<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:168
W tym miesiącu:5963
W tym roku:42727
Ogólnie:1941785

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 ... 9 - 10 - 11 [+1]

Do dołu
Ratujmy Rożnowice, ratujmy Roberta
  • Posted: 14.02.2010, 20:31
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    Witam Was Kochani,

    chciałbym móc Was powitać z radością, podzielić się tym co mi w duszy gra ale jedyne co mogę z siebie wydobyć to krzyk rozpaczy. Wczoraj 13 lutego 2010 odwiedziłem Rożnowice, ośrodek który dla mnie znaczy tyle co dom a może i więcej gdyż tam dostałem miłość, zrozumienie i sens w życiu. To co zastałem to jedynie ruina tego co kiedyś było diamentem na firmamencie ośrodków Monarowskich. Jeśli ktoś z Was tam był pewnie doskonale pamięta to miejsce jako tętniące życiem, pełne pasji i nadziei. Pewnie nie jednemu uśmiech pojawi się na twarzy kiedy przypomni sobie stajnie pełne parskających koni, cudowne łąki i szklarnie, świetnie prosperujące gospodarstwo w dużej mierze niezależne i samowystarczalne. DZIŚ TEGO JUŻ NIE MA. Zamiast koni w boksach jest w nich pełno śmieci, w świniarni zamiast słyszeć kwik prosiaków słychać przejmujący gwizd wiatru. Nawet Terapeutyczną zlikwidowali!!!
    Dzieło 26 lat ciężkiej pracy Roberta Humskiego, Kadry i Pacjentów zamiast oazy jakim zawsze było, jest teraz...niczym nie jest. Ruiną jest też twórca tego wszystkiego, Robert. Na podstawie anonimu, paszkwilu, pozbawiono go kierowania Rożnowicami, odmówiono czci i wiary w imię partykularnych interesów małych ludzi. Człowiek, który przez całe życie "dawał siebie innym" dziś został zdegradowany do roli lokatora budynku socjalnego. W tej chwili brakuje mi słów by to wszystko nazwać, opisać ale jest we mnie wściekłość na tych, którzy pozbawili Go tego wszystkiego, pozbawili gospodarstwo świetnego gospodarza a przede wszystkim pozbawili pacjentów, Was, jednego z najlepszych terapeutów w Polsce.Jest też we mnie determinacja by tak jak on pomagał i nadal pomaga ludziom, pomóc mu odzyskać dobre imie( którego nigdy dla nas nie utracił), pomóc odzyskać ośrodek i przywrócić nadzieję TYSIĄCOM ludzi, którzy zwracali się do niego o wsparcie. On jej nigdy nie odmówił więc i nam nie wolno. Dlatego nie proszę a wzywam wszystkich tych, którzy zawdzięczają Humiakowi życie by staneli za nim murem i wsparli go w tych trudnych chwilach. Obawiam się jednak, że w tym miejscu długo mój post nie pozostanie dlatego proszę każdego kto to przeczyta to co tu napisałem o skopiowanie i rozesłanie dalej do tych, którzy chcieli by Robertowi pomóc. Chciałbym abyśmy zorganizowali się i pokazali że nie pozwolimy by małostkowość i obłuda zwyciężyły. DZIŚ ROBERT POTRZEBUJE POMOCY WIĘC ODDAJMY MU DŁUG KTÓRY ZACIĄGNĘLIŚMY!!!Jestem do waszej dyspozycji, odpowiem na pytania na które odpowiedź znam, wysłucham każdego kto przyjdzie i powie "wchodzę w to" i razem ze mną stanie bronić Roberta. Mój mail dante777@interia.pl. Czekam i nie zawiedźcie Roberta oraz samych siebie.

    Sapere Aude
  • Posted: 14.02.2010, 20:41
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    [quote=kudlaty_z_rozna] Obawiam się jednak, że w tym miejscu długo mój post nie pozostanie[/quote]

    Synek, ja Ci posta nie usunę, bo nie łamie on regulaminu. Nikogo nie obraża, nie nawołuje do wypadu na wódkę, ani nie jest ofertą handlową i inne takie tam.

    Miło byłoby jednak, jakbyś sprawę przytoczył spokojnie, mniej emocji a więcej faktów, bo przyznaję się bez bicia - o aferze pierwsze słyszę.

    No i przede wszystkim skoro nawołujesz do pospolitego ruszenia dobrze byłoby, jakbyś przedstawił ludziom plan. Nie mam pojęcia, jak to widzisz mając świadomość, że jesteśmy dla siebie bytami bądź co bądź wirtualnymi.



  • Posted: 14.02.2010, 20:54
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    Droga KARO w najbliższych dniach opracuję teks, który uporządkuje to co napisałem. Chciałbym założyć stowarzyszenie przyjaciół Rożnowic, które będzie miało na celu obronę tego wszystkiego co przez 26 lat pracy stworzył Robert. każdemu zainteresowanemu przedstawie zdjęcia dokumentujące dzisiejszy stan ośrodka. I nie mów do mnie synek:))

    Sapere Aude
  • Posted: 14.02.2010, 21:36
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    No i taki plan mi się podoba. Czekamy więc na tekst.



  • Posted: 14.02.2010, 22:17
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    Chciałbym też znaleźć ludzi którzy pomogliby stworzyć stronę internetową Rożnowic niezależną od tej oficjalnej. Może dobrym pomysłem było by założenie internetowej petycji pod którą wszyscy zainteresowani podpisywaliby się tak aby można było ją potem złożyć odpowiednim władzom. Myślę też, że warto by było poprosić o pomoc media, które zawsze były przychylne Robertowi. no i czekam na sugestie jakie inne działania można jeszcze podjąć. Tak wiem, najpierw tekst:)

    Sapere Aude
  • Posted: 14.02.2010, 22:25
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    [quote=kudlaty_z_rozna]Tak wiem, najpierw tekst:)[/quote]

    Właśnie icon_biggrin



  • Posted: 17.02.2010, 10:23
     
    alfik
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    17.02.10
    postów:
    2
    [img]Jestem pacjentem Rożnowic na statusie aspiranta i ostatnio natknalem sie na posta http://monar.in...tml#pid10544 Bardzo mnie to zaniepokoiło poniewarz z mojego punktu widzenia jest zupełnie inaczej niż jest to opisywane. Chciałby powiedzieć że Rożnowice faktycznie przechodziły trudny okres lecz myślę że już to mineło. Są ludzie którzy boją się zmian i nie są w stanie zrozumieć tego że kiedyś było inaczej a teraz jest tak, jednak tak jak my się zmieniamy tak samo ośrodki się zmieniaja i nie znaczy to że na gorsze, osobiście uwarzam że są to pozytywne zmiany jeśli chodzi o Rożnowice. Osobiście zawdzięczam bardzo dużo temu miejscu i bardzo możliwe że dzięki Rożnowicom jeszcze żyję. Jest tu skromnie ale z drugiej strony bogato, bo niechodzi tu o to ile mamy koni, czy mamy materiały do remontów i jakie jedzenie jest, myślę że najważniejsze jest to że atmosfera jest pogodna i umiemy ze sobą rozmawiać, staramy się zrozumieć nawzajem i mamy ten sam cel, zmieniać się na lepsze.
  • Posted: 17.02.2010, 11:11
     
    alfik
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    17.02.10
    postów:
    2
    [quote=kudlaty_z_rozna]Witam Was Kochani,

    chciałbym móc Was powitać z radością, podzielić się tym co mi w duszy gra ale jedyne co mogę z siebie wydobyć to krzyk rozpaczy. Wczoraj 13 lutego 2010 odwiedziłem Rożnowice, ośrodek który dla mnie znaczy tyle co dom a może i więcej gdyż tam dostałem miłość, zrozumienie i sens w życiu. To co zastałem to jedynie ruina tego co kiedyś było diamentem na firmamencie ośrodków Monarowskich. Jeśli ktoś z Was tam był pewnie doskonale pamięta to miejsce jako tętniące życiem, pełne pasji i nadziei. Pewnie nie jednemu uśmiech pojawi się na twarzy kiedy przypomni sobie stajnie pełne parskających koni, cudowne łąki i szklarnie, świetnie prosperujące gospodarstwo w dużej mierze niezależne i samowystarczalne. DZIŚ TEGO JUŻ NIE MA. Zamiast koni w boksach jest w nich pełno śmieci, w świniarni zamiast słyszeć kwik prosiaków słychać przejmujący gwizd wiatru. Nawet Terapeutyczną zlikwidowali!!!
    Dzieło 26 lat ciężkiej pracy Roberta Humskiego, Kadry i Pacjentów zamiast oazy jakim zawsze było, jest teraz...niczym nie jest. Ruiną jest też twórca tego wszystkiego, Robert. Na podstawie anonimu, paszkwilu, pozbawiono go kierowania Rożnowicami, odmówiono czci i wiary w imię partykularnych interesów małych ludzi. Człowiek, który przez całe życie "dawał siebie innym" dziś został zdegradowany do roli lokatora budynku socjalnego. W tej chwili brakuje mi słów by to wszystko nazwać, opisać ale jest we mnie wściekłość na tych, którzy pozbawili Go tego wszystkiego, pozbawili gospodarstwo świetnego gospodarza a przede wszystkim pozbawili pacjentów, Was, jednego z najlepszych terapeutów w Polsce.Jest też we mnie determinacja by tak jak on pomagał i nadal pomaga ludziom, pomóc mu odzyskać dobre imie( którego nigdy dla nas nie utracił), pomóc odzyskać ośrodek i przywrócić nadzieję TYSIĄCOM ludzi, którzy zwracali się do niego o wsparcie. On jej nigdy nie odmówił więc i nam nie wolno. Dlatego nie proszę a wzywam wszystkich tych, którzy zawdzięczają Humiakowi życie by staneli za nim murem i wsparli go w tych trudnych chwilach. Obawiam się jednak, że w tym miejscu długo mój post nie pozostanie dlatego proszę każdego kto to przeczyta to co tu napisałem o skopiowanie i rozesłanie dalej do tych, którzy chcieli by Robertowi pomóc. Chciałbym abyśmy zorganizowali się i pokazali że nie pozwolimy by małostkowość i obłuda zwyciężyły. DZIŚ ROBERT POTRZEBUJE POMOCY WIĘC ODDAJMY MU DŁUG KTÓRY ZACIĄGNĘLIŚMY!!!Jestem do waszej dyspozycji, odpowiem na pytania na które odpowiedź znam, wysłucham każdego kto przyjdzie i powie "wchodzę w to" i razem ze mną stanie bronić Roberta. Mój mail dante777@interia.pl. Czekam i nie zawiedźcie Roberta oraz samych siebie.[/quote]

    Jestem pacjentem Rożnowic na statusie aspiranta i myślę że ten post jest ciosem poniżej pasa dla Rożnowic. Jestem szcześliwy że moge się tu leczyć, bardzo dużo zawdzięczam temu miejscu, bardzo mnie zmieniło i dało dużo do myślenia dzieki czemu wiem nad czym mam dalej pracować. Mowa tu jest o bardzo przyziemnych sprawach jak stajnia, świniarnia, czy sala terapeutyczna ale nikt się nie zapytał dlaczego tak jest. Wiesz co kojarzę moment w którym pojawiłeś się na ośrodku także nawet nie zapytałeś się ludzi jak to wygląda, wpadłeś jak burza przez stołówkę nie mówiąc nawet dzieńdobry.Nie uwarzam żeby praca Roberta poszła na marne poniewarz dał początek temu miejscu a my to kontynuujemy, zmieniamy i uwarzam że na lepsze. Jeśli chodzi o Roberta to myślę że jest to człowiek który potrafi sobie poradzić i gdyby potrzebował pomocy to zwyczajnie sam by się zają tą sprawą. A chciałem jeszcze dodać że koni jest niewiele i są w nowej stajni, zaś konie ktore były w starej stajni nie były nasze i zostały wywiezione do innej stadniny, a stajnie zagospodarowaliśmy jako magazyn na rzeczy z darów. Terapeutyczna zaś jest w trakcie remontu a nie jak piszesz "zlikwidowana". Także zostaw Nas w spokoju, jako pacjenci nie chcemy Twojej pomocy!!! http://www.mona...tml#pid10545



    napisany przez: alfik, 17-02-2010 - 13:11
  • Posted: 17.02.2010, 18:39
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    ....Życie napisało ciąg dalszy, parę chwil temu rozmawiałem z Robertem, zadzwoniłem i powiedziałem mu o swoim dość emocjonalnym wpisie. Poprosił mnie o jego usunięcie, gdyż w jego sytuacji bardziej mu zaszkodzi niż pomoże.Z resztą Robert nie chce pomocy i wcale mu się nie dziwię, każdy głos w jego sprawie może w efekcie pozbawić go pracy a jego rodzinę środków do życia. Chciałbym tu wszystkich poinformować, że nie działałem na niczyją prośbę a szczególnie Humskiego, po prostu zobaczyłem czym są w tej chwili Rożnowice a potem zacząłem szukać kontaktów do dawnych pacjentów i neofitów ze swoich pamiętników. Dowiedziałem się też od nich w jaki sposób potraktowano człowieka i dorobek jego życia oraz pracy kilkunastu turnusów terapeutycznych i nie ma na to mojego przyzwolenia, właściwie już naszego, gdyż dostaję coraz więcej maili i sygnałów od ludzi, którzy Rożnowicom zawdzięczają życie. Robert wybacz, nie usunę swojego wpisu, nie zamilknę a obiecuję, że z coraz większą uwagą będziemy przyglądać się temu co z Rożnowicami się dzieje, mam do tego prawo, my mamy do tego prawo jako neofici.Wszystkich, którzy pamiętają świetność Rożnowic i chcieliby by trwała nadal informuje, że powstał zalążek "Stowarzyszenia Przyjaciół Rożnowic"(pracujemy nad statutem a w efekcie rejestracją), które będzie miało na celu dbanie o tradycję ośrodka, wspierać jego neofitów i wspólnie dbać o jego dobro a jego członkami będą neofici i członkowie ich rodzin. Bardzo chętnie też podejmiemy współpracę z obecną kadrą i kierownictwem ośrodka o ile taką współpracę zechce podjąć. Zapraszamy serdecznie:)
    Drogi Alfiku, nie wiem kim jesteś ale sądząc po statusie aspiranta jesteś dość krótko trzeźwy i nie wiesz czym Rożnowice były kiedyś. Bardzo jednak Ci dziękuje za Twój komentarz i życzę powodzenia w dalszym leczeniu oraz trzeźwym życiu po opuszczeniu ośrodka.Mam nadzieję, że kiedy zostaniesz już neofitą chętnie przyłączysz się do nas i razem z nami będziesz dbał o dobro Naszego Ośrodka.Ocenę Twojego wpisu, pozostawiam czytającym. Zachęcam też innych do wyrażania opinii oraz wspominania swoich Rożnowic.No i oczywiście zapraszam wszystkich neofitów Rożnowic do zgłaszania akcesu na członka Stowarzyszenia:) Pozdrawiam serdecznie:)



    napisany przez: kudlaty_z_rozna, 17-02-2010 - 21:38

    Sapere Aude
  • Posted: 17.02.2010, 18:44
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    I jeszcze jedna uwaga do Ciebie Alfiku, spojrzałem na godzinę napisania postu.Z tego co pamiętam z komputerów można było korzystać w czasie wolnym i po kolacji a o godzinie 13 każdy szanujący się aspirant powinien być w pracy na terenie ośrodka lub poza nim, no chyba, że coś się zmieniło i już w Rożnowicach się nie pracuje...:)Jeśli macie personel sprzątający to jedynie pozazdrościć....śmierdzi szwindlem na odległość...

    Sapere Aude
  • Posted: 17.02.2010, 18:51
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    A wszystkim zainteresowanym polecam ostatni wywiad jakiego udzielił Marek Kotański i dziękuję Bogu, że to ja go przeprowadziłem...Ci co go czytali zaraz po jego śmierci bez trudu odgadną moją tożsamość i jednocześnie uwierzą w moją determinację...Jednocześnie pozwoliłem sobie na podkreślenie proroczych słów Marka. Niestety proroczych...

    Marek Kotański nie żyje. Człowiek, który przez 25 lat ?dawał siebie innym? odszedł pozostawiając wiele miejsc, w których ludzie uzależnieni od narkotyków, chorzy na AIDS, czy bezdomni mogą znaleźć pomoc i oparcie. Był postacią nietuzinkową i kontrowersyjną, walczącą z oporną masą urzędniczą i strachem społeczeństwa przed narkomanią i AIDS. Dał przykład i wiarę, że warto walczyć o tych, których społeczeństwo wyrzuciło poza nawias.
    W swoim działaniu był ?Bożym Szaleńcem?, bezkompromisowym, pełnym nowych pomysłów i niewyczerpanych sił. Teraz kiedy Go zabrakło wielu zadaje sobie pytanie: co dalej?
    Poniższa rozmowa odbyła się w lipcu podczas festiwalu społeczności terapeutycznych ?Zajawka 2002? w Marianówku koło Kołobrzegu. Z pewnością jest to jeden z ostatnich wywiadów udzielonych przez ?Prezesa?, a przez szczerość oraz otwartość Pana Marka w obecnej chwili ma pewien charakter testamentu. Cieszę się, że dane było mi porozmawiać z Nim i żałuje tylko, że nie zdążyłem zadać wszystkich pytań, na które szukam odpowiedzi będąc w jednym z ośrodków przez Niego założonych.

    ŁS.

    Ł.S.: Jakie są Pana pierwsze wrażenia z tegorocznej ?Zajawki??
    M.K.: Bardzo sympatyczne. Zawsze ceniłem sobie takie spotkania integracyjne. To jedno z pierwszych spotkań o charakterze ogólnopolskim, gdzie zaprosiliśmy do towarzystwa ośrodki o innych orientacjach terapeutycznych. Jest to bardzo ambitna próba stworzenia wspólnego obozu działań na rzecz trzeźwości.

    Ł.S.: Na czym Pana zdaniem polega sens organizowania takich spotkań i jaką idee mają za sobą nieść?
    M.K.: Właśnie idee integracji, wspólnoty bycia ze sobą razem na dobre i na złe. Myślę, że ludzie spotykając się w takiej dużej gromadzie mają poczucie siły, że nie są sami w tej walce, że inni też walczą o życie i wychodzą z nałogu. Różne są poziomy w tym wydobywaniu się na powierzchnię. Jedni są na początku drogi a inni już po leczeniu lub pod jego koniec. Jestem pewien, że im większa jest ilość takich spotkań tym bardziej odczuwamy fantastyczność tego co robimy.

    Ł.S.: Kiedyś narkomania wyglądała inaczej. Obecnie coraz więcej młodych ludzi sięga po narkotyki i sama narkomania stała się bardziej elitarna. Dlaczego?
    M.K.: To wynik zaniku autorytetów moralnych, brak wyraźnych drogowskazów, a młodzież łatwo ulega podszeptom i namowom. Trend jest wyraźnie skierowany w stronę brania narkotyków przez młodych ludzi nie mających właściwie żadnych celów życiowych, więc wpadają w tą sieć i idą coraz bardziej w stronę totalnej samozagłady. Przerażające jest to, że jest to zjawisko rozwojowe. Przypomnę, że wiele osób twierdzi, wśród nich i ja, że 2 ? 2,5 miliona Polaków miało kontakt z narkotykami, a 200 tysięcy jest ciężko uzależnionych, z których 90% nie wyjdzie z nałogu. Myślę, że to straszliwe żniwo i jeśli nie podejmie się szybko jakiś radykalnych działań to obawiam się, że liczba ta w krótkim czasie się zwiększy.

    Ł.S.: Jak w ciągu 25 lat istnienia MONAR?u zmienił się stosunek społeczeństwa do ludzi zakażonych wirusem HIV i narkomanów?
    M.K.: Myślę, że jest to nadal temat tabu, temat wstydliwy, który tylko niewiele środowisk śmiało podnosi, a jeszcze mniejsza grupa ludzi decyduje się bezinteresownie podać rękę i być z nami na dobre i na złe. Niestety tutaj upatruje swoją klęskę. Przez te 25 lat nie udało mi się stworzyć takiej atmosfery, takiego klimatu społecznego, który sprzyjałby bardziej efektywnemu rozwiązywaniu problemów. Społeczeństwo polskie zaprawione w nietolerancji i braku miłości bliźniego bardzo nieładnie sobie poczyna i nie robi nic żeby rozwiązać problem narkomanii i bezdomności.

    Ł.S.: Czy w takim razie uważa Pan, że społeczeństwo jest zakłamane pomagając chorym dzieciom a mniej chorej młodzieży?
    M.K.: Dokładnie tak to jest. Ludzie uspokajają się przy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, myśląc, że są wspaniali a gdy przychodzi do prawdziwej próby jaką jest np. danie miejsca w lokalnej społeczności naszym ośrodkom ? zawodzi. Społeczeństwo boi się konsekwencji i bezpośredniego zagrożenia zdrowia, szczególnie jeśli chodzi o AIDS. Po za tym nie toleruje żadnych zachowań młodzieżowych. Owszem tu i ówdzie zdarzają się wyspy szczęśliwości ? regiony bardziej otwarcie podchodzące do tych problemów. Generalnie niewiele się zmienia.

    Ł.S.: W takim razie czym różni się narkomania w dużych aglomeracjach, gdzie stanowi widok codzienny od narkomanii na wsi i w małych miasteczkach, w których wszyscy mieszkańcy się znają a osoba uzależniona skazana jest na ostracyzm lokalnej społeczności? Czy jest to wynik niewłaściwej edukacji?
    M.K.: Nie to nie tak. Edukacja cały czas trwa. Sądzę, że generalnie ludzie sporo wiedzą na ten temat lecz nie czują tego do końca. Jeżeli chodzi o narkomanię w miastach to jest ona bardziej anonimowa i niewidoczna od tej z małych miasteczek. Choroba jednak jest ta sama.

    Ł.S.: Organizacje centralne stawiają stowarzyszeniu mnóstwo barier i wymagań. Jak w takim razie wygląda sprawa udzielania przez nie pomocy i czy jest proporcjonalna do ich oczekiwań względem MONAR?u?
    M.K.: Zupełnie nie... Myślę, że są to organizacje szalenie skorumpowane i zbiurokratyzowane, które żyją własnym życiem. Organizacje takie jak moja są im potrzebne do funkcjonowania. W związku z tym nadal zastanawiam się intensywnie, co zrobić żeby przetrwać i jednocześnie odtworzyć mechanizm pomocy bezpośredniej, bez oglądania się na formułki, promesy i inne programy działania.

    Ł.S.: Czy pańskim zdaniem powinien zaistnieć w szkołach jakiś program edukacyjny, który uczyłby młodzież sposobów integracji ze społeczeństwem, wchodzenia w świat dorosłych i umacniający młodzież?
    M.K.: Trafiłeś w sedno. Tą problematyką zajmuję się tworząc Ruch Czystych Serc, który jest przygotowaniem zdrowej młodzieży do działań na wyższym poziomie wrażliwości społecznej. Działań, które może dadzą tym ludziom właściwe ukształtowanie swojej psychiki. Wierzę że jest to sprawa, której warto się poświęcić przez najbliższe 10 czy 15 lat. Chciałbym zaimpregnować młodzież przed złem, nauczyć ją takiego funkcjonowania, które zapewniłoby jej efektywne, zdrowe i szczęśliwe życie.

    Ł.S.: Idea jest szczytna ale jak ten program realizować na co dzień wśród rówieśników, w rodzinie czy w szkole?
    M.K.: Program ten można realizować w różnych środowiskach m.in. w Ruchu Czystych Serc opartym o podobny schemat działania jak MONAR. Zarówno w klubach młodzieżowych znajdujących się w szkołach jak i w domach integracji społecznej, które posiadałyby swoje siedziby w miastach i na prowincji. Tym razem miałyby jednak służyć młodzieży zdrowej w tworzeniu niezależnych republik. Mam na myśli coś zupełnie odmiennego od domu kultury. Coś co nie byłoby oparte o struktury dyrektorskie a raczej o samo organizację i tworzenie przez młodzież czegoś indywidualnie.

    Ł.S.: Rozumiem, że wolontariat w Pana przekonaniu jest idealną metodą samo rozwoju młodzieży.
    M.K.: Tak jak najbardziej. Przez pomoc niesioną innym pomagamy sobie. Na przykład w Ruchu Czystych Serc mamy nieco zmodyfikowane myślenie o wolontariacie, trochę bardziej rozlane przez koncentrację na samodoskonaleniu. Nie stanowimy armii wolontariuszy. Tutaj ważna jest każda jednostka, która chce zaszczepić w sobie ideę dawania siebie innym.

    Ł.S.: Reasumując: w ciągu 25 lat na pewno odniósł Pan wiele sukcesów, bo właściwie wszystkie Pana inicjatywy to wielki sukces, ale na pewno były też porażki. Która z nich była najbardziej dotkliwa ?
    M.K.: Przyznam Ci szczerze, że często zadają mi tego typu pytania. Nie umiem precyzyjnie odpowiedzieć co stanowi porażkę w moim życiu. Myślę sobie, że może brak takiej edukacji społecznej, która by mi umożliwiała stukanie do każdych drzwi i te drzwi otwierałyby się i mówiono by mi: ?- A Marek, MONAR ... fajnie... wchodź...?.Tego niestety nie udało mi się zrobić. Dlatego między innymi nie ma mnie w telewizji. Telewizja się mnie boi i mimo, że pukałem w te drzwi wielokrotnie oni dyskretnie udają, że gospodarza nie ma w domu. To jest moja smutna konstatacja jeśli chodzi o kontakt z mediami. Generalnie jednak uważam się za ?lucky mana?, praktycznie wszystko mi się udaje. Zastanawiam się co jeszcze mógłbym zrobić jeśli Bóg da mi długie życie. Chciałbym żyć w szczęśliwej krainie czystych serc, gdzie będą domy młodzieży zdrowej, cudownej i wrażliwej. Promieniującej ciepłem i dobrem w blasku którego ogrzewają się nie tylko najbliżsi, ale które płynie dalej do innych i w efekcie coraz mniejsza ilość ludzi zaraża się świństwem, chamstwem, agresją i dnem. To jest moja wizja. Chciałbym, żeby szkoła mówiła o dobru, żeby młodzież nie musiała skrywać się z dobrem, które w niej drzemie z tego tylko powodu, że paru palantów w szkole gra na nucie zła, a wszyscy paradoksalnie się ich boją, mówiąc: ?No tak, jak oni nie tworzą to my też nie będziemy?. Na zgredów i nauczycieli nie mogę za bardzo liczyć, bo oni są niestety dość kiepscy. Dlatego główną trudnością w konstruowaniu Ruchu Czystych Serc jest brak możliwości stworzenia armii ludzi dorosłych, którzy stając na obrzeżach pomagaliby młodym. Wiadomo, że młodzi mają w sobie słomiany zapał i dlatego trzeba go ciągle podtrzymywać. Ognisko trzeba ogarniać i dorzucać po trochu nowych szczapek, bo młodzież sama szybko się wypala. To jest sprawa, która spędza mi sen z powiek. Myślę sobie że już skonstruowałem konia trojańskiego, który powinien wejść w odpowiednie struktury.

    Ł.S.: Uchyli Pan rąbka tajemnicy?
    M.K.: Nie umiem jeszcze do końca tego sformułować. Mogę tylko powiedzieć, że stworzenie Ruchu Czystych Serc jest to sprawa polityczna w Którą zaangażowanych jest wiele sił. Celem tego działania jest pozbawienie pewnych organizacji i instytucji monopolu na działalność charytatywną z której czerpią nieprawdopodobne zyski.

    Ł.S.: Czy mam przez to rozumieć, że chce się pan zaangażować w działalność polityczną?
    M.K.: Broń Boże...W żadnym wypadku. Działalność polityczna była by końcem mojej kariery wśród młodzieży. Dzisiaj byłem na chwilę w Kołobrzegu i setki młodych ludzi witało się ze mną. Tak jest wszędzie gdzie się pojawię. Jest to sygnał, że młodzież mnie akceptuje i identyfikuje się z tym co robię. Myślę, że jestem u progu wejścia na Mount Everest, ale mogą mi w ostatniej chwili odebrać aparat tlenowy i nie wejdę. W związku z tym chcę wejść szybko, a kiedy już tam będę pokażę drogę wejścia dla normalnego młodego człowieka oraz to że jest nią dobro i miłość. Wielu ludziom jest to nie w smak ? paradoksalnie nie chcą tego. Jestem tym głęboko zaniepokojony bo choć nie lubię konstruować spiskowej teorii dziejów to muszę przyznać, że coś jest na rzeczy. Jeżeli rozmawiam z prezesem telewizji i mówię mu aby dał mi godzinny program, w którym mógłbym mówić o czynieniu dobra i jak je tworzymy z młodzieżą, to słyszę że jest to nie medialne.

    Ł.S.: I tu właśnie jest problem. Medialna jest przemoc, Biuro Kryminalne, 997 i właściwie nie ma dla nich programowej alternatywy.
    M.K.: W telewizji próbują mnie oszukiwać pokazując Rower Błażeja, z którym młodzi ludzie się nie identyfikują, bo jest to dęte w trąbę. Podmalowane dorosłe dziewczyny udają małolaty. To jest tragedia!

    Ł.S.: Porównał Pan swoją drogę do Hilarego wspinającego się na szczyt Mount Everestu. To najwyższy szczyt ziemi...Co dalej?
    M.K.: Dobre pytanie...Myślę, że tam na szczycie jest nowy drogowskaz, a może schody do nieba...

    Ł.S.: Z rozmów z osobami uzależnionymi wynika, że większość z nich, na długo wcześniej przed zażyciem pierwszego narkotyku, jeszcze w dzieciństwie miała problemy rodzinne. Czy nie uważa Pan że wszystko zaczyna się od domu i czy nie należałoby równolegle do pracy z młodzieżą pracować z rodzicami?
    M.K.: Zdecydowanie tak. To zadanie wypełnia Ruch Czystych Serc. Ci młodzi ludzie sami niedługo przecież będą rodzicami i będą mieli właściwą więź emocjonalną ze swoimi pociechami. Tak powstaną może pierwsze owoce. Na temat możliwości korekcyjnych rodziców posiadam swoją wiedzę i wiem, że są one niewielkie. Dlatego jestem bardzo osłabiony w rozmowach z nimi, a wydaje mi się, że jest kilka takich obszarów, w których powinniśmy intensywnie działać razem żeby w przyszłości uchronić dzieci przed narkomanią. Obok rodziny stanowiącej podstawę wychowania ogromną rolę spełnia szkoła nie spełniająca bardzo często swojej funkcji wychowawczej. Od dłuższego czasu nie udzielam szkole żadnych informacji bo to i tak nie przynosi żadnych rezultatów. Patrzę teraz z sympatią i pewnym niedowierzaniem na akcję ?Szkoła z klasą? zainicjowaną przez Gazetę Wyborczą. Chodzi o to żeby wyłuskiwać szkoły naprawdę dobrze działające w obszarach edukacji i wychowania. Niestety w oświacie mamy niewielu animatorów i jest to fatalne.

    Ł.S.: Wiadomo, że ośrodków jest ciągle mało. Jaką alternatywę mają ci, którzy nie są w stanie się do nich dostać. Nie ma dla nich miejsc, nie ma promes i nie mają ubezpieczenia?
    M.K.: Jestem przerażony, że moja droga zatacza pewne koło. 25 lat 2temu wyszedłem ze struktur psychiatrycznych, które ?porządkowały? leczenie uzależnień. Stworzyłem MONAR jako coś niezależnego co pomaga wszystkim ludziom, szczególnie młodym. Teraz z powrotem widzę wyraźny zwrot w kierunku usidlenia MONAR?u w strukturach administracyjnych, kasach chorych i rozliczeniach między nimi czy certyfikatach. Martwi mnie ta sytuacja. Jestem jednym z ostatnich Mohikanów, którzy w moim stowarzyszeniu tworzą domy dla wszystkich bez oglądania się na jakiekolwiek promesy. Razem z wieloma szczególnie zdeterminowanymi przyjaciółmi mogącymi pozwolić sobie na nie zarabianie i życie w wolontariacie tworzę takie enklawy, w których pomagamy bezinteresownie każdemu. Jest to co raz trudniejsze i boję się, że przegramy zwłaszcza gdy obecna opcja polityczna jak i szereg oczekiwań społecznych dążą w kierunku likwidacji takich inicjatyw jak moja.

    Ł.S.: Dlaczego w poszczególnych ośrodkach są tak różne sposoby prowadzenia terapii? W jednych stawia się na integrację ze sztuką, w innych na ciężką pracę a w jeszcze innych na pomoc cierpiącym.
    M.K.: [b]Każdy ośrodek, co zawsze przewidywałem, uwzględnia w swoich działaniach pewną koncepcję liderowania opartą o indywidualne zapatrywania osób, które kierują daną placówką. Uważam że nie można tego w żaden sposób unifikować i zmieniać. Można jedynie prowadzić w gronach wiodących dyskusje inspirujące do nowych poszukiwań. Ja to robię i obserwuję swoich współpracowników. Jestem przekonany, że u podstaw każdego sukcesu leży pełne zaangażowanie i jeżeli jest ono głębokie to obojętne czy terapia będzie oparta o kontakt ze sztuką czy o niesienie pomocy bliźniemu lub ciężką pracę. Wszystkie są tożsame.
    [/b]
    Ł.S.: W wielu ośrodkach stosowana jest metoda miażdżenia psychiki pacjenta...
    M.K.: Miażdżenie to tylko jeden z elementów terapii. Jeżeli terapeuta nie ma w zanadrzu jasnego działania konstruującego osobowość człowieka to w żadnym wypadku nie powinien podejmować takich praktyk. Z żalem nieraz obserwuję, że doskonale wychodzi naszym terapeutom miażdżenie, natomiast odbudowywanie, integracja i tworzenie pozytywnych wzorców leczniczych niestety już nie. Dlatego też wielu ludzi ?zmiażdżonych? nie jest w stanie się rozwinąć. Ich spadochron psychiczny jest zbyt porwany.

    Ł.S.: W takim razie w jaki sposób szukać w sobie determinacji do przebudowywania własnego życia? Wiele osób wykazuje chęci ale brak im wiary w sens tego co robią.
    M.K.: Osobiście determinację w ludziach wywołuję swoim zaangażowaniem i prowadzeniem społeczności w taki a nie inny sposób. Stawiam takie cele, które energetyzują człowieka i wprowadzają go na orbitę, z której widać więcej. W konsekwencji zaczyna się on przebudowywać gdyż czuje, że coś się w nim zmienia. [b]Bardzo ważny jest też horyzont myślowy i emocjonalny liderów i kadry terapeutycznej. Terapeuci powinni być wyraźnymi wzorcami osobowymi, pobudzającymi tych ludzi, którzy mają bardzo małe orbity krążenia do wychodzenia na trajektorie poważnego działania.[/b]

    Ł.S.: Duża grupa ludzi opuszczających MONAR jest przekonana, że uda im się zachować trzeźwość i uczciwość. Niestety niewielu się to udaje.
    M.K.: No tak... Jest to bardzo trudne. Wydaje się, że sukces narkomana, człowieka chorego na nieuleczalną chorobę może być tylko wtedy podtrzymany jeżeli cały czas będzie miał on kontakt z ośrodkiem macierzystym i będzie pracował nad koncepcją trzymania się na powierzchni. Dlatego też proces terapeutyczny nie może zakończyć się po roku czy dwóch latach i musi być kontynuowany. To tak jak z ciągłym napełnianiem czaszy balonu, który musi lecieć na stałej wysokości. Jeżeli pacjent nie wyrobi w sobie mechanizmu permanentnej pracy nad sobą to uchodzi z niego powietrze. Balon traci wysokość i rozbija się o Ziemię. Dlatego też w ośrodkach należy tworzyć programy podsycania neofitów nowymi ideałami.

    Ł.S.: Neofici wypalają się...
    M.K.: Tak.

    Ł.S.: A propos wypalania się. Czy po tylu latach pracy Pan sam nie czuje się wypalony. Przecież w pewnym momencie i Panu skończą się siły. Zabraknie Pana. Jak widzi Pan chwilę, w której ktoś będzie musiał przejąć pałeczkę? Na pewno zastanawiał się Pan nad tym.
    M.K.: Zastanawiam się nad tym bardzo często i wyjaśnię Ci dlaczego nie jestem wypalony. Jestem ciągle otoczony zmieniającą się dość często grupą ludzi, którzy inspirują mnie do wielu działań. Posiadam umiejętność fascynowania się ludźmi. Zarówno młodymi jak i starymi. Uwielbiam ich życiorysy, sposoby myślenia i działania. Jestem wielkim biorcą energii. Wysysam bardzo dużo sił z innych równocześnie dając im coś z siebie i to mi pozwala utrzymywać się na pewnej wysokości, z której widzę horyzont dalej niż inni. [b]Z przerażeniem myślę o tym, że jak każda organizacja oparta o ideę przywództwa, MONAR będzie kiedyś pozbawiony mnie w sposób naturalny. Czy przetrwa? Wydaje mi się że na podstawie szeregu doświadczeń podobnych organizacji, niestety nie. Podobnie jak po odejściu Korczaka czy ?dziadka? Lisieckiego wszystkie one rozpadły się mimo, że byli jacyś ich następcy. Myślę sobie, że MONAR i MARKOT także nie przetrwają. Będą się przepoczwarzać. Pewnie początkowo liderzy poszczególnych ośrodków będą je utrzymywać i bronić ale później nastąpi próba anektowania ich przez państwo bądź inne organizacje. Przyjdą nowi, przyjdzie nowe, a starzy znajdą się na śmietniku historii. W efekcie nastąpi ich(ośrodków - przypis autora) rozdrobnienie i śmierć.[/b]

    Ł.S.: Czuje się pan rozgoryczony z tego powodu? Czy widzi Pan jakiś sposób ratowania tego dorobku przez fakt wejścia Polski do struktur Unii Europejskiej? Może połączenie się z ośrodkami zagranicznymi o podobnym charakterze stworzyłoby szanse na budowanie struktury ogólnoeuropejskiej.
    M.K.: Znam wielu liderów z innych krajów i uważam że nie są oni w stanie zintegrować tak dużych obszarów społeczności terapeutycznych. Są doskonali lokalnie. Z kole ci, którzy byliby w tym dobrzy odeszli jak np. szef niemieckiego Synanonu. Zresztą ku mojemu przerażeniu. [b]Przyznam szczerze, że nie widzę wyjścia z tej sytuacji i mój realizm nie jest kokieterią a po prostu intuicyjną próbą przewidzenia czegoś co jest nieuniknione. Cała ta sytuacja jest dla mnie bardzo deprymująca. Chciałbym jeszcze powiedzieć, że będę się modlił odwołując się tutaj do sił nadprzyrodzonych żeby tak się nie stało. Żeby właśnie siła wyższa mogła ocalić tą niewątpliwie cenną inicjatywę jaką jest MONAR, który przetrwał już 25 lat i rozwija się nadal mimo szeregu trudności typu: programy, licencje i kasy chorych.[/b]

    Ł.S.: Jakie są różnice między ośrodkami MONAR?owskimi a ośrodkami publicznej służby zdrowia?
    M.K.: Mało znam placówki publiczne. Moim zdaniem za mało w nich indywidualizacji. Pacjenci leczący się w nich nie identyfikują się z tym systemem. Ośrodek P.Z.O.Z. jest to coś nieokreślonego. MONAR jest bardziej ludzki, ma lidera, posiada jakąś strukturę i przejrzysty system terapeutyczny. Myślę, że P.Z.O.Z. jest instytucją o której nikt nic nie wie.

    Ł.S.: Czyli jest to monstrum stworzone przez państwo, z którym nie można się utożsamiać...
    M.K.: Owszem. Mogą tam pracować jednak interesujący terapeuci, którzy potrafią robić wiele dobrego.

    Ł.S.: Wracając do terapii. Dlaczego tak wielu ludzi przerywa leczenie a nawet ci, którzy je ukończyli powracają do nałogu?
    M.K.: Niewątpliwie jedną z przyczyn są pewne braki w systemie terapeutycznym. Dobry system terapeutyczny impregnuje pacjentów i daje możliwość przetrwania w groźnym dla nich świecie zewnętrznym. Jednocześnie tworzy tor przeszkód zbliżonych do sytuacji jakie spotykamy w codziennym życiu oraz uczy kontrolowania swoich emocji. Z pewnością sielski dom na skraju puszczy będzie miał gorsze efekty terapeutyczne niż dom, w którym jest bardzo dużo działań wręcz niebezpiecznych, wymagających napięcia emocjonalnego. Ich pokonanie pozwala człowiekowi uwierzyć we własne siły i po zakończeniu leczenia żyć w abstynencji. Jednym słowem w ośrodku, który prowadzę osobiście młody chłopak czy dziewczyna rozpoczynający leczenie pełni dyżury nie tylko w hospicjum ale i na detoxie. Uważam, że sytuacja w której pacjent widzi kogoś wyjącego z bólu i jest proszony o układ na wniesienie towaru jest lepsza od odizolowania go od rzeczywistości, ponieważ taki człowiek nie poradzi sobie później w życiu na zewnątrz gdy pojawią się myśli o ćpaniu.

    Ł.S.: Wynika z tego, że cudzy ból może leczyć.
    M.K.: Zdecydowanie tak. Jeżeli pacjent jest odpowiednio przygotowywany i jego odczucia są omawiane a doświadczenie cudzego bólu nie jest jedynie instrumentem to staję się on ważnym elementem terapii.

    D.J.: Czy rok leczenia uzależnienia w ośrodku nie jest zbyt krótkim okresem na zmianę swojej osobowości?
    M.K.: [b]Myślę że tak jest. Terapeuci tworzą sobie programy średnioterminowe i roczne bez mojej wiedzy. Zupełnie nie ma w tym mojego przyzwolenia emocjonalnego na tego typu działania. Sądzę, że stary MONAR, miał bardziej efektywne programy leczenia.
    [/b]
    Ł.S.: W takim razie na czym polega niedoskonałość obecnego systemu terapeutycznego?
    M.K.: To zależy o jakim systemie mówimy, bo jak już podkreślałem jest wiele programów autorskich kładących nacisk na takie lub inne metody działania. Wydaje mi się, że każdy z nich, również i mój warszawski nie są do końca doskonałe. Innymi słowy trzeba ciągle dążyć do tej doskonałości i szkolić się w tym zakresie tak aby działania podejmowane przez terapeutów umożliwiły pacjentom powrót do rzeczywistości na zasadzie sukcesu tzn. umiejętności utrzymywania abstynencji.

    Ł.S.: Podczas tylu lat pracy z pewnością zdarzyły się przeróżne zabawne sytuacje. Jaką największą gafę udało się Panu popełnić w tym czasie?
    M.K.: Powiem szczerze, że zaskoczyłeś mnie... Nie pamiętam takich gaf. Przebywam w takim środowisku, w którym gafa to norma. Nie byłem jeszcze przyjęty przez cesarza ani przez królów więc nie zaspokoję twojej ciekawości. Utrzymuję się zresztą w takiej konwencji, że ludzie nie wiedzą, czy ja strzelam gafę, czy jest to moje zamierzone działanie. I to jest moja nikodemodyzmość.

    Ł.S.: Dziękuję za rozmowę.




    napisany przez: kudlaty_z_rozna, 17-02-2010 - 20:13

    Sapere Aude
  • Posted: 17.02.2010, 19:10
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.03.12
    postów:
    532
    A może Robert wie więcej niż ty kudłaczu z rożna i dlatego nie życzy sobie głosów obronnych w swojej sprawie ?
    decyzję o odwołaniu Roberta podjął Zarząd Główny Stowarzyszenia Monar, w którym zasiadało m.in. wielu jego starych znajomych z innych ośrodków, po jego odwołaniu zarządzania ośrodkiem podjęli się ludzie, którzy mieli ustaloną pozycję i własne życie gdzie indziej, podjęli się tego pomimo trudności i przeciwieństw właśnie w imię tego by Rożnowice nie padły.
    rozumiem twój emocjonalny stosunek do tego miejsca i do starej kadry ale ja wiem i wierzę że decyzja była właściwa

    [b]Mariusz Janiszewski[/b]
    [i]w latach 2002 - 2007 wice prezes Sądu Koleżeńskiego Stowarzyszenia Monar[/i]

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 17.02.2010, 19:33
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    [b]A czy możemy w takim razie poznać uzasadnienie decyzji o odwołaniu Roberta Humskiego?[/b] Tak się składa, że doskonale wiem w jakiej kondycji były Rożnowice, moją pracą było pozyskiwanie pomocy dla ośrodka, znajdowanie sponsorów, zdobywanie jedzenia i innych dóbr. Wspólnie zbudowaliśmy hostel, rozbudowaliśmy stajnię, zbudowaliśmy świniarnię, szklarnię, mieliśmy własną stolarnię dzięki której nożna było urządzić pokoje w skromny ale przyzwoity sposób. Nasza stadnina był jedną z najlepszych w Wielkopolsce, trzymano u nas w pensjonacie konie za setki tysiący złotych.Czy ośrodek był kiedykolwiek zadłużony? Słyszałem o zarzutach wobec Humskiego, że brał jakieś pieniądze na lewo, czerpał dla własnej korzyści czy mu to udowodniono? Gdyby tak było pewnie mieszkałby w jakimś ładnym domku a nie w budynku socjalnym w którym mieszka z resztą do dziś. [color=red][b]Jestem osobą prywatną i jako taka bronie Humskiego to są wyłącznie moje opinie[/b][/color]. Chciałbym też przypomnieć, że wielu dzisiejszych liderów to wychowankowie Humiaka i wiele mu zawdzięczają, najczęściej wskazówkę do trzeźwego życia. A Robert zawsze był kontrowersyjny i dlatego skuteczny oraz kochany przez ludzi. Szanowni liderzy, zajrzyjcie w swoje sumienia i powiedzcie sobie ile mu zawdzięczacie...i wstydźcie się. [b]Kotańskiego też byście wyrzucili?[/b]



    napisany przez: kudlaty_z_rozna, 17-02-2010 - 20:43

    Sapere Aude
  • Posted: 17.02.2010, 19:43
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.03.12
    postów:
    532
    nie będę na forum publicznym roztrząsał spraw wewnętrznych Stowarzyszenia Monar, jeżeli jesteś członkiem Stowarzyszenia to z pewnością uzyskasz dostęp do postanowień i argumentów Zarządu Głównego.
    Robert, tak jak każdy człowiek żyjący w państwie prawa i będący członkiem organizacji pozarządowej, której działalność określają konkretne przepisy miał możliwość obrony, odwołania się od decyzji, zaskarżenia jej wreszcie w wyższej instancji,
    to wszystko co mam do powiedzenia na tym forum.

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 17.02.2010, 20:34
     
    kudlaty_z_rozna
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2010
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    27.02.10
    postów:
    24
    I jeszcze jedna uwaga. Tak się składa, że po tragicznej śmierci Marka niechcący dostałem się w nurt wydarzeń, które nastąpiły w strukturach Monaru. Na prośbę Roberta przygotowałem analizę medialnego wizerunku Monaru, którą złożyłem obecnej pani Prezes, wnioski z niej płynące nie były pocieszające (przekręty w ośrodkach Markotu opisywane przez dziennikarzy) i miały służyć budowaniu lepszej jakości Stowarzyszenia. To za sprawą Roberta w dużej mierze, liderzy ośrodków opowiedzieli się za p. Jolą Koczurowską. Osobiście do nich dzwoniłem i pisałem z prośbą o jej poparcie, wszystko to na prośbę Humskiego on sam działał w terenie. Wtedy wszyscy byliśmy jednością...Moim zdaniem, uprawnionym ze względu na znajomość tamtych zdarzeń to też zasługa Roberta, że Monar-Markot przetrwał "wojnę o stołki" jako całość. Sięgnijcie pamięcią, proszę... Najgorsze jest to, obawiam się, iż ofiarą dzisiejszych ambicji i urażonej dumy różnych ludzi, będzie Robert. Może odbiorą mu pracę, pozbawią dachu nad głową ale zasług i zaufania ludzi nie odbiorą nigdy. A jeśli tak zrobią, że zostanie bez dachu nad głową i środków do życia sami wystawią sobie świadectwo...Ale on nie zostanie sam, zapewniamy...Proszę opamiętajcie się...




    napisany przez: kudlaty_z_rozna, 17-02-2010 - 21:58

    Sapere Aude

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 ... 9 - 10 - 11 [+1]

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski