------------------
Nie chciało mi się iść na grupę. Nie zdążyłam na autobus, przeszkadzało mi to, że praktykantka siedziała z nami na grupie. Wszystko na NIE. Na grupie zdążyłam się wkurwić (jak można funkcjonować w małżeństwie "tresując" swoją żonę na zasadzie kar i uważać, że to najlepsza metoda, bo działa i najmniej szkodliwa dla dzieci), praktykantka przestała mi przeszkadzać, zdążyłam się wycofać, izolować na przerwie, siedząc na parapecie i słuchając muzy z tel'a. Pociągnęli mnie do gadania. Powiedziałam o tym wszystkim, o czym wcześniej tu napisałam. Trochę mi lżej mi się zrobiło. Znów gdzieś błyska jakaś "szansa". Jeden z terapeutów ma niezłe porównania. Jestem na etapie płynięcia przez nuuudny i długi Kanał Augustowski (przynajmniej już nie płynę dając w kanał) i to jeszcze trochę potrwa...
[/size]
(Cały wpis)
Komentarze: 2