Witajcie. Sama nie wiem czego oczekuje od KOLEJNEGO forum poświęconemu narkomanii,ale czuję,ze mam problem Sama ze sobą. Zaczijmy od tego,ze mam 20 lat i jestem DDA.moj ojciec to emocjonalna kaleka,a gdy jego firma pare lat temu upadła powielił wzorzec alhoholiczny po swoim ojcu,ktory zapił sie na smierc gdy tata miał zaledwie 13 lat.Nie chce się tu rozpisywac,bo zapewne przeczytaliście dziesiatki podobnych żali. Po 2 latach awantur, incydentu z bronią przy skroni mamy,ktora dzwoniła do mnie zapłakana i wielu innych dziwnych sytuacjach doszło do rozwodu. Poszli w 2 strony i ułozyli sobie zycie na nowo. W międzyczasie ja poznałam cudownego faceta. zawsze fascynowało mnie 'szemrane towarzystwo. Moja pierwsza miloscia był najgorszy (choc tylko dla nauczycieli) typek w ówczesnej szkole. kolejny podobnie...Szukałam wrażen od najmłodszych lat. W koncu trafiłam na TEGO JEdynego. Facet z dobrego domu,rok mlodszy, zabawowy i czarujacy. Zakochaliśmy sie BEZ PAMIĘCI.M miałam wtedy 18 lat. Zawarłam głupi 'pakt' ze sobą,ze spróbuje w zyciu WSZYSTKIEGO co mnie fascynuje,ale poniewaz wiedziałam,ze to niebezpieczne,postanowiłam poczekac z inicjacją narkotykowa do 18 roku zycia. Los chciał,żeby Moj NAjwspanialszy na swiecie facet okazał sie narkomanem uzaleznionym od wszelakich stymulantów oraz leków. Wtedy tego nie wiedziałam. Słysząłam oczywiscie o narkomanii ale sadziłam,ze jest TAKI jak ja. Jego rodzice pare razynapomknęli o tym,ze był juz w osrodku.WIedziałam tez ze co jakis czas robią mu testy,zeby sprawdzić czy nie wrócił do brania....
Tu sie zaczęło. moja pierwsza amfetamina, grochy, TONY baki, haszysz, LSD,amfetamina, Tramale ,Tusipect,pozniej dostepne w Łodzi jako pierwszym miescie w POlsce DOPALACZE...
W pół roku poznałam WSZYSTKO. Najbardziej spodobała mi sie oczywiscie amfetamina. Z Nią romansowałam na pewno wiecej razy. ALe czułam,ze przestaje byc fajnie. NA kazdej imprezie Awantury,psychiczne tortury, podejrzenia, wypomnienia. Poza tym doszły problemy ze zmęczonym 'napięciem; z domu stresem . Miałam atak arytmii po którejs przygodzie z amfetaminą. Moj Ukochany wzywał karetke na co zareagowałam Atakiem furii i mi przeszlo...Adrenalina.
Postanowiłam ze to definitywny koniec. I myslałam,ze dla niego takze. ALe niestety nie...Kłamał. Zazywał po kryjomu lub BŁAGAJAC mnie czy moze wziac "jednego groszka" badz inne ścierwo. Groziłam ,ze powiem jego rodzicom. Raz juz nawet napisałam im sms,ale rozeszlo sie po kosciach ,bo sprytnie ich zmanipulował. Wtedy dotarlo do mnie,ze on JEST CHORY. Zaczełam go pilnowac ,ale to niemozliwe bez 24h nadzoru. Ktoregos dnia zadzwonił do mnie w srodku nocy i coś bełkotał. Kazałm mu isc spac i dac mi spokoj bo sama SPAŁAM. Nastepnego dnia rodzice poinformowali mnie ze Piotrek,bo tak ma na imię, sam w domu nałykał sie psychotropow, popił alkoholem i majtsrował "bombke" w swojej szafie. TO był koniec...
Od grudnia 2009 leczy sie w Marianówku. TO dopiero 4 miesiace ,a ja staram sie go bardzo wspierać. Piszę listy,dzwonimy do siebie,odwiedzam go. Przeszłam testy i pare rozmow,by potwierdzić ze nie jestem "toksyczna".Wybaczyłam mu całe upodlenie do jakiego mnie sprowadził na haju. Raz doszlo juz do powaznej bójki....Bylismy wtedy na wakacjach w Egipcie.
Chcę byc przy Nim kiedy wyjdzie i kiedy się leczy.ALe całe otoczenie skupione jest na nim i na oczekiwaniach wobec mnie,a ja zastanawiam się czy jestem na tyle silne by temu podołać. Sama mam problemy emocjonalne. ROzchwiany system. Jestem optymistką i kocham zycie,ale wspomnienia z przeszłosći wracają i czasem mnie przerastają. Nikt mnie jest tym zainteresowany. Piotrek tez MOWI mi przez tel KIEDY i na ILE mam przyjechac i nawet nie pyta zbyt czesto czy ja czuje sie dobrze. Moze to EGOISTYCZNE,bo on jest chory od 5 lat z przerwą na rok,a ja ZDROWA powinnam miec wystarczającą ilośc energii,ale boję sie,ze tracę z nim konakt emocjonalny. Ta rozłąka....Wszystko wytrąca mnie z równowagi . kocham go JAk SZALONA. CHCE ,pragnę mu pomoc. W dodatku wiążę swoja przyszłosć z terapią dlatego z trudnoscią tu pisze o swoim problemie. Zagłebiłam sie w temat. Przeczytałam mnostwo ksiazek, rozmawiałm z leczącymi sie i nadal mnie to fascynuje,choć juz nie tak jak za młodu....Z innej ZDROWEJ strony.
Czy w tej bitwie o zycie Mojej Najwiekszej miłosci mozna sobie Jakoś POMOC? Gdzie szukac wsparcia. Czy jesli on po wyjsciu znowu zawiedzie,powinnam dalej uparcie o niego walczyc.....?
Wiem,ze jestem GŁOWNYM motorem jego działan. TO naprawde głeboka i namietna miłość,bez względu na problemy...
Posted: 18.03.2010, 16:16
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
Głównym motorem jego działań powinien być on sam. Znam wiele osób zmotywowanych tylko zewnętrznie i warunkowo, które po ukończeniu leczenia prawie natychmiast wracały do brania. On nie może nie brać pod warunkiem, że Ty jesteś, że ma Ciebie, jeśli z czasem nie zrobi tego dla siebie i nie będzie sam podejmował pewnych działań bez względu na wszystko to nie widzę tego optymistycznie. To nie Ty jesteś odpowiedzialna za jego leczenie i za to czy będzie brał czy nie więc na oczekiwania innych związane z jego przyszłością wobec Ciebie nie patrz. Jeśli on po wyjściu z ośrodka znowu pójdzie ćpać - zostaw go, albo całkiem, albo (jeśli bardzo Ci będzie zależało) powiedz, żeby się odezwał po kolejnym leczeniu jak przestanie brać i przewartościuje swoje życie.
A teraz optymistyczniejsza wersja - jeśli przetrwacie rozłąkę, nadal będziecie się kochać i będziecie chcieli być razem to macie duże szanse, wzmocnicie się.
Jeśli faktycznie oddalicie się emocjonalnie i wasz związek nie przetrwa to znaczy, że to lipa, a nie miłość była.
[quote=neurotictune]W dodatku wiążę swoja przyszłosć z terapią dlatego z trudnoscią tu pisze o swoim problemie[/quote]
Ja też bym na Twoim miejscu wiązała swoją przyszłość z terapią, z terapią własną. DDA, współuzależnienie, toksyczne związki, fascynacja bagnem - masz sporo do przepracowania. Idź do poradni uzależnień, porozmawiaj z terapeutą i zdecyduj się na terapię. Masz kilka opcji: grupy dla DDA, dla bliskich osób uzależnionych czy współuzależnionych, terapia indywidualna... Ale to z terapeutą się skonsultuj i z nim porozmawiaj co chcesz ruszyć w pierwszej kolejności.
I to jest odpowiedź na Twoje pytanie:
[quote=neurotictune]Czy w tej bitwie o zycie Mojej Najwiekszej miłosci mozna sobie Jakoś POMOC? Gdzie szukac wsparcia.[/quote]
Nie będziesz w stanie pomóc jemu jeśli nie pomożesz sobie.
On ma wsparcie i "opiekę" 24 na dobę w ośrodku. Ty zadbaj w końcu o siebie, a na lepsze to wyjdzie wam obojgu.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 18.03.2010, 16:26
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.01.12
postów:
531
hmm, a ja się trochę dziwię, że w ośrodku pozwolili wam na kontakt, z punktu widzenia terapii Piotra jesteś osoba, z którą brał narkotyki, nie przeszłaś własnej terapii odwykowej, mam podejrzenia że on okłamał społeczność i kadrę co do roli Twojej osoby w jego życiu a to nie wróży zbyt dobrze jego terapii, gdzie podstawą jest całkowita uczciwość,
co do Ciebie myślę dokładnie tak jak Ola, uzależnienie, dda i współuzależnienie - szukaj jak najszybciej pomocy dla siebie
Posted: 18.03.2010, 16:49
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.04.10
postów:
34
Dziekuje bardzo za konstruktywna rade magnolu. Od jakiegos czasu zamierzam isc na terapie ze wzgl. na problemy emocjonalne zwiazane z ojcem i domowa atmosferą. Jak juz jednak wspomniałam, fascynacja TYMi rzeczami to przeszlosc. ZImny prysznic podziałał MAXYMALNIE i zauwazylam PO SOBIe ze narkotyki gubią,a przy osobowosci lekko neurotycznej predzej czy pozniej doprowadziłoby mnie to wielkich problemów. Co do wspołuzaleznienia, ja problemu nie mam i tego jestem pewna. Nigdy ine pozwoliłabym sobie na uzaleznienie bo znam siebie. Chciałam-spróbowałam -skonczyłam definitywnie. NIe ciagnie mnie do tego. nie ulegam znajomym ktorym zdarza sie zabawic . CO wiecej, staram sie kontrolowac tych ktorym zabawa nie wyszla na dobre i powoli ida w slady mojego Ukochanego. Nie ma co do tego ZADNYCH WATPLIWOSCI.
Stad ,drogi Adminie , mogę sprostowac i podkreslic ze nie stwarzam zagrozenia dla Piotra. Zaczełam duuuzo po nim i skonczyłam na dłuuugo przed nim( choc oczywiscie on NIE skonczył sam z własnej woli). Opowiedział w osrodku cała historię,ja równiez miałam rozmowy z psychologami,testy i rozmowy wspolne z JEgo rodzicami. Zgodnie uznano,ze nie mam problemu i dano mi szanse,oczywiscie pod bezwzglednym ZAKAZEM zaywania CZEGOKOLWIEk ,co nie nie sprawia problemu. Musiałabym byc głupia ,zeby po zdobyciu TAKIEJ wiedzy o tym nałogu i checi uratowania Piotra,w ogole o tym myslec.
Kazdy zasługuje na szansę i widocznie jestem wiarygodna na tyle,by mi ją dąć,wiec nie potrzebna tu zadna krytyka 'systemu'.
Jeszcze jedno. Napisałam wszystko pod wplywem duzych emocji,bo starałam sie jak najklarowniej przedstawic stan mojego ducha. Wiem,ze potrzebna mi pomoc,SZCZEGOLNIE ta DDA,a po wyjsciu Piotra na pewno pójdziemy na wspolną terapie ,zebym umiała go wspierac jako neofitę,a on poczuł,ze zycie na trzezwo smakuje tak pieknie jak wtedy gdy sie poznalismy.
Dziekuje raz jeszcze. ;]
Posted: 18.03.2010, 17:09
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
[quote=neurotictun]Co do wspołuzaleznienia, ja problemu nie mam i tego jestem pewna. Nigdy ine pozwoliłabym sobie na uzaleznienie bo znam siebie[/quote]
Uzależniona może nie jesteś, ale to co piszesz o tym jak za wszelką cenę chcesz ratować chłopaka sugeruje współuzależnienie. Chyba nie rozróżniasz tych pojęć.
[quote=www.psychologia.edu.pl][b]Współuzależnienie[/b]
dotyczy osób związanych z osobami uzależnionymi.
Jest szczególnym współudziałem w uzależnieniu osoby bliskiej emocjonalnie, obejmującym szereg wymiarów życia psychicznego oraz działań osoby współuzależnionej.
W obrębie życia psychicznego dotyczy ono głównie:
* utrwalonego, nieracjonalnego systemu przekonań nt. picia alkoholu przez bliską osobę wraz z przekonaniami nt. możliwości kontroli picia, oraz nt. relacji z osobą uzależnioną
* irracjonalnego, zwiększającego stres systemu kontroli emocjonalnej
* autodestrukcyjnych schematów i nawyków poznawczych.
W obrębie działań osoby współuzależnionej oznacza to przede wszystkim:
* uporczywe używanie nieskutecznych rodzajów wpływu na zachowanie osoby uzależnionej i/lub relacji z tą osobą
* nieskuteczność, lub ograniczone zdolności przeciwdziałania destrukcji
* ograniczone umiejętności fizycznego i psychicznego wycofania się z relacji (dystansowania się, ekranowania)
Psychologiczna diagnoza współuzależnienia ma charakter problemowy i jest formułowana pod kątem psychoterapii.
Z punktu widzenia obowiązującej w Polsce klasyfikacji chorób (ICD-10) współuzależnienie nie jest chorobą. W nomenklaturze medycznej określane jest jako syndrom, obejmujący wiązkę cech i zachowań osoby współuzależnionej, wśród których najczęściej wymienia się następujące:
* ograniczająca własne potrzeby i wartości koncentracja wokół zachowań alkoholowych osoby uzależnionej
* przejęcie i rozwinięcie systemu iluzji i zaprzeczania (racjonalizacje, zaprzeczanie: on nie jest alkoholikiem)
* przejęcie kontroli nad relacją: uzależniony-substancja, ograniczające odpowiedzialność osoby pijącej
* zaburzenia życia emocjonalnego (chaos emocjonalny, huśtawka nastrojów, stany lękowe i depresyjne, napięcie i stan ciągłego "pogotowia emocjonalnego")
* zakłócenie czynności poznawczych (zagubienie, brak poczucia kierunku i sensu, zakłócenie wzorców normy i zdrowia, nierealistyczne oczekiwania)
* wzrost tolerancji na destrukcję i kompulsywne przywiązanie
* zaburzenia psychosomatyczne
* własne uzależnienie lub nadużywanie substancji psychoaktywnych
* desperacja i pustka duchowa.
Kwalifikacja dla celów medycznych osób współuzależnionych odwołuje się do klasy: "Zaburzenia nerwicowe związane ze stresem i pod postacią somatyczną" (najczęściej F43, F45, F48).
Biorąc pod uwagę funkcjonalność (przystawalność i skuteczność) wyposażenia psychicznego i działań osoby w trudnej sytuacji życiowej, współuzależnienie określa się często jako dysfunkcję, podkreślając pewną ułomność (ograniczenie) aparatu psychicznego do radzenia sobie w sytuacji uzależnienia bliskiej osoby. Ten sposób rozumienia współuzależnienia stanowi podstawę dla proponowania właściwej dla tej dysfunkcji psychoterapii.
Oprac. Wanda Sztander [/quote]
A co do tego czy nigdy byś sobie nie pozwoliła na uzależnienie... Hmm... Mało kto sobie na nie świadomie pozwala. Uzależnienie to choroba. Czy pozwoliłabyś sobie na cukrzycę? Myślę, że niewiele byś miała do powiedzenia. Przy chorobach jest tak, że można zachować tylko pewne środki ostrożności żeby zminimalizować ryzyko zachorowania, ale pewności 100% że Ciebie to nie dotknie nie możesz mieć.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 18.03.2010, 17:11
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.01.12
postów:
531
ReSSpeCT Ola
Posted: 18.03.2010, 17:20
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
Dzięki Mariusz, wiesz że RESPEKT z wzajemnością (Hmm... zastanawia mnie tylko to SS w Twojej zabawie słownej Przecież nie było za ostro )
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 18.03.2010, 17:23
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.01.12
postów:
531
to raczej takie zassyczenie jak wąż Kaa w Księdze Dżungli - ty i ja jesssteśmy jednej krwi
Posted: 18.03.2010, 17:28
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
No chyba, że tak Dobrego "edukatora" miałam, moje lata na portalu pomimo mojej wtedy nietrzeźwości nie poszły na marne YeSSS SSSENSSSEI!!!
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 18.03.2010, 17:29
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.04.10
postów:
34
ROzgraniczam te oba pojecia. Sama napisałam ,ze nie jestem UZALEZNIONa,a nie wspołuzalezniona. Zastanawiam sie tylko czy lepiej byloby podjac terapie WSPOLNIE czy z nim i mam tu na mysli własnie terapię w zwiazku z narkotykami,a nie moja indywidualną o ktorej wspomniałam wczesniej.
Cóż. Resspect,czy nie -cukrzyca nie jest dobrym przykładem. Czy to czasem nie choroba dzidziczna- NIEZALEjZNa od nas? Cokolwiek sądzicie,nie zgodze sie z tym porównaniem ani ze stwierdzeniem,ze nie mamy wplywu na wlasna narkomanie.
Co wiecej jest to choroba uleczalna choć wymaga gruntownej ANALIZY indywidualnych przypadków i poradzenia sobie z psychiką. Nie kazdy BRAŁ,nie kazdy PRÓBOWAł,ale KAZDY SAM kieruje własnym zyciem. Narkomania jest efektem problemów emocjonalnych i to własnie na te nalezy zwracac uwagę. Wiem,ze macie duze doświadczenie,ale sceptyzm i generalizacja bywa zgubna.
Pozdrawiam
Posted: 18.03.2010, 17:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
lipiec 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.03.10
postów:
15
Uważam, że powinnaś zacząć terapię indywidualną, ponieważ jesteś osobą współuzależnioną do tego dochodzą inne problemy (DDA czy wcześniejsze eksperymentowanie z używkami).
Zrób porządek ze swoją psychiką, a chłopak niech w ośrodku robi porządek z sobą. Chcesz wspieraj chłopaka po jego wyjściu z ośrodka, więc zacznij współpracować z terapeutą już teraz, by później wiedzieć jak postępować, jakimi emocjami się nie kierować i jak stać się osobą konsekwentną w swoich decyzjach (zresztą napisałam Ci o tym na priv). Moim zdaniem, za dużo martwisz się o chłopaka (krzywda mu się nie dzieje tam), powinnaś zacząć w tym momencie myśleć przede wszystkim o sobie i swoim stanie psychicznym.
A jeśli chodzi o sceptyzm i generalizację... wiesz, kiedy reszta chciała mi otworzyć oczy na pewne sprawy, ja myślałam "co wy pieprz***cie, nie znacie go!", czyli podobnie jak Ty. Co mi to dało? Nic, mój chłopak ćpał dalej w najlepsze...
--------------------------------------------------------------------------------------
"Zawsze są powody do zabicia człowieka. Nie sposób za to udowodnić, że powinien żyć." A. Camus 'Upadek'
Posted: 18.03.2010, 17:56
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
[quote=neurotictune]Sama napisałam ,ze nie jestem UZALEZNIONa,a nie wspołuzalezniona.[/quote]
[quote=neurotictune]Co do wspołuzaleznienia, ja problemu nie mam i tego jestem pewna. [/quote]
To zdanie wg mnie mówi: Jestem pewna, że nie mam problemu ze współuzaleznieniem.
Stąd mój wniosek, że nie rozróżniasz tych pojęć, jednak cieszę się że jednak wiesz o co chodzi.
Na własne uzależnienie oczywiście mamy wpływ - możemy się leczyć, możemy mu zapobiegać jak np rakowi czy chorobom serca - nie paląc papierosów, ale to nie oznacza, że nigdy nie zachorujemy na te choroby. W życiu nie da się wszystkiego przewidzieć A z tego co mi wiadomo uzależnienie to choroba przewlekła i śmiertelna, w dodatku z nawrotami - więc zaleczalna, a nie uleczalna. Ale są różne opinie jak widać
Uzależnienie jest efektem wielu czynników, które łączą się i przeplatają, jednym z nich mogą być problemy emocjonalne. A poradzenie sobie z psychiką jest w tym wszystkim najtrudniejsze.
Co do tego jaką terapię i kiedy podjąć to na prawdę lepiej idź do poradni, przedstaw problem i wspólnie z kimś kompetentnym, mam na myśli terapeutę, który będzie miał okazję bliżej poznać Twoje problemy podejmij taką decyzję.
Powodzenia życzę!!!
napisany przez: magnola, 18-03-2010 - 18:00
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 18.03.2010, 18:00
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.04.10
postów:
34
Dziekuje za Odpowiedź K8. Ciezko jest oderwac się od mysli o Nim i jego uzaleznieniu Pomimo pełnej świadomosci ,ze nie moge zaniedbywac siebie. Mysle jednak,ze dzieki upływowi czasu i opiniom ludzi ,ktorzy przez to przeszli ,jak Ty, Zrobię pierwszy krok . Od wczoraj poszukuję poradni w Łodzi. Powinnam się "podbudować" i nauczyc zyc BEZ NIEGO,uzmysłowic sobie w kazdej sferze własnej psychiki,ze MOZE sie zdarzyc ,iz bede musiała go zostawić dla własnego szczescia ,a moze i własnie dla JEGO.
nawet nie wiecie jak bardzo mi pomogliście WSzySSScy Dzięki.
Posted: 18.03.2010, 18:14
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.04.10
postów:
34
Szczerze powiedziwszy zamotałam się juz i SAMa nie umiem zinterpretować swojego zdania,ale wiem na pewno na czym polega wspołuzaleznienie i uzależnienie. Nieistotne . Bez kozery ;p
Natomiast Na zakonczenie chciałabym podzielić sie optymistyczną wypowiedzią jednego z terapeutów ktore przypadło mi do gustu :
[b]Narkomania jest uleczalna. Kuracja żadnej innej choroby nie wymaga jednak tak ogromnego wysiłku ze strony pacjenta. I tak ogromnego zaangażowania i wysiłku tych, którzy pomagają. Ta kuracja porusza wszystkie sfery psychiki i ciała pacjenta. Ta kuracja boli. Jest pełna dramatycznych momentów. Kryzysów i uniesień. W walkę z narkomanią powinni być zaangażowani wszyscy: ci, którzy leczą, ci, którzy próbują się uratować oraz ci, którzy chcą jednym i drugim pomóc. Do której grupy zaliczysz siebie ...?[/b]
WIerze w ludzi i w potęge miłosći (nie mam tu na mysli tandety rodem z TITANICA,ale głęboką więź pomiedzy ludzmi,ktora powinien przejawiac KAZDY z NAS do BLIZNICH) i mam nadzieję,ze NAWET ewentualne nawroty za 10-12 lat,nie zniszczą tego co zbudujemy na twardych fundamentach. Pozdrawiam :*
Posted: 18.03.2010, 18:26
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
październik 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.01.12
postów:
124
Witaj neurotictune.
Pod tym co pisali Ci wszyscy, tez się podpisuję.
Jedno jeszcze szczególnie wpadło mi w oczy.
Podniecają Cię nazwy narkotyków, niektóre zupelnie dla mnie egzotyczne.
A forma pisania DOPALACZE bardzo mnie niepokoi.
Co do wyleczenia i pewnosci siebie.
Niedługo minie 19 lat od ostatniego razu, a ja nie mam pewności że to nigdy więcej się nie powtórzy.
Mam natomiast wiarę że przestrzeganie pewnych zasad i uważność pozwolą mi tego uniknąć.
oczywiście nie muszę walczyć codziennie o trzeźwość jak robia to w AA lub NA.
po prostu zwiększa się prawdopodobieństwo doczekania w trzźwości do końca.
Życzę powodzenia w szukaniu dobrej terapii.
I szczęścia.