Te limity moga byc duze i nie po to by ograniczac ludzi ale po to by co cwansi nie handlowali swoim przydzialem.
Co do znikania narkotykow z ulic to oczywiscie to jest tylko hipoteza ale dosc mocna gdyz cena wytwozenia jakiegokolwiek produktu w duzej fabryce jest zawsze nizsza niz zrobienia go w szopie. W zwiazku z tym ekonomia zwyciezy. Po co mam kupowac u dilera towar drozszy skoro w aptece mam tanszy i lepszy ?
Pozostaje jeszcze kwestia nieletnich i czarnego rynku ktory sie pewnie wytworzy. Jakkolwiek rynek ten bedzie przynosil znacznie mniejsze dochody ze wzgledu na mniejsze mozliwosci finnasowe mlodziezy oraz to ze mlodziez w wiekszosci nie jest uzalezniona wiec nie potrzebuje az tak duzych ilosci narkotykow jak zwykli narkomani, pozatym jest latwiejsza w kontroli poprzez np nazucenie obligatoryjnych wyrywkowych testow w szkolach (za zgoda rodziców).
Posted: 18.05.2006, 08:03
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Orlan przeczytaj dokładnie to co napisałeś w poprzednim poście. Wyraźnie stoi tam, iż po przekroczeniu limitu wysyłamy delikwenta na terapię. I to mnie bawi. Pozwalasz komuś na uzależnienie się, a potem każesz mu się leczyć. Troszkę to przewrotne. Po za tym Twoim koronnym argumentem jest prawo człowieka do samostanowienia o sobie i właśnie w tym punkcie mu je odbierasz.
Po drugie, ci cwansi mogą handlować swoim przydziałem pomimo limitów. Wystarczy „uszlachetnić” działki i nagle z jednej powstaje więcej. Cudowne rozmnożenie. I cóż można pozwolić sobie na obniżenie ceny, bo i tak się zwróci. Ekonomia zwycięży, fakt.
Co do kontroli młodzieży w szkołach za pomocą testów to niestety nie do końca się sprawdza. U mojego brata w statucie szkoły istnieje taka możliwość, a problem ćpania wcale nie zniknął. Raz na całe trzy lata jego edukacji w tamtejszej szkole testy wyłapały osoby, które sobie na jakiejś imprezie przyrajały. Skończyło się porozsyłaniem ich po poradniach we Wrocku. W poradniach powiedzieli: „dziękujemy za zainteresowanie, ale z pomocy nie skorzystamy.” i dalej spokojnie robili swoje.
Ja nadal jestem za uświadamianiem społeczeństwa i póki co (przy mentalności Polaków) nie widzę tej legalizacji. Zasada: „Prawo jest po to, by je łamać” jest zbyt silnie u nas zakorzeniona. Nie będę się powtarzać jak to wygląda z alkiem, bo o tym pisałam już na innym topicu.
Ale cóż pogadać sobie możemy, a politycy i tak zrobią to, co zechcą.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Chodzilo mi o to ze jakis limit powinien byc a czy bedzie we ten czy inny sposob usankcjonowany to sparwa do dyskusji. Szcegoly nie sa tak istotne bo zawsze mozna je zmienic. bardziej chodzi mi ogolna idee kontrolowanej legalizacji jako wyboru mniejszego zla wzgledem niekontrolowanego rozprowadzania narkotykow przez organizacje przestepcze. Wydaje mi sie ze nie ma innej alternatywy skoro karanie niezdalo egzaminiu oraz pelne dopuszczenie do obrotu rownierz.
Co do alkoholu to nie rozni sie on od innych narkotykow przebicie na jego sprzedarzy jest ogromne i zarabia panstwo wzwiazku z czym mechanizm ekonomiczny swietnie funkcjonuje. Gdyby cale zyski z akloholu przeznaczyc na leczenie poszukiwanie nowych lekow zmniejszjacych chec picia oraz propagowanie czystego stylu zycia sytuackja zaczela by sie zmeiniac. Sytuacja z alkoholem pokazuje dobitnie iz zarabianie na srodku uzalezniajacym poglebia problem co przy pelnym dopuszczeniu do obrotu jest zbrodnia przeciw ludzkosci.