<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:181
W tym miesiącu:5976
W tym roku:42740
Ogólnie:1941798

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
mowic- nie mowic ?
  • Posted: 30.09.2010, 07:47
     
    anik
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.10.10
    postów:
    3
    Witam. Wlasnie zaczynam walke o swojego syna. Nie bede teraz opowiadac calej historii, powiem tylko, ze w koncu zdalam sobie sprawe z tego, ze jest uzalezniony od narkotykow. Wiem na 100%, ze pali marihuane, ostatnio wrocil do domu polprzytomny twierdzac, ze "probowal" dopalaczy....On twierdzi, ze nie jest narkomanem, ze ja wyolbrzymiam sprawe. Ja wiem swoje - wszystkie symptomy i objawy wskazuja na uzaleznienie. Gdy patrze na niego i slucham go to tak, jakbym czytala informator o uzaleznieniach.... Klamie klamiac, jest agresywny w slowach, w domu bywa gosciem, uciekl od wszelkich obowiazkow, zawala szkole i za wszelka cene chce sie wyprowadzic z domu (ma 18 lat), bo twierdzi, ze nie moze juz ze mna wytrzymac, bo ciagle sie o cos czepiam, a on czuje sie jak w klatce. Wszystkiemu jestem winna ja. Generalizujac, przerzuca cala wine na mnie i jest w fazie totalnego wyparcia - wg niego nie ma problemu, a ja sie czepiam. Bardzo bym chciala, aby moje obawy, co do jego nalogu byly tylko wytworem mojej j wyobrazni!...ale obawiam sie, ze nie sa... Podjelam walke i mam zamiar do konca w niej wytrwac za kazda cene. Dzisiaj moj syn mnie nienawidzi, przestal sie do mnie odzywac. Ale moze to lepsze niz ciagle ataki na mnie?? Nie mam wsparcia w ojcu, bo od kilkunastu lat jestesmy po rozwodzie, mieszkamy w innych miastach, a poza tym, ojciec bagatelizuje problem i uwaza, ze przesadzam, a z syna nieslusznie robie narkomana, bo to tylko lodziencze eksperymenty...Jest mi ciezko. Ale postanowilam przetrwac to wszystko dla dobra mojego dziecka. Skoro mam go stracic (on powiedzial, ze juz to zrobilam zmuszajac go do pojscia na terazpie - dostal ultimatum i w poniedzialek idzie na pierwsze spotkanie z terapeuta, wbrew sobie), to niech go przynajmniej strace pod wplywem jego trzezwego umyslu....Jestem na poczatku swojej drogi , wiem ze wiele jeszcze przede mna i trzeba zalozyc na siebie naprawde gruby pancerzyk, zeby nie dac sie zabic emocjonalnie,ale jestem gotowa na te batalie. Mam pytanie - czy mowic o tym, ze moj syn ma problem, czy milczec i trzymac w tajemnicy. Nie wiem, jak sie zachowac przed swiatem (mowie o rodzinie i przyjaciolach)...poradzcie, bo poki co mam silna wole , ale nie mam jeszcze dostatecznej wiedzy i doswiadczenia. Od poniedzialku sama zaczynam spotkania z terapeuta, bo zdaje sobie sprawe, ze jako matka i wspoluzalezniona potrzebuje pomocy, wsparcia i sily.
  • Posted: 01.10.2010, 11:29
     
    Skuld
    oceń:
    rezydent rezydent
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.02.12
    postów:
    138
    Z mojej perspektywy. Myślę ,że gdyby moja rodzina (poza oczywiście najbliższymi: mama, tata, rodzeńśtwo) wiedzieli o moim uzależnieniu, o tym że lecze się w poradni uzależnień i byłam w ośrodku monaru dużo trudniej byłoby mi powrócić na łono rodziny. Ze względu na stereotyp narkomana groźba odrzucenia, napiętnowania ze strony dalszej rodziny (w zależności od relacji, więzi i tak dalej) moim zdaniem mimo wszystko jest duża. Ja dziś jestem wdzięczna za to ,że nikt z rodziny poza najbliższymi nie wie o moim problemie, dzięki temu czuję się wśród nich bardziej normalnie i zwyczajnie. Więc ja osobiście, póki narkomania syna nie angażuje innych osób z rodziny, jestem przeciwna mówieniu. Jeśli chodzi o przyjaciół to, przecież to są twoi przyjaciele masz się z nimi prawo dzielić swoimi problemami, szukać w nich wparcia w swojej walce o syna! Po to właśnie są przyjaciele by być przy nas w trudnych chwilach i nas wspierać. Jesteś w pewien sposób osamotniona w tej walce (brak reakcji ze strony ojca syna) więc musisz gdzieś znaleźć ujście dla swoich emocji, trosk, obaw. Inaczej możnaby oszaleć!

    A nawiązując do tego ,że teraz syn cię nienawidzi. Pamiętam jak będąc w ciągu amfetaminowym kiedy rodzice zamknęli mnie w domu rzucałam się na nich z pazurami i krzyczałam ,ze ich nienawidzę, że jedyne co kocham to narkotyki ,a oni są dla mnie zerem, niczym, że cały czas niszczą moje życie. Wtedy ich tak bardzo nienawidziłam jak mocno się bałam ich rekacji i bardzo nie chciałam przestać ćpać. Mimo tego wszystkiego oni byli i mi pomogli gdy później tego potrzebowałam. Dzisiaj potrafię z nimi rozmawiać, normalnie spędzać czas, mamy wspólne sprawy to mnie cieszy. Życzę powodzenia i uważam ,że jesteś silną i wytrwałą kobietą! Musi się udać! :)
  • Posted: 02.10.2010, 17:35
       
    zami
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     listopad 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    19.01.12
    postów:
    37
    O chorobie mojego syna mówiłam tylko tym, którzy mogli pomóc nam w motywowaniu syna do leczenia. Wiedziała najbliższa rodzina, dyrektor szkoły, wychowawczyni i pedagog szkolny, dzielnicowy, Sąd Rodzinny, rodzice i terapeuci z grupy wsparcia. Sąsiedzi też wiedzieli, chociaż ich nie informowałam, ale też nie starałam się ukrywać, że w naszym domu jest problem (wzywałam policję). Zwykle tylko nam się wydaje, że ludzie nic nie wiedzą. Czasem wiedzą więcej i wcześniej od nas.

    A tym, że syn nie rozmawia z Tobą wcale się nie przejmuj. Kiedy u nas tak było, modliłam się oto, żeby syn mnie znienawidził i wyparł się mnie, ale żeby żył. Dzisiaj dziękuje Bogu za to, że syn żyje i mogę go przytulić.
    Nie zaniedbuj swojej terapii, dzięki niej możesz pomóc synowi, żeby zaczął się leczyć.

    Pozdrawiam,
    Małgorzata
  • Posted: 07.10.2010, 07:26
     
    anik
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.10.10
    postów:
    3

    Maszyna ruszyla i zdaje sie, ze mnie przejechala....przynajmniej tak sie czuje. Syn pod presja poszedl do terapeuty. Po rozmowie z nim terapeuta uznal, ze z nim jest wszystko ok, ze to co sie stalo to tylko przygoda, epizod, eksperymenty itp. , bo skoro "zapalil 3 razy z kolegami przy piwie, bo glupio mu bylo odmowic" to nie jest tak zle.Ze skoro ma plany, to z niego jest myslacy chlopak etc. Oczywiscie nie przyznal sie do powrotu do domu po dopalaczach (to jego wersja branych srodkow) i tego, ze zlapano go na paleniu trawy juz okolo rok tem, o watpliwych kontaktach towarzyskich itp..Terapeuta kolejnej wizyty nie wyznaczyl. Ogolnie syn "sprzedal" sie bardzo umiejetnie , a ze mnie zrobil wariatke, ktora sie ciagle czepia, ktora "naogladala sie filmow", i ktora wymyslila sobie problem....Majac wsparcie w ojcu, ktory twierdzi, ze mam tendencje do wyolbrzymiania problemu i dostajac potwierdzenie swojego myslenia, ze jemu nic nie dolega, wyszlam na rozhisteryzowana idiotke...Tylko co z tym pieklem, ktore mam w domu?...Co z zarywana szkola?.... Co z ciaglym zadaniem pieniedzy?...Co z awanturami, klamstwami?...Co z faktami, o ktorych ja wiem? Czuje sie strasznie pogubiona w tym wszystkim....Sama chodze do terapeuty ( w innym miejscu niz syn), ktory powiedzial, ze pomoze mi sie pozbierac do kupy. Jedni mi mowia "zaufaj sobie", inni "nie walcz, bo glowa muru nie przebijesz", a ja juz nie wiem, w co wierzyc, komu ufac, co dalej robic....Staram sie postepowac nieugiecie wg zasad - nie ustepowac, byc konsekwentna, nie mieknac, ale im ja jestem bardziej nieugieta, tym wiekszy opor ze strony syna napotykam.Coraz czesciej zaczynam sobie zadawac pytanie, czy naprawde to nie z moja glowa cos sie porobilo......bo skoro 3 osoby mowia ci, zes osiol to pora kupic sobie siodlo......
  • Posted: 07.10.2010, 09:16
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    No to pozostało tylko się cieszyć że to były próby dopiero. Ale czy twoje obawy są słuszne czy masz rację w tym że syn zmanipulował terapeutę? Jak to był profesjonalny terapeuta to nie jest to raczej możliwe żeby go zmanipulował i nie wiesz co tak naprawdę powiedział synowi bo pewnie nie rozmawiałaś z tym terapeutą, nie byłaś razem z nim na spotkaniu??
    Może lepiej się skontaktować z tym terapeutą, który rozmawiał z synem i powiedzieć jak Ty to wszystko widzisz i jak syn się zachowuje itd. Myślałem że poszłaś razem z synem na pierwsze spotkanie i rozmowę bo inaczej syn może mówić co chce przecież. Ja tak postąpiłem poszliśmy razem z żona z synem na pierwsze spotkanie z terapeutą. Najpierw porozmawiał z nami a potem oddzielnie już z synem i nie było dwóch zdań, że jakaś manipulacja mogła nastąpić. Nie ma co myśleć i wymyślać scenariusze tylko ja bym się skontaktował z terapeuta syna i z nim porozmawiał. Trzymaj się i porozmawiaj też ze swoim terapeutą. A o siodle na razie jeszcze zapomnij hi hi - Józef



    napisany przez: jozefaa, 07-10-2010 - 10:18

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 07.10.2010, 22:20
     
    anik
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.10.10
    postów:
    3
    Wlasnie, ze rozmawialam z terapeuta. Po tym, jak syn byl u niego. I gdy opowiedzialam mu, co sie dzieje w domu, to facet zesztywnial i poprosil o bezposredni kontakt z synem i z jego ojcem, bo to on byl z nim na tej wizycie. Ale , jak juz wspomnialam, wg taty, ja wyolbrzymiam problem. Nie mieszkamy ze soba od lat i tata jest tym dobrym glina, a ja tym zlym. Ja wymagam, a on usprawiedliwia.
    Nie moglam isc na pierwsze spotkanie z terapeuta, poniewaz to byl warunek, zeby syn w ogole poszedl (mialo byc beze mnie, bo ja sobie to wszystko wymyslilam i jestem jego wrogiem).
    Jak sie okazalo, moja wersja wydarzen nie zostala w ogole przedstawiona podczas wizyty......A terapeuta byl chyba jak najbardziej profesjonalny, poniewaz przyjmuje w PTZN i ma podobno wieloletnie doswiadczenie. No, jak by nie patrzec, mam rzeczywiscie myslacego syna...
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski