przyczyny i skutki używanja środkow psyczotropowych
Posted: 03.03.2005, 16:52
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
przyczyny i skutki używanja środków psychotropowycz
Posted: 03.03.2005, 17:11
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
nie znam ani środków psyczotropowych ani psychotropowycz ??!! chcesz zacząć dyskusję to zadaj zrozumiałe pytanie.
i co to znaczy przyczyny i skutki ?
inne są skutki palenia marihuany a inne wstrzykiwania sobie heroiny.
a przyczyny ? co człowiek to przyczyna :)
Posted: 03.03.2005, 17:21
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
10.05.05
postów:
4
Ktoś rzucił oklepanym hasłem,ale chyba bez oczekiwania na jakiś konkretny odzew...
Posted: 03.03.2005, 17:29
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
moje preferencje osobiste, avatar, podpis, login nie są treścią tego tematu (ani żadnego innego)
Posted: 16.03.2005, 10:37
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
chciałbym zadać konkretne i zrozumiałe pytanie piszę pracę o narkotyzowaniu się czy mógłby dowiedzieć się czegoś więcej ponadto co znam z własnych obserwacji, może mógłby mi ktoś polecić jakąś dobrą książkę opisującą ten problem dzisiejszego świata
Posted: 16.03.2005, 13:11
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
polecam ci zajrzeć do naszych działów; o narkomanii; co warto przeczytać :)
Posted: 19.03.2005, 19:56
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
tu skate. juz pisalem posta, ale na temat trampka. z psychotropami tez kręciłem przez jakiś czas, ale one dają zbyt dużą wyjebkę i nie są warte niczego. w sumie pojawiam sie tu, gdy jestem stramsowany, albo coś podobnego. ogromnie podoba mi się taki stan, w którym obecnie się znajduję. czuję ciepło, wewnętrzny spokój, radość, euforię, to wypełni amnie cąłego - same pozytywne uczucia. ja tylko tak co tydzień, raz w tygodniu muszę, bo inaczej nie mogę normalnie funkcjonowac. Wszystko mnie zaczyna wku***** i jest do bani cąły świat. A jak jestem naćpany to jest mi dobrze. POtem moge zabrać się do nauki itp. I jakoś zyję od paru lat w taki sposób. nie jest ze mną źle, bo nie jestem w takim stanie jak inni, co ledwo zaczną brać, a już się stają uzależnieni. A w ogóle, to że trochę nie na temat - to przepraszam. Ale niektórzy nie potrafią poradzić sobie z życiem. A ja nie potrafię poradzić sobie nawet z samym sobą... Mam nadzieję, ze to się kiedys skonczy. Lecz za głęboko w to g**** wdenąłem. Nie chcę z tego wyjść. Bo to jest fajne. Choć doświadczyłem już negatywnych skutków, aż szkoda mi o tym pisać... Wiem jedno - NIE BYŁO WARTO ZACZYNAĆ!!! Chętnie bym wrócił do starego trybu życia ale nie potrafię. Tyle razy obiecywalem sobie : to już ostatni raz jaram, biorę, ćpam... Tylko w ten weekend, tylko do końca ferii, tylko dziś... :( No, trochę wyrzuciłem z siebie tego co we mnie siedzi. Wierzę, że mi Pan coś powie. A do Punktu Konsultacyjnego Monaru w sumie boję się iść, bo nie mam po co. Bo nie chcę zmienić swpjego postępowania a jednocześnie chciałbym żyć jak dawniej, jak normalny, zdrowy człowiek i członek społeczeństwa. To wszystko się robi jakieś chore. :( Chyba , że by mnie zapisali do jakiejś grupy terap. gdzie sa ludzie na pocz. drogi co chca jeszcze z tego wyjsć, ale ni esa pewni i nie widza jak.... :( (???)
Posted: 19.03.2005, 21:54
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
musisz się na coś zdecydować - albo ciągniesz to dalej, wtedy życzę ci powodzenia, albo chcesz to przerwać, wtedy możemy pogadać. z narkotykami nie ma tak, że przerwiesz sobie na trochę, że zmniejszysz sobie dawki, że będziesz brał tylko troszeczkę - to są mżonki ludzi uzależnionych, którzy sami siebie okłamują.
Posted: 19.03.2005, 21:54
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
zdecyduj sie ,a nie że z jednej strony jest mi fajnie jak sobie zaćpam ,z drugiej chce być taki jak dawniej. Z jednej strony ćpam długo ,ale z drugiej nie jestem (tak?) uzależniony bo nie jestem w takim stanie jak inni. I chcę i nie chcę ale w sumie to chcę nie-chcąc. I tak dalej i tak dalej.
W poradni nie gryzą,a grupa i tak i tak pewnie by ci nic nie dała.
Posted: 19.03.2005, 22:56
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
Ja w sumie mam właściwie staą przerwę - tydzień, czasem dwa nawet. A potem... znów mnie ciagnie. Częściej nie biorę, bo nie widze potrzeby. I to się ni ezmieni, bo to nie miałoby sensu. To mi dostarcza (paradoksalnie) sił do życia. Może cos z tym zrobię. Teraz się b.denerwuję, bo czeka mnie coś trudnego w życiu. Muszę czemuś trudnemu stawić czoło. I co z tego? Właśni enie wiem, jakoś się rozkojarzyłem w tej chwili. Czy można być uzależnionym nie biorąc codziennie tylko co tydzień lb dłuższy odstęp czasu? Moim zdaniem nie. To jest tak jak ktoś co jakiś czas idzie popływać na basen. Chce odczuwać taki człowiek przyjemnośc tylko co jakiś czas. Wiem, że się mówi, że potem coraz częściej będzie i więcej i inne dragsy dojdą. Ale u mnie już parę lat trwa taki stan i nie widzę zmian na gorsze. Tylko, że ciągle w tym tkwię. Chciałbym, żeby ktoś mi jasno (ale to musiałaby być rozmowa) powiedział, że: MUSISZ PRZESTAĆ!!! ZASTANÓW SIĘ CO ROBISZ!!! A tymczasem nie ma takiej osoby... Nie mogę z nikim porozmawiać... A moi starsi nie widzą problemu. Bo myslą, że kryzys minął i kontakt z narkotykami mam juz za sobą, bo zmądzałem itp. A to wcale tak nie jest. Choć mnie ciągle obserwują, to i tak niczego nie podejrzewają. A ja nie mam zamiaru im powiedzieć co się dzieje, bo inaczej nie mógłbym sie spotykać z ziomkami, którzy nie sa właściwie "kumplami", bo łączy nas tylko jedno... Wspólna kreska lub buch... Już długo się borykam ze swoim przyzwyczajeniem i zwalam winę na kogoś innego, tzn. wyobraziłem sobie, sam nie wiem kiedy, że mam druganaturę. To jest zły skate. A ten dobry i posłuszny to naprawde ja. Rozdwojenie jaźni? Nie. To tylko rozpaczliwa próba zrzucenia odpowiedzialności. Mam wyrzuty sumienia, nie moge się pogodzić z religią jaką wyznaję. Bo żyję na pograniczu dobra i zła. I wciąż myslę, że to się samo skończy, że nie muszę mieć na to pływu. Że nie muszę się starać i pracować nad sobą. A kiedyś (ech, wciąż rozkminiam dawne czasy, cóż - taka natura) byłem tylko ciekawy jak się bedę czułł, gdy będę mieć "zmienioną świadomość". No i się dowiedziałem :/ Nie wiem, co dalej. Na razie dzis idę spać.
Posted: 19.03.2005, 23:05
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
to jest forum dyskusyjne, jaki jest temat dyskusji ? jakie pytanie zadajesz ?
Posted: 20.03.2005, 10:02
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Skate, napisałeś: "Mam wyrzuty sumienia, nie moge się pogodzić z religią jaką wyznaję. Bo żyję na pograniczu dobra i zła. I wciąż myslę, że to się samo skończy, że nie muszę mieć na to pływu. Że nie muszę się starać i pracować nad sobą."
Musze przyznać, że czułam to samo. Właściwie oprócz tego, że wagarowałam możnaby uznać, że narkotyki nie zmieniły mnie i mojego życia. A jednak. Dopiero nie biorąc nic zrozumiałam jak inny świat i inni ludzie otaczają tych, którzy biorą. Jak ograniczone jest ich wyrażanie emocji i jak bardzo są samotni. Też czułam, że w gruncie rzeczy jestem dobra, więc co mnie pcha do robienia "złych" rzeczy?? Robiłam sobie kilkudniowe przerwy, żeby udowodnić, że nie jestem uzależniona i w każdej chwili mogę z tym skończyć.
Aż pewnego dnia obudziłam się rano i stwierdziłam, że albo zacznę żyć od nowa, albo spadnę na dno. Powiedziałam rodzicom, że potrzebuje pomocy. Skończyłam leczenie. Jestem czysta. I dopiero z perspektywykilku lat widzę swoje zagubienie i zakłamanie.
Zrób coś ze swiom życiem. Nie wmawiaj sobie, że wszystko jest w porządku - bo nie jest. Możesz żyć inaczej. Lepiej.
Przemyśl to. Powodzenia.
Posted: 22.03.2005, 18:28
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
<skate> nie jest w porzadku? a niby czemu nie? wielu ludzi np. pije co jakiś czas drinka, aby się rozluźnic i odpocząć po pracy. wcale nie nadużywa alkoholu. i nigdy nie zostaje alkoholikami. a więc...?
Posted: 22.03.2005, 18:38
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
a więc, niektórzy się nie uzależniają. ale jak ktoś pisze takie teksty na forum organizacji zajmującej się uzależnieniami to chyba coś go jednak niepokoi - a ciebie Gościu co niepokoi ?
Posted: 23.03.2005, 19:31
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
no jak to co, przecież ja-gość, to skate właśnie... a faktycznie cos w tym musi być, że ja się w ogóle tu wypowiadam... taa, co ja tu właściwie robię? nie tylko Tu, na tym forum, ale tak w ogóle... ostatnio nie moge sobie znaleźć miejsca naświecie, wszystko wydaje się takie jakieś dziwne i jakby mniej rzeczywiste niż kiedyś... hmm, ale bywało gorzej (lepiej z resztą też), więc myślę, że mi się polepszy, gdy okres takiego chwilowego "rozmyśleniowego" załamania minie... btw wiem, ze raczej nie wnosze tu nic nowego, ale pisze, bo myślę, że może uda mi się zrozumieć coś więcej. i pojąć jakiś głębszy sens egzystencji... tak, tak, wiem, że to może być niepokojące, takie rozważania nad bytem doczesnym, ale zawsze mam takie coś, gy nadchodzi swego rodzaju zawieszka... hm, tak to moge określić... i co? nic. żyje się dalej... : /