Moim zdaniem nowela jest cokolwiek niedopracowana. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: diler, ale uzależniony i przy okazji sprytny lisek, bo do klienta idąc bierze ze sobą tylko jedną działkę. Złapali go, ale kolega szanowny papierek o chorobie ma, więc kolokwialnie mówiąc, władza może mu naskoczyć. Inny osobnik, kupił sobie hurtowo większą ilość, ale wykazuje jeszcze typowych dla uzależnienia mechanizmów. Mamy proces. Coś tu chyba nie jest tak, jak być powinno.
Temat jest śliski i wielowarstwowy, bo nie od dziś wiadomo, że chociaż zazwyczaj za posiadanie dostać można zawiasy (o ile nie było się oczywiście osobą karaną), to jednak lwia część osadzonych za przestępstwa związane z narkotykami to osoby uzależnione, a nie pełnoetatowi doradcy klienta ds. nieco zmodyfikowanych suplementów diety. Jak wiadomo, więzienie resocjalizacji i leczeniu nie służy, więc koło się zamyka. Pewnie, są jednostki, które za kratami odkrywają, że ich dotychczasowe życie było warte mało i że robili w konia głównie samych siebie, zaczynają malować, odkrywają w sobie pasje i jakiś sens. Umówmy się jednak, w więzieniu dostępność wszelkich nielegalnych substancji jest duża, a profilaktyka działa jak działa.
Uprzedzając ataki pewnej nawiedzonej grupki odwiedzającej forum: nie, nie jestem za legalizacją wszystkiego i dla wszystkich, ale za jakimś sensownym rozgraniczeniem. Bardzo duży wpływ na traktowanie narkomanów w Polsce ma podłoże kulturowe i głęboko zakorzeniona świadomość, że jeżeli coś jest legalne, to krzywdy nikomu nie zrobi. Mamy nad Wisłą tradycję picia alkoholi przeróżnych jeszcze od czasów szlacheckich i wzniesienie toastu 15 raz tego dnia nie jest niczym złym, nawet, jeżeli po kolejnym "za tych, co na morzu", żona dostanie łomot, a przez okno poleci telewizor. Kwestia legalności jest mimo wszystko sprawą drugorzędną, chociaż na osobę pijaną patrzy się u nas mimo wszystko zupełnie inaczej, niż na człowieka pod wpływem np. kokainy. Wkurza mnie to, bo choroba to choroba i substancja nie powinna mieć większego znaczenia. To trochę tak, jakby człowieka chorego na raka traktować lepiej, niż tego ze stwardnieniem rozsianym. Mam nadzieję, że rozumiecie, o czym mówię.
Podsumowując. Prawo to jedno, ale pewnie jeszcze ze 3 pokolenia przeminą, zanim mentalność Polaków zmieni się na tyle, żeby potraktowano wszelkie uzależnienia (te od alkoholu, narkotyków, seksu, czy czego tam jeszcze), nie jako dewiację i widzimisię pacjenta, ale jako chorobę. Nie nową chorobę naszych czasów, ale pokuszę się o stwierdzenie, że po części cywilizacyjną. Co kraj, to obyczaj, ale każda kultura, religia i kraj ma swoje substancje zakazane i ich legalność nie ma tak naprawdę większego znaczenia, bo wszystko sprowadza się do czynnika, który nie pozwala przestać.
[quote=krzysiek743]
A odwiedziłem portal Onet i przeraziłem się wpisami tam wszyscy wszystkich wyzywają od ćpunów.
[/quote]
Krzysiu, tak szczerze. Ja forum Onetu odwiedzam, kiedy skończy mi się wszystko inne, Wyborczą i Pudelka znam na pamięć, a czytanie spamu już mi się znudzi. Raz na milion lat trafi się tam jakaś sensowna wypowiedź, reszta to trollowanie najczystszej wody. Szkoda czasu i nerwów, pośmiać się jedynie można czasem. Z politowaniem, bo czasem już sama nie wiem, czy w tych 90% kretynizmów większość jest prowokacją, czy ludzie są aż tak głupi...
