Dzień dobry. Mam 16 lat i bardzo bym chciała pracować jako wolontariuszka. Muszę mieć skonczone 18 lat albo jakoś pomóc takim osobom? Bardzo mi na tym zależy
EVv
Posted: 29.10.2008, 17:06
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote="evelune92 "]takim osobom[/quote]
to znaczy, jakim?
By być wolontariuszem nie musisz mieść ukończonego 18-tego r.ż. Wystarczają chęci, odpowiedzialność, troszkę kreatywności i zapał do pracy
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
miałam na myśli osoby uzaleznione. I jeszcze na czym polega ta pomoc?
EVv
Posted: 29.10.2008, 18:11
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Tutaj masz odpowiedź ;) [url]http://www.monar.net.pl/FAQ-id_cat-1.html#q4[/url]
Osobiście nie jestem zwolennikiem tak młodych osób w Monarze jako wolontariuszy, aczkolwiek spotkałam się z czymś takim...co mogłabyś robić? To właśnie zależy od Twojej pomysłowości.
Nikt (przynajmniej we Wrocławiu) nie pozwoli Ci biegać ze strzykawkami po dworcu, brać udziału w grupach, uczestniczyć w konsultacjach indywidualnych czy też porządkować dokumentacje pacjentów.
To Ty musisz wyjść z konkretną ofertą.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
evelune, myślę sobie, żeś troszkę za młoda by być wolontariuszką w poradni. Narkomani będą traktować Ciebie jak maskotkę a nie osobę poważną a na Twoje słowa w stylu "Narkotyki to zło - nie bierzcie" będą parskać śmiechem. Dla takich młodych ludzi jak Ty proponuję wolontariat w schronisku dla zwierząt - jeśli sobie poradzisz powiedzmy rok-dwa to możesz pomyśleć później o pomocy ludziom uzależnionym co jest dużo trudniejsze od zwierzaków. I też Baśka zadała dobre pytanie - co byś niby tam miała robić? Chyba jedyne co to parzyć kawę. Chwała Ci za dobre serce, ale tu to nie wystarcza.
Posted: 30.10.2008, 10:15
oceń:
moderator
zarejestrowany:
listopad 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.12.11
postów:
562
Dokładnie tak, zgadzam się z powyższymi wypowiedziami, ważne jest z jakiego powodu chcesz pomagać i czy wiesz na czym ta pomoc powinna polegać. Skoro piszesz,ze myślisz o wolontariacie to nie odbyłaś żadnych szkolen i cyklów przygotowawczych a to oznacza,ze możesz nie znac dokładnie istoty problemu.
Zgodzę się również z tym iż wiek również może być przeszkoda, sublime dobrze Ci poradził o sprobowaniu wolontariatu gdzie indziej, możesz pomagać innym ludziom w domach pomocy społecznej, w swietlicy socjalnej dla ubogich dzieci, pomóc organizować czas ,rozmawiać itd. również istnieje program "starsza siostra, starszy brat" mozesz opiekować sie chłopcem badz dziewczynką i pomogać w normalnych sytuacjach życiowych to doda Ci odpowiedzialności ,doswiadczenia i zobaczysz,ze to cieżka praca a nie tylko radość z pomagania innym.Może sproboj najpierw w tym kierunku, pamiętaj ,ze kazda pomoc jest dobra a narazie pomoc uzaleznionym odstaw na póżniejszy termin .
"chciałam unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi i zwariowałam ale czy od tego ? nie wiem..."
To, że nie jest to dobry wiek, by zaczynać pomagać to przede wszystkim. Evelune odpowiedz sobie przede wszystkim na pytanie dlaczego chcesz pomagać? Bo, że nie bardzo wiesz o co chodzi to widać...
Wiemy wszyscy jak czasami kończy się takie "pomaganie" (aż nadto przykładów) . Nie chcę przez to powiedzieć, że się nie nadajesz tylko, że jako tak młoda osoba możesz być wykorzystywana przez starszych pacjentów poradni, którzy tak tobą zakręcą, że nim się zorientujesz będzie za późno.
"Najpierw cię ignorują, później wyśmiewają. póżniej z tobą walczą a potem wygrywasz"- Mahatma Gandhi
Posted: 30.10.2008, 19:24
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
Podpisuję się pod powyższymi wypowiedziami
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 30.10.2008, 20:19
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.03.09
postów:
13
ok jeśli już mowa o wolontariacie to pozwolę sobie dodać, że ja również rozglądałam się za tym :) z tym że jestem studentką psychologii - półmetek już za mną - i prawdę mówiąc - od ponad 3 lat - odkąd mój kolega przedawkował ze środkami psychoaktywnymi naprawdę tematyka uzależnień od narkotyków mocno wchłonęła w moje życie...no i właśnie od dawna rozglądałam się za możliwością pomocy osobom uzależnionym na zasadzie wolontariatu - jednak w tym mieście, gdzie studiuje ciężko było mi znaleźć taką organizację, która by mi w tym pomogła. W chwili obecnej jestem w trakcie ubiegania się o praktyki w ośrodku terapii dla uzależnionych oraz mam nadzieję, że uda mi się później załatwić praktyki w jednym z ośrodków Monaru pod Lublinem :)
a jeśli chodzi o Ciebie Evelue to zgadzam się z moimi poprzednikami - również uważam, że jednak jesteś troszkę za młoda i jak na początek lepiej dla Ciebie byłoby zaangażowanie się w jakąkolwiek inną formę wolontariatu, aby móc się przekonać, czy naprawdę jesteś w stanie poświęcić swój czas oraz ponieść odpowiedzialność za drugiego człowieka :) w każdym razie - powodzenia życzę :)
Posted: 31.10.2008, 08:42
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
A mnie interesuje powód, dla którego chcesz zająć się akurat tym rodzajem wolontariatu. Bo jeśli to tylko "fascynacja klimatem", to może lepiej dać sobie spokój. Nic dobrego z tego nie wyjdzie, a "pacjenci" zjedzą Cię żywcem.
Posted: 01.11.2008, 16:09
oceń:
neofita
zarejestrowany:
kwiecień 2007
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.11
postów:
297
amen
nic dodac nic ujac.
Poruszanie sie po tym podlozu to jak lazenie po bagnach.
Jak pisal Sublime nikt Cie nie bedzie traktowal powaznie co juz przez samo to sie mija z celem.
Jak pisala Hefi, jest wiele innych mozliwosci gdzie mozesz wlozyc swoj mlodzienczy zapal i swoje dobre serce jednoczesnie zbierajac doswiadczenia.
Samo to, ze przeczytasz tutaj kilka wpisow, ze obserwowalas moze gdzies kilku narkomanow lub slyszalas wiele opowiesci nie wystarczy aby zaczac taka prace.
To tak, jakby ktos nie umiejacy plywac wpadl do brodzika z piraniami.
I to nie chodzi juz tylko o posiadane wiadomosci, doswiadczenia czy pewien wiek, ale rowniez o pewna dojrzalosc jakies 16latkowie niestety nie dysponuja.
Ja sama pracowalam jako wolontariusz w Monachijskiej pomocy chorym na AIDS majac troche wiecej lat na karku, potem pracowalam z inwalidami i moge cie zapewnic iz same dobre checi oraz jakies tam informacje nie wystarcza.
Chwalebny cel masz na oku (mimo iz nie do konca przemyslany) ale jak inni proponuje Ci z calego serca zajecie sie na chwile obecna czyms innym.
pozdrawiam
napisany przez: shiva, 01-11-2008 - 17:10
Posted: 25.10.2011, 15:32
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.10.11
postów:
2
Witajcie.
Również chciałabym zająć się pomocą dla uzależnionych od narkotyków.Mam nadzieję, że może któreś z Was 'poprowadzi' mnie np.gdzie się zgłosić etc.Z tym, że zemną jest trochę inaczej.Więc może napiszę odrobinę o sobie.Mam dwadzieścia lat,nie jestem studentką psychologii,nie potrzebuję 'badać terenu' do pracy etc.Dlaczego zależy mi na pomocy narkomanom?Po prostu wiem, że ktoś musi.Nie jestem typowym wolontariuszem.I może to nawet niedobrze...nie jestem tu całkowicie świeża,jeśli chodzi o zapoznanie się ze środowiskiem. Jako bardzo małe dziecko, później nastolatka, i tak do osiemnastego roku życia przybywałam w środowisku narkotyków.Bardzo bliskie mi osoby były uzależnione(były ponieważ większość już nie żyje ) od heroiny,trodonu...tak można by wymieniać.na dzień dzisiejszy jestem osobą która powoli wychodzi ze swojego bagienka.Nie będę mówić, i również nigdy nie mówiłam narkomanom 'narkotyki to zło,co Ty wyprawiasz' Oni to wiedzą.Nie będę nikogo nawracać,któż to słyszał by nawracać z chorób?nie będę umoralniać-byłabym wtedy hipokrytą. Jak mogłabym pomóc?Sama nie wiem.Chciałabym,zależałoby mi na bezpośredniej pomocy, nie na rozdawaniu ulotek.Może i banalnie to zabrzmi, ale chcę po prostu być,wiem ,że jest to potrzebne.Pomóc.zawieść do szpital/ przychodni jeśli będzie taka potrzeba.Nakarmić,opatrzyć, przywieść ciepłą kurtkę,po prostu być.Miejmy świadomość, że w razie potrzeby taki człowiek nie ma do kogo zwrócić się o pomoc.Wybaczcie, że aż tak się rozpisałam Mam nadzieję, że ktoś życzliwy się tu znajdzie.
napisany przez: beata1992, 25-10-2011 - 16:36
Posted: 25.10.2011, 19:30
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
[quote=beata1992]Pomóc.zawieść do szpital/ przychodni jeśli będzie taka potrzeba.Nakarmić,opatrzyć, przywieść ciepłą kurtkę,po prostu być.Miejmy świadomość, że w razie potrzeby taki człowiek nie ma do kogo zwrócić się o pomoc. [/quote]
Hmm... Nad robieniem takich rzeczy trzeba się mocno zastanowić czy nie bardziej zaszkodzą niż pomogą. Często osoby uzależnione są w stanie zmotywować się do leczenia jak już nie będą mieli pomocy doraźnej typu: ktoś da jeść, pozwoli się przekimać i jeszcze ciepłe ciuchy podrzuci, zadzwoni za niego do poradni, zawiezie... Sama jestem uzależniona i sama staram się czasem pomagać na własną rękę, ale odnoszę wrażenie, że nawet rozmowa i zainteresowanie w niektórych przypadkach może "szkodzić", bo daje osobie uzależnionej złudzenie, że rozmawiając ze mną robi coś z problemem, a to może opóźnić decyzję o leczeniu i szukaniu pomocy u specjalistów podobnie jak pokazywanie, że się interesuję i ze zależy mi na tym, żeby ktoś się leczył często interpretowane jest: to znaczy, ze nie jest ze mną tak źle, jeśli ktoś chce utrzymywać ze mną kontakt i dam radę sam i często wygląda to tak jakby mi bardziej zależało na czyimś leczeniu niż temu, który powinien być zainteresowany. A opóźnienie jak to się mówi dotknięcia swojego dna też nie jest najlepszą opcją. Trzeba ogromnego wyczucia, doświadczenia, własnego poukładania, ale też wiedzy tej z dziedziny terapii uzależnień i psychologii dlatego ja nie bardzo widzę oficjalne dopuszczenie do potencjalnego pacjenta osoby bez odpowiedniego fachowego przygotowania, wiedzy nie tylko obserwacji z punktu widzenia bliskiej osoby uzależnionego.
O wolontariacie było tu już trochę w nowszych wątkach, ale ja nie jestem w stanie Ci nic doradzić. Jeśli chcę komuś pomóc to próbuję, bez oficjalnego papierka i umowy wolontariatu i jak już podejmuję jakieś działania to często konsultuję je np z terapeutą żeby nie zaszkodzić.
A w ogóle to witaj!
napisany przez: magnola, 25-10-2011 - 19:33
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 25.10.2011, 22:03
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2011
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.10.11
postów:
2
Dziękuję za odpowiedź, oraz przywitanie :)
Uważam, że masz rację.Absolutnie.Trzeba tak jak piszesz, bardzo dokładni, ostrożnie 'wyczuć' jak tu najlepiej pomóc, by nie wyświadczyć niedźwiedziej przysługi.Dlatego właśnie 'głośno myślę' z której strony, w jaki sposób byłoby najlepiej się do tego zabrać,by pomóc, a nie zaszkodzić.Jest to sprawa dość odległa.Mam na myśli to, że nie zależy mi na tym by zrobić to szybko, lecz skutecznie.Ja również nie jestem jakoś niesamowicie za papierkami.hahaha,może jakaś trauma z dzieciństwa, przez te wszystkie Panie z opieki społecznej etc.Myślałam trochę o streetworkingu.Ale też nie wiem za cholerę gdzie się zgłosić.Nie za bardzo chcę tak z biegu na ulicy,zaczepiać ludzi uzależnionych, bo nie chcę straszyć.Pamiętam, że swojego czasu jak ktoś przychodził do mnie i mówił, że jest z opieki społecznej, lub z wolontariatu, to spieprzałam jak najdalej.Podobno między innymi we Wrocławiu( bo jestem właśnie z Wrocławia) działają streetworkerzy,ale ja tam nigdy żadnego nie widziałam.A może po prostu 'nie poznałam'. Jeszcze raz bardzo dziękuję za odpowiedź.
Posted: 03.11.2011, 22:03
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.01.12
postów:
4
ja uważam że powinnas zostać wolonariuszkom ale w schronisku