[quote=jozefaa] Ale przeciez rodzic zna swoje dziecko i wie co powinien zrobić aby mu "dowalić" żeby sie ocknął. [/quote]
[color=green]Zgodzę się tutaj z wypowiedzią Shivy. Poddałabym w dużą wątpliwość Twoje stwierdzenie józefie, jakoby rodzice znali swoje dzieci.Często jest wręcz przeciwnie, tym bardziej w obliczu uzależnienia- gdzie wiele rodzin wogóle nie chce uświadomić sobie narastającego-i istniejącego- problemu....
Wytrwale sądzę, iż pierwszym krokiem powinna być szczera rozmowa, a dopiero później podejmowane być powinny poważniejsze decyzje.
("czasami" we wcześniejszym etapie do narkomana, wbrew pozorom, da się jeszcze dotrzeć)
Żadna decyzja w każdym razie, nie powinna być podejmowana pochopnie.[/color]
Posted: 20.09.2007, 10:29
oceń:
domownik
zarejestrowany:
listopad 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.12
postów:
37
Rok temu było u nas coraz gorzej, syn zachowywał się tak prowokująco, jakby chciał nas zmusić do działania. To, co robią dzieci, to chyba taki krzyk rozpaczy: "Patrz, co ja wyprawiam! Zrób coś, bo już sobie nie radzę!" No i zaczęliśmy działać.
Kiedy jest dobrze, to chcę, żeby to trwało, ale kiedy dzieje się źle, to zaczynam robić coś, żeby to zmienić.
W narkomanii cierpi cała rodzina. Cierpią dzieci i ich rodzice, ale to dzięki temu jest szansa, że zaczniemy coś w sobie zmieniać.
(nie sądziłam, że napiszę coś takiego, co pozwoli mi dostrzec sens w cierpieniu)
Posted: 20.09.2007, 11:02
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
[quote=zami]Rok temu było u nas coraz gorzej, syn zachowywał się tak prowokująco, jakby chciał nas zmusić do działania. To, co robią dzieci, to chyba taki krzyk rozpaczy: "Patrz, co ja wyprawiam! Zrób coś, bo już sobie nie radzę!"
[/quote]
[quote=magnola do rodziców 2000] Widzę nieporadne próby pomocy, działania, o których skuteczności jesteście przekonani. Wierzycie. Ale to nie to. Odrzucam więc wszelkie czułości, które to mają mi pomóc, a łzy napływają mi do oczu, bo wiem, że robię wam przykrość. Czasem tylko udaję, gdy już naprawdę nie wytrzymuję „poczucia winy” i chcę wam sprawić przyjemność, ale nie na tyle, żebyście pomyśleli, że to działa, bo to nie prawda. I przykro mi, że tak mówię, ale w tym momencie tak czuję. Muszę poradzić sobie sama. Stąd próby pewnego rodzaju odizolowania się, nieudane próby zniechęcenia was do mnie.
Zostawcie mnie, zajmijcie się sobą, nie narzucajcie mi swojej pomocy, bo widocznie nie jestem jeszcze gotowa żeby ją przyjąć. Bądźcie, ale w pewnej odległości.
[/quote]
Fragment tekstu głównie do moich rodziców, którego nigdy nie dałam im przeczytać, nie wkleiłam więcej, bo ktoś mógłby to odebrać jako szantaż, było tam o cierpieniu zarówno ich jak i moim, i o tym że nie mogąc sobie z tym poradzić myślałam żeby ich pozabijać i siebie żeby to wszystko zakończyć. Koniec tekstu był taki "w razie czego zapytam Was o zdanie, nie bójcie się". To były chore myśli w bezsilności. Ja bym chyba zwariowała jeśli przeczytałabym taki tekst kogoś bliskiego, więc może dobrze, że nigdy tego nie przeczytali, teraz tak myślę, ale równocześnie to były moje myśli z którymi zostawałam sama.
Moje: "patrzcie co ja wyprawiam" na tamten moment bo pamiętam co czułam to był przekaz: "zostawcie mnie, przestańcie odpłacać dobrem za moje zło bo z moim poczuciem winy jestem na granicy szaleństwa, odrzućcie mnie do cholery bo macie do tego prawo." - takie były wtedy myśli, może jakbym wtedy bardziej się otworzyła i potrafiła współpracować z terapeutką, pomogłaby mi zinterpretować i zrozumieć te sygnały, ale ja pisałam swoje do siebie i dla siebie, a na terapii mówiłam niewiele.
Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, szkoda tylko, że tyle czasu musiało trwać, żebym do tego doszła, żebym sama zanalizowała siebie i potrafiła wychwycić chociaż część mechanizmów uzależnienia w sobie ("samouki" mają przerąbane bo nikt nie weryfikuje ich punktu widzenia i dochodzenie do pewnych wniosków trwa o wiele dłużej) teraz nawet myślę, że wtedy ja chciałam być odrzucona, chciałam przymusu i konkretnych twardych warunków, terapia indywidualna na której prawie nie współpracowałam, myślę że wtedy to był dobry czas na radykalne kroki, a nawet ośrodek, bo później każda kolejna awantura o grzanie, a po niej spokój i stabilizacja utwierdzały mnie w przekonaniu, że będzie jak zawsze, ja obiecam poprawę, nawet ze szczerą chęcią, odtruję się i i tak wrócę do grzania prędzej czy później - zawsze się tak kończyło i nie pamiętam ile razy moja mama mi "zaufała" ostatni raz kolejny (ona do dziś nie przyznaje, że jest współuzależniona i że przez moją chorobę z nią może być coś nie tak, chociaż nie raz próbowałam z nią o tym rozmawiać).
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 21.09.2007, 13:26
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
maluszku - ja jak piszę to piszę o sobie nie o innych rodzicach. Nigdy nie uogólniam bo mogę pisać tylko o sobie i o swoich doświadczeniach. Wielu rodziców w ogóle nie zauważa problemu bo im tak wygodnie albo tak działają u nich mechanizmy obronne że nie widzą aby mieć święty spokój. wielu znanych mi rodziców jak im wspomniałem że ich dziecko ćpa to uważali że mi odbiło i nie mam robić wrogiej propagandy bo ich dziecko jest idealne i nic z narkotykami nie ma wspólnego jest tylko w depresji bo tyle ma na głowie w szkole itd.. Do dziś niektóre z nich leczą je psychiatrycznie np. na schizofrenię w tym leczenie psychiatryczne zamknięte !!! nie mówiąc lekarzom że dziecko ćpa. Robiąc dziecku tym jeszcze większą krzywdę. Inni pseudo dawni koledzy czy koleżanki syna są już bardzo blisko końca ale zejścia z tego świata przez samobójstwo lub zaćpanie. A tak poza tym to oczywiste jest że najważniejsza jest szczera rozmowa jak już pisałem wiele razy i pokazanie dziecku że jest dla nas naprawdę ważne i że je kochamy. Jak nic nie pomaga to nie ma innego wyjścia tylko rozstać się i zabrać mu komfort ćpania.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 21.09.2007, 14:20
oceń:
domownik
zarejestrowany:
listopad 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.12
postów:
37
magnola, rok temu na tym forum znalazłam Twoje "listy" do rodziców. I tak jak piszesz, byłam przerażona. O jedno tylko się modliłam - żeby syn chciał żyć. Stało się tak, że miał okazję doświadczyć braku takich wartości, których posiadanie uważamy za rzecz oczywistą i nie wyobrażamy sobie, że można nas ich pozbawić. Pobyt w areszcie był chyba takim przebudzeniem, otrzeźwieniem dla niego. Tam zatęsknił za widokiem gwiazd na niebie...
Posted: 21.09.2007, 21:35
oceń:
neofita
zarejestrowany:
kwiecień 2007
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.11
postów:
297
[quote=zami]... Pobyt w areszcie był chyba takim przebudzeniem, otrzeźwieniem dla niego. Tam zatęsknił za widokiem gwiazd na niebie...[/quote]
wlasnie o to chodzi
dla jednych jest to szczera rozmowa i domowe ciepelko
dla innych jest to pobyt w areszcie
dla innych bruk uliczym
to zalezy od tego jaka jest sytuacja w domu
jesli cpun nie mial i nie ma szacunku do rodzicow to zeby klekali i godzinami snuli monoligi nic to nie da- on nie lsucha a dom rodzinny jest lepszy niz dworzec pkp dlatego ciagle wraca
jesli jednak ktos mimo cpania ma odrobne szacunku i jakies tam uczucia to jest szansa ze rozmowa nie splynie po nim nie zostawiajac zadnych skutkow
czasem jednak rodzice nie sa na tyle silni psychicznie aby sie szarpac z kims i stawiaja krzyzyk na nim
i albo sie obudzi na ulicy lub w pudle albo pewnego dnia zaniosa go na miejsce wiecznego spoczynku
jak pisalam wczesniej kazdy musi znalezc rozwiazanie metoda prob i bledow - nie ma latwego rozwiazania w tym przypadku i kazda rodzina musi znalezc swoja droga prowadzaca do celu
Posted: 02.04.2008, 13:57
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
marzec 2008
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.04.08
postów:
10
Ja uwżam ze taka reakcja jest spowodowana bezsilnością rodziców... ja np. dziwie sie dlaczego moi nie wypierdzielili mnie z domu? Może to dlatego że zadeklarowałam chęć leczenia i właściwie dałam im jakąś nadzieje!
Posted: 02.04.2008, 14:09
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.07.08
postów:
51
wlasnie, nie wywalili cie bo dalas im nadzieje, ale nie wiadomo jak dlugo beda ci wierzyc...lepiej sie nie przekonywac.
poza tym nie wywalilli bo kochaja. milosc rodzicow jest bezwgledna, nie wielu odwaza sie na cos takiego, nawet by pomoc poza tym nie ma twoich szczerych intencji wiec nici z wyscigu o dobro ukochanej osoby. szkoda tylko ze niektorzy nabieraja, by miec wygodnie pod tylkiem w czasie gdy oni wlosy z glowy rwa by uratowac komus tylek i wyciagnac z bagna. to dosc zlozona sprawa i kazdego onaczej dotyka, na kazdego jak inni powiedzieli jest inne lekarstwo( albo i nie ma )
zreszta tu juz wszystko jest powiedziane
a tak witaj justa@17 :)
[quote] Ale przeciez rodzic zna swoje dziecko i wie co powinien zrobić aby mu "dowalić" żeby sie ocknął. [/quote]
- moi mnie znaja, a czasem to jak mi dowalaja by mnie ocknac ma odwrotny efekt.
napisany przez: weronka89, 02-04-2008 - 15:51
Posted: 02.04.2008, 20:03
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Witam just@17.
Chęcią leczenia a właściwie tylko taką deklarację dałaś im jakąś nadzieję - tak piszesz i może dlatego nie wywalili cię z domu.
A może tak warto zastanowić się czy ta nadzieja jest potrzebna rodzicom , czy to ich życie? Czy raczej powinnaś sobie dać nadzieję na wyzdrowienie. Odemnie byś w dupe dostała czy dostał i do ośrodka bym Cię umieścił sądownie to może by ci się wreszcie oczy otworzyły! Rodzicom ma zależeć na twoim leczeniu czy tobie? Im masz dawać nadzieję nic głupszego nie słyszałem. Fajnie kombinujesz zobaczymy jak długo? Rodzice może wcześniej się wykończą i jak w grobie legną bo kurna z natury kochają swoje dzieci bezwarunkowo, to może resztki twojego sumienia ruszą twój tyłek do ośrodka i poprosisz o pomoc. Ale to może już byc trochę za późno zwłaszcza dla nich. Jak czytam takie teksty to mnie normalnie krew zalewa z tej głupoty i tak chorego mózgu. Lecz się albo giń! Tylko są dwa wyjścia, ale jak chcesz ginąć to rob to szybko żeby rodzice jeszcze zdążyli się otrząsnąć z tej tragedii i jeszcze mogli normalnie żyć swoim życiem a nie życiem ( jak tą wegetację można nazwać życiem) swojego rozkapryszonego, uważającego się za pepek świata dziecka.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.04.2008, 20:45
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
Józef, just@17 w innym poście pisała, że właśnie jutro jedzie do ośrodka.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 02.04.2008, 20:54
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Czytałem po napisaniu. Przyszła , namieszała i poszła na szczęście ....... do ośrodka
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.04.2008, 21:10
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
nie mów hop póki...albo nie dokończę just@ życzę Ci takiej aktywności i mobilizacji (jaką przejawiasz tu na forum) w dokonywaniu zmian w sobie i swoim życiu...powodzenia
napisany przez: Baśka, 02-04-2008 - 21:19
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez