<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:200
W tym miesiącu:5995
W tym roku:42759
Ogólnie:1941817

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
1000000 pytań----0 odpowiedzi
  • Posted: 20.04.2011, 19:06
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    Witam wszystkich
    Nawet nie wiem od czego zacząć..takie to wszystko trudne. Mój mąż jest chory; jest uzależniony od amfetaminy. Obecnie znajduje się w zamkniętym ośrodku ( od 2,5 mca). To jest jego pierwsze leczenie i chciałabym uwierzyć w to że ostatnie..ale w chwilach słabości, czyli codziennie wieczorem dociera do mnie fakt że to dopiero początek. Codziennie zadaj sobie tysiąc pytań, na które oczywiście nie znam odpowiedzi.. przez 1,5 msca udawałam że jestem silna, że dam rade..tym bardziej, że rozstaliśmy się w kłótni..ja wybuchowy człowiek, nerwowy kontra on, narkoman i jego kłamstwa, cierpienie jakie mi sprawiał nieraz, słowa którymi ranił, czyny\, gesty, sposób bycia.. wszystko co sprawiło, iż zaczęłam się zastanawiać" po co się męczyć?" wtedy nie zdawałam sobie sprawy że jest chory, że uzależnienie to choroba a nie jak to sobie tłumaczyłam jego "widzi mi się". Teraz gdy go nie ma zrozumiałam że bez niego nie chce żyć, ale nachodzą mnie też pytania typu" a czy z nim potrafisz"? jedno wielkie zamieszanie w mojej głowie, szok...Wiem jedno, zrobiłabym wszystko by mu pomóc, bo oprócz tego że jest facetem którego kochałam, kocham i będę kochała jest kimś ważniejszym a mianowicie ojcem mojego dziecka..Także mam podwójną motywacje do walki, bo walczę jakby o 2 osoby( o męża i o ojca dziecka) ale czy warto? czy nam się uda? czy będę miała na tyle siły by być przy nim zawsze, nawet gdy będą nawroty choroby?? czy on tego chce? dodam że przed pójściem do ośrodka (jak ćpał) wykrzyczał mi w twarz że nie chce być ze mną, że musimy się rozwieść, że nie ma sensu, itd. prawie w to uwierzyłąm, byłam nawet u adwokata ale jednak stchórzyłam łudząc się że skoro poszedł na leczenie, to znaczy że walczy a skoro walczy to może warto spróbować , poczekać...sama już nie wiem co myśleć..kilka dni temu odezwał się do mnie po raz pierwszy od kiedy tam jest, rozmowa przebiegała ok bez nerwów itd bo wiem że wracanie do przeszłości teraz podczas jego leczenia nic by mi nie dało, a jemu tylko zaszkodziło. powiedział ze bardzo się cieszy, że mnie słyszy i poprosił o spotkanie.. widzieliśmy się.. pierwsza godzina to był dla mnie szok... zamurowało mnie i po prostu znalazłam się jakby w innym świecie... on widać ze sie cieszył, chciał przytulic, pocałować, dotknąć.. takie miałam wrazenie ale może znowu sobie to wmówiłam, może się myliłam,żle to wszystko odebrałam..Przytulił i przez chwile jakby zniknely wszytskie moje obawy, pytania, złe wspomnienia ale to była chwila bo juz po powrocie do domu zaczelam zadawac sobie pytania " a moze on znowu chce cie wykorzystac bys mu fajki zawiozla lub cos innego? moze kłamie, tak jak dawniej?dodam ze do tej pory wszystko dostawla od swojej mamy ale to juz inna bajka... wiem ze w tym co pisze jest jeden wielki chaos, ale to odzwierciedla chaos jaki panuje w mojej glowie... jedyne czego jestem pewna to że bardzo go kocham, ale nie wiem czy on tez kocha, kiedys to czulam, czytałam z jego gestów ale potem wszystko sie zmienilo, czulam jakby mu niezalezalo zreszta tak sobie tlumaczylam jego cpanie ( to byl blad teraz wiem) ze gdyby kochal nie krzywdzilby, nie cpal. zreszta on nie raz powiedzial ze ma wszystko w dupie..jednego dnia mowil ze ma wszystko gdzies innego dnia plakal ze nigdy sie nie zmieni i nie chce mnie ranic...sama nie wiem co jest prawda...czy cokolwiek nią jest? wszyscy mowia daj spokoj, rozwiedz sie dla siebie dla dziecka, z nim nigdy nie bedziesz szczesliwa ale oni nie rozumieja ze bez niego tez szczescie dla mnie nie istnieje... a ja z dnia na dzien popadam w coraz głębszy dołek, bo ileż można to wszystko w sobie dusic i tkwic w tej próżni niewiedzy.. pytań coraz więcej a odpowiedzi brak.. bałagn w głowie, samotność, tęsknota, czasami zastanawiam się czy ja nie mam na jego punkcie obsesji...
  • Posted: 21.04.2011, 21:30
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    witaj mirra27- najważniejsze że wiesz że kochasz Go prawdziwą miłością. Najważniejsze że jest na leczeniu. Najważniejsze że ma szczera chęć (jak widać bo nadal trwa) leczenia. Czyli u męża jak narazie wszystko zgodne z planem. A jak u Ciebie? Jak czytam to widze wszystko to co było u mojej żony jak nasz syn poszedł na terapię. I pomogła jej jedno poszliśmy razem na terapię dla osób współuzależnionych dla rodziców dzieci narkomanów. Udaj się do poradni leczenia uzależnień i znajdź coś dla siebie , będą tam inne osoby w podobnej sytuacji jak Ty i zapewne z czasem będzie Ci lżej. Samej klapa nie podołasz pewnie a pseudo dobre rady rodziny , przyjaciół i tych wszystkich którzy dobrze radzą nie znając tematu klapa dobijają jak sam się przekonałem. Wiem że pewnie trudno będzie Ci podjąć taką decyzję podobnie jak trudno było zdecydować się mężowi w podjęciu leczenia ale naprawdę warto. Powinno Ci być o wiele lżej i łatwiej znajdziesz wspólny język z mężem.
    A mąż zapewne bardzo Cię kocha, jak by nie kochał nie podjął by pewnie leczenia a raczej ćpanie wybierając leczenie wybrał Ciebie i dziecko i zapewne jesteście dla niego wielką motywacją aby się leczyć. Zapewne nie będzie lekko ale MIŁOŚĆ wiele potrafi wykrzesać z nas sił.
    Sił życzę i pisz to wiele pomaga. Ja pisałem przez cały okres syna leczenia i bardzo mi to pomagało. Pozdrawiam i do usłyszenia mam nadzieję Józef


    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 22.04.2011, 21:35
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    witaj .
    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź , dodam że od kiedy czytam forum na tej stronie, wypowiedzi innych ludzi zrozumiałam bardzo wiele. ale nadal jest mi strasznie ciezko..z dnia na dzien coraz gorzej..od dawna wiem ze powinnam isc na terapie dla osob wspoluzaleznionych ale tak naprawde nie mialam nawet kiedy poszukac gdzie w mojej okolicy mogliby mi pomoc. od rana do nocy pracuje, w weekendy sie ucze i tak naprawde nie mam nawet czasu dla siebie, bo mam jeszcze coreczke ktora potrzebuje mnie teraz jeszcze bardziej(brak jej juz jednego rodzica wiec i tak jest zagubiona). co do mojego meza..nadal jest w osrodku, ale szczerze mam wrazenie ze tam nie ma zadnej terapii.. moze sie myle ale gdy byl nowicjuszem ( pierwsze 2 mce) musial sie trzyma ostrych zasad jakie tam panuja , ale od kiedy zostal domownikiem ma wiecej swobody, luzu, mimo ze pracuje do godz 16stej...czesto odnosze wrazenie ze on sie tam czuje jak na koloniach, poza tymmi kilkoma zasadami jakich musi przestrzegac( a jest ich coraz mniej) i codzienna praca zycie uplywa mu tam milo.. boje sie o to ze zamiast sie leczyc( mimo ze on caly czas mowi wiem po co tu jestem, a mianowicie po to by zmienic cos w swoim zyciu, zaczac zmiany od siebie a potem zajmne sie reszta nami itd) on traktuje to miejsce jak schronienie przed problemami, obowiazkami, odpowiedzialnoscia wynikajaca z roli ojca... sama juz nie wiem co mysle..z jednej strony bardzo sie ciesze ze tam jest, jestem z niego dumna ze podjal sie tego "leczenia' z drugiej natomiast obawiam sie ze jesli wytrzyma i wyjdzie po roku wszystko wroci do normy...ajjj tak jak pisalam tysiac pytan, obaw...zero odpowiedzi

  • Posted: 22.04.2011, 23:39
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Widzisz, spodziewałem się takiej odpowiedzi jeżeli chodzi o terapię dla Ciebie. Już tak jest zazwyczaj że osoba uzależniona jak wreszcie się leczy to współuzależniona znajduje nadal stale wykręty i nie decyduje się na terapię a co za tym idzie cierpi nadal i to bardzo co się odbija w sposób negatywny na rodzinie i nie ma w tym żadnej przesady. Znam to z autopsji. Jak ktoś jest chory to idzie do lekarza i się leczy więc dlaczego wszystko inne jest ważniejsze od Twojego leczenia?
    Wierzę ze zajęta jesteś i wiele pracujesz i studiujesz itd. ale cóż 2 godz tygodniowo nie znajdziesz dla dobra swojego, dziecka i rodziny? Nie warto? Twój wybór ale sama widzisz jak cierpisz i zarazem dziecko tak samo cierpi bo czuje Twoje cierpienie więc moim zdaniem warto zadbać wreszcie o swoje i dziecka zdrowie jak i komfort w późniejszym dalszym wspólnym życiu.
    Nie piszesz gdzie się leczy mąż więc nie wiadomo jak tam przebiega terapia. Pewnie nie ma co się martwić, w ośrodku wiedzą co robią. Trzeba zaufać terapeutom i zarazem oprócz terapii ja modliłem się o cud trzeźwosci i ten cud się stał icon_smile . Pozdrawiam i życzę zdrowych wyborów.




    napisany przez: jozefaa, 23-04-2011 - 00:44

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 23.04.2011, 14:52
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    Wiesz ja wiem,że powinnam iść do lekarza bo widze po sobie i swoim zachowaniu, że cos zlego sie ze mna dzieje. Ten tydzien po swietach mam jakby troche luźniejszy wiec juz sobie obiecalam ze pojde ...nie jestes pierwsza osoba ktora mi mowi iz powinnam isc na leczenie ale ze mna w takich sytuacjach jest jak z malym dzieckiem... najlepiej jakby ktos zaprowadzil mnie tam za reke..nie dlatego ze sie boje sama isc, ale nie umiem podjac tego pierwszego kroku.
    Probowalam tez namowic na terapie moja tesciowa ale ona nawet o tym sluchac nie chce a jestem w 100% pewna ze powinna..nadal wiele rzeczy nie rozumie, popelnia wiele bledow mimo iz wie ze zle robi...jest bardzo uparta i najgorsze ze nikt nie jest w stanie przekonac ja do zmiany postawy, zachowania w stosunku do swojego syna..
    duzo moznaby opowiadac o tej calej sytuacji bo do tej pory choroba mojego meza byla jakby celowo niezauwazana i traktowana jak temat tabu..
    Powiem tak ja dzieki temu forum i rozmowa z jedna osoba zrozumialam wiele rzeczy, ktore do tej pory wogole do mnie nie docieraly...jednak ciezko mi nadal w to wszystko uwierzyc, ciezko wierzyc ze bedzie dobrze, ciezko tez znosic kazdy kolejny dzien...a tak jednym zdaniem jestem strasznie zagubiona...


    bardzi Ci dziekuje za odpowiedz i serdecznie pozdrawiam
  • Posted: 23.04.2011, 17:36
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Wiesz teściowa pewnie już nie zmienisz i nie namówisz na terapię ona pewnie już X lat trwa w tej matni, zakłamaniu, nadopiekuńczością itd że nie jest w stanie zauważyć swojego złego postępowania, które jak pewnie ona myśli ba nawet jest święcie o tym przekonana że ratuje syna i postępuje dobrze a tak naprawdę nie pomaga nie chroni a zabija syna. Tak jak osobie uzależnionej trudno się przełamać aby iść na terapię tak samo i osoba współuzależniona jak sama widzisz też ma podobny problem ze zdecydowaniem się i tak naprawdę w pełni nie widzi swojej choroby. Ciężko jest tam dotrzeć ale naprawdę warto. Fajnie że podjęłaś taką decyzje będzie to zwłaszcza dobre dla Waszego dziecka jak i rodziny. Moja teściowa też się nie zmieni hi hi ale ona ma już po 70 także obecnie już nie ingeruje w nasze małżeństwo tak bardzo jak to było na początku naszego małżeństwa co mnie do szału doprowadzało zwłaszcza że nie miałem zielonego pojęcia o tym ze ona jest współuzależniona (teść mój pił). W ogóle nie miałem pojęcia o uzależnieniu czy współuzależnieniu. Gdybym miał wtedy taką wiedzę to pewnie nasze życierodzinne by inaczej przebiegało. Niestety dopiero jak sam się uzależniłem zrozumiałem mechanizmy tej choroby i współuzależnienia i teraz doskonale rozumiem teściową i jej chore zachowania jak i mojej zony, która do dzisiejszego dnia nie jest w stanie zwrócić uwagi mamie( nie chce jej tym skrzywdzić, mimo że wie ze to jest złe co ona niekiedy robi, bo też nie rozumie że powiedzenie swoich racji nie krzywdzi a tylko nie poddajemy się manipulacji) bo całe życie dziecięce tylko w nią wierzyła i na niej mogła polegać , a teściowa chroniła swoje dzieci jak umiała i stała się nadopiekuńcza przez co też jej dzieci zostały poranione. Ta choroba strasznie rani tych których najbardziej się kocha i uzależnienie i współuzależnienie dlatego w jednym jak i w drugim przypadku tak ważna jest terapia aby nie przenosić dalej na własne dzieci tych samych mechanizmów chorobowych, a one dalej na swoje itd. to stale brnie do przodu. Czas to przerwać prawda?
    [b]Radosnych świąt Zmartwychwstania Pańskiego i pokoju życzę wszystkim uzależnionym i współuzależnionym jak i tym "zdrowym"[/b]

    [b][/b]



    napisany przez: jozefaa, 23-04-2011 - 18:42

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 23.04.2011, 18:05
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    Wesołych świąt równiez dla Ciebie i calej twojej rodziny... Podziwiam Twoja postawe i to ze masz tyle sily w sobie.. dziekuje za dobre madre slowa, serdecznie pozdrawiam
  • Posted: 25.04.2011, 13:16
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    [quote=mirra27]z dnia na dzien coraz gorzej..od dawna wiem ze powinnam isc na terapie dla osob wspoluzaleznionych ale tak naprawde nie mialam nawet kiedy poszukac gdzie w mojej okolicy mogliby mi pomoc. od rana do nocy pracuje, w weekendy sie ucze i tak naprawde nie mam nawet czasu dla siebie, bo mam jeszcze coreczke ktora potrzebuje mnie teraz jeszcze bardziej[/quote]

    [quote=jozefaa]Już tak jest zazwyczaj że osoba uzależniona jak wreszcie się leczy to współuzależniona znajduje nadal stale wykręty i nie decyduje się na terapię a co za tym idzie cierpi nadal i to bardzo co się odbija w sposób negatywny na rodzinie i nie ma w tym żadnej przesady. Znam to z autopsji. [/quote]

    Zgadzam się z Józefem. Myślę, że twojej córeczce potrzebna jest "zdrowa" mama i najważniejsze jest to żebyś zadbała o siebie i swoje zdrowie też psychiczne. KTO CHCE, SZUKA SPOSOBÓW, KTO NIE CHCE - SZUKA POWODÓW icon_smile Mam nadzieję, że w tym tygodniu zrealizujesz decyzję o dotarciu do poradni, podjęciu, a w perspektywie wytrwaniu we własnej terapii. Powodzenia życzę i zawsze możesz tu dzielić się tym jak ci idzie.


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 25.04.2011, 19:39
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    Dziękuję za miłe słowa , za wsparcie.. Dziś zrobiłam kolejny krok a mianowicie załatwiłam sobie numer tel do poradni w mojej okolicy... pozostaje mi zatem zadzownic jutro i umówic sie na pierwsze spotkanie...
  • Posted: 25.04.2011, 19:54
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    Cały czas meczy mnie to czy aby napewno w osrodku w ktorym jest moj maz przechodzil on ta cala zmiane, cokolwiek kryje sie pod tym slowem... Bylam dzis u niego i widze pewne zachowania ktorych do tej pory nie bylo, sam fakt ze mowi juz otwarcie o tym ze jest narkomanem, a w osrodku jest po to, by cos zmienic, mowi ze wie po co tam jest, ze sie tu leczy ale ja npon stop mam watpliwosci..chyba to normalne zreszta on jeszcze za krotko tam jest by cokolwiek mozna było powiedziec( to wlasnie uslyszalam dzis od jego terapeutki, zreszta nie pytalam za wiele bo tez sadze iz jeszcze za wczesnie by wydawac opinie).. mimo to caly czas nachodza mnie obawy ze on tam jest tylko po to by odpoczac od wszsytkiego, uciec od problemow, a za 5 min zmieniam swoj tok myslenia i jego pobyt tam tlumacze jako walke... jeden wielki chaos... caly czas zastanawiam sie czy jezdzic do niego, czy sie z nim kontaktowac, czy to dobrze na niego wplynie, na przebieg jego leczenia.. dodam iz sama sie tam nie wpraszam, sama w sumie nie dzownie.. po prostu nie chce robic niczego na sile i probowac przyspeiszyc bo wiem ze takim postepowaniem moglabym tylko zaszkodzic niz polepszyc obecna sytuacje..jest mi bardzo ciezko i najchetniej widywalabym go codziennie ( ta piekielna tesknota wypala mnie od srodka) ale o tym mu oczywiscie nie mowie.. dzis na przyklad powiedzialam tylko tyle: jak bedziesz chcial porozmawiac pusc dzownka to oddzwonie, a jak bedziesz chcial i mial dosyc sily by spotkac sie ze mna poraz kolejny daj znac to przyjade.. tyle powiedzialam nic wiecej nie narzucam sie i mysle( jesli sie myle prosze wyprowadzcie mnie z bledu) ze to dobry sposob postepowania... ale i tak zastanawiam sie caly czas czy nie lepiej dla niego byloby nie widywac mnie wogole..sama nie wiem bo boje sie ze on prosi o spotkanie bo czuje ze ja tego chce i nie chce sprawic mi przykrosci, a moze po prostu sam tego potrzebuje?? jak uwazacie?? dodam ze jesli chodzi o rzeczy materialne on o nic mnie nie prosi, a jak ja pytam czego potrzebuje to odpowiada NICZEGO..
  • Posted: 25.04.2011, 22:43
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Potrzebuje i to bardzo MIŁOŚCI - i to najważniejsze żeby czuł się kochany i że ma w Tobie wsparcie ale zarazem powinien czuć że to wsparcie będzie i miłość ale jak będzie się leczył a nie kombinował. Jeżeli chodzi o kontakty to my zawsze uzgadnialiśmy z terapeutami czy możemy przyjechać czy nie będzie nasza wizyta przeszkadzała w terapii, jedno wiem że za częste wizyty nie są dobre tak samo jak i częste telefony. My dzwoniliśmy często i z terapeutami więcej rozmawialiśmy jak z synem aby nie odrywać go od terapii. Jak syn chciał to dzwonił do nas dawał nam sygnał i my oddzwanialiśmy i to był dobry układ. A jak odpowiada niczego to niczego widocznie nie potrzebuje. Jak będzie chciał powie, a jak potrzebuje a nie chce mówić to z czasem nabierze pokory i poprosi o jakieś potrzebne rzeczy icon_wink .

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 26.04.2011, 11:48
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    WIESZ, MI BARDZO CIĘŻKO UWIERZYĆ W TO WŁAŚNIE CZY NIE KOMBINUJE, CZY NIE KRĘCI, NIE KŁAMIE.. POWIEM TAK PODCZAS WCZORAJSZEGO POBYTU U NIEGO BYŁO NAPRAWDE OK, W SUMIE KILKA RAZY POWTARZAŁ ŻE WIE PO CO TU JEST, ZE SIE LECZY, OTWARCIE UZWA SŁOWA NARKOMAN, CO KEIDYS BYLO NIEDOPOMYSLENIA. NIGDY NIE MOWIL O SOBIE JAKO OSOBIE CHOREJ UZALEZNIONEJ, TLUMACZYL TO NA INNE ROZNE SPOSOBY A TO WMAWIAL ZE MA DOLKA A TO ZE WZIAL BO MUSIAL W NOCY PRACOWAC ITD. NIGDY WCZENSIEJ NIE MOWIL JESTEM UZALEZNIONY, TAK JAK MOWI O TYM TERAZ I MAM WRAZENIE ZE FAKTYCZNIE WIE PO CO TAM JEST. WSZELKIE ZASADY KTORYCH PRZESTRZEGA, MI MOWIL NP " NIE LEJ WODA W POKOJU BO NIEWOLNO, ALBO NIE WYCHODZ W LAPCIAH DALJE BO NIEWOLNO" TO DLA MNIE WIELKI SZOK BO ON NIGDY NIE PRZESTRZEGAL ZASAD ITD. I WIDZE PEWNE ZMIANY, I NIE UDAJE ZE NIE SA ONE DLA MNIE WAZNE I ZE NIE BUDZA WE MNIE NADZIEI ZE BEDZIE OK , ZE SIE WYJDZIE Z TEGO BO TAKA NAdzieje juz sam fakt ze tam poszedl obudzil we mnie odrazu. TYLKO NAPRAWDE GLEBOKO SIE ZASTANAWIAM CZY ON ZNOWU NIE KRECI, NIE KLAMIE, CZY CZEGOS NIE KOMBINUJE. TEN TOTALNY BRAK ZAUFANIA SPRAWIA IZ CO RUSZ POWSTAJA W MOJEJ GLOWIE DZIWNE PRZEKONANIA, OPINIE ZDANIA PYTANIA WYOBRAZENIA OBAWY. ALE CIEZKO EJST ZAUFAC PORAZ SETNY OSOBIE KTORA DO TEJ PORY ZYLA KLAMSTWEM A PRAWDE MOWILA TYLKO WTEDY GDY SIE POMYLILA. CO DO MOJEGO MEZA, WIEM ZE ZDECYDOWAL SIE DO MNIE ODEZWAC , SKONTAKTOWAC SIE SPOTKAC, PO TYM JAK SIE DOWIEDZIAL ZE JESTEM SZCZESLIWA ZE TAM JEST ZE SIE LECZY BO DOPOKI MU TEGO KTOS NIE PWOIEDZIAL ON MYSLE ZE SIE BAL JAK ZAREAGUJE, CZY NIE BEDE MU WYRZUCALA WSZYSTKICH POPELNUONYCH BLEDOW ITD CZYLI TO CO ZAWSZE ROBIŁAM...
  • Posted: 26.04.2011, 11:52
     
    mirra27
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2011
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    26.04.11
    postów:
    8
    ZRESZTA CIESZE SIE ZE ODEZWAL SIE DOPEIRO PO TYCH PONAD 2 MCACH BO TEN OKRES POZWOLIL ZAROWNO MI JAK I JEMU OPANOWAC EMOCJE, WYCISZYC SIE I PRZEMYSLEC TO WSZYSTKO, POUKLADAC W GLOWIE..NIE UKRYWAM JEDNAK ZE BYLO MI W TYM CZASIE MILCZENIA BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO CIEZKO...
  • Posted: 29.04.2011, 18:54
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Będzie dobrze trzeba w to wierzyć. Tego Wam z całego serca życzę. Tylko wiele spokoju i miłości potrzeba. Pozdrawiam Józef

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski