Heh, byłam jakoś zaraz po osiemnastce, kiedy trafiłam właśnie do jednego z ośrodków, który na upartego można określić jako "light hardcore". Nie będę się wypowiadać na temat, czy to pomaga, czy nie, bo wszystko jest kwestią indywidualną, o czym milion razy pisałam.W każdym ośrodku sens dociążeń jest jeden: jeśli nie trzymasz się zasad - ponosisz karę za przewinienie. Jak w realnym życiu: spóźnisz się do pracy - szef cię obsztorcuje. Nie odrobisz lekcji - dostaniesz pałę. Proste. Oczywiście ile sensu ma kopanie dołu, a ile godzina prasowania to już temat na inną dyskusję.
Ośrodki mają na celu nauczenie człowieka żyć w społeczeństwie, pokazanie jak wygląda "realne" życie, czyli wstawanie do pracy, obowiązki, odpowiedzialność za własne czyny, czyli wszystko to, co zazwyczaj osobom uzależnionym jest mniej lub bardziej obce. Dla ludzi z małą wyobraźnią można to porównać do szkolenia psa: jak pies zaaportuje wreszcie kijek - dostaje swoje ulubione ciasteczko. Kiedy pies znowu nabrudzi w pokoju - trzeba go jakoś skarcić, ale tak, żeby wiedział za co. Jednym z elementów zdrowienia jest nauka życia od podstaw. Założenie jest jedno, metody różne i nie nam oceniać, które są lepsze, a które gorsze. Jednym pomaga rozmowa z terapeutą i grupa, komuś innemu wojskowy obóz przetrwania.
Metodę należy dobrać indywidualnie do pacjenta, bo pier***enie, że coś jest dobre, albo złe bo komuś innemu pomogło albo nie, raczej do mnie nie przemawia.
Posted: 29.01.2009, 12:10
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Święte słowa, święte słowa Karo. Najlepiej tak jak robisz z terapeutą wspólnie dobrać ośrodek. Ja synowi jako pierwszy zafundowałem bardzo ciężki (wety był nie wiem jak teraz bo podobno zeszli z tonu) ośrodek i żebym wiedział że tak ciężko w nim jest nie dał bym 17 latka , z którym nie mieliśmy kontaktu przez 8 miesięcy!! Nie wiedzieliśmy nic co się z nim działo bo jak dzwoniliśmy stale mówili nam to samo że jest dobrze. Ośrodek trzeba dobrać indywidualnie!! Nie ma złotego środka. Konsekwencja w działaniu i osiągniesz swój cel. Jeszcze słoneczko Wam zaświeci. Wielu sił życzę , miłości i konsekwencji.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 01.02.2009, 20:20
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
WITAJ Jozefa.trochę się wystraszyłem tym ciężkim ośrodkiem dla twojego syna (mój jest teraz w takim -podobno).Teraz nie wiem co mam robić czy go z tamtąd nie zabrać? ,a tak poważnie to teraz już chyba nie ma ciężkich ośrodków .Wszystko zmierza w tym kierunku aby te ośrodki były raczej laytowe( tak mi się zdaje )Pewnie że nie wszyscy wytrzymują ,ale Ci co wychodzą po terapii to dla mnie już niemalże "komandosi".Ważne żeby ci "komandosi"poośrodkowi nie byli "bohaterami" ,bo bohaterzy szybko giną ...
POZDRAWIAM
PS. atak na boku to strasznie jestem ciekaw ;CO RODZICOM DAŁA CHOROBA ICH DZIECI?
Posted: 02.02.2009, 21:38
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
siwe włosy!! nerwicę!! no i plusy, u nas było to że potrafiliśmy z żonką zjednać siły i wspólnie zacząć działać. Czyli naprawdę zjednoczyło nas to i zarazem jeszcze bardziej zbliżyło do siebie. No i zdobyliśmy choć trochę wiedzy na temat uzależnienia od narkotyków bo wcześniej nic nie wiedzieliśmy jak i zaczęliśmy się bardziej przygladac dzieciom czego tak faktycznie oczekują od nas i czego potrzebują, staramy się więcej z Nimi rozmawiać. Pewnie wiele więcej jeszcze jest tych plusów ale nie mam głowy dzisiaj GRYPKA atakuje ostro
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 03.02.2009, 21:40
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.04.09
postów:
10
Dużo zdrowia życzę na wstępie. Siwe włosy i nerwicę już mam a tak bardzo bym chciała miec chociaż trochę tych plusów.Bardzo mi pomagają Wasze wpisy. Nie czuję się tak bardzo samotna. Cały czas stoję w miejscu. Córka dostała drugi tydzień na sprawdzenie się i kolejny tydzień zawaliła. Nie mogę jej wyrzucic z domu bo wiem, że pójdzie do swoich kompanów albo zawiadomi policję a jest nieletnia i nie mogę jej wyrzucac z domu. Bardzo bym się martwiła. Cały czas boję się o nią a zwłaszcza tego żeby nie wzięła czegoś nowego. Tylko w ciągu tygodnia trzy noce nie była w domu, dwa razy testy na narkotyki pozytywne i raz przyszła pod wpływem alkoholu. W czwartek zanoszę wniosek do sądu i czekam na sprawę, chociaż córka zarzeka się, że 22 marca idzie do ośrodka. Będę się dzieliła z Wami co dalej z moją córką. Pozdrawiam.
Posted: 04.02.2009, 01:25
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
Witaj Guda.
Nie mogę Ci dać recepty na to jak córkę zmotywować do leczenia ,ale może to Ci trochę pomoże.
Nasz syn na początku manipulował nami jak Twoja córka.Chodził na oddział dzienny i miało być ok. jak się okazało przez cały tydzień chodził ,a w wekendy brał "prochy".w końcu jeszcze spróbował bielunia i wyleciał .Wtedy postanowił że pójdzie na terapię indywidualną.Długo to nie trwało bo wytrzymał miesiąc i wziął marychę.Po tym stwierdził że on to nie jest uzależniony i nie pójdzie od żadnego ośrodka.Wkurzył nas " gościu" wtedy totalnie i "załatwiłem mu obóz kajakowy" na Mazurach z którego pojechał do ośrodka.tam wytrzymał 2 tygodnie i uciekł.zawiozłem go z powrotem ,ale pobył chyba tydzień i znów to samo .Wrócił do domu i miało być dobrze...było do czasu ąż się zaczęły spóżnienia ,alkohol (16 lat chłopak),aż w końcu nie przychodził na noc.Zawiadomiliśmy policje i powiedzieliśmy co jest grane.Po jakimś czasie w środku nocy przywożą go pijanego ,a może pod wpływem narkotyków ,nie wiem... Nie przyjęliśmy go więc "pan" policjant postraszył nas sądem (co to za rodzice ...,że powinniśmy się zrzec praw rodzicielskich itp.) Po dwóch dniach pojechałem po syna do pogotowia opiekuńczego i odebrałem go .Przywiozłem na podwórko i pytam; czy idzie do ośrodka ? powiedział że nie ..to możesz mieszkać jak się zaczniesz leczyć(powiedziałem )...i sobie poszedł ( 16 lat chłopak).Potem były "podchody " i różne dziwne rzeczy ,aż w końcu przyszedł i mówi że idzie do ośrodka .Zawiozłem go i dzięki Bogu "siedzi już"ponad rok. Teraz dopiero widać jakieś oznaki trzeżwości ,ale jeszcze "trochę"mu to zajmie ...Nie można się poddawać i ulegać córce .To nie ona ma ustalać zasady ,tylko Ty ,bo Ty jesteś zdrowa i zależy Ci na niej. Dużo zrobiłaś ,bo poszłaś do psychologa i coś tam ustaliliście,ale ona złamała zasady i powinna ponieść konsekwencje...jakie ? myślę, że takie na jakie Ty jesteś gotowa.....".Nie mogę jej wyrzucic z domu bo wiem, że pójdzie do swoich kompanów albo zawiadomi policję a jest nieletnia....",a jak myślisz ,gdzie ona przebywa ?..."Tylko w ciągu tygodnia trzy noce nie była w domu, dwa razy testy na narkotyki pozytywne i raz przyszła pod wpływem alkoholu."... co jest lepsze "zacząć leczyć bolącego zęba czy czekać aż się całkiem popsuje?"...(może niezbyt trafne skojarzenie ,ale obrazowe)...
Życzę Ci odwagi w podejmowaniu decyzji (wiem że niektóre mogą boleć,kiedyś to przerabialiśmy jak inni rodzice ),ale nie cofaj się tylko rób kolejny krok (nawet i najmniejszy ).
.."W czwartek zanoszę wniosek do sądu i czekam na sprawę, ..."bardzo dobrze i tak trzymaj ( chociaż wiem że tym papierkiem to można sobie .............podetrzeć ....naszego "artystę" policja zawiozła do ośrodka i był tam... 3 godz.!!! ) ,ale w wypadku Twojej córki może być inaczej...
Na pewno jeszcze się ktoś wypowie i bardzo dobrze ,bo będziesz miała więcej informacji. Lepiej widać z boku...
pozdrawiam ..trzymaj się ,jestem z Tobą.
Dzisiaj już nie ,ale kiedyś napiszę co ja zyskałem ,dzięki chorobie syna..
napisany przez: Hefaren, 04-02-2009 - 09:23
Posted: 18.01.2010, 23:41
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2010
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.10
postów:
1
Jestem w szoku po prostu jak to czytam. Z całym szacunkiem dla wszystkich, ale moim zdaniem wygląda to zupełnie inaczej. Tak się składa,że parę lat temu na moje wielkie nieszczęście,a może częściowo szczęście wylądowałam w ośrodku w Garwolinie. Z własnej woli,a nawet był problem tego typu,że moja mama nie chciała wyrazić zgody na moje leczenie, więc dodatkowo miała pod górkę. No,ale przejdę do rzeczy. Ten ośrodek jest ostatnim miejscem do którego zawiozłabym swoje dziecko, chyba że chciałabym żeby popełniło samobójstwo. Byłam tam na szczęście krótko. To co od razu mnie zraziło to totalnie chore moim zdaniem zasady, np. dwutygodniowa izolacja nowo przybyłej osoby od reszty grupy,w sensie takim,że przez pierwsze dwa tygodnie nikt nie mógł ze mną rozmawiać, ani ja z nikim. Dodatkowo całodzienna bezsensowna praca, a terapia nie wiem na czym miała tam polegać. Tam dociążenie można było dostać za to,że podczas tej całej społeczności oparłeś głowę o ścianę i przymrużyłeś oczy, a powiedzmy sobie szczerze,że przy takiej ilości psychotropów ciężko jest nie przysypiać, człowiek tak przeładowany lekami po prostu śpi na stojąco. Tak więc po jakiś dwóch tygodniach powiedziałam wychowawcom,że chcę wyjechać z ośrodka i proszę,aby poinformować o tym moją mamę. Jaki był tego efekt? Trafiłam do izolatki,w której nie było niczego oprócz krzesła. Położnym mogłam się jedynie na podłodze, do tego do łazienki mogłam wyjść tylko trzy razy dziennie,a o kąpieli nie było nawet mowy. Oczywiście do mojej mamy nikt nie zadzwonił,a jak ona dzwoniła,to mówili jej,że wszystko jest o.k. W końcu się poddała i żeby tylko wydostać się z tej izolatki powiedziałam, że zostanę w ośrodku. Mimo wszystko byłam tak załamana,że po pewnym czasie myślałam już tylko o tym żeby popełnić samobójstwo tak bardzo chciałam przestać cierpieć. W końcu znalazłam sposób. Nie udało się.Znowu trafiłam do izolatki, tym razie w kaftanie i z przeszkloną szybą do wychowawców. Dodam,że przez cały okres pobytu w izolatkach nie przyszedł do mnie żaden terapeuta. Na moje szczęście moja mama zaczynała się coraz bardziej niepokoić dlaczego nie może ani przez chwilę ze mną porozmawiać i poprosiła o rozmowę z ordynatorem. No i od niego dowiedziała się,że jestem w izolatce,a na pytanie ile mają mnie zamiar tam jeszcze trzymać usłyszała odpowiedź,że jeszcze jakiś miesiąc. Na drugi dzień po mnie przyjechała. Oczywiście terapeuci mówili jej jak mnie zabierała,że dalej będę brać. Tak się jednak nie stało, bo na samą myśl,że mogę jeszcze raz trafić do takiego miejsca miałam dość. Zaczęłam chodzić do dobrej poradni na terapię indywidualną, trafiłam do świetnego terapeuty, który pomógł mi zrozumieć siebie, swoje potrzeby i to dlaczego brałam. Po ukończeniu 19 lat wyprowadziłam się z domu. Skończyłam szkole, zdałam maturę, teraz studiuje dziennie na UJ na prestiżowym kierunku. Wyszłam za mąż. Mam sześć lat abstynencji. Morał z tego taki- rodzice słuchajcie uważnie swoich dzieci!!! Takie problemy nie biorą się z niczego! Ośrodek nie zawsze musi być dobrym rozwiązaniem. Jeśli ktoś jest osobą wrażliwą,to pomyślcie jak takie długotrwałe gnębienie i izolacja mogą wpłynąć na jego psychikę. Pytanie,czy z takich ośrodków wychodzą ludzie normalni? To do skuteczności tej terapii, nie mam nikogo wśród znajomych osób, kto utrzymałby abstynencje na dłużej niż rok po ośrodku. Czego można się nauczyć będąc w izolacji. To życie w fikcji. Prawda jest taka,że wasze dzieci wyjdą z ośrodków i będą musiały stawić czoła typowym sytuacjom w życiu. Spotkają starych znajomych, którzy będą ich namawiać do brania. Wrócą do szkoły i też sytuacja się powtórzy. Będąc na "wolności" uczymy się stawiać czoła takim sytuacjom. pomyślcie, przecież np. alkoholik nigdy nie uniknie konfrontacji z alkoholem, przecież przedzie wciąż miał z nim styczność. Najważniejsze jest rozumieć to dlaczego nie chcę już brać? Do czego dążę w życiu? Poznanie swoich słabości. Zrozumienie,że każdy człowiek ma prawo do chwili smutku... że to jest normalne, że nie trzeba sięgać po tego typu środki,aby nie byc smutnym, że nie trzeba mieć zawsze samych piątek,a to że czasami sobie z czymś nie radzę przecież nie znaczy,że jestem gorsza. Przemyślcie moje słowa. I jeszcze raz- rodzice słuchajcie co mówią do was wasze dzieci i miejcie dla nich czas!
Posted: 19.01.2010, 20:40
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Obiecałam sobie kiedyś, że nie będę odpisywać na brednie, ale ręce opadają.
[quote=jagodzia] Dodatkowo całodzienna bezsensowna praca, a terapia nie wiem na czym miała tam polegać. [/quote]
Faktycznie, praca jest totalnie bezsensowna. Codziennie rano o 9 (a już zwłaszcza w poniedziałek) jestem tego wręcz pewna. Gdzieś na górze3 strony o tym pisałam.
[quote=jagodzia] Tam dociążenie można było dostać za to,że podczas tej całej społeczności oparłeś głowę o ścianę i przymrużyłeś oczy[/quote]
Na zebraniach partyjnych się nie śpi.
Tutaj mamy opowieść o izolatce, która niebezpiecznie przypomina "Skazanych na Shawshank". Swoją drogą, zwyczajnie nie wierzę, że zamyka się ludzi w izolatkach jeżeli nie stanowią zagrożenia dla siebie, lub dla innych. Służba zdrowia święta nie jest, ale bez przegięć. Nie, ja w ogóle nie wierzę w bajkę o zamykaniu w izolatce z samym krzesłem. To z kolei było w "Ringu" i chyba "Milczeniu Owiec", jak już się filmowo bawimy. Tak wyglądające pomieszczenie nie jest izolatką, ale że tak powiem "pokojem obserwacyjnym" (ma zapewne jakąś techniczną nazwę), służącym głównie do badań reakcji i przeprowadzania przeróżnych testów i badań. Wybacz, ale jak mi powiesz, że miałaś zostać w pomieszczeniu tylko z krzesłem na miesiąc, to umrę ze śmiechu.
[quote=jagodzia] Po ukończeniu 19 lat wyprowadziłam się z domu. Skończyłam szkole, zdałam maturę, teraz studiuje dziennie na UJ na prestiżowym kierunku. Wyszłam za mąż. Mam sześć lat abstynencji.[/quote]
Ok. Fajnie, że wszystko Ci się dobrze w życiu ułożyło. Masz 6 lat abstynencji, tak? Czyli minimum 6-7 lat temu byłaś w Garwolinie. To ostatnie zdanie powinno wystarczyć za podsumowanie. Może to dla Ciebie będzie trudne do zrozumienia, ale zasady w ośrodkach się zmieniają, i dzieje się tak od początku istnienia tego systemu leczniczego.
Prawdę mówiąc piszesz o czymś, o czym nie masz w chwili obecnej zielonego pojęcia. A połowa to bajki i cuda na kiju.
Posted: 20.01.2010, 12:37
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
październik 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.05.12
postów:
133
Jagodzia.
Przeczytałem Twoje opowiadanie o ośrodku. Wbrew temu co pisze Karo, nie uważam że zmyślasz czy fantazjujesz. Po prostu ocena rzeczywistości pod wpływem emocji jest bardzo tendencyjna. Dla porównania:
Znaczna część społeczeństwa jest przekonana że dyrektor ?Radia Maryja? jest wcielonym złem realizującym zlecenia płynące z piekła albo z Babilonu. Inna, mniejsza część społeczeństwa, za symbol zła uważa Jurka Owsiaka. Historie opowiadane przez obie strony niewiele różnią się od tego jak Ty postrzegałaś pobyt w ośrodku. Dodatkowo, Ty zażywałaś narkotyki a większość z nich nie.
To zresztą jest nieważne. Najważniejsze jest to że od sześciu lat utrzymujesz abstynencję.
Bardzo się cieszę z tego powodu, i życzę Ci szczęścia w dalszym życiu.
Posted: 20.01.2010, 14:17
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
- ośrodek w Garwolinie jest oddziałem Szpitala Psychiatrycznego dla Dzieci i Młodzieży
- gratuluję Ci Jagodzia 6 lat trzeźwości i wyjścia na prostą
-
Posted: 20.01.2010, 19:06
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
[quote=Mariusz]- ośrodek w Garwolinie jest oddziałem Szpitala Psychiatrycznego dla Dzieci i Młodzieży[/quote]
Wiem o tym. Ten wspomniany ordynator tak mnie naprowadził na trop. Wiesz, żyłka detektywistyczna. Wspomniałam, że służba zdrowia święta nie jest? Wspomniałam. Koniec.
Jestem skłonna po części zgodzić się z Szuwarem co do subiektywności opinii. Tylko po części, bo historia z izolatką jest dla mnie mimo wszystko zbyt absurdalna, nawet jak na zaburzone postrzeganie rzeczywistości.
Posted: 21.01.2010, 13:31
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.10.10
postów:
14
Podobnie jak Karo sądzę, że historia z izolatka jest podkoloryzowana, ale gdyby nawet to i izolatka czasem jest potrzebna. może właśnie jej zawdzięczasz tak szybkie 'postanowienie poprawy' i utrzymanie się w nim. nie wiadomo ile by trwało normalne leczenie i czy dałoby takie skutki. pranie mózgu, nieraz czyni go 'czystym' ;)
"(...) Tylko tutaj nie muszę być gigantem z moich marzeń, czy karłem z moich strachów, (...) pomagając innym, mogę też odnaleźć siebie."
Posted: 22.01.2010, 16:02
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
Podobno przy uzależnieniu każda metoda jest dobra. Ale ja nie chciałabym utrzymywać abstynencji ze strachu przed jakimś miejscem leczenia. Przypomniał mi się jeden znajomy z poradni i jego ciągle powtarzany tekst: "musze utrzymywać abstynencję, bo inaczej pójdę do MONARU" (tu za MONAR można wstawić dowolną przeokrutną, zdemonizowaną placówkę). To takie trochę: bo pójdziesz do piekła. I koleś ciągle łamie abstynencję, bo właściwie chyba nie wie, albo nie czuje tego dlaczego ma nie brać. A do piekła i tak prędzej czy później się dociera jak się grzeje, szkoda, że ten fakt jest tak marną motywacją dla chyba większości. Ja jak niewierny Tomasz, musiałam dotknąć i się potarzać na dnie żeby się przekonać, że już nie chcę tak żyć...
Jagodzia, super, że poszłaś na terapię indywidualną i że Ci się udało ułożyć sobie życie na trzeźwo. Gratuluję 6 lat:)
A swoją drogą to nie opadły Ci jeszcze emocje związane z pobytem w tamtym ośrodku? W końcu mineło już sporo lat, przeszłaś terapię, masz swoje trzeźwe życie, a tak Cię rusza temat... Ośrodki są różne i metody też się zmieniają, nawet żeby trafić na terapeutę, który będzie dobry i z którym dobrze będzie Ci się współpracować czasem trzeba trochę czasu i błędnych wyborów. Ja swojej dość długo szukałam i w końcu znalazłam, ale nie mogę powiedzieć, że poprzednia była do dupy i nikomu nie pomoże, bo mi nie pomogła.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...