Witam, trzy dni temu oddalem ojca na dobrowolne leczenie do MONARU. Jest uzalezniony od alkoholu. Dzisiaj mialem z nim pierwszy kontakt, przez telefon.Przez cala rozmowe plakal, opisywal jak mu zle: ze straszna wilgoc i grzyb, ze smierdzi, brak cieplej wody, brak normalnej toalety(tylko jakis wychodek na dworzu) ze nie ma sie jak umyc itd... juz sam nie pamietam.Chce mu pomoc, dlatego tam trafil ale te warunki spartanskie troche mnie szokuja.Straszy mnie ze on tego nie wytrzyma i juz sobie szykuje pasek na ktorym sie powiesi,nigdy naprawde nigdy takich rzeczy nie mowil.Nie bede sie rozpisywal jak dlugo pije bo sam nie wiem, o tym jaki chorror robil w domu lepiej tez nie.
A teraz pytanie: czy mam go zostawic tak samego w takich warunkach? Co myslec co dalej?Od poniedzialku ma zaczac leczenie i przez 6 tygodni ma nie miec z nikim z rodziny zadnego kontaktu.Narozrabial duzo przez cale swoje zycie ale to ojciec....
Nie musicie odpowiadac na forum tu jest moj adres askairobert@interia.eu
BARDZO PROSZE O WYPOWIEDZI W TYM TEMACIE syn Robert
Posted: 04.06.2011, 08:26
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
Robert, wydaje mi się że warunki jakie opisujesz mogą panować w placówce Markotu (odłam Monaru pomagający osobom bezdomnym), ośrodki Monaru zajmujące się terapią osób uzależnionych mają podpisane umowy z NFZ i muszą spełniać wiele kryteriów (profesjonalna kadra terapeutyczna, warunki socjalne, higieniczne właściwe dla placówki medycznej)
Napisz, gdzie umieściłeś ojca, może warto rozważyć znalezienie mu ośrodka terapii dla osób uzależnionych od alkoholu, jest ich sporo w Polsce, terapia trwa około 2 miesięcy i później musi być kontynuowana w trybie ambulatoryjnym, w poradni uzależnień