<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:187
W tym miesiącu:5982
W tym roku:42746
Ogólnie:1941804

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
To co mnie i wam leży na sercu , porozmawiajmy ośrodkach monaru
  • Posted: 04.12.2010, 18:22
     
    kaz
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     grudzień 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.12.10
    postów:
    3
    Witam
    Dla większości z was pewnie jestem dziadek mam 48 lat , lada dzień 49 , więc posiadam duże doświadczenie życiowe .
    W roku 1980 też brałem różne świństwa , ale to był krótki epilog w moim życiu sam sie z tym uporałem bez problemu bez osób trzecich .
    Mimo wieku rozumiem młodych , dusze mam wciąż młodą .
    Jakiś czas temu mój przyjaciel trafił do ośrodka rożnowicach , próbowałem się czegoś dowiedzieć telefonicznie , niestety wszędzie mają " wode w ustach " . Dla mnie to przesada wiem izolacja od tych co biorą ale ja jestem wrogiem narkotyków , nie raz próbowałem pomóc .
    Ostatnio dużo czytałem na temat ośrodków , narzekania jak tam źle jest , ludzie trafiliście tam na swoje życzenie a co do warunków to mimo moich 48 lat moge pojechać tam na tą " TWARDĄ " szkołe życia i uwierzcie mi napewno sie nie zasapie .
    Na co wy narzekacie - dają wam jeść macie prace z tego co cztałem nie nudzicie się obozy wycieczki , możliwość nauki , doskonalenia się a właśnie tego potrzebują młodzi ludzie . Martwi mnie tylko jedno jak tak wam wszystko na tacy podają , to w jaki sposób macie być samodzielni po opuszczeniu ośrodka .
    Co ja mam powiedzieć , pracuje po 12-cie godzin przychodze do domu obiado-kolacja mycie i spać .
    Zawsze mawiałem że praca uszlachetnia , prawda już jestem taki szlachetny że czasami się zastanawiam nad sensem tego , czy życie polega na tym aby tylko pracować i spać ? Na dziś zakoncze te wywody ale będe powracam
    chyle czoło i pozdrawiam
    - nikt wam nie pomoże < jeżeli sami sobie nie pomożecie -
  • Posted: 04.12.2010, 19:50
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Po części się mogę zgodzić. Po ośrodku, jeżeli ktoś nie rozumie, że odpowiada za swoje czyny i nie będzie miał pod bokiem terapeuty,który zawsze błąd wytknie, wytłumaczy i pomoże się pozbierać, to się rozwali życiowo. W Monarze ok, praca jest, czas zajęty, ale najgorszą konsekwencją jakiegoś błędu czy walenia w ch**a jest dociążenie rodzaju dowolnego. W życiu? Kto nie pracuje - ten nie ma. Proste. Nie tylko zawodowo, ale także i przede wszystkim nad sobą. Bo siedzieć na dupie z dzieckiem na głowie i ciągnąć socjal to sztuka żadna, a ostatnio dużo się słyszy o takich przypadkach. Nie tylko po ośrodkach, ale ogólnie o ludziach niezaradnych życiowo, którzy cały czas kierują się zasadą "jakoś to będzie". Drażni mnie to i nie jest to żadną tajemnicą, bo chociaż wiem, że zawsze mogę liczyć na rodzinę, nie pracować tylko cały dzień zbijać bąki byłoby dla mnie uwłaczające. Choćbym za przeproszeniem srała kasą. Lubię się zabawić, wyjść na imprezę ze znajomymi, pojeździć na desce czy milion innych rzeczy, ale fakt, że mogę to robić jest wypadkową tego, jak żyję i że zarówno na możliwości rekreacji jak i przyjaźń pewnych osób sama sobie zapracowałam.

    Co do info telefonicznego. bardzo dobrze, że nie udzielają informacji byle komu. Po pierwsze, obowiązuje ochrona danych osobowych pacjenta. Po drugie, zadzwonić i przedstawić się jako zatroskany przyjaciel przysłowiowego Józefa K. mógłby każdy.





  • Posted: 05.12.2010, 10:53
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Witaj kaz - z tego co czytam jesteśmy można powiedzieć idealnie chyba w równym wieku bo też mam 48 a już niebawem 49 lat. Wiele też przeżyłem i ja odwrotnie wiem jedno że samemu jest cholernie ciężko i raczej życie w samotności jest dla mnie mało warte. Człowiek to stworzenie stadne i w samotności ginie. Warto niekiedy poprosić o pomoc czy wsparcie w jakimś trudnym temacie czy chorobie. To bardzo ważne. Jak sam zauważasz zastanawiasz się nad tym czy życie polega tylko na pracy i spaniu. Na pewno nie, to nie jest życie tak naprawdę a wegetacja. Trzeba mieć czas i na pracę i na sen ale tez i na wiele innych przyjemnych rzeczy np.wspólny wyjazd z rodzinką urlop czy jakieś hobby itd. Inaczej wpadnie się prędzej czy później w depresję i zacznie się człowiek zastanawiać po co tak właściwie się żyje na tym świecie czy warto żyć bo w sumie to nie życie tylko wegetacja? Dla mnie bardzo najważniejsza jest rodzina a nie praca jak to bywało kilkanaście lat wstecz no i mój osobisty rozwój duchowy. Siłę czerpię od Boga jak i rodziny oraz wielu , bardzo wielu prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć, tak jak i oni mogą liczyć na mnie. Jednak też jednego się nauczyłem przez te lata życia, że tylko Bóg nigdy mnie nie zawiedzie bo człowiek zawsze może, bo każdy z nas jest ułomny i mogę się zawieźć jak i sam siebie tez mogę zawieźć bo jesteśmy tylko ludźmi ze swoimi słabościami i przywarami.

    - nikt wam nie pomoże < jeżeli sami sobie nie pomożecie - dlatego w 100% nie mogę się zgodzić z Twoim ostatnim zdaniem.

    Trzeba umieć poprosić o pomoc jak i ją umieć przyjąć, a to jest o wiele trudniejsze jak samemu ofiarowywać pomoc innym, tutaj naprawę potrzebna jest wielka pokora, w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście.

    Jeżeli chodzi o izolację osób leczących się w ośrodkach zamkniętych to popieram w 100%. Moim zdaniem i z mojego doświadczenia wiem że osoba , która się leczy musi być odizolowana od świata zewnętrznego zwłaszcza oczywiście na początku drogi. Inaczej nie zdoła się oderwać od starego życia,starego chorego myślenia, które nie pozwoli mu zająć się sobą i nie będzie w stanie rozpocząć leczenia. Oczywiście kontakt z najbliższą rodziną tj. małżonkiem czy rodzicami, dziećmi nie może być zerwany ale też powinien być w jakiś stopniu ograniczony. Częste odwiedziny czy telefony odnawiają tęsknotę za domem i też w sumie odrywają od leczenia. Musimy dawać wsparcie najbliższym i muszą oni wiedzieć że zawsze mogą na nas liczyć i jak będzie taka potrzeba zawsze mogą się z nami kontaktować, ale zawsze to musi być zgodne z regulaminem danego ośrodka i ustaleniami społeczności. Inne osoby znajomi, koledzy itd. nie powinny w ogóle zakłócać spokoju pacjenta. Moim zdaniem jest to niewskazane tym bardziej jak Karo słusznie zauważyła że każdy oże zadzwonić i powiedzieć że jest Józef K hi hi - pozdrawiam Józef






    napisany przez: jozefaa, 05-12-2010 - 12:17

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski