Po pierwsze uzależnienie można zaleczyć, ale nie wyleczyć. Po drugie jak mógł wylecieć przez kumpla, jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Tydzień od wyjścia z ośrodka, a jemu "zdarza się pić"? Nie wiem ile razy mogło się "zdarzyć" w tak krótkim czasie jak tydzień...
Jeśli naprawdę jest zaleczony, w sensie zaszły w nim pewne zmiany, a nie tylko przesiedział 3 lata w ośrodku to powinien wiedzieć co robić i czego unikać, a przede wszystkim ROBIĆ TO, a nie tylko WIEDZIEĆ. Znam bardzo dużo ludzi, którzy nie identyfikowali się z problemem alkoholowym i zaraz po wyjściu z ośrodka zaczęli pić... Większość z nich wróciła do brania (w tym przynajmniej 5 moich znajomych w ostatnim roku). Są też oczywiście neofici, którzy uważają, że mogą się czasem napić i piją, część z nich podejmuje decyzję o piciu po ustabilizowaniu swojej trzeźwości przez kilka lat utrzymując ją po terapii nawet przez kilka lat - i tu znam nieliczne przypadki, gdzie są w stanie się napić raz na czas, bez ciśnienia i nie rozwija się to w nic złego, a przynajmniej nie jest to jakoś widoczne, bo nie wiem co takie picie robi komuś w głowie.
Jednak myślę, że jeśli ktoś zaraz po wyjściu z ośrodka "rzuca się" na alkohol w sensie zaczyna pić od razu (jak wnioskuje z posta zdarzyło mu się w tydzień kilka razy), nie patrząc na konsekwencje, na to że to może być zagrożenie, że najebany może łatwiej złamać abstynencję narkotykową, że może przerzucić się na picie i uzależnić tak jak od narkotyków (jeśli od alko uzależniony nie jest), jeśli nie patrzy na to wszystko w okresie i tak chyba jednym z najtrudniejszych jak wyjście z ośrodka na "wolność" i konfrontacja ze swoim uzależnieniem, z wyzwalaczami, gdzie nikt nie ma nad nim ani kontroli ani parasola ochronnego, w czasie gdzie ma się nauczyć funkcjonować na trzeźwo w normalnym świecie (bo na razie to nauczył się funkcjonować w zamkniętym ośrodku) to coś jest nie tak, a przynajmniej dla mnie jest to niepokojące. Za dużo znam osób po terapii, które przejechały się na alkoholu, żeby traktować go neutralnie, przynajmniej na początku.
A on zawsze może się przejść do poradni w mieście, w którym mieszka, chociażby po to żeby zweryfikować takie wątpliwości dotyczące np picia i przystosowania się do życia poza ośrodkiem, przyda mu się wsparcie.
A swoja drogą jeden z moich ulubionych tematów, dzielenie środków zmieniających świadomość na "lepsze" i "gorsze", na "silne" i "słabe", na "moje" i "nie moje".
Jeśli załóżmy jestem uzależniona od heroiny to czy jest wszystko OK jeśli zaraz po terapii wciągam kreskę?
A gdy moja koleżanka jest uzależniona od alkoholu, nie pije od 2 lat i jest w terapii - to na to konto, że nie jest uzależniona od narkotyków i się za taką nie czuje - może sobie bezpiecznie zajarać jointa, wciągnąć kreskę, wziąć dopalacz, spróbować kompotu?
To tak do zastanowienia.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...