Witam, mam do was pytanie. Jaki jest stosunek wasz i wogóle monaru jeśli wiecie do leczenia różnego rodzaju lęków, schiz, nerwic lekami psychotropowymi? Od ponad roku lecze się w ten sposób ale czasem mam wrażenie że to nie jest rozwiązanie moich problemów tylko tłumienie ich i tak naprawde to leczenie nic mi nie daje. W dodatku wyjechałem za granice abym mógł na nowo zafunkcjonować, poza moją rodziną która na pewno jest też źródłem wielu moich problemów a efekt jest taki że faszeruje się lekami jeszcze bardziej. Sam już nie wiem co o tym myśleć. Z jadnej strony lekarz i medycyna przekonuje mnie, że w przypadku zaburzeń psychicznych które niewątpliwie mam trzeba brać leki a z drugiej strony czytam artykuły takie jak te http://www.ithi...euroleptyki/ i sam nie wiem co o tym myśleć. Dodam tylko że odkąd zaczołem leczenie psychiatryczne kilka razy zwiększałem dawki żeby tylko się uspokoić. Sam już nie wiem co mam robić i bardzo proszę Was o podzielenie się opiniami na ten temat. Może ktoś brał leki i ma więcej doświadczeń niż ja.
Posted: 24.01.2011, 14:48
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
Próbowałam się leczyć lekami przez wiele lat. Był czas, że wyłudzałam od psychiatry benzodiazepiny, które również uzależniają, był czas, że brałam leki z myślą, że nie będę robić nic więcej i że to one mają rozwiązać wszystko. Był też czas, że brałam leki równocześnie z heroiną, amfetaminą i alkoholem, co zaburzało ich działanie. Po 10 latach doświadczeń z leczeniem mogę powiedzieć tyle, że dobrze dobrane leki mogą POMÓC funkcjonować ale na pewno nie rozwiążą wszystkich problemów. Oprócz leczenia farmakologicznego chodzę na terapię i to ona pomaga mi poukładać sobie pewne rzeczy. Leki bez terapii u mnie nie dały dobrego efektu. Pomagają tylko zniwelować pewne objawy, nie usuwając przyczyny. A przyczyny czasem się nie da usunąć, można tylko zmienić swoje reagowanie na pewne rzeczy i nauczyć się sobie radzić z pewnymi problemami - a to już zadanie terapii. Dzięki lekom byłam w stanie się unormować na tyle żeby móc i chcieć zacząć pracować nad pewnymi rzeczami na psychoterapii.
Chyba jest jasne, że każdy lek ma skutki uboczne. Po przetestowaniu wielu z nich mogę powiedzieć, że nie u każdego wystąpią takie same, czasem zdarzyło mi się, ze reakcja była odwrotna do zamierzonej. Dla mnie ważne jest po pierwsze żeby skutki uboczne nie przewyższały uzyskanego pozytywnego efektu, po drugie, jeśli nie ma takiej konieczności, nie był stosowany dożywotnio tylko do czasu uzyskania poprawy i ustabilizowania. Np brałam końskie dawki neuroleptyku (bo nie przechodziły mi halucynacje poamfetaminowe, bo paraliżujące lęki, bo nerwowość, bo autoagresja, bo problemy ze snem). Ale gdy poczułam się lepiej, zaczęłam w miarę normalnie funkcjonować, układać sobie pewne rzeczy na terapii - w porozumieniu z moim psychiatrą stopniowo zmniejszałam dawkę aż do zera. Mam to szczęście, że trafiłam w końcu na psychiatrę, któremu ufam chyba bardziej niż sobie i wiem, że po pierwsze nie da mi nic co uzależnia, zawsze mogę z nim porozmawiać o swoich obawach, nie każe mi brać niczego dożywotnio jeśli tylko jest szansa na funkcjonowanie bez leku. Wiem, że są też tacy, którzy wypiszą receptę, zwiększą dawkę żeby mieć święty spokój albo tacy, którzy gdy powiesz im o skutkach ubocznych powiedzą "albo rybki albo akwarium" czyli wybieraj co wolisz. Nie wiem czy chodzisz/chodziłeś na terapie, jaki jest Twój lekarz, co masz zdiagnozowane, bo znam osoby, które niestety muszą brać leki przez cały czas, ale tego nikt przez internet Ci nie powie.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 26.01.2011, 01:33
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.03.11
postów:
5
Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Troche mnie uspokoiłaś. Czasem wkręcam sobie takie fazy że powinienem walczyć bez leków, że mózg ludzki jest na tyle skomplikowany że człowiek nie powinien w niego ingerować, a jeśli już tak się stało (narkotyki) to z czasem sam powinien dojść do siebie. Wiesz problemy psychiczne to ja mam napewno (nerwica, lęki, depresja) tylko czasem zastanawiam się gdzie jest ta granica, tzn. do jakiego stopnia można leczyć terapią a od jakiego już nie. Przez blisko rok chodziłem na terapie i równocześnie brałem leki i pamiętam ten moment kiedy wychodziłem od terapeuty i czułem się tak jakby ze mnie wszystko zeszło, tak jakbym wogóle nie był chory. Wtedy właśnie myślałem sobie że skoro da się przez rozmowę to może warto bardziej się poświęcić i np. iść do ośrodka i mieć terapie codziennie zamiast się faszerować. Teraz wyjechałem za granice bo doszedłem do wniosku przy pomocy terapeuty że wiele moich problemów wywodzi się z domu i postanowiłem opuścić dom. Tak sobie myśle że to co najbardziej chciałbym osiągnąć na ten moment to zdrowie bez leków a jeśli to niemożliwe to w jakiś mniejszych dawkach żeby nieco bardziej odczuwać kolory tego świata bo póki co to chodze przymulony. No i zastanawiam się też czy taki pobyt w ośrodku zwiększyłby moje szanse na "wyzdrowienie" czy jak tam się to nazywa.
Posted: 27.01.2011, 19:35
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
W ośrodkach raczej jest terapia nastawiona głównie na to żeby nauczyć się funkcjonować zachowując abstynencję, a Ty z tego co piszesz masz to za sobą, znaczy nie ćpasz i funkcjonujesz, podejmujesz decyzje, masz już jakąś świadomość tego co się z Tobą dzieje i myślę, że problemy typu lęki, nerwice, depresja to bardziej na terapię indywidualną pogłębioną, na której pracujesz głębiej niż na jakiejkolwiek terapia uzależnień, możesz pogrzebać w sobie i w swojej przeszłości (też domowo-rodzinnej) i po pierwsze uświadomić sobie co powoduje Twoje takie a nie inne reakcje, z czasem je zmieniać, nazwać pewne rzeczy i w końcu się uwolnić. W zależności od metod, psychoterapeuty,Twojej chęci, potrzeb i czasu sesje możesz mieć nawet 3-4 razy w tygodniu jeśli chcesz intensywnej pracy nad sobą. Chociaż ja myślę, że pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć na siłę, z doświadczenia z własną terapią widzę, że to proces, który jest rozciągnięty w czasie, ja pozytywne działanie zauważyłam dość późno, ale ja oporna byłam, znam ludzi, u których szybciej to poszło. Z terapeutą spróbuj pogadać jeśli masz z nim jeszcze kontakt, jak nie z nim to z innym możesz się skonsultować może zaproponuje Ci terapię, a jeśli nie to może poradzi Ci gdzie i czego (kogo) szukać.
napisany przez: magnola, 27-01-2011 - 19:42
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 11.03.2011, 17:12
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.03.11
postów:
5
Dzięki Magnola za info. Ale wiesz co właśnie zaczołęm robić szczery rachunek sumienia i ja żadnego etapu nie ma za soba. Szczerze mówiąc ja nawet nie potrafie rozpoznawać swoich uczuć. Ja nie wiem co ja czuje. Wszyscy wokół uważają mnie za takiego rozsądnego, poukładanego życiowo bo zawsze mam rozwiązanie problemów dla kogoś, zawsze służe radą i zawsze pomagam. Decyzja o wyjeździe wzięła się stąd że doszedłem z psychologiem do momentu takiego że musze coś zmienić w swoim życiu, konkretnie zmienić otoczenie i chyba miałem jaja tylko na to żeby wyjechać za granice. Co pomyśleliby moi znajomi, że ja takię piękny, mądry, wręcz idealny facet tak naprawde jest w totalnej rozsypce i siedzi w ośrodku dla ćpunów? Lepiej było wyjechać za granice, udawać że ze mną jest wszystko ok tylko jestem taki orłem że w Polsce nie moge rozwinąć skrzydeł. Już sam nie wiem co mam robić. Chyba chce iść do ośrodka ale boje się że wróce do Polski i dalej będe udawał człowieka sukcesu. A czy Ty Magnola mieszkasz w Polsce sama? Wiem że na duższą mete jeśli wróce do Polski musiałbym się wyprowadzić ale nie wiem czy to jest realne. Jak zarobić na mieszkanie i na życie. Nie wiem co mam robić;(
Posted: 12.03.2011, 00:24
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
A ty czasem nie chcesz uciec do ośrodka przed życiem i problemami, których doświadczasz? Bo to najłatwiejszy sposób żeby nie wracać do rodzinnego domu, nie musieć myśleć o tym jak się utrzymać, gdzie mieszkać i jeszcze do tego żyć pod parasolem ochronnym i nie brać do końca odpowiedzialności za swoje życie? Kiedyś będziesz musiał wyjść i zmierzyć się z rzeczywistością, która nie zmieni się podczas Twojego pobytu w ośrodku. Wychodząc z ośrodka zostaną ci te same dylematy do rozwiązania: czy wrócić do rodzinnego domu, czy wrócić do rodzinnego miasta, jak zarobić na swoje utrzymanie, czy wynająć mieszkanie czy pokój, czy kontynuować terapię ambulatoryjnie, co powiedzieć znajomym... Nie wiem na ile ty możesz się tam zmienić, jakich zmian oczekujesz, nie wiem na ile w ośrodku mogą pomóc ci rozwiązać te problemy poza abstynencją, o których piszesz typu depresja, nerwica czy lęki, bo mówimy na razie o ośrodku leczenia uzależnień, a nie oddziale czy szpitalu psychiatrycznym. Nie znam aż tak dokładnie twojej sytuacji i nie chcę odradzać ci ośrodka, tylko takie mam odczucia po tym co o sobie napisałeś. Chyba, że chodzi ci o odstawienie też leków. Zanim coś zdecydujesz porozmawiaj z psychologiem czy terapeutą i przeanalizujcie za i przeciw, albo inne opcje i ze swoim psychiatrą na temat leków, które bierzesz. Zawsze możesz wrócić niekoniecznie do rodzinnego miasta, znaleźć pracę, wynająć pokój, a nie całe mieszkanie, chodzić na terapię jeśli jej potrzebujesz. I nie musisz nikogo udawać, nie musisz być idealny we wszystkich aspektach życia. Jak to mówią "nie musisz być gigantem ze swoich marzeń, czy karłem ze swoich strachów".
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 12.03.2011, 08:39
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.03.11
postów:
5
Traktuje raczej ośrodek jako etap między życiem w domu rodzinnym ( tam to dopiero nie biore odpowiedzialności za nic) a życiem dorosłym. Zresztą nie wiem już sam, po prostu wkurza mnie to co obecnie robie, siedze za granicą chodze do pracy i faszeruje się 2 razy większą ilością tabletek niż w Polsce żebym przypadkiem czegoś nie poczuł bo zapewne nie poradziłbym sobie z tym uczuciem. Nie mam żadnego wsparcia psychologicznego tylko się faszeruje lekami. Pozatym że chodze raz na dwa tygodnie na mitingi NA (częściej nie moge jest to kawałek ode mnie i mnie nie stać na przejazd) to nic nie robie w sprawie zdrowienia. W szpitale psychiatryczne nie wierze, wogóle coraz mniej wierze tabletkoterapie przynajmniej jako podstawe leczenie, jako dodatek może tak. A wiem, że jeśli chodzi o mnie to pomoc psychologiczna bardzo dużo mi dawała, bardzo mi tu tego brakuje. A z drugiej strony jak słysze co się dzieje w Polsce to boje się że nie poradziłbym sobie żyjąc samodzielnie ( do domu rodzinnego nie chce wracać).
Posted: 25.03.2011, 07:10
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
11.05.11
postów:
11
killer, a moze jestes zmeczony tym wszystkim, zycie rozprulo Cie na dwoje i szukasz wsparcia, a najlepiej skrzydelka pod ktore moglbys sie schowac? ;)
"Rób swoje, rób swoje, ryzyko jest Twoje, bo życie to nie bajka, nie głaszcze Cie po jajkach... "
Ustal priorytety, rozwiaz problemy... dont give a sh** gosciu...
Posted: 28.03.2011, 15:32
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.03.11
postów:
5
W sumie pomyślałem troche nad tym co piszecie i chyba macie racje. Mam ochote się schować gdzieś. Mam ochote uciec gdzieś przed tym całym bagnem które mnie otacza, wcześniej uciekałem w Narkotyki teraz już nie moge, nie chce i myśle nad ośrodkiem. Mimo wszytko to lepszy pomysł niż dragi w dodatku terapia na miejscu i wogóle. Nie daje rady sobie z problemami, nie potrafie ich rozwiązywać bez psychologa ( na niego mnie tu nie stać póki co) no i tak. No cóż najważniejsze że jestem trzeźwy, tzn. że sie nie poddałem Pozdro!