<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:39
W tym miesiącu:5834
W tym roku:42598
Ogólnie:1941656

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
cześć
  • Posted: 01.10.2007, 16:50
     
    Róża
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    02.10.07
    postów:
    2
    Witajcie, w poszukiwaniu pomocy trafiłam na ten portal.

    Moje życie połamało sie wczoraj dosłownie na drobne okruchy. Jestem... byłam z facetem 3 lata. Było pięknie, wspaniale, niczego do szczęścia mi nie brakowało.
    Kilka miesięcy temu dowiedziałam sie, że moj luby był 4 lata uzalezniony od amfetaminy. Ale jak twierdzi rzucił to dla mnie. Wczoraj sie dowiedziałam, ze od roku znowu bierze. Nie od niego, przypadkowo. Zapiera sie,zaprzecza. Za rok mielismy brac Slub. To ONA zniszczyła całe moje zycie. Nie wiem co mam robić. Nie moge uwierzyć w to, że byłam taka slepa. Nie widziałam, że najblizsza osoba niszczy sobie zycie. Teraz twierdzi, ze pójdzie na terapie... ale nie zrobi tego dla siebie, tylko dla mnie. Bo (Jezu myslalam ze mi serce rozerwie kiedy wypowiedzial te slowa!) "mu jest z tym dobrze".

    Jak ja mam mu wytłumaczyc, ze to go nigdzie nie zaprowadzi. Że bedzie tylko gorzej. Że rujnuje swoje i moje zycie.

    Błagam o pomoc.
  • Posted: 01.10.2007, 17:49
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    Witaj Róża:)

    1. Uzależnionym się zostaje na całe życie, więc nie był uzależniony tylko jest i zawsze będzie, może tylko nie brać albo się zaleczyć.
    2.On sam musi zauważyć problem i chcieć sobie pomóc, szukać tej pomocy, ewentualnie przyjąć pomoc. Pójdzie na terapię "dla Ciebie"... hmm... dla Ciebie czy dla świętego spokoju? a na boku będzie dalej grzał, ściemniał i oszukiwał? Tak się nie da, ale może na terapii zrozumie i coś do niego dotrze - na początek dobre i to, że w ogóle chce tam pójść, może terapeuta dotrze do niego i z czasem będzie chciał leczyć się też dla siebie.
    3. Jest mu z tym dobrze? To dlaczego nie brał przez te 4 lata skoro wcześniej brał i też było dobrze?
    4.To że jesteś rozżalona to nic dziwnego, zwłaszcza jak mieliście już poważne plany o ślubie, w końcu Cię oszukał, ale przy uzależnieniu to normalne - manipulacja, ściema, oszukiwanie najbliższych, więc musisz się liczyć z tym bo te zachowania nie znikną same i nie wyrzucaj sobie, że nie zauważyłaś, większość osób mających narkomana w rodzinie nie zauważa, bo narkomani w oszukiwaniu i manipulowaniu sobą i innymi są mistrzami.
    5.Jak pomóc? Chociażby na tym forum wielokrotnie pojawiał się podobny temat, poczytaj. Nie ma złotego środka na uzależnienie, pogadaj ze specjalistą-psychologiem lub terapeutą zajmującym się uzależnieniami, a najlepiej jak On sam to zrobi, jeśli w ogóle widzi swój problem i chce cokolwiek z tym zrobić. A Ty możesz współpracować z jego terapeutą, a myślę że przydałby ci się też własny terapeuta, który by ci pomógł zrozumieć i przeanalizować i nauczyć jak postępować z osobą uzależnioną jak go wpierać zależnie od jego podejścia i waszej sytuacji. Z nim też porozmawiaj, jak on sobie wyobraża waszą rodzinę, którą chcecie założyć jak będzie ćpał. I niech idzie na tą terapię nawet jak mówi "dla Ciebie", może później dotrze do niego po co mu ta terapia.



    napisany przez: magnola, 02-10-2007 - 08:51


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 01.10.2007, 18:33
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    nic dodać, nic ująć icon_wink podpisuje się pod tym co napisała magnOla icon_cool


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 01.10.2007, 18:41
     
    Lessa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     luty 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.03.09
    postów:
    237
    Ja również podpisuję się pod tym obiema łapkami icon_wink

    "Lepiej zginąć jak jastrząb niż żyć jak kurczak" icon_wink
  • Posted: 01.10.2007, 18:44
     
    Vega
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     listopad 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.03.11
    postów:
    88
    Cześć Róża.
    To zrozumiałe i całkowice naturalne że czujesz się rozbita, że nie wiesz co dalej. Ale wszystko powolutku. Dobrze że szukasz pomocy, faktycznie poczytaj, choćby na tej stronie na czym polega ta choroba. takie informacje możesz też otrzymać w najbliższych poradniach uzależnień. Pozwoli Ci to zrozumieć mechanizmy uzależnień, zachowanie zarówno Twojego chłopak, jak i Twoje.
    To że chce podjąc terapi dla Ciebie nie jest może najlepsza motywacją, ale ważne że wogóle jest, a być może w trakcie terapi to się zmieni.
    A terapia rzezczywiście chyba jest najlepszym rozwiązaniem. Troszke mało informacji by Ci pomóc, ale jeżeli masz jakieś pytania to pytaj, z pewnością znajdą się tu ludzie, którzy będą potrafili odpowiedzieć.
    Pozdrawiam Aga.

    "Nie jest łatwo znaleźć szczęście w sobie, ale nie można go znaleźć nigdzie indziej."
    Agnes Repplier
  • Posted: 01.10.2007, 18:48
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Niech idzie nawet jak robi to dla ciebie. Jak kiedyś ćpał i się nie leczył to i tak wcześniej czy później by znowu zaczął ćpać jak był już uzależniony. Jak magnola już napisała narkomanem się jest do końca życia i albo się zaleczy chorobę i wtedy normalnie w trzeźwości żyje albo się ćpa czyli jest czynnym narkomanem nie ma innej drogi. Najważniejsze jest abyś nie spanikowała i spokojnie idź tez do poradni i tam uzyskasz pomoc na grupie wsparcia dla rodzin. To bardzo pomaga w zrozumieniu tej choroby. Tylko spokojnie i jak szczerze z czasem podejdzie do leczenia powinno być wszystko dobrze. Na razie działają u niego silnie mechanizmy uzależnienia więc widzi świat w zupełnie innych "barwach" i realiach. Spokoju życzę i mądrości.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 02.10.2007, 07:55
     
    kruszyna@
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     lipiec 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    05.01.09
    postów:
    119
    Hm dla ciebie... ja uważam, że robiac to dla siebie robi jednocześnie dla siebie, bo Cie kocha i zapewnie nie chce Cie stracić... Ale i też może byc tak, ze chce zrobić to dla świetego spokoju.Różyczko byłam w podobnej sytuacji - dowiedziałam sie, tylko on sam chciał wrócić do ośrodka... Pewnie nie ma w ogóle pojecia na temat tej choroby... znajdż też cos dla siebie, byś mogła wiedzieć co dalej robic, jak postępować... Życze powodzenia
  • Posted: 02.10.2007, 10:55
     
    Róża
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    02.10.07
    postów:
    2
    Dziękuje wam za pomoc.
    Ale powiedzcie mi - czy ja kiedykolwiek bede mogła mu zaufać?
    Czy jego udział w terapii da mi pewność? Sama sobie odpowiadam na to pytanie "nie".

    Cały czas zadaje sobie pytanioe czy to jest na moje siły, czy jestem w stanie wytrzymac ten straszny lęk przed przyszlością, ten strach o niego. Moja jedna mysl zaprzecza drugiej. Chce go ratowac, udzielic pomocy jakiej tylko bede mogla, ale nie wiem czy bede w stanie go nadal kochać...
  • Posted: 02.10.2007, 11:04
       
    magnola
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    14.03.12
    postów:
    834
    Na odbudowanie zaufania potrzeba czasu dużo czasu, to zależy od niego - czy da Ci powody do tego żebyś odzyskała jego zaufanie. Myślę, że i on i Ty musicie się dowiedzieć sporo o uzależnieniu i dostosować się do tej sytuacji "ograniczonego zaufania". Reszta to czas i praca nad sobą.


    człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
    i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...


    WT
  • Posted: 02.10.2007, 14:48
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Odbudować zaufanie jest ciężko. Ale jest to też ważne aby mieć zaufanie do osoby chorej uzależnionej już po leczeniu i ukończeniu przez niego oczywiście leczenia. Po leczeniu jest to zachęta dla takiej osoby żeby utrzymywała trzeźwość - moim zdaniem. Brak zaufania może denerwować i stale się czuje taka osoba jak by obserwowana co nie stwarza moim zdaniem dobrego klimatu do dalszego leczenia i rozwoju osobistego czyli trzeźwienia. Moja żona jak ja wróciłem z leczenia uważała i nadal uważa że problem miną aż mnie tym zdziwiła.Jak zapiłem po półtora roku to powiedział że to mój problem i chyba wiem co mam robić i zrobiłem co wiedziałem i co miałem do zrobienia. Ona mi wierzyła i wiedział że ja naprawdę nie chcę już pić i tak się stało i tak jest do dziś. Dopiero teraz jak syn ma takie problemy z leczeniem i już to trwa 3 lata z przerwami widzi i się dziwi że tak to go trzyma a u ciebie (mówi do mnie ) to nie było tak ciężko. Nie zdaje sobie do dziś tak naprawdę sprawy jak ciężka jest to choroba i ile mnie to pracy kosztowało i nadal kosztuje aby utrzymać trzeźwość. A i po co ma sobie zdawać sprawę jak jest to mój problem i ja mam wiedzieć co robić i jak żyć aby być trzeźwy.. Nadal uważa że sobie jeżdżę na wyjazdy związane z ruchem AA bo lubię! a nie że tego potrzebuję i zarazem lubię. Ale na szczęście nie stwarza mi problemów jak wyjeżdżam i nie ma nic przeciwko. Ja wiem co mam robić i kiedy już potrzebuję wzmocnienia i to wyjeżdżam w Polskę na spotkania AA. Mało tego robił bym tak nawet gdyby żona mi nie pozwalała na to bo wiem że dzięki temu będę i jestem trzeźwy. A co za tym idzie jesteśmy i będziemy razem szczęśliwi. Trzeźwość = miłość, zaufanie, szczęście i sama radość.
    Różo- piszesz że nie wiesz czy będziesz jeszcze w stanie go kochać. Jesteś teraz rozgoryczona i zła na niego i zarazem na siebie. I jest to normalne w takich chwilach. Lecz gdy Twoja miłość była prawdziwa to możesz mi wierzyć że będzie ona nadal trwać. Możecie nawet nie być razem jakis czas ale nadal będziesz go kochać. Miłość prawdziwa może naprawdę wiele ciężkich chwil przetrwać a nie "tylko" chorobę uzależnienia, w życiu może Was spotkać jeszcze wiele cięższych chwil. Na tym polega małżeństwo m. innymi na prawdziwej miłości. Ile ciężkich chwil niekiedy się zdarza w małżeństwie a nadal ono trwa i w sumie małżonkowie są szczęśliwi. Bo pokochali się prawdziwą , szczerą miłością , można powiedzieć miłością bliską do miłości bezwarunkowej. Oby tak było w Waszym przypadku a jeżeli nie to była to pomyłka , która nie przetrwała można powiedzieć pierwszej ciężkiej chwili w waszym wspólnym życiu. Jesteście jeszcze młodzi, więc i pomyłki "sercowe" także mogą się zdarzyć.



    napisany przez: jozefaa, 02-10-2007 - 16:09

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 02.10.2007, 19:58
     
    kruszyna@
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     lipiec 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    05.01.09
    postów:
    119
    hmmm nie mozna miec zaufania do narkomana, jezeli chodzi o dragi... nie moze powiedziec, ze juz nigdy nie wezmie... w kazdej chwili moze to zrobic. Moj facet mowil, bym nigdy mu nie ufal, ze nie wezmie bo jest narkomanem, ze moze zapewnic tylko to, ze bedzie sie bardzo staral
  • Posted: 02.10.2007, 20:35
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Nie mówi się nigdy, bo to jest choroba i nie wiadomo czy nie sięgnie po dragi czy inny środek od którego jest uzależniony, ale jak sie leczy i dba o siebie czyli stale pracuje nad sobą to jest realne że nie wróci do ćpania. Jest powiedzenie nie mów nigdy - nigdy - bo to choroba. Dlaczego moja zona ma do mnie zaufanie że więcej nie tknę alkoholu? JA sam tego nie wiem czy nie sięgnę ale wiem że tego nie chcę i pracuję nad sobą aby choroba nie wróciła i jest ok. Ona to dostrzega i dlatego ma zaufanie. Wie że nie chcę pić więc mi ufa, wie też że nawet jak bym złamał abstynencję to ja wiem co mam robić aby wrócić do trzeźwienia i wie że wszystko zrobię co w mojej mocy aby do tego nie dopuścić. Czyli nie dopuszczam do nawrotu choroby. Dopóki wiem kim jestem to raczej będę 24 godziny trzeźwy. I tak w koło codziennie 24 godz. nie piję i trzeźwieję bo oprócz samego abstynowania jeszcze stale pracuję nad sobą i robie to co powinienem aby zachować abstynencję i trzeźwieć. Jest to niezauważalne dla osób nie w temacie lecz inne osoby uzależnione wiedzą np. dlaczego tak postępuje a nie inaczej. Jestem np. do przesady konsekwentny w działaniu i dbam o swój spokój i równowagę psychiczną. Zmieniam to co mogę zmieniać (czyli siebie i to na co mam wpływ) a nie przejmuję się tym na co nie mam wpływu nie nakręcam się niepotrzebnie np. chociażby polityką i głupotami jakie się dzieją bo nie mam oprócz brania udziału w wyborach na to wpływu to po co się nakręcać, olewa to i robie spokojnie swoje, itd. itp.. Ja uważam że jak osoba uzalezniona tak mówi to zostawiła sobie jakąś furtkę, która go kusi i wie że predzej czy później złamie abstynencję. Nie jest w pełni szczera w stosunku do siebie i w ten sposób ma usprawiedliwienie - a nie mówiłem że tak może być!!! jaka złamie abstynencję.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 04.10.2007, 01:17
     
    shiva
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     kwiecień 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.11
    postów:
    297
    [quote=jozefaa]Nie mówi się nigdy, bo to jest choroba i nie wiadomo czy nie sięgnie po dragi czy inny środek od którego jest uzależniony, ... [/quote]

    --swiete slowa i sa 3 wyjatki:
    1- nidgy nie moge miec 100% pewnosci.
    2 - nigdy nie wiadomo do czego istota ludzka moze byc zdolna
    3- nigdy nie ufaj cpunowi

    jak pisala Ola -
    klamstwa i sciemy to mistrzostwo narkomanii.
    To ze on ci 50 razy powie ze z tym skonczy to pieknie z jego strony ale dopoki nie zamieni slowa w czyn to te swoje obietnice w buty sobie moze wlozyc.
    W narkomanii nie ma teorii albo sie cos robi albo sie plynie.
    Jesli skladanie obietnic bylyby w stanie uleczyc cpunerke to juz dawno nie byloby problemu.
    Realia jednak sa inne i od gadania nikt nie przestal.

    Co do milosci:

    Jak napisalam w innym poscie Kruszynie :
    Jesli sie kocha trzeba byc konsekwentnym- on jest konsekwentny ze swoim podejsciem anty-drugs a ja od lat jestem konsekwentna i nie biore bo nasz zwiazek jest wazniejszy niz cpanie.
    Ale do tego trzeba 2je:
    jedno ktore stanowczo powie NIE - masz wybor i ja z twoim cpaniem zyc nie bede
    i drugie ktore musi sie zastanowic co jest wazniejsze KTOS czy cpanie

    i w waszym wypadku Ty jestes ta osoba ktora trzezwo patrzy na sprawe i to ty musisz kategorycznie powiedziec jak wyglada dalsze zycie.

    A to pytanie o zakladaniu rodziny o ktorym wspomniala Ola powinnas zadac jemu i sobie :
    - on ma ci powiedziec jak sobie to wyobraza i jakie ma to prawo bytu
    - natomiast ty masz sobie odpowiedziec na pytanie czy jest to ta forma rodziny i szczescia jaka zawsze chcialas miec

    Mowi sie ze zyje sie miloscia i powietrzem- piekne slowa lecz sie nie sprawdzaja ( gdyby tak bylo nie byloby problemow z nadwaga icon_wink ).
    To on zniszczyl zaufanie i to jego zadanie jest zrobic wszystko aby je odbudowac- na pytanie czy bedziesz mogla mu zaufac niestety nie jestem w stanie ci odpowiedziec.
    Jedno wiem napewno- latwo nie bedzie.

    Na koniec jedna sprawdzona rzecz- ci ktorzy wyszli z cpania, wyszli bo dokonali tego wyboru dla siebie. Tylko jesli ktos chce wyjsc z cpania ma na to szanse- czy on za motywacje wezmie sobie wasz slub ciebie i plany rodzinne, czy tez moze inne rzeczy to niewazne- wazne zeby SAM chcial a forma motywacji wazna nie jest dla niektorych jest nia praca, dla innych nauka, dla innych rodzina- wazne ze jest ale chciec musi ze wzgledu na siebie a nie innych.

    Jesli nie potrafisz sobie sama z tym poradzic i nie masz nikogo kto moglby Ci pomoc zerknij tutaj po lewej pod zdjeciem Kotanskiego na nasze linki znajdz adres poradni w twoim miescie lub w okolicy zadzwon powiedz im o tym i dowiesz sie wiecej.

    pozdrawiam

    shiva

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski