Co sądzicie o katolickich ośrodkach leczenia uzależnień?
Posted: 15.04.2008, 23:01
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
31.01.12
postów:
12
Chłopak mojej córki trafił do ośrodka prowadszonego przez zakon franciszkanów.
Wspieram jego matkę, która samotnie wychowuje piatkę dzieci. 18-latek oprócz uzależnienia narobił sobie niemałych kłopotów z art. 59 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (dilerka). Szkoda mi żółtodzioba, bo to wrażliwy chłopak, który miał w dzieciństwie "pod górkę" i ... całe życie przed nim. Tyle tytułem wstępu.
Od rodziców narkomanów, którzy byli w różnych ośrodkach, słyszałam akurat niepochlebne opinie o katolickich ośrodkach. Negatywnie mówili o atmosferze, o "psychiatrycznych" zachowaniach kadry, o gnojeniu pacjentów... Trudno mi było przesądzić, na ile są one wiarygodne, na ile skażone współuzależnieniem.
Jednak po trzech tygodniach pobytu chłopaka w ośrodku zaczynam podejrzewać, że może być to prawda. Kontakt rodziny z tym ośrodkiem jest "trudny". Osoba odbierająca telefon(nie wiem, kto to jest, bo się nie przedstawia) jak też terapeuci - zwyczajnie niemili. Informacje o stanie chłopaka są lakoniczne. Nie mówią nic o opnii psychologa i psychiatry, poza tym, że był badany. Ignorują prośby matki o wysłanie zaświadczenia, że syn przebywa w ośrodku. Potrzebne jest ono do szkoły i placówki pomocy społecznej. Najpierw mówi, że informacja zostanie przekazana pacjentowi i on będzie wiedział, co ma zrobić. To znów ktoś inny - że instytucje te powinny zwrócić się z prośbą o przesłanie takowych zaświadczeń. Tymczasem ich przedłożenie leży w interesie matki (otrzymywała zaliczkę alimentacyjną) i chłopaka (szkoła jest gotowa zaliczyć mu III klasę LO mimo obsencji w II semestrze, aby przystapił tylko do samej matury po opuszczeniu ośrodka, a może również zakładu karnego (?????). Matka nic złego nie zrobiła, tymczasem czuje się jakby była za coś karana przez kadrę ośrodka. Stara się być miła, taktowna, ale nie może się dogadać, nawiązać porozumienia, nabrać zaufania.
Ośrodek istnieje od 2004 roku i (podobno) terapię ukończyło w nim tylko 4 osoby. To b. prawdopodobne, bo znalazłam w necie inf. o tym, że rok temu takich osób było dwie.
Po 1,5 tyg. pobytu chłopak opuścił ośrodek na swoją prośbę. Nie miał pieniędzy, bo za kieszonkowe, jakie dostał, opłacił testy robione na wejściu. Dostał pare złotych na busa, aby dojechać do najbliższego miasta. Poprosił ekspedientkę, aby zadzwoniła do mnie. Oddzwoniłam. Płakał. Mówił, że nie wytrzyma, że atmosfera jest fatalna.... Wiem! Powiecie, że to narkomański kryzys. Biorę to pod uwagę. Chłopak po rozmowie ze mną wrócił natychmiast do ośrodka. Na piechotę. Minął tydzień. Czy to był kryzys, [b]czy może to ośrodek nie dla niego???[/b]
Mie jest jednak silnie uzależniony. Mówił, że palił marihuanę, że nie miał ciągów. Po opuszceniu aresztu śledczego nie miał kłopotu z utrzymaniem abstynencji. Pojechał na leczenie - według mnie - zmotywowany. Mówił że chce się zmienić, płakał, przepraszał matkę i swoją dziewczynę.
Zanim wyjechał, był w poradnii "Powrót z U", rozmawiał z psycholog. Twierdziła, że szybko nawiązał kontakt i jego ambulatoryjna terapia mogłaby dać dobre efekty. Z obawami, ale jednak zdecydował się na ośrodek, zrezygnował ze zdawania w maju matury, aby m.in. radykalnie odciąć sie od środowiska (dużo jego kolegów pali zioło).
Matka jest zaniepokojona. Ja znalazłam już ośrodki dla młodzieży, gdzie deklarują, że go przyjmą. Znam wielorakie powody, dla których nie powinno się go przenosić, że im trudniej w ośrodku, tym skuteczniej. Watpliwości jednak gryzą... Stąd moje pytanie o katolickie placówki...
Będę wdzięczna o opinie.
Posted: 16.04.2008, 13:08
oceń:
neofita
zarejestrowany:
luty 2007
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.03.09
postów:
237
Każdy ośrodek może być dobry byle pomógł danej osobie
"Lepiej zginąć jak jastrząb niż żyć jak kurczak"
Posted: 16.04.2008, 19:26
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.02.12
postów:
861
Jak tak się źle się czuje czemu nie ma co się dziwić bo to raczej normalne jest na początku leczenia to nie jest nie niepokojące moim skromnym zdaniem. Ale jak nie ma kontaktu dobrego mama z kadrą i ją zbywają to ja bym interweniował bo to moim zdaniem jest niepokojace. Gdzie ten ośrodek? Ja jeżeli chodzi o ośrodki katolickie to znałem tylko z dobrej strony zwłaszcza jak go prowadzą Franciszkanie np. w Chęcinach. Ale jak wiadomo wszędzie można znaleźć czarna owcę. Więc napisz o jaki ośrodek chodzi ok. to może więcej informacji uzyskasz o nim.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 17.04.2008, 09:04
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
31.01.12
postów:
12
[b][/b]Do józefaa![b][/b]
Jeśli znasz ośrodek w Chęcinach, to podziel się opinią (ewentualnie na priva)!!! Czekam.
Chłopak jest właśnie tam. Mam nadzieję, że u niego kryzys minął. Przed killkoma dniami terapeutka powiedziała jego mamie, że nic nie mówi o wyjściu i zmianie ośrodka. Niepokój jednak pozostał. Jeśli to placówka nie dla niego, to - myślę - lepiej chyba zmienić na początku terapiii. Pojechał z dobrym nastawieniem, ale jeśli to nie trafione miejsce, stracić może wiarę w mozliwość wewnętrznej przemiamy. Jakby telepatycznie, intuicyjnie czuję, że jego stan psychiczny jest kiepski. Czy zawsze początek leczenia to dla pacjentów dół?
Ciążyć mi zaczyna ta sytuacja. Czuję, że chłopak ma do mnie duże zaufanie, że jestem dla niego autorytetem. Mało! Postrzega mnie za osobę ze swojego otoczenia, która ma największy potencjał, aby mu pomóc. Tylko na litość nie odbierajcie tych słów, jako pychy z mojej strony! To nie tak!
Jak mam zdobyć zaufanie kadry ośrodka??? Prosiłam, aby poinformowano chłopca, że może wskazać inne osoby poza matka do kontaktowania sie w jego sprawach, ale bez skutku. Słyszę tylko książkowe teorie o wychodzeniu z uzależnienia... Nie lubię schematyzmu. I mam ograniczone zaufanie do zamkniętych placówek i zamknietych społeczności. Ach! Wiem, że sytuacja jest nietypowa. Pozdrawiam.
[b]PS. Moich wypowiedzi na forym proszę nie traktować jako krytyki, czy poważania opionii ośrodka pod Kielcami.[/b][i][/i]
Posted: 17.04.2008, 09:41
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Na początek podkreślę, że jestem od dawna na zdecydowane "NIE" jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju organizacje religijne, ale tutaj myślę, że nie jest to kwestia tego, że ośrodek jest prowadzony przez franciszkanów. Tego typu sytuacje zdarzają się także w ośrodkach monarowskich i placówkach prywatnych, więc wydaje mi się, że nie ma co postrzegać zdarzenia przez pryzmat wiary.
Z tego co piszesz wynika, że chłopak chce się leczyć. Czy ten konkretny ośrodek może być miejscem "nie dla niego"? Jak najbardziej. Placówka stacjonarna powinna zostać dobrana wspólnie z terapeutą, biorąc pod uwagę stan pacjenta, zażywane środki, wiek, rodzaj i etap uzależnienia, a także podejście do spraw religii, jeśli mówimy o tego typu placówkach. Nie powiem, że lepsza dla chłopaka byłaby terapia ambulatoryjna dzienna, bo tutaj widzę ona sam czuje, że woli odciąć się od środowiska, w którym przebywa na codzień, co moim skromnym zdaniem jest poważnym krokiem ku leczeniu.
Przede wszystkim: leczenie nie polega na gnojeniu pacjenta i nikt mi nigdy nie wmówi, że im trudniej na początku tym lepiej, bo chodź pierwsze tygodnie praktycznie zawsze są ciężkie, decyzja o opuszczeniu ośrodka nie zawsze musi być spowodowana załamaniem czy sytuacją z gatunku "odwidziałomisię". Coś takiego, to jedynie zamiatanie pod dywan chorej atmosfery miejsca, albo tłumaczenie nieznajomości tematu, czy też braku podejścia indywidualnego do problemu danej osoby. Tak, jak nie można nikogo zmusić do leczenia, tak i sam pacjent nie powinien zmuszać się do pobytu w miejscu, które najwyraźniej nienajlepiej na niego wpływa. Oczywiście nie chodzi o to, żeby za każdym razem gdy komuś coś nie pasuje zabierać dzieciaka i zmieniać placówkę, ale wydaje mi się, że w tym wypadku warto skonsultować się z terapeutą i przenieść młodego do ośrodka chociażby monarowskiego, zanim będzie za późno. Czyli co? Sprawdzić, porozmawiać zarówno z chłopakiem, jak i z kadrą placówki.
Także szczerze nie lubię schematyzmu i uważam, że jest on największym wrogiem skutecznej terapii i pomocy, ludziom zwłaszcza młodym, bo w ich przypadku "zagubienie" i brak odpowiedniego dotarcia do człowieka są o wiele bardziej brzemienne w skutkach, niż w przypadku osób starszych, które mają już jakoś tam ukształtowane spojrzenie na świat i życie (mniejsza, spaczone czy nie).
Podsumowując ten lekko chaotyczny i może trochę nielogiczny, bo pisany na szybko (z braku czasu) post: Bozka, jakby więcej ludzi miało podejście i myślenie podobne do Twojego, może dałoby się zapobiec wielu tragediom.
Posted: 17.04.2008, 14:27
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.02.12
postów:
861
Ośrodek w Chęcinach !! Jest ktoś, kto może podzielić się swoim doświadczeniem jeżeli chodzi o w/w ośrodek? Ja ma pozytywne doświadczenia, chociaż nie przyjęto tam mojego syna na leczenie z powodu braku miejsc dla osob ,które leczą sie kolejny raz, mieli tam za mało osób leczących się pierwszy raz i chcieli wyrównać stan że się tak wyrażę, trochę mnie to zdziwiło, ale taka decyzja była podobno terapeutów i społeczności. A zdziwiłem się dlatego że pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją że przyjęcie do ośrodka było uzależnione tym czy pierwszy czy kolejny raz ktoś się leczy? A nie czy chce sam podjąć leczenie. I to mnie tylko zdziwiło wtedy. Inne wszelkie wiadomości dotyczące tego ośrodka były pozytywnie przeze mnie przyjmowane, nie było negatywnych sygnałów.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 17.04.2008, 16:33
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.04.08
postów:
2
Hej. Jestem Neofitą ośrodka w Chęcinach. Terapię swoją skończyłem tam ponad rok temu z czego jestem dumny i szczęśliwy, że po tylu latach piekła zacząłem żyć jak normalny, trzeźwy człowiek. Leczyłem się w ośrodku dwa lata i nikt mnie nigdy nie zgnoił!!! Terapię w innych ośrodkach podejmowałem kilka razy, lecz szybko z nich rezygnowałem ponieważ nie odpowiadały mi te ośrodki. Zbyt liczne były tam społeczności nikt sie mna nie interesował, nie zagadał, czułem się samotny, klimat nie ten, a do tego zawsze sobie tłumaczyłem że dam sobie rade sam. Pójde do pracy, szkoły i będzie dobrze. Lecz zawsze wracałem do picia i ćpania. Po jakimś czasie rodzina wynalazła SAN DAMIANO no i pojechałem tam nawet nie wiedziałem że to katolicki ośrodek. Oczywiście jak zobaczyłem że to na terenie klasztoru to okrzyczałem matkę za to że mnie do jakis księży przywiozła, a ja to za wielkiej wiary nie byłem. Społeczność przyjeła mnie. Dostałem swojego opiekuna, który mnie wprowadzał w życie ośrodka. Zawsze ktos przy mnie był z kim mogłem porozmawiać kiedy się żle czułem. Wogóle atmosfera była inna niż w poprzednich ośrodkach. Mała społeczność. Terapia moja była ciężka i trudna nie raz poddawałem się chciałem wyjechać wrócić na bajzel. Za każdym razem społeczność i terapeuci o mnie walczyli żebym nie wyjechał. Pamiętam społeczność gdzie były z cztery terapeutki a ja już miałem decyzję o wyjeżdzie, a one mnie uratowały za co im dziękuje. Te dwa lata były dla mnie cięzkie, jednak opłacało się teraz jestem wolny. A co do terapeutów to powiem że nigdy przez 29 lat jak żyje nie spotkałem tak otwartych, życzliwych, pomocnych mi osób. Wiem że do którego z nich bym się nie zwrócił zawsze dostane od nich wsparcie i pomoc i też tak było podczas mojej terapi. Dzieki San Damiano ŻYJE, nie siedzę w więzieniu, nie mieszkam w noclegowni, nie żebrze na ulicy, nie kradnę w sklepach żeby mieć na działke, ani nie krzywdzę rodziny i bliskich mi osób. Za to uczciwie pracuje, uczę się-za niedługo matura i studia oczywiście, buduje swój dom, mam wielu trzeźwych przyjaciół, cieszę się trzeźwością. Razem z neofitami założyliśmy w Kielcach AN gdzie spotykamy się współnie na mitingach żeby sobie wzajemnie pomagać. Znam kilka ośrodków z relacji swoich znajomych i wiem że choć wielu neofitów z nich wychodzi jednak duży procent wraca do nałogu. Nas jest jak dotąd pięciu. Za nie długo kończy terapie jeszcze dwie osoby. Powiem że nie ilość, a jakość się liczy. Niikt z nas nie bieże. Chłopaki studiują, zakładają rodziny, rozkręcają swoje firmy, uczciwie pracują i co najważniejsze są 100% trzeźwi. Cóż więcej mogę powiedzieć o SAN DAMIANO-najlepsze miejsce żeby zmienić swoje narkomańskie życie i być wartościowym człowiekiem.
Jeśli chce ktoś się dowiedzieć coś o SAN DAMIANO to zapraszam na GG mój nr.10266239 mój email: raven78@inbox.com zapraszam
Hej. BOZKA jesli mama chce się dowiedziec konkretów na temat swojego syna to proponuje żeby zadzwoniła do ośrodka i dowiedziała się kiedy terapeuta indywidualny tego chłopaka ma dyżur i wtedy zadzwoniła. Gwarantuje ze terapeuta indywidualny powie mamie wszystko o jego stanie. Myślę tak sobie że nie Jesteś w temacie. Nie wiesz jak wygląda terapia w społecznościach terapeutycznych i troche panikujesz po opowieściach "rodziców narkomanów". Jak mama tego pacjenta chce porozmawiać z inną matką narkomana co sie w Chęcinach leczył to daj znać przez e mail albo na GG to dam jej telefon do swojej mamy. Zaufaj i nic się nie bój narkusek jest w dobrych rękach. Od niego teraz zależy czy sie będzie leczył czy nie, a społeczność napewno go będzie wspierała w trudnych chwilach jeśli tylko wykaże chęć zmiany. Za niedługo pewnie będzie w Chęcinach zjazd rodziców i mama zobaczy swojego syna, zapozna się ze społecznością zobaczy jak tu u nas miło :)
Pozdrawiam Neofita San Damiano Rafał
napisany przez: raven78, 17-04-2008 - 18:16
Posted: 17.04.2008, 17:57
oceń:
neofita
zarejestrowany:
kwiecień 2007
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.11
postów:
297
Hej Bozka,
co do cytatu wyzej:
[quote=raven78]...... Myślę tak sobie że nie Jesteś w temacie. Nie wiesz jak wygląda terapia w społecznościach terapeutycznych i troche panikujesz po opowieściach "rodziców narkomanów".[/quote]
Zaufanie jest dobre kontrola jest lepsza. A nie trzeba przejsc samemu przec cpanie i leczenie zeby miec pojecie.
To, ze ktos sie zastanawia nad warunkami w jakich druga osoba przebywa, nad jej stanem zdrowia i ducha i denerwuje sie po kilku nieudanych probach uzyskania informacji to calkiem normalne zachowanie.
Co do innych propozycji jak rozmowa z matka innej osoby czy z terapeuta przez telefon w godzinach dyzuru to jestem za.
Jak cie wyganiaja drzwiami to wejdz oknem. Sa niestety osoby i to nie tylko w osrodkach ale rowniez w innych instytucjach, ktore nie nauczyly sie jeszcze pewnych rzeczy i nie maja ochoty na jakies tam udzielanie informacji (przyklad z zycia wziety: informacja na Okeciu siedzi baba z bulka w zebach i gazeta ignorujac pytania podroznych).
To, ze 3 osoby sa niemile nie oznacza ze kolejne 3 beda sie zachowywaly w ten sam sosob. Dlatego nalezy probowac do skutku.
Natomiast jesli chodzi o to czy lepsze sa insytucje katolickie czy tez inne to jak Karo pisze: podobne sytuacje mozna spotkac wszedzie niezaleznie od tego przez kogo osrodek jest prowadzony.
Proponuje przetestowac sposob z telefonem podczas dyzuru jesli sie nie uda nalezy zadzwonic troche wyzej a jesli nic nie pomoze zawsze mozna zmienic osrodek.
powodzenia
Shiva
Posted: 17.04.2008, 18:56
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
31.01.12
postów:
12
[b]Dzięki Rafale!!!! Dzięki Jósefaa![/b]
Rozświetliliście sytuację. Jakby promień słońca przebił chmury...
Wdzięczna jestem za szybką odpowiedź! Zwłaszcza post od Ciebie Rafale jest dla mnie cenny. Internet to rewelacja w komunikowaniu. Czy bez wirtualnych wici nawiązałabym kontakt z neofitą z "młodego" ośrodka na drugim końcu Polski? Tym bardziej, że forum to żywy, spontaniczny kontakt. Dzięki też za Twoje świadectwo. Gratuluję! Trzymaj się chłopie! Odezwę się do Ciebie na gg i przekażę kontakt mamie chłopca.
Jasne, że jestem zielona! Razem z chłopakiem wypłynęłyśmy na tę wodę całkiem nieprzygotowane (myślę o mamie chłopca, jego dziewczynie a mojej córce oraz o mojej skromnej osobie). Zapewniam że edukujemy się wytrwale! Dużo mi dała lektura tego forum. Rozmawiam też z terapeutami uzależnień, z pytaniami walę do telefonów zaufania... Jednak ja tak mam, że nie wystarczy mi, że się dowiem, ale muszę zrozumieć. Jestem mało podatna na dogmaty.
[b]Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że ważnym elementem jest przygotowanie do podjęcia takiej terapii zarówno pacjenta, jak również jego bliskich. Początki sa trudne, ale ważne[/b]
Tyle mądrzenia się!
[b]Teraz do karo[/b]
Pewnie mamy między sobą "przepaść" pokoleniową, ale czuję, że funkcjonujemy na podobnych falach. Czytając to forum intensywnie wieczorami, zwróciłam uwagę na Twoje posty. Rozpoznałam bratnią duszę. Toteż ucieszyłam się, że dałaś głos na wątku, który założyłam.
Odezwij się na mój mail b.matejek@siedlecki.pl i podaj swoje gg na wypadek, gdybym miała pytanko do osoby, która jest "w temacie".
PS. Fajne fotki robisz. W podobnym klimacie, jak moja córka. Trzymaj za nią kciuki, bo pisze 5 maja maturę. Nie jest jej łatwo. Chłopak zafundował jej sporo nerówy i łez. Staram się, aby z tej lekcji wyciągnęła swoją korzyść. Może to ważniejsza lekcja niż te z przedmaturalnymi powtórkami...
Posted: 17.04.2008, 19:31
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Bozka, masz mój numer gg na mailu i wiadomości prywatnej, proszę o kontakt
Posted: 17.04.2008, 20:31
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
31.01.12
postów:
12
[b]Do kadry ośrodka "San Damiano"!!!!!!![/b]
Wiem, że dotknął i oburzył Was mój post na forum. Spróbujcie zrozumieć, że był dla mnie w pewnym stopniu wentylem, prośbą o wsparcie i radę. Po to jest forum, aby się wspierać i wymieniać doświadczeniem, prawda? Osrodek to element społecznej rzeczywistości i nie widzę powodów, dla których miał by być tematem tabu.
Mam nadzieję, że wyjaśnimy sobie wszytko. Zamiast się fochać - zrozumcie, że ośrodek nie może być twierdzą, samotną wyspą. Świat jest przedziwny i zdarzają się osoby, które wyłamują się ze schematów i burzą mury, aby robić to, co uważają za słuszne, dobre i właściwe. Rozumiem, czym umotywowany jest Wasz brak otwartości, ale zostawcie choć dziurkę... na promyczek dobroci i miłości.
[b]Jeśli kogoś w jakikolwiek sposób uraziłam teraz i wcześniej - PRZEPRASZAM. Nie było to moim zamiarem. Już taka jestem, że ... co w sercu to na języku. [/b]
Przypominam, że w drugim moim poście w tym temacie umieściłam PS. aby nie traktować mojej wypowiedzi, jako podważania opinii o ośrodku.
Liczę, że nie będziemy dalej wojować ze sobą, tylko współpracować... rozumieć się coraz lepiej i cieszyć się ze zdrowienia chłopaka.
- Praca z osobami uzależnionymi jest silnie obciążająca. Podejrzewam, że potraktowano cię standardowo. Nie znają Cię, nie wiedzą, że Twoja osobowość wykracza poza schematy - tłumaczyła mi Inga, psycholog, terapeuta uzaleznień, z którą znam się od lat.
Pewnie z 10 lat minęło od czasu, gdy zaprosiłam ją do redakcji na dyżur, gdy ciągnęłam kampanię dotyczącą (nomen - omen) zagrożenia narkotykami. Wtedy też burzyłam schematy i spokój policji, dyrektorów szkół, którzy zgodnie twierdzili, że [i]problem narkotyków u nas nie występuje[/i]. Nadsyłali oburzone listy do rekacji, że ich szkalujemy itp.
Przez lata temat narkotyków i narkomanii mnie jakoś omijał. Aż w naszym życiu pojawił się "chłopak"...
Na marginesie: Jestem dziennikarką regionalnego tygodnika. Uważam, że jawność wnosi wiele, oczyszcza relacje miedzyludzkie i społeczne. Nie żałuję, że odezwałam sie na forum. To przełamało napiętą sytuację. Dziękuję terapeutce z "San Damiano", że do mnie zadzwoniła.
Wiem, że komunikowanie się z rodzinami i bliskimi pacjentów to dodatkowe obciązenie, że w centrum Waszej uwagi są i powinni być " nasze narkotki", ale ośrodek nie jest ... samotną wyspą. Nie można też wszystkiego sprowadzać do diagnozowania syndromów "uzależnienia" i "współuzależnienia". Unikajcie wypaczenia zawodowego...
Pozdrawiam i mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy w trakcie trzeźwienia pewnego 19-latka. Przekażcie mu życzenia urodzinowe ode mnie i całej naszej rodziny.
Posted: 17.04.2008, 21:07
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.02.12
postów:
861
Witam bozka. Podobny problem mieliśmy z żoną jak poszliśmy do LO syna i powiedzieliśmy że są narkotyki i że w jego klasie tylko 3 osoby nie ćpają. To nie wierzyli ale za naszą namową zrobili spotkanie z przedstawicielem MONAR-u. To jest normalnie fatum, zmowa milczenia w każdej instytucji. Normalnie zamykaja oczy aby nic nie widzieć. Dziwili się nam że tak otwarcie o tym mówimy i że oficjalnie zabieramy syna i mówimy ze idzie na leczenie do ośrodka. Zgroza jak ćpają i sie zabijają to udają ze nie ma problemu a jak się ratują to dziwią się, wszystko do góry nogami hi hi. Pozdrawiam i powodzenia dla Was oraz chłopaka córki, będzie dobrze miejmy nadzieję.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 17.04.2008, 21:36
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Szkoły wolą nie widzieć i nie reagować, żeby nie wyszło na jaw, że mają na swoich korytarzach osoby uzależnione, może nawet dilerów. Dobre imię, statystyka, polityka - a wszystko to kosztem zdrowia i życia ludzi.
Jak przypomnę sobie moje LO (z którego na szczęście wyniosłam się po I klasie) i to ich zamykanie problemów w składzie na szczotki, to łapię agresję na głupotę niektórych ludzi.
Ale znowu robi nam się polityczny offtop.
A tak wracając na koniec: Bozka, nie sądzę, żeby ktoś poczuł się urażony. Forum służy do wymiany opinii i jeśli ktoś nie potrafi uszanować odmiennego zdania, to ma problem z podstawą komunikacji międzyludzkiej. Swoją drogą, masz rację co do burzenia murów - ludzie z odmiennymi, niekiedy wyrazistymi poglądami muszą czasem stanąc na głowie żeby przekonać tłum do zastanowienia się, że może jednak prawda leży gdzie indziej, albo po środku.
Posted: 18.04.2008, 14:24
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
08.05.08
postów:
5
Nie mam w zwyczaju obrażania ludzi, ale takich jak ty bozka , czy jak ci tam z chęcią bym pojechał..chłopak to po prostu zwykły ćpun, bo jak ciebie wkręcił to znaczy opanował sztukę Manipulacji na dodatek biedny się rozpłakał Okropne(samemu chce mi się płakać jak ciebie słyszę)Sorry, że coś takiego napisałem, ale normalnie nie wytrzymałem Szlak mnie trafia jak coś takiego słyszę...Mam ukończoną terapię i jak coś takiego słyszę to nie wiem, czy gorsi są Narkomani czy osoby takie jak ty, które są bardzo naiwne i szkodzą osobą w długim procesie Leczenia..Kobieto narkotyki to nie są Cukierki, które można sobie odstawiać jak się zasłodzisz, więc daj się chłopakowi spokojnie leczyć, bo pewnie jak raz wyjechał to i drugi sprobuje...Rozpoznanie choroby jest prawidłowe Narkomania i kolejny ćpunek któremu nie chce się leczyć..Pozdrawiam i proszę trochę poczytać o Uzależnieniu, a nie pisać informacji które nie są sprawdzone na Dodatek z drugiej Ręki. Ciekawy jestem skąd może pani od telefonów wiedzieć kim jesteś???ja śmiem sądzić, że to jakiś koleżka, który stracił Dilera, a jest akurat na Głodzie...