Witajcie! Jestem mamą siedemnastoletniej dziewczyny, która od półtora roku zażywa marihuanę i amfetaminę i jest uzależniona od alkoholu. Ostatniego czasu bierze bez przerwy. Nie wraca na noce do domu, rzuciła szkołę, bardzo schudła. Zaczęła leczenie ambulatoryjne, psycholog dał jej miesiąc na próbę życia w trzeźwości, ale w ciągu tygodnia nie była dwa razy na noc w domu i testy na amfetaminę i marihuanę wyszły pozytywnie. Sama mnie prosiła o pomoc, ale nie stosuje się do umowy. Zastanawiam się nad przymusowym leczeniem w ośrodku stacjonarnym bo już nie mogę patrzec jak się wykańcza.Ktoś mi polecił ośrodek w Garwolinie. Proszę, podzielcie się ze mną wiadomościami na temat tego ośrodka i na temat przymusowego leczenia. Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji. Może rodzice mi coś poradzą. Ja jestem bezradna i bardzo się boję.
Wpisałam moje pytanie drugi raz bo teraz dopiero doczytałam się, że powinnam je zadac w "forum ogólnym". Jestem bardzo słaba w obsłudze komputera. Może mi ktoś wytłumaczy jak mam pisac na forum, ponieważ umiem tylko zaczynac od nowego tematu. Nie będę chyba potrafiła podziękowac za odzew. Bardzo proszę o pomoc.
Posted: 25.01.2009, 07:57
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.04.09
postów:
25
Nie jestem rodzicem (znaczy się JESZCZE nie jestem ) ale coś tam wiem na temat leczenia. Nawet ostatnio na szkoleniu ze streetworkingu wywiązała się o ten temat kłótnia, ponieważ ludzie podzielili się na dwa obozy - jeden uznawał, że leczenie pod przymusem daje efekt "no przecież każdemu trzeba dać szanse", drugii obóz (mój) mówił, że osoby pod przymusem się po prostu nie leczą tylko zajmują miejsce osobom, które chcą. Znam parę osób, które były w takiej sytuacji jak Twoja córka i się wyleczyło, ale to garstka - zdecydowanie więcej osób leczy się z własnej woli. Biorąc pod uwagę wiek Twojej córy, może to być bardzo trudne, z drugiej strony, z tego co piszesz, to nie masz za bardzo wyjścia. Także spróbuj wysłać ją do ośrodka, ale nie rozpaczaj jak z niego szybko wyjedzie - poza tym zapisz się na grupę dla rodziców uzależnionych dzieci - to pomaga. Pozdrawiam. A o Garwolinie nic nie słyszałem także nic nie piszę.
Posted: 25.01.2009, 09:57
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.07.10
postów:
70
Ach te stare dobre czasy, kiedy narkomani szli do osrodka bo juz nie mogli zniesc cpania, poniewierki, i bali sie ze umra...
Z tego co widze wiekszosc malolatow trafiajacych do osrodka ma "motywacje zewnetrzna" - nakaz sadowy, rodzice kazali i zagrozili wyrzuceniem z domu itp. Dopiero w trakcie terapii nabieraja "motywacji wewnetrznej" czyli na przyklad zaszczepiaja sie do idei jak trzezwosc czy uczciwosc.
Co do Garwolina - chodzi ci o ten program 3miesieczny?? Jesli tak to to jest oddzial motywacyjny przy szpitalu. Na poczatek to dobry wybor.
Posted: 25.01.2009, 11:32
oceń:
moderator
zarejestrowany:
listopad 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.12.11
postów:
562
Guda, wyżej dostałaś odpowiedzi, pewnie ktoś jeszcze coś napisze, ja tylko poinformuje co do pisania na forum.
Nie ma tu nic trudnego, poprostu gdy chcesz zobaczyć własny post i jego odpowiedzi klikasz na swój temat i widzisz wszystko co jest napisane.Jeśli chcesz odpowiedzieć lub coś dopisać pod postami w swoim temacie jest białe okienko na dole gdzie możesz pisać .
Nie bój się nawet jak coś się stanie to to naprawimy
"chciałam unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi i zwariowałam ale czy od tego ? nie wiem..."
Dziękuję za informacje. Jeszcze nie byłam na spotkaniu z rodzicami dzieci uzależnionych bo w moim ośrodku rozwiązano grupę z powodu braku chętnych. Muszę zapisac się w innym ośrodku. Ponieważ czuję się bardzo samotna z moim problemem jesteście dla mnie bardzo dużym wsparciem. Moja córka chce iśc do szpitala bo można ją tam odwiedzac. Przed ośrodkiem bardzo się broni, ponieważ wie, że nie będzie miała długo odwiedzin. Robię wszystko żeby ją zachęcic do leczenia stacjonarnego bo wiem że to ona powinna chciec. Czy znacie ośrodki w których można kontynuowac naukę. Trzecią klasę gimnazjum powtarzała i prawdopodobnie nie zaliczy pierwszej klasy liceum bo rzuciła szkołę. Podstawówkę przeleciała z czerwonymi paskami na świadectwach i wiem że nauka dobrze jej idzie i lubi ją.
Posted: 25.01.2009, 21:14
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Na obecną chwilę to w większości ośrodków istnieje możliwość kontynuowania nauki na różnych szczeblach edukacji.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Jestem matką 25 letniego narkomana ,syn zaczął gdy miał 16 lat.Leczy się od niedawna tj.pół roku.Trudno radzić na odległość ,ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ,nie czekaj.Prawdą jest ,że narkoman musi chcieć się leczyć ,mieć motywację.Jako matka uważam że mając 16-17 lat zbyt mało się wie o życiu ,nie zawsze tak młody człowiek zdaje sobie sprawę jak bardzo niszczy swoje życie i życie najbliższych.Dziś przebywając w o srodku syn mówi sam,że zmarnował tyle lat a ćpanie przesłoniło mu wszystko co dobre.Z perspektywy lat mam żal do siebie, że nie działałam wcześniej zanim nie skończył 18 lat,pamiętaj jak córka będzie pełnoletnia to wtedy bez jej zgody nie zrobisz nic.Moja rodzina ,podobnie zresztą jak wiele innych zmagających się z tą chorobą przez te wszystkie lata przeszła piekło.Uważam że tylko fachowa i profesjonalna pomoc może pomóc.Nie warto się łudzić i mieć nadzieje ,że narkoman sam sobie poradzi ,że ot tak przestanie ćpać.Dziś wiem jak bardzo byłam w błędzie wierząc w obietnice typu to był ostatni raz już nie będę,a jak długo można patrzeć jak własne dziecko się stacza.Radzę nie czekaj,bo będzie jeszcze gorzej ,możesz dając córkę na leczenie do ośrodka stacjonarnego pomóc jej i sobie .
Posted: 25.01.2009, 21:34
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.04.09
postów:
10
Wiem że to bardzo egoistyczne z mojej strony, ale cieszę się, że nie jestem sama z takim problemem. Dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam.
Posted: 25.01.2009, 21:49
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
09.01.10
postów:
12
Wierz napewno nie jesteś sama ,dlatego i ja i wielu rozumie Cię.,nie jesteś egoistyczna ,a każda rada każde słowo otuchy pomaga.Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Posted: 25.01.2009, 23:02
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
Witam. Jestem ojcem 17-olatka i kiedyś miałem ten sam problem z moim synem." Brał" marihuanę i też ciężko było go zmotywować do leczenia ( wszyscy palą ,my powinniśmy się leczyć, itp.).Teraz jest w piątym ośrodku ,ale od grudnia 2007 jest cały czas w terapii. Z ostatniego ośrodka wyrzucili go ponieważ " robił zbyt małe postępy".Teraz wybrał sobie( podobno ciężki) inny ośrodek i jak będzie dalej zobaczymy.
Narkomana nie jest tak łatwo zmotywować do leczenia, ale jeżeli postawisz na swoim ,tz. jeśli ustalisz zasady i będziesz konsekwentnie się ich trzymać to wcześniej czy póżniej "zmusisz "swoją córkę do leczenia .Co do ośrodka to uważam że pierwszy ośrodek to jej nie pomoże ,bo córka nie ma jeszcze żadnej motywacij do leczenia. Nasz łobuziak dopiero po roku wykazuje jaką taką chęć do zmiany siebie ,ale po tym jak my z żoną zmieniliśmy się (zresztą on sam nam o tym powiedział że zauważył w nas duże zmiany).Jak będzie zobaczymy,ale myślę że idzie w dobrym kierunku.
Najważniejsze ,abyś się nie załamywała i wiedz o tym że o córkę tylko TY musisz walczyć ,bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi .Większość Ci tylko będzie przeszkadzać tymi swoimi "dobrymi radami", wiemy coś o tym (cała rodzina się od nas odwróciła i znajomi, na początku naszej drogi)Jeśli skupisz się tylko na swoim celu to wygrasz,czego Ci z całego serca życzymy...Jeżeli będziemy Ci mogli w czymś pomóc to bardzo chętnie (nam też kiedyś ktoś wskazał drogę za co jesteśmy wdzięczni ).
Pozdrawiam i trzymam kciuki żeby Ci się udało ruszyć z miejsca ,a pierwszy krok już zrobiłaś .Oby tak dalej...
Posted: 26.01.2009, 00:37
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Zmuszanie kogoś do leczenia to jak zmuszanie kota do połknięcia tabletki. Można wepchnąć mu ją do pyszczka, ale tylko od kota zależy, czy ją połknie, udławi się, czy wypluje i przy okazji cię podrapie.
Nie wiem, czy komuś pomoże pierwszy, drugi czy dziesiąty ośrodek. Jedna ważna rzecz: Sław60, to że Twój syn zauważył cokolwiek po roku nie znaczy, że tak będzie z córką Gudy. Może tutaj trybik przeskoczy po miesiącu, a może po trzech latach. A może nigdy.
Rozumiem, że są pewne schematy, które można zastosować do metod czy ogólnej drogi leczenia, ale na litość boską: Nie jesteśmy klonami. Takie uogólnianie w stosunku do ludzi (mimo wszystko indywidualnych jednostek, nawet w naszym chorym społeczeństwie) nie ma sensu. Dobrze jest się dzielić doświadczeniami, ale gdybanie, że coś się nie uda, bo mnie się nie udało jest o dupę rozbić.
Ile można to samo powtarzać?
Posted: 26.01.2009, 09:14
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.02.10
postów:
59
Witam Karo.
Zmuszanie kogoś do leczenia to jak zmuszanie kota do połknięcia tabletki.
Nie pisałem że Guda ma córkę leczyć zmuszaniem,ale że konsekwęcją pomoże jej podjąć decyzję co do leczenia ,a czy ona się wyleczy o sory ..podleczy( żeby nie było niedomówień)to nikt tego nie wie..Ja tylko opisałem nasz przypadek i nie chcę tego uogólniać.
Może tutaj trybik przeskoczy po miesiącu, a może po trzech ...
też mógłbym się przyczepić i napisać że chyba żartujesz,
Myślę że nie o to chodzi ,tylko żeby kobiecie powiedzieć żeby się nie poddawała i żeby walczyła o swoją córkę (na początku nawet i zmuszaniem do tego, czego chory człowiek nie chce zrobić)
Być może ,że jej córka jest już w takim stanie że sama chce iść do ośrodka , oby....
pozdrowienia
Posted: 27.01.2009, 03:32
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2009
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.04.09
postów:
10
Całe noce przesiaduję w internecie i wyszukuję różnych ośrodków dla córki. Jestem umówiona wprawdzie w środę z jej terapeutką, ale chcę byc przygotowana na jej propozycje i wskazówki. Dużo dobrego wyczytałam o ośrodku Marianówek. Czy ktoś zna ten ośrodek?
Posted: 27.01.2009, 07:13
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Osobiście polecam powyższy ośrodek...fajna kadra i do szkoły chodzić można
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Witaj guda. Mam syna narkomana. I właśnie w wieku 17 lat rozpoczął leczenie tez po naszych staraniach. W Wigilie dostał wreszcie wymarzona rezydenturę czyli ostatni stopień w ich ośrodku przed opuszczeniem ośrodka. Teraz właśnie ostro się przygotowuje do wyjścia do domku. I dziś właśnie ma 22 urodzinki. Macie wielka pracę do wykonania , ale pamiętaj wiele Miłości potrzeba, spokoju i cierpliwości aby pokonać tą chorobę jak i KONSEKWENCJI w działaniu. Mój syn był w sumie w 3 ośrodkach. Pierwszy bardzo ciężki wytrwał 16 miesięcy i szedł ja burza w nim do przodu ale klapną po 16 miesiącach i opuścił ośrodek. Potem poszedł na krótko terminowy do Torunia i go skończyła ale to wiadomo nie pomogło. Znowu zapalił trawę i poszedł do Kurcza pod Czerskiem no i tam wreszcie skończył można powiedzieć leczenie stacjonarne. Czyli podstawę aby teraz jak opuści ośrodek sam dalej już indywidualnie dalej trzeźwiał. Znam Marianówek sam załatwiałem jednemu chłopakowi tam leczenie i byli tam dzieci mojego znajomego z Bydgoszczy córka i syn na leczeniu. Dobry ośrodek i szkolę można tam kontynuować. moje gg podaje to możemy porozmawiać jak masz ochotę 92617177. Jestem zawsze niewidoczny ale jak napiszesz to się odezwę na pewno. Wiem co przezywasz bo to samo z moją żoną przezywaliśmy 5 lat temu. a i nadal jeszcze jest to nasz podstawowy temat. Pozdrawiam Józef. Na tym blogu jest opisana prawie cała historia naszego zmagania się z tą chorobą, która na s dotknęła a raczej walnęła hi hi.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.