<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:163
W tym miesiącu:5958
W tym roku:42722
Ogólnie:1941780

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
Jest jeszcze jakas szansa???
  • Posted: 17.05.2009, 00:00
     
    Kasiaaa
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.06.10
    postów:
    18
    3 lata temu bylam z Wami, nie wiem czy ktos jeszcze pamieta.... moj login sie zablokowal czy cos, mniejsza z tym, wtedy pomogliscie licze na Was i teraz....

    Jest bardzo ciezko ;( 3 lata temu facet poszedl na odwyk z powodu amfy.... Po odwyku wyszedl zupelnie inny! Poznawalam Go na nowo, a On caly swiat, niesamowite, piekne uczucie!Kilka dni po wyjsciu wyjechalismy zagranice (teraz mysle ze taka ucieczka zamiast konfrontacji ze starym otoczeniem byla bledem)

    Bylo ok do przyjazdu do PL,starsznie sie pozarlismy, ja z jego starymi tez i przycpal po 9 mcach.Wrocilismy do domu i znowu bylo ok i tak caly czas, w PL ciezko, bo starzy go buntowali przeciwko mnie (dluuuga historia)zawsze o to byly jazdy i w rezultacie i co PL to cpanko, raz na pol roku raz na 9 mcy....W irl choc bywalo bardzo ciezko miedzy nami , nawet gorzej niz w PL,choc finansowo tez byly kryzysy, choc jakby chcial to by znalazl nigdy nie tknal amfy(**iI TU MOJE 1SZE PYTANIE***NIE MOGE TEGO ZROZUMIEC CZEMU TAM NIE BRAL?!), jakos wychodzilismy z klopotow wspolnie.
    Zaszlam w ciaze, brak kasy i to ze On malo sie staral o szukanie dobrej pracy spowodowalo ze wrocilismy.Ze starymi jego zgoda, obiecywali pomoc, nagrali mu niby prace, ogolnie mialo byc siela[i][i] icon_confused [/i][/i]nkowo.Ale nie bylo.Wrocil a pracy nie bylo ani tej niby nagranej,a i znalesc cos bylo ciezko... Brzuch rosl,a On sie zaczal zmieniac :( coraz mniej pracy szukal, starzy jego zaczeli dawac mi w kosc,. Po pewnym czasie doszlo do kolejnej jazdy.Ja z nimi poklocona, On posrodku,tu pretensje do niego ze nie pracuje , na mnie tez, ze nie chca mnie u siebie jak urodze (tak mialo byc tymczasowo) itd Oczywiscie zaczal cpac, klamal, odzywal sie rzadko, raz na tydzien moze i mniej,widzialam co robi chcialam wszystko ratowac, starzy rzecz jasna utrudniali kontakt.... I udawali ze nie widza co jest grane, powiedzieli ze to moj problem ze cpa i ich to nie obchodzi.
    Urodzilam Synka i z placzem wracalam do domu bo musialam isc do jego starych Po 1,5 mca nie wytrzymalam i wynioslam sie od niego.Rzecz jasna zaczal cpac.Kontatkty sie popsuly na maxa, moj 5 letni zwiazek wisial na wlosku..i wisi do teraz... Przychodzil raz na tydzien,dwa,jak Go nie bylo to czesto cpal..... Nie potrafilismy sie dogadac, mial jeszcze problemy w domu z powodu odwiedzania mnie..... Balansowalismy po cienkiej linie, bylismy na skraju konca wszystkiego,ale tak naprawde nie chcielismy tego..... Chcielismy byc razem, zyc razem,wychowywac Synka... Wyrzucili Go z pracy :( ale troche sie polepszylo miedzy nami , coraz wiecej czasu spedzal u mnie , pomagal przy malym....Ale ze zycie nas nie oszczedza.... :(Na pozor bylo ok bo tak naprawde byla masakra U mnie w domu ciezka sytuacja , nie mam na kogo liczyc w domu(kolejny odrebny temat!), mial dostac prace- nie dostal a mi powiedzial ze pracuje i tydzien go nie bylo, cpal rzecz jasna, narobil dlugow.... Gdy wyszlo na jaw mielismy szczera rozmowe , powiedzial (chyba) wszystko o cpaniu o tym ze poszuka grupy wsparcia itd.Mielismy sie wyprowadzac moja mama miala nam pomoc,ale ze jest ona mniej odpowiedzialna niz 15letnie dziecko , w rezultacie mieszkanie do wynajecia przepadlo i szansa na wspolne zycie tez... Wreszcie dostal prace, szanse ode mnie i mielismy zaczac nowe zycie... Bylo CUDOWNIE.Zakochal sie (wreszcie!) w Synku itd,cala wyplate przyniosl na dziecko i sam mowil ze cieszy sie ze od dawna nie pomyslal zeby cos wziasc na cpanie ze wszystko dal..... Caly dlugi weekend spedzil z nami:)Widzialam ta iskierke w Jego oczach,ta sama co kiedys,naprawde czul sie szczesliwy,znam Go przeciez... Bylo jak nigdy wczesniej od kad jest nas 3 :) After weekend Wrocil do domu, zabrali mu klucze od mieszkania i zaczelo sie... awantury wyzwiska, pretensje ze byl u mnie ,u nas ze pieniedzy im nie dal itd.... To bylo w nd.,w przedostatni pon widzialam Go ostatni raz na trzezwo ;( Znowu zaczal ;(klamie prosto w oczy, unika mnie, nie przychodzi nawet pomoc przy malym,nie odbiera kom, starzy rozlanczaja jak dzwonie do domu.... Chcial zebym oddala mu kase :(Czasem zadzwoni zeby sie umowic ze chce pogadac ale nie przychodzi (np dzis) NIE WIEM CO ROBIC ;( CZY JEST JAKAS SZANSA ZE W KONCU SKONCZY SIE TEN CHOLERNY KRAG??? JA TAK DLUZEJ NIE MOGE ;( !JAK GO NAKLONIC DO LECZENIA SKORO JEST W FAZIE ZAPRZECZANIA ??!! POMOZCIE ;((((
  • Posted: 17.05.2009, 10:57
     
    slaw60
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2008
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.02.10
    postów:
    59
    Witaj Kasiaaa.
    Po przeczytaniu Twojego postu na myśl przyszła mi historia z mojego życia.Nie wiem czy Ci to coś da ,ale ;?
    kiedyś w nocy zaczął mnie bardzo boleć ząb,pomyślałem sobie ,że rano pójdę do dentysty i coś z nim zrobię,ale kiedy o godz 7 wybierałem się już w drogę bul nagle ucichł,więc zapomniałem o tym i poszedłem do pracy .Następnej nocy było to samo ,więc znów do pracy ,a w nocy znów cierpienie .Męczyłem się z tym zębem przez trzy noce aż wreszcie postanowiłem, że następnego ranka "już się nie dam nabrać" i poszedłem do dentysty.Od tej pory mam jednego zęba mniej ,ale śpię spokojnie .
    Kasiu ,wiem ,że męża nie można porównywać do zepsutego zęba ,ale ...
    p.s.
    na pewno jeszcze wielu "fachowców" tu się wypowie w Twojej sprawie i wierzę że wyciągniesz odpowiednio dobre wnioski dla Siebie..."ciężkie czasy przemijają"
    pozdrawiam serdecznie icon_cool
  • Posted: 17.05.2009, 20:28
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    Tylko w uzależnieniu jest tak, że pomimo, że "boli" dalej w tym tkwimy i nie tak prosto jak z wyrwaniem zęba... Bo trudno zaprzeczać, że boli ząb i twierdzić, że odczuwamy z tego przyjemność, ulgę, rozładowanie emocji czy cokolwiek pozytywnego. Nie wiem jak zmotywowałaś faceta do leczenia, może spróbuj działać podobnie. Możesz prosić, próbować przemówić do i tak zaburzonego rozsądku, albo postawić twarde warunki, nie wiem, żeby wiedział, że ma do stracenia Ciebie i dziecko. Skoro na jedną próbę leczenia poszedł to już powinien cokolwiek rozumieć jak działa uzależnienie, więc może będzie łatwiej niż za pierwszym razem. Ale dla niego o tyle ciężej, że musi się pozbierać po porażce. Może uda Ci się go zmotywować żeby poszedł do poradni porozmawiać z terapeutą co się z nim podziało, a co do grup samopomocowych polecam Anonimowych Narkomanów [url=http://www.anonimowinarkomani.org]http://www.anonimowinarkomani.org[/url] Mnie, oprócz normalnej terapii mityngi NA pomagają i dają wsparcie.


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 17.05.2009, 22:12
     
    Skuld
    oceń:
    rezydent rezydent
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.02.12
    postów:
    138
    szansa jest zawsze, tylko to on musi ją dostrzec. Zamiast się szarpać to ja bym się odcięła od niego i jego rodziny i zapewniła sobie spokój i dziecku. Daj mu jasne warunki jak je złamie to niech spada na drzewo. Wiem ,że to boli... bo przecież każda matka chciałaby mieć ojca dla swojego dziecka, ale czasem lepszy żaden ojciec niż bylejaki. Nasze dzieci nie zasługują na to żeby cierpieć przez narkomanie swoich rodziców... i mają prawo do stabilizacji, a jak ty tak będziesz siedzieć w chaosie to na dziecku się też to odbije.
  • Posted: 18.05.2009, 18:48
     
    slaw60
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2008
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.02.10
    postów:
    59
    Skuld .
    Trafiłaś w dziesiątkę. Narkoman musi odczuć skutki swojego postępowania;żadnej litości albo wyjdzie z tego albo padnie,nie ma nic po środku...
  • Posted: 20.05.2009, 23:42
     
    Kasiaaa
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.06.10
    postów:
    18
    Dziekuje wszystkim za rady,szczerze mowiac liczylam na wiecej odp.. Zreszta juz mniejsza z tym bo sama sobie dzis odp na pyt.NIE MA JUZ SZANSY przynajmniej dla nas... Od kilku dni czekam jak poje.... bo dzwoni ze przyjdzie pogadac, a ta niepewnosc to najgorsza jest.... przyjdzie, pogada, czy bedzie dalej cpal.... W nd sie pojawil byl spokojny itd az do momnetu jak chcial 30 zl ode mnie, a potem bylo gorzej mial przyjsc od pn. dzis jak do niego przyszlam (ja do niego do domu ! w zyciu bym w to nie uwierzyla) siedzial zacpany u sasiada i schowal sie w szafie przede mna (facet 27 lat !!!)Kazal mi wypier... byl agresywny itd, brak slow... Cpa i ma nas w dupie mnie i przede wszystkim malego !!! Juz go ponad 2 tyg nie widzial :( a dzidzius polroczny szybko rosnie.....JA JUZ NIE MAM SILY GO RATOWAC, ZASTANAWIAM SIE CZY JESTEM PRZEZ TO NIEDOBRA MATKA :(??? Nawet dzwonilam do osrodka w jego sprawie,jakby tylko chcial to... ehhhh szkoda gadac,jego wybor!
    Tylko wiecie co mnie najbardziej dziwi? Nie czuje NIC, ani zalu, ani gniewu,ani bolu,ani zlosci.... wszystko co tyczy jego jest mi obojetne.... nie wiem czy to normalna reakcja czy juz zwariowalam ???
  • Posted: 22.05.2009, 08:33
     
    Skuld
    oceń:
    rezydent rezydent
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.02.12
    postów:
    138
    Przede wszystkim to nie jesteś jego matką, tylko swojego dziecka więc czemu go na siłę próbujesz uszczęśliwić? Twoje zachowanie raczej nie wskazuje na to ,że jest obojętne. Więc lepiej daj sobie z nim spokój i zacznij układać życie bez niego i z kimś innym.
  • Posted: 22.05.2009, 14:15
     
    Kasiaaa
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.06.10
    postów:
    18
    No tak nie jestem jego matką i przykre, że wlasnie jego matke i cala rodzine mało obchodzi choroba syna,(twierdza ze jest dorosly-jego sprawa co robi z zyciem) a raczej to zeby mu pomoc,ale mniejsza z tym.Jak pisalam powyzej zastanawiam się jednak czy ja jestem zla matka dla swojego dziecka, bo nie uzylam WSZYSTKICH sposobow na to zeby jego prawdziwy ojciec byl z nami, troszczyl sie o syna, na to zeby sie opamietal... pozatym co robilam to moglam jeszcze jedynie chyba uzyc fizycznie sily wobec niego wziasc za szmaty i nie wiem.... moze zaciagnac do mnie do domu, do dziecka ,zeby przypomnial sobie jak jego syn wyglada??Ale co by to dalo? To chyba nie najlepszy pomysl, choc nic innego nie przychodzi mi do glowy,ale chce miec pewnosc ze nie na 100%, ale na 110 % ZROBILAM WSZYSTKO CO MOGLAM zeby sie zastanowil nad tym co teraz wyprawia.... Zebym za pare lat nie pomyslala, ze moglam jeszcze zrobic to czy tamto....
    A co do obojetnosci , chodzi mi o to, ze bylam w zasadzie pewna, ze po wizycie u niego w domu wyleje morze lez, jak to zawsze bywalo, albo bede okropnie wsciekla na niego i bede czula nienawsic, albo zal,albo ze bedzie bardzo bolalo..... A tu od tamtej pory ani lez, ani nienawisci, ani niczego takiego, zadnych negatywnych emocji, a raczej poczucie ulgi i o dziwo spokoju.... nie powiem ze nie mysle o tym wszystkim, bo mysle praktycznie bez przerwy, wszystko sni mi sie kazdej nocy itd, ale fakt, ze po wyjsciu od niego z domu po moim policzku nie splynela ani jedna lza,ani go wcale nie nienawidze...to mnie zastanawia czy to jest normalna reakcja? bo chyba nie jest.....
    No i jeszcze jedno CZY KTOS MI MOZE WYJASNIC , cos co mnie straaasznie nurtuje.... pytalam w 1szym poscie....Czemu do cholery on nie bral mieszkajac ze mna w irl.? Bylo naparwde nieraz straaaasznie ciezko finansowo i miedzy nami, nawet jak sie rozstalismy na jakis czas (wtedy jak normalny facet pil poprostu, a nie myslal o cpaniu)
  • Posted: 22.05.2009, 15:13
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    Co do jego rodziny, to jak mogą mu pomóc skoro nie jest od nich zależny. Sam musi się zdeklarować czy chce ćpać czy nie, a jeśli nie to podjąć kolejną próbę leczenia. Zazwyczaj jest tak, że osoba uzależniona musi ponieść duże konsekwencje swojego brania i to różnego rodzaju konsekwencje, od rodzinnych, przez mieszkaniowe, finansowe, prawne czy zdrowotne, żeby w ogóle coś ze sobą robić, rodzina nie wystarcza do motywacji, bo tak na prawdę powinien zdać sobie sprawę, że ma nie ćpać dla siebie a nie dla mamy, taty, żony, dziecka itd... Jeśli był na terapii powinien o tym wiedzieć.
    A co do tego, że w Irlandii nie ćpał. To dość typowe, jak się nie ma odpowiedniej motywacji do tego żeby nie brać, że wracając do starych miejsc, starych klimatów, gdzie można spotkać starych znajomych często wraca się do brania. Dlatego dużo ludzi nawet po 2 latach w ośrodku nie wracają do wcześniejszego miejsca zamieszkania, tylko układają sobie życie w innych miastach i każda wizyta w swoim własnym mieście przy okazji np odwiedzania rodziny jest dla nich trudne, jest wyzwalaczem i zagrożeniem. Trzeba na prawdę chcieć, żeby trzeźwieć we własnym mieście, widzę sama po sobie, ja nie wyjechałam, mam 10 miesięcy abstynencji, a wcale nie czuję się do końca bezpiecznie, chodząc po tych samych ulicach, po których chodziłam naćpana, czy mijając miejsca, bramy kojarzące mi się z grzaniem. Ale da się przejść i to, tylko trzeba naprawdę chcieć. Ja się powoli przyzwyczajam, nie chodzę starymi ścieżkami, nie wspominam, nie utrzymuję kontaktu z ludźmi, z którymi brałam, a którzy mogą brać. Jest dużo ograniczeń na początku, ale da się z tym żyć.

    I nie rób sobie wyrzutów, że mogłaś coś więcej zrobić. Najlepiej będzie jeśli zajmiesz się sobą i dzieckiem, Ty już swoje zrobiłaś, teraz wszystko zależy tylko od niego, a on jeśli się ogarnie i pójdzie się leczyć to dopiero wtedy będziesz mogła zastanawiać się nad tym czy jest szansa, żeby jeszcze raz spróbować z nim układać życie.



    napisany przez: magnola, 22-05-2009 - 15:18


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 22.05.2009, 15:15
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.03.12
    postów:
    532
    [quote](wtedy jak normalny facet pil poprostu, a nie myslal o cpaniu) [/quote]
    ludzie uzależnieni często podejmują rozmaite próby udowodnienia sobie i innym, że nie mają problemu.
    jednym z takich sposobów są okresy abstynencji, rzadko jednak całkowitej - narkoman rezygnując na jakiś czas z brania narkotyków pije więcej alkoholu, później często wraca do swojego podstawowego uzależnienia lub rozwija nowe - alkoholizm.
    dzieje się tak, m.in. dlatego, że osoba uzależniona nie potrafi radzić sobie z swoimi emocjami, zwłaszcza nieprzyjemnymi (ale nie tylko) i nie umie ich przeżywać CAŁKOWICIE NA TRZEŹWO.

    ps. normalni faceci (cokolwiek to znaczy) są odpowiedzialni, troskliwi, opiekuńczy wobec swoich partnerek, a przede wszystkim wobec swoich dzieci

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 22.05.2009, 15:23
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    Ooo Tego o piciu nie wyłapałam. On po prostu zamienił sobie narkotyki na alkohol. Dla mnie na jedno wychodzi czy się pije czy ćpa jak się jest uzależnionym, chociaż są różne poglądy na ten temat. Ale większość osób, która jest uzależniona od narkotyków, a pozwala sobie na picie to albo zaczyna nadużywać alkoholu i zmierza do alkoholizmu, albo prędzej czy później wraca do brania.


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 22.05.2009, 17:43
     
    kleopatra
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     styczeń 2009
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.02.10
    postów:
    22
    W pełni zgadzam się z magnolą i adminem alkohol jest zamiennikiem i narkomani często w okresach kiedy nie biorą i pozornie wszystko jest dobrze zamieniają narkotyki na alkohol bo on również zmienia świadomość.
    Co do twoich uczuć to kiedyś czułam podobnie - wtedy gdy wyczerpały mi się środki do przekonania mojego syna o konieczności leczenia. Czułam się tak jakbym straciła wszystkie siły. W moim przypadku była to bezsilność, bezsilność wobec choroby syna a ja "buntownik" z natury i osoba, która nigdy się nie poddaje stwierdziłam, że wszystko już zrobiłam i nic więcej jako matka nie mogę. Zostawiłam syna samemu sobie, robił co chciał, ćpał kiedy i z kim chciał aż doszedł do własnego dna, zaczął ponosić konsekwencję i wtedy się ocknął. Obecnie już drugi rok się leczy i choć po drodze były zawirowania ( zmiany ośrodków itp.), to nadal zmierza w słusznym kierunku.
    Cóż można Ci radzić, najlepiej zajmij się sobą i swoim synem , żyj własnym życiem. Może brak Twojego zainteresowania, strata dziewczyny i dziecka pomoże Twojemu facetowi w powrocie do normalnego życia.
  • Posted: 30.05.2009, 19:55
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    smutno mi sie zrobilo czytajac twoją historię boże wszystko wróciło .... tak to właściwie moja historia z pomoca admina szukałam domu monarowskiego dla siebie i synka.
    ale to był akt rozpaczy bo jednak tego nie zrobiłam. Bodziec utraty synka i mnie ominął go bo jego stan doszedł do krytycznego i wysiadły mu nerki ale gdyby nie to, że właśnie dlatego przestał to byłam gotowa zakończyć 5 etni związek. Kasiaaaa Admin ma rację prawdziwy facet dba o dziecko i uwierz że to sie nie skończy dopóki coś mu tego nie uświadomi. Cos musi nim potrząsnąć naprawde wiem co mówie daj mu szansę przekonać się jak to jest kiedy zabraknie ciebie i dziecka w jego życiu na dobre.
    Nie czekaj na cud bo sie nie zdarzy. Życze ci siły w postanowieniu a nie jest to łatwe kiedy sie kocha tęskni i jest się samotną mamą. Jestem z tobą pisz kiedy ci będzie ciężko.
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski