czesc jestem ania, postanowilam sie tu zarejestrowac bo czytajac o problemach i walkach jakie są toczone poczułam,że nie jestem sama, bo od wczoraj to mam doła totalnego, ja nie mam problemu z narkotykami, ma go przyjaciel, którego poznałam juz prawie rok temu, jest uzalezniony od amfetaminy, laczy mnie z nim cos wiecej ale oprocz narkotykow sa jeszcze pewne inne czynniki, dla ktorych nie idziemy do przodu tylko sie raczej przyjaznimy,od dluzszego czasu juz slysze obiecywanie ze to bylo ostatni raz i za kazdym razem to samo, miesiac temu po dluzszym ciągu zapisal sie na dzienny odwyk i mial mocne postanowienie poprawy, niestety nie na dlugo, na moje pytanie dlaczego? odpowiedź - bo nie mam silnej woli, nasza rozmowa niestety nie została dokończona i tak od dwóch dni ja się nie odzywam i on tez nie i nie wiem co dalej robić, czy na razie zostawić go samego, czy coś do niego dotrze, bo on nie ma rodziny, to jest czlowiek ktory pol zycia spędzil w roznych instytucjach, czy jeszcze tłumaczyć i walczyć, bo szczerze to ja już pomału nie mam siły, doszło do tego, że w pracy jestem nerwowa i płaczę po kątach a poczucie bezsilności mnie wykańcza
Posted: 24.10.2010, 20:30
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Witam. Jak nie masz już sił to wiesz co masz zrobić bo już sama dałaś sobie odpowiedz zostaw go, może się obudzi i to go zmusi do myślenia i zacznie się leczyć. On okłamuje Cię i manipuluje Tobą. Silna wola nie ma tu nic wspólnego on jest chory i albo będzie się leczył i wyjdzie z czynnego uzależnienia albo umrze a po drodze w Tobie obudzi silne poczuciem winy. Jeżeli chce się pomóc narkomanowi z rodziny że się tak wyrażę, trzeba bardzo go kochać i to kochać w zdrowy sposób nie poddając się manipulacji. Być twardym i stanowczym i konsekwentnym aż do bólu, inaczej tylko można szkodzić takiej osobie ulegając mu stale i dając się oszukiwać, Takie jest moje zdanie w tym temacie. Sama musisz podjąć decyzję. Ja nie miałem wybory chorym był mój syn, którego kochamy razem z żoną bardzo i nigdy nie przestaliśmy Go kochać mimo wielu bardzo trudnych chwil. Lecz nauczyliśmy się Go kochać miłością zdrową, która niekiedy bardzo boli. Pozdrawiam i wielu sił życzę i trafnych wyborów.
napisany przez: jozefaa, 24-10-2010 - 21:33
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 24.10.2010, 21:56
**nieznany użytkownik**
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.11.10
postów:
3
witam ponownie, no więc po kilkudniowym milczeniu mój przyjaciel się odezwał, juz wkrótce udaje się na odwyk zamknięty, to chyba jego ostatnia szansa na wyjście z tego, czy da to jakiś rezultat nie wiem, bardzo bym chciała, ale po tych wszystkich kłamstwach i obietnicach podchodzę do tego nieco sceptycznie, choć z całego serca pragnę sukcesu, bardzo dziękuję za odpowiedź, powiedziałeś mi to co wiem, ale odsuwam te myśli ciągle od siebie, poczucie winy to ja mam cały czas, że ciągle robię za mało, że mogłam zrobić coś więcej, żeby z tego wyszedł, i masz rację konsekwentna też nie jestem, bo już mu parę razy zagroziłam, że to będzie koniec przyjaźni i za każdym razem znowu ulegam, też jestem słaba i głupia w tym względzie, ale mam chyba za miękkie serce,żeby tak go całkiem zostawić, mówisz konsekwentny i stanowczy? postaram się i zacznę też nad sobą pracować,a co do mojego przyjaciela mam nadzieję, że da radę, bo jak nie to niestety ja nie udźwignę tego dłużej, nigdy bym nie pomyślała, że będę się musiała zmagać z takim strasznym problemem jakim są narkotyki, a życie plecie różne scenariusze, serdecznie dziękuję za odpowiedź, wsparcie i zrozumienie, w ogóle jak przeczytałam twoją wypowiedź na mój post, to się poczułam jakbyś mnie i mojego przyjaciela znał i stał sobie koło nas i obserwował, czy wasza walka o syna dalej trwa czy jest jakieś inne lepsze zakończenie?
Posted: 26.10.2010, 14:34
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Jest lepsze zakończenie!!!!!( to tak dla otuchy piszę). Nasz syn ukończył leczenie z POZYTYWNYM rezultatem jakiś czas temu,( po 5 latach w sumie leczenia z przerwami między ośrodkami) czyli trzyma się w trzeźwości. No i obecnie pracuje już w ośrodku leczenia uzależnień. Dla nas już ten temat mamy nadzieję jest zamknięty czego i Tobie życzę. Najprościej, tak myślę aby opisać poprawne zachowanie osób bliskich żeby pomóc podjąć osobie uzależnionej leczenie to kochać tą osobę zdrową miłością , często mu to powtarzać i być konsekwentnym do bólu w swoich działaniach i postanowieniach. Powtarzać mu to że kocham Cię dlatego to robię bo nie chcę abyś się zabijał. Boli mnie to tak samo jak Ciebie, ale wybór należny do Ciebie leczenie czy ćpanie, ja czy narkotyki bo nigdy tego nie będziesz miał razem. Ze mną miłość, szczęście i radość i ŻYCIE a z tym świństwem zło, kryminał i śmierć wybór należny do Ciebie. Najtrudniejszy krok już za nim postanowił że idzie na leczenie zamknięte i aby tylko to dotrzymał. Jak możesz to napisz dokąd idzie się leczyć? Pozdrawiam i na do widzenia powiedz mu ze może wrócić tylko po ukończeniu leczenia nie ma innej możliwości, żeby za jakiś czas znowu ie przerwał leczenia.
napisany przez: jozefaa, 26-10-2010 - 15:35
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 26.10.2010, 21:37
**nieznany użytkownik**
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.11.10
postów:
3
cieszę się, że twój syn z tego wyszedł, ja dziś mam doła bo po krótkim okresie poprawy dziś znów to samo, ale dziś to już w ogóle nastrój u niego agresywny, nie będę tu pisała jakie dostałam wiadomości bo niezbyt są cenzuralne, szczerze to się go dziś boję, i zdarza mi się to już drugi raz, na odwyk ma iść do pławniowic ośrodek szansa, czy wiesz może coś o tym ośrodku? bo ja już dziś w ogóle straciłam nadzieję, że oni mu tam pomogą, bo jak usłyszałam, że trzeba przed odwykiem pobalować to miałam chęć czymś rzucić o ścianę, podejście do sprawy jest po prostu piękne, wiem, że to co on mi dziś mówił i pisał to są narkotyki ale takie słowa ranią i bolą, i nie wiem czego się spodziewać, muszę wyłączyć telefon bo nie wiem czy nie przypomni mu się w nocy, że ma mi coś pilnego do powiedzenia, ciężko mi dziś po prostu i w ogóle, zupełnie się już też w tym wszystkim pogubiłam
Posted: 30.10.2010, 14:36
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Nie znam tego ośrodka, ale może ktoś na forum go zna i może coś Ci napisze. Wiesz czynny narkoman to nie ma się co spodziewać miłych słówek itd. bo jak sama zauważyłaś to narkotyki (czyli choroba) teraz nim kierują a nie on, on tak naprawdę w czasie ćpania nie kieruje swoim życiem jak zresztą i w czasie abstynencji krótkiej. Najwięcej ranią osoby uzależnione tych, których najbardziej kochają. Mój syn z kolegami wydali na mnie wyrok śmierci jak był czynnym narkomanem więc jak bym to wziął na poważnie że tak myśli mój rodzony syn to bym w życiu nie był w stanie mu pomóc. Wiem że to zrobił bo był chory a ja go jak to rodzic kocham miłością bezwarunkową ale zdrową i udało się nam razem z żoną i całą rodzinką pomogliśmy mu w wyrwaniu się z tej choroby. Jeżeli jego decyzja o podjęciu leczenia zacznie być szczera to wyjdzie z tego, na razie nie jest szczera i tak się zazwyczaj dzieje zanim się znajdzie w ośrodku i tam rozpocznie naprawdę terapie. Prawie 100% osób idąc na leczenie nie robi tego z własnej woli a raczej idzie tam aby uciec przed czymś np. długami czy dla świętego spokoju czy nawet odbudować w miarę zdrowie fizyczne podkarmić się itd. A podczas terapii są w abstynencji dłuższy czas i zaczynają pomału odzyskiwać w miarę zdrowy sposób myślenia i wtedy zaczynają dopiero szczerze się leczyć (oczywiście niektórym nie jest i to dane). Dlatego też pisałem Ci wcześniej że jak już teraz Ci sł brakuje to lepiej go zostaw bo sobie nie poradzisz bo to długa i bardzo trudna walka. Lub kochaj go całą soba ale zdrową miłością i narazie nie rozmawiaj z nim jak jest naćpany bo nie ma sensu.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 30.10.2010, 21:25
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Czytam ostatnie wypowiedzi i mam mieszane uczucia. Ratowanie własnego dziecka to gdzieś tam jakiś moralny obowiązek rodzica, odpowiedzialność, etc. Normalne jest, że ojciec walczy o syna wszelkimi metodami, chociaż ja uważam, że każdy człowiek powinien zadbać przede wszystkim o siebie, bo jak da się wykończyć - nie pomoże nikomu. Historia Józefa skończyła się dobrze, ale nie zawsze tak jest.
Aniu, wybacz to co napiszę, ale IMHO robisz błąd i marnujesz sobie życie w imię pomocy komuś, kto tej pomocy nie chce i kogo tak naprawdę wcale nie znasz. Amfetamina zmienia ludzi do tego stopnia, że na zjeździe przytulisz się do aresztującego Cię policjanta tylko dlatego, że się do Ciebie uśmiechnął. Piszesz o kolesiu, który nie ma nikogo, błąkał się całe życie po różnych placówkach i nagle znalazł osobę, do której może się przyczepić, która się nim interesuje, a łaskawy pan energetyczny wampir ma towarzystwo. Sorry, ja w taką przyjaźń nigdy nie uwierzę, bo jeżeli gościa na trzeźwo nie znałaś, to ratujesz swoje wyobrażenie o nim. Za dużo tego typu zachowań widziałam u siebie i u kilku znajomych osób żeby szczerze powiedzieć, że będzie dobrze. Fakt, zdarzają się wyjątki. Tak jak jeden na sto.
Zajmij się swoim życiem, bo szkoda zdrowia i nerwów. Jak mu tak na Tobie zależy i waszej przyjaźni, może się ogarnie po solidnym kopie w dupę. Jak nie będzie miał do kogo wrócić i wypłakać się w rękaw, biedny miś.