Witajcie,
forum obserwuję już dość długo, teraz dopiero odważyłam się napisać do Was w sprawie, która jest dla mnie bardzo ważna. Doskonale wiem, że wszystko w tej delikatnej materii jest kwestią bardzo indywidualną i zależy od konkretnego człowieka. Chciałabym jednak dowiedzieć się, jakie macie wrażenia, przemyślenia, obserwacje(?) na temat reakcji osoby biorącej (heroina) po pierwszym przedawkowaniu. Osoby, która ledwo uszła z życiem, przebudzonej po niemal dwóch tygodniach ze śpiączki. Szczerze mówiąc liczę, że taka trauma będzie miała wpływ dobroczynny i zmusi do podjęcia leczenia. Jestem bardzo naiwna?
Pozdrawiam:)
not even once.
Posted: 10.10.2008, 13:32
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
każdy narkoman wcześniej czy później doświadcza przedawkowania narkotyku, chodzi oczywiście o narkotyki takie jak: heroina, morfina, kodeina, kokaina, amfetamina, metaamfetamina, itp.
na pewno jest to dobra okazja do podjęcia rozmów z taką osobą, do próby pokazanie jej co branie narkotyków robi z nią, czym jej zagraża, zmotywowania jej do podjęcia terapii, do poszukania pomocy w specjalistycznej poradni.
jeśli tego nie zrobi to jest wielce prawdopodobne że wróci do zażywania heroiny.
Posted: 10.10.2008, 14:22
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.04.09
postów:
25
Z autopsji wiem, że fakt iż się przeżyło "zapadkę" docenia się dopiero jak podejmie się terapię, wcześniej raczej nie motywuje to do leczenia a u mnie to wywoływało frustrację, że nie wykitowałem i muszę znowu ciągnąć wózek...szczerze to nie znam osoby, która po wybudzeniu zapałała chęcią leczenia raczej jest gorycz, że się dalej żyje - gorycz zabija się heroiną.
Posted: 10.10.2008, 14:31
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.03.09
postów:
7
Przedawkowanie nie było celowe, było wynikiem błędu "w obliczeniach"(:/). Z tego co widzę, zainteresowany jest w szoku i naprawdę żałuje. Twierdzi, że nie chce mieć już do czynienia z czymś, co go niemal zabiło. Oby to nie były znów tylko słowa...
A ja usiłuję na tym podłożu zbudować świadomość, że naprawdę czas wziąć życie we własne ręce i iść się leczyć. Pobyty w klinikach, wymuszone przez rodziców nie dały efektu niestety.
not even once.
Posted: 10.10.2008, 20:43
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.04.09
postów:
25
Nigdy nie miałem "celowych" zapadek, zawsze były "przypadkiem". Jakby chciał to rzucić to by od razu udał się na detox i do ośrodka - gadanie u uzależnionego, że już się nigdy nie dotknie to takie pierdu-pierdu jak nic za tym oprócz gadania nie idzie. Mydlenie oczu.
Posted: 10.10.2008, 23:38
oceń:
neofita
zarejestrowany:
luty 2007
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.03.09
postów:
237
Podpisuję się pod tym co napisał Sublime. Ze mną było podobnie. Złość,że nie miałam "farta" ,że jednak żyję. Nigdy celowo, zawsze "przypadkiem". Na celowe przedawkowanie zawsze brakowało odwagi. Bez refleksji. Na zimno. Czasem wręcz mnie to bawiło i było powodem do dumy. Wyzsze stadium wtajemniczenia. Czasem był strach i obiecywanie sobie"nigdy więcej" a potem przychodził głód i wszystko zaczynało się od nowa. Dopiero po wielu miesiącach abstynencji zrozumiałam powagę sytuacji i to jak wiele mogłam stracić. Nie ceniłam życia. Chyba nikt kto zażywa go nie ceni i codziennie od nowa ryzykuje.
"Lepiej zginąć jak jastrząb niż żyć jak kurczak"
Posted: 12.10.2008, 11:55
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.03.09
postów:
7
dziękuję Wam za odpowiedzi. z pewnością macie rację, mam po prostu nadzieję, że ta sytuacja zmieni jego spojrzenie na problem. wcześniej "przecież to nic takiego, że kolejny raz wziąłem, czy świat się od tego skończył?":/. teraz widzę diametralną zmianę w podejściu. oby za słowami poszły czyny. tym bardziej, że bardzo zły stan zdrowia wykryty "przy okazji" w szpitalu (nic dziwnego po kilku latach eksperymentowania z używkami) nie pozwala mu sięgnąć nawet po papierosa, czy piwo. cokolwiek może go teraz zabić i on o tym wie.
not even once.
Posted: 27.03.2009, 09:31
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.03.09
postów:
7
przypomniałam sobie wczoraj, że pisałam tutaj na ten temat. Jest czysty od pół roku, miał kilka pokus, choćby propozycje wzięcia czegokolwiek od "znajomych"-był i jest nadal twardy. Zabrał się za robienie planów, pracę, chce nadrobić stracone lata. A za niedługi czas opuszcza miejsce zamieszkania, gdzie m. in. się zaczęło. Jestem dobrej myśli, ale wiem, że potrzeba jeszcze trochę czasu, by na dobre "odetchnąć". Zdarzały mu się już dłuższe okresy niebrania, ale sam przyznał, że były to bardziej okresy "zmylania przeciwnika"-rodziców, znajomych, żeby mieć święty spokój. I twierdzi, że teraz jest inaczej. Mam nadzieję, że za kolejne pół roku będziemy mieli kolejny powód do dumy.
Pozdrawiam wszystkich!