<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 02 września 2014, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

OLCHA - Prywatny Ośrodek Terapii Uzależn...
Zajmujemy się uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, hazardu, leków. Pomagamy rodzinom osób uzale...
odsłon:3445

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:19
W tym miesiącu:358
W tym roku:87588
Ogólnie:2192596

Od dnia 08-01-2002

Makondo.


Ten blog należy do użytkownika: szuwar.



Strona główna blogu

Kategorie

Moje strony


Dostępne są także strony

Księga gości

Jeśli chcesz, możesz dodać wpis: Księga gości.

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi

Księga gości

17 maj 1991 roku był chłodnym, wręcz zimnym dniem. Rano jeszcze wziąłem ostatnią niewielką dawkę towaru, wycałowałem moją trzyletnią córeczkę i razem z siostrą wsiadłem w autobus do Lublina. W tamtych czasach punkt Monaru mieścił się w okolicy Placu Litewskiego. W starym baraku było kilka osób, moja siostra dzwoniła kilka dni wcześniej, więc wiedziano że przyjadę. W tym właśnie momencie poznałem Heńka Sztajnera, ówczesnego kierownika ośrodka. Większość społeczności była na obozie nad jeziorem, dlatego razem z Heńkiem i z kimś jeszcze wsiedliśmy do samochodu aby dołączyć do nich. Kiedy myślę o tym teraz, wiem, że gdyby moja siostra nie pojechała ze mną, nie trafiłbym wtedy do ośrodka. moja przygoda z narkotykami mogłaby się przedłużyć i nie wiadomo jak skończyć. Samochód dojechał na pojezierze Łęczyńsko - Włodawskie,nad jezioro Zagłębocze. Z powodu pogody nie było zbyt wielu ludzi. Wysiadłem i najpierw zobaczyłem dwie opalające się kobiety. Jedną z nich była Iwona, żona Heńka. Ten widok,jakże miły dla każdego normalnego faceta, mnie nie zafascynował. Właśnie kończył działać towar,a ja zastanawiałem się czy długo jeszcze trzeba czekać na pierwsze białe krople, które można było zebrać z młodych, jeszcze nie zawiązanych do końca roślinek. Nie planowałem prawdziwego leczenia, Chciałem tylko przeczekać do sezonu. Właściwie byłem odtruty, ale szybko wchodziłem w ciąg, a od ostatniego detoxu minęło kilka dni. Od siostry miałem 20 000 złotych. Kwota była wystarczająca na 5 centów bezwodnika, więc wiedziałem że jeśli dotrwam do końca czerwca - będę żył jak król. Tym bardziej że każdy dzień zmniejszał moją dawkę. Ktoś kto nie miał do czynienia z narkotykami czytając o tym nie będzie w stanie tego zrozumieć. Dla mnie wtedy był to absolutnie racjonalny sposób myślenia. Niedługo minie 20 lat od tamtych czasów, to cała epoka. Kiedyś poznałem czynnego narkomana, kiedy powiedziałem mu że w tamtych czasach byłem taki jak on, zaczął patrzeć na mnie jak ja patrzyłbym na kogoś kto ustawiał światła na festiwalu w Woodstock. Rzeczywiście dla współczesnych to legendarne czasy, pola miały po kilka hektarów. Udało mi się skończyć z narkomanią kiedy jeszcze była klasyczną hippisowską. Kilka lat później wszystko było inaczej. Kilka miesięcy wcześniej podjąłem próbę leczenia w Czerwonym Dworku. Jako warunek przyjęcia dostałem zakaz palenia, paliłem w kotłowni więc wyrzucili mnie po tygodniu. Powiedziałem o tym Heńkowi. Zrobili mi przyjęciówkę, a ponieważ Heniek nie chciał dla mnie zakazu palenia wymyślił żebym wszedł do jeziora. Woda miała pewnie z 4 stopnie a towar przestał działać. Kiedy byłem po kolana w wodzie zaczęło mi być wszystko jedno, wszedłem po szyję, a wokół mnie rosły szuwary. Kiedy wyszedłem na brzeg dali mi ręcznik, koc, gorącą herbatę i przezwisko. Jakoś kilka godzin później ktoś miał imieniny albo urodziny. byłem dosyć oszołomiony i nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego co się dzieje dookoła. Wszyscy zebrali się w kole. Na środek wyszedł ktoś i zaczął komuś innemu składać życzenia. Potem wszyscy chórem zaśpiewaliśmy "sto lat". Ktoś wetknął mi do rąk talerzyk z ciastem. Poznałem pierwszy stary monarowski zwyczaj, osoba która ma imprezę ma prawo do trzech życzeń. Jednym z nich tego dnia miał być mój taniec z Bogną. Była blondynką z długimi włosami, pankówą. Miała wtedy 19 lat i trafiła do ośrodka dzień wcześniej. Była bardzo nieśmiała, została jej do dziś odrobinka tej nieśmiałości, dodaje jej to uroku. Podeszła do mnie, włączyli nam muzykę, widziałem skrępowanie w jej oczach. Sam też nie czułem się zbyt pewnie. Coś tam wiedziałem o tańczeniu w parach, byłem nawet na kilku weselach. Jednak moim żywiołem był rock i nie przepadałem za dyskotekową muzyką. Bogusia miała jeszcze mniej pojęcia. Objąłem ją wpół i próbowałem dreptać, ona zaś zaczęla podskakiwać w moich ramionach. Musiało to wyglądać komicznie. Dziś jest poważną panią magister i kierowniczką punktu. Bardzo cenię sobie jej przyjaźń. Po wszystkim rozeszliśmy się do domków kempingowych w których byliśmy ulokowani. Ktoś pokazał mi pokoik w którym miałem spać. Zostałem sam, było tam tylko łóżko bez pościeli. Zdjąłem zasłonę z okna i nie rozbierając się, opatulony tą zasłoną zasnąłem. Do końca swego życia Heniek Sztajner opowiadał mi przy każdym spotkaniu jak chodził z SOM-em i wszedł do pokoiku gdzie spałem. Gospodyni musiało się nielicho oberwać, bo na drugi dzień dostałem piżamę, jakieś kapcie, ręcznik i pościel. Dostałem też pokój z jakimś domownikiem. Z całego pobytu niewiele pamiętam poza faktem że musiałem wciąż biegać do Heńka po tabletki węgla drzewnego. Byłem osłabiony, nie miałem ochoty na nic, ale powoli dochodziłem do siebie. Pobyt nad jeziorem dobrze mi zrobił, odtrułem się na tyle, że mogłem poradzić sobie z pracą kiedy wreszcie wakacje się skończyły. Majdan Kozic Dolnych to mała wioska, a nawet, jak sama nazwa wskazuje, przysiółek. Leży na wschód od Lublina, w gminie Piaski. Można dojechać do niej z dwóch stron, przez Majdan Kawęczyński albo Kozice Górne. W obu miejscach kończy się asfalt i trzeba iść drogą gruntową mniej więcej dwa kilometry. Teren jest lekko pagórkowaty, rolniczy. Droga błotnista lub pokryta kurzem. Ośrodek mieści się w byłej szkole, wybudowanej w ramach programu tysiąc szkół na tysiąclecie. Kiedy trafiłem do ośrodka trwało układanie trelinki, jednak większość podjazdu była jeszcze ledwie pokryta piaskiem. Główna brama miała furtkę dla pieszych, pierwszą rzeczą jaką rzuciła mi się w oczy była tabliczka z napisem "sprawdź się". Pomyślałem wtedy że chodzi o jakieś egzystencjalne przesłanie dotyczące wartości naszego człowieczeństwa, albo przystosowania do warunków ekstremalnych. Na wszelki wypadek jednak nikogo o nic nie pytałem, aby się nie zbłaźnić. Jak później odkryłem,znaczenie napisu było prostsze i bardziej banalne. Każdy kto wracał z zewnątrz miał obowiązek zadzwonić dzwonkiem i czekać na przybycie SOM - u. Kiedy nadejdzie dwóch SOM-itów trzeba pokazać im język, chuchnąć i pokazać reakcję źrenic na światło (po otwarciu oczu źrenica powinna się zwężyć, zażycie narkotyków powoduje osłabienie lub wręcz brak reakcji) SOM to służba Ochrony Monaru. Rodzaj wewnętrznej policji czuwającej nad przestrzeganiem abstynencji. Do SOM-u mogli należeć domownicy cieszący się zaufaniem kadry i społeczności. Do ich obowiązków należy sprawdzanie nowicjuszy i domowników. W uzasadnionych przypadkach mogą sprawdzić pretendentów, monarowców, neofitów i kadrę. Jest to najważniejsza i najbardziej odpowiedzialna funkcja w Monarze. Dzięki nim narkotyki nie mają dostępu na teren ośrodka, tak jak i alkohol. Zdarzają się oczywiście sytuacje gdy jednak narkotyki, albo ludzie pod ich wpływem wchodzą na teren i nikt nie jest w stanie się zorientować że do tego doszło. Jest to jednak na tyle rzadkie, że generalnie Monar można uznać za miejsce wolne od narkotyków i alkoholu. Oprócz abstynencji alkoholowej i narkotykowej przestrzegana jest bardzo ściśle abstynencja seksualna. Mimo że ośrodki są koedukacyjne, nie dopuszcza się do zawiązywania się relacji damsko - męskich, przynajmniej na poziomie nowicjusza i domownika. Później różnie to bywa. Zatrzymane emocje są tak silne że wystarczyłoby mi materiału na napisanie kilku tomów romansów. Nie jest to jednak moją ambicją. Za złamanie którejkolwiek z abstynencji grozi wyrzucenie z ośrodka, w wyjątkowych przypadkach można liczyć na pozostanie i rozpoczęcie leczenia od początku. W praktyce jednak odbywa się to w innym ośrodku niż ten w którym doszło do incydentu. Podobną karą skutkuje złamanie zakazu agresji. Wjechaliśmy na teren ośrodka, wszyscy nowicjusze zostali zaproszeni na rewizję osobistą. Zaczął się zwykły tok leczenia. Dla mnie jako przyjętego w okresie wakacyjnej swobody, wiązało się to z otrzymaniem dwóch kompletów drelichów. Były to standardowe zestawy odzieży roboczej, używane w przemyśle. Miały granatowy kolor. Musiałem dbać o nie, cerować, przyszywać guziki gdy odpadły i prać gdy były brudne. Drelichy to wizytówka nowicjusza. Nosi się je przez trzy miesiące, czasami dłużej. Zdejmuje się je kiedy zostaje się domownikiem. Nie oznacza to jednak definitywnego z nimi rozstania. Bardzo łatwo znowu się w nich znaleźć z powodu zaniedbań w procesie leczenia. W procesie terapii drelichy wykorzystuje się w dwojaki sposób. Pierwszy to zafundowanie domownikowi drelichów jako stroju, bez cofania innych przywilejów statusu domownika. Drugi to całkowity powrót do nowicjatu. To co w społeczeństwie tradycyjnym nazywa się karą, a w społeczeństwach industrialnych resocjalizacją, w Monarze nazywane jest dociążeniem. Dociążenie jest formą pomocy choremu w zmaganiu z przyczynami choroby. Tutaj właśnie ocieram się o kwintesencję terapii. Ludzie którzy przychodzą sie leczyć mają do wyboru uwierzyć w to zdanie i rozpocząć leczenie albo uznać za kłamstwo, opowiadane tylko dla jakichś bliżej nieznanych powodów i wrócić do narkomanii. Ja uwierzyłem.

Księga gości zawiera 0 wpisów.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dokonać wpisu w księdze gości! Zarejestruj się!

nasz czat

panel użytkownika

Witaj przybyszu

Rejestracja jest całkowicie niezobowiązująca i umożliwia dostęp do wszystkich obszarów tej strony.
Dołącz do Nas!
Użytkownik:


Hasło:


Zapamiętaj mnie

Użytkownicy:  Użytkownicy:
Ostatni:  Nowy dzisiaj: 0
Ostatni:  Nowy wczoraj: 0
Ostatni:  Razem: 9409
Ostatni:  Ostatni:
mirek655
Użytkownicy:  Online
Użytkownicy:  Użytkownicy: 1
Gości:  Gości: 15
Razem:  Razem: 16
Użytkownicy:  Użytkownicy online
Połšczony  SzczurBur  

urodziny

Urodzony(a) 2 wrzesień

- California (31 lat) female

nasze quizy

zobacz wyniki

nasze dowcipy

  · Ciekawy
  · Seks na 2 ręce;)
  · czym stuka chleb w piecu?
  · Dziadek
  · dziadek

nasi najlepsi gracze :-)

1: Baśka (233)
2: lukasz25 (219)
3: Hefaren (122)
4: a-psik (113)
5: legionnaire (102)

Pokaż im, kto tu rządzi!
Zobacz najlepszych graczy...

nasz pokój gier

Aliens Attack


1. lukasz25: 32,780
2. Baśka: 31,130
3. Hefaren: 20,470

Wybierz sobie grę!
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski