<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:34
W tym miesiącu:5829
W tym roku:42593
Ogólnie:1941651

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 [+1]

Do dołu
RODZICE...
  • Posted: 14.09.2007, 10:11
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.09.07
    postów:
    34
    MOŻE MI KTOS WYTŁUMACZYĆ DLACZEGO RODZICE TAK POSTĘPUJĄ? NIBY KOCHAJĄ SWOJE DZIECI, NIBY CHCĄ DLA NICH JAK NAJLEPIEJ ITD. A GDY DIZECKO WPADA W JAKIEŚ KŁOPOTY, GDY NAJBARDZIEJ ICH POTRZEBUJE, TO ONI CO ROBIĄ? WYPIERDALAJĄ DZIECKO Z DOMU WMAWIAJĄC SOBIE, ZE TO MU POMOŻE. I TO JEST MIŁOŚĆ RODZICIELSKA?? A MOŻE JA CZEGOŚ NIE ROZUMIE TUTAJ??
  • Posted: 14.09.2007, 10:38
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.11.07
    postów:
    40
    [color=green]Wiesz, też się nad tym zastanawiam,od powrotu z ośrodka jeszcze intensywniej....
    Może to jest tak,że niby się mówi(mówiło) w mediach,że najlepsze są"radykalne metody", niektórzy w to wierzą i mają właśnie taki tok myślenia.Że to niby, dziecko ,po takim kopie się otrząśnie i cudownie podniesie z bagna. Parę razy słyszałam taką opinię z ust dorosłych.
    Czasami jest tak,że rodzice są przerażeni całą ta sytuacją, nie wiedzą co robić i postępują tak-a nie inaczej.Impulsywnie,bądź też jest to przez nich przemyślane.
    Bywa,że rodzice czują iż ponieśli klęskę rodzicielską i sami nie potrafią sobie z tym poradzić....
    To zależy, bywa różnie....
    Moim zdaniem za mało jest inicjatyw, jeśli chodzi o pracę z rodzicami osoby uzależnionej. Może większy nacisk, doinformowanie,bardziej rozwinięta profilaktyka itp coś by wskórały....[/color]
  • Posted: 14.09.2007, 15:00
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Hmmmm...Zakładam, że w/w reakcja jest spowodowana braniem narkotyków przez to "dziecko"...
    To jest temat rzeka - nie raz i nie dwa były na tym forum ostre spięcia w tym temacie icon_wink
    Czemu tak robią..???
    Moim zdaniem czasem "specjalista" tak im podpowiada a są tak zagubieni (jak zresztą każdy, kto łamie sobie głowę co zrobić z bliskim-narkomanem), że słuchają i są bezkrytyczni wobec rad terapeutów, lekarzy czy kogokolwiek kto ich zdaniem ma doświadczenie w tym temacie..
    Czasem złość, frustracja i bezsilność bierze górę.. Taka "walka z wiatrakami" - napewno wiecie o czym mówię...
    Czara goryczy się przepełnia i bum!
    Generalnie gdy dzieje się coś naprawdę bardzo złego to każdy ma przeświadczenie, że wreszcie musi się otrząsnąć i zareagować..
    No i te reakcje bywają bardzo różne. Czasem walczy się aż do wyczerpania wszystkich dostępnych i niedostępnych metod a czasem poprostu chce sie mieć spokój...
    Słyszałam takie powiedzenie, że jeden narkoman pociągnie za sobą 5 zdrowych osób.. Coś w tym jest!
    Często taka osoba nie zdaje sobie sprawy jak wielką krzywdę wyrząda otoczeniu, co robi z życiem najbliższych mu osób!!!

    Reasumując to napewno nie jest metoda uniwersalna i tak naprawdę nikt nie wie czy przyniesie dobry czy wręcz odwrotny efekt.. Jednak w sytuacji gdy ręce opadają Ci do samej ziemi i nie masz już siły wstać rano z łóżka, bo wiesz, że Twój dzień ( zresztą nie ten jeden, bo jeśli nie zareagujesz to KAŻDY NASTĘPNY też! ) będzie pełen nerwów, szarpaniny i bezsensownych tłumaczeń, próźb i gróźb, itd... to stajesz przed wyborem czy zacząć wreszcie ratować samego siebie czy dalej czekać na zmiłowanie boskie..
    Wnioski i reakcje są indywidualną sprawą każdego "zainteresowanego"..
    Tak to widzę ja.
    Pozdrawiam.



    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 14.09.2007, 20:43
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    http://www.opok..._milosc.html
    To jest link do tematu jak to mozna wytłumaczyć i dlaczego tak się dzieje.
    Jestem ojcem narkomana i możecie mi wierzyć że to jest równie ciężka decyzja dla rodziców jak i dla dziecka a może i jeszcze cięższa dla rodziców. Nie zdajecie sobie chyba sprawy z tego czym dla rodzica jest dziecko. Jest całym i największym dobrem na tym świecie! Nie ma nic ważniejszego i cenniejszego jak własne dziecko dla którego byśmy a w każdym razie ja bym ofiarował swoje życie jakby to miało pomoc mojemu dziecku w wyjściu z tej choroby i aby już zawsze był trzeźwy i zdrowy i przepełniony miłością do siebie jak i innych ludzi. To jest najtrudniejsza decyzja jaką można podjąć ale jak nic innego nie pomaga i wszystko juz się wykorzystało co jest tylko możliwe i dostępne na ten czas, to aby ratować swoje dziecko w ostateczności moim zdaniem trzeba podjąć tak radykalne kroki. My to przeżyliśmy w naszej rodzinie i możecie mi wierzyć, nic straszniejszego nie przeżyliśmy do tej pory. Mam wam opisać jak moja żona wyła z bólu i rozpaczy jak syn wybrał zamiast leczenia ulicę? Jak powiedziała do mnie że zabiłem syna a ja nie bedąc pewien decyzji sam byłem w rozpaczy a musiałem być na zewnątrz niby twardy i tulić żonę aby nie zwariowała i pocieszać że Bóg nie pozwoli aby syn się zatracił do końca i napewno wróci. Płakalismy i modlilismy się całą noc z żona i córką aby syn wrócił i podjął wreszcie decyzję o ratowaniu siebie i powrotu do życia. Miałem już przed oczami jego śmierć i rozpad naszej rodziny bo pewnie bysmy tego nie przetrzymali, ale już nie było innego wyjścia aby go ratować. Tylko śmierć dziecka byłaby straszniejsza. Ale przyniosło to dzięki Bogu efekt.U nas czyli rodziców przybyło pełno siwych włosów i upadek zdrowia ale w konsekwencji radość i szczęście bo syn powrócił i podjął leczenie. Jednak warto było inaczej byśmy go stracili na zawsze pewnie już by nie żył.
    Wiecie wkurza mnie trochę jak czytam takie egoistyczne wypowiedzi dzieci które są narkomanami. Co ci rodzice sobie myślą? Niby kochają a wywalają z domu. A co mają patrzeć jak ich własne dziecko samo się unicestwia jak nic do niego nie dociera , zupełnie zero więc co? mają patrzeć jak umiera i się poddać w walce o życie swojego dziecka? Choroba ma wygrać i maja stracić swoje ukochane i wymarzone dziecko, które jest dla nich całą miłością i dobrem. Pomyslcie trochę ok zanim zaczniecie oceniać rodziców i uważać ich za bezdusznych skurczybyków bo naprawdę nie macie o tym pojecia co oni przezywają.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 14.09.2007, 21:34
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Każda osoba mająca bliskiego, który jest narkomanem lub alkoholikiem ma delikatnie mówiąc PRZEJEBANE!!!
    Nie jestem matką, więc może nie w pełni jestem świadoma na czym polega miłość rodzicielska ale uważam, że akurat w tym przypadku można generalizować i uznać cierpienie i straty moralne KAŻDEGO. kto pozostaje w związku emocjonalnym z osobą uzależnioną za OGROMNE...


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 15.09.2007, 00:02
     
    Lessa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     luty 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.03.09
    postów:
    237
    Huh, moi rodzice zachowali się totalnie odwrotnie na wiadomość o moim uzaleznieniu, choć matka też wyła z bólu, z bezsilności, z wsciekłosci na mnie i na siebie. Teraz wiem,że była tak samo zagubiona jak ja. Nie wyrzuciła mnie na bruk, choć zabrała mi klucze do mojego mieszkania. Mimo,że wszyscy naokoło mówili moim rodzicom by "kopneli mnie w tyłek", wyrzucili z domu, odcieli się, bym dotkneła własnego dna, tylko,ze ja juz w tym momencie tego dna dotknełam. Moja mama posłuchała swojego instynktu ( I za to mamo bede ci dziekować do konca życia- KOCHAM CIĘ!!!) Zamkneła mnie w mieszkaniu, a następnie zawiozła na detox oddalony o ponad 4 godziny jazdy od mojego miasta. Pamiętam, ze próbowałam uciekać podczas podróży icon_wink Tak bardzo chciałam grzać dalej, choć wiedziałam,ze bardziej to chyba chciałabym juz nie żyć. W tamtym momencie nie doceniałąm jej pomocy. Teraz to widze inaczej. Bez niej nie było by mnie teraz tu. Poszła ze mna na terapie, nuczyła sie ile tylko sie dało o mojej chorobie. Do dziś w internecie wyszukuje wszelkie nowinki o terapii, o nowych metodach leczenia. Jest jedyna nieuzalezniona osobą , z którą rozmawiam jak z uzalezniona, tak jakby wiedziala co ja czuje. Ale na to trzeba było czasu. Pracowałysmy obie na to bardzo ciezko. Obie poswieciłysmy cząstke siebie mojej chorobie. Teraz widzę,ze jej miłość do mnie nie ma granic. To daje siłę. Ona jest własnie ta osoba , której jako pierwszej mówie o swoich głodach, nawrotach,złym samopoczuciu. Ale ją tego nauczyli na terapi- co ma wtedy robić i jak ma mnie wesprzeć. Bez tego do dziś byłybyśmy wrogami. Zmieniłysmy się obie. Dziś już wiem,że to że trzezwieję, ze wogólę JESTEM, ze żyje szcześliwa zawdzięczam swojej matce. Ona dała mi tego przysłowiowego "kopa " do leczenia. Nie poddała sie wtedy kiedy inni spisywali mnie juz na straty. Mamo bardzo ci dziekuje icon_wink Jestes mojim aniołem stróżem icon_wink

    "Lepiej zginąć jak jastrząb niż żyć jak kurczak" icon_wink
  • Posted: 15.09.2007, 00:10
     
    shiva
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     kwiecień 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.11
    postów:
    297
    [quote=Kawa_z_mlekiem]Każda osoba mająca bliskiego, który jest narkomanem lub alkoholikiem ma delikatnie mówiąc PRZEJEBANE!!!
    Nie jestem matką, więc może nie w pełni jestem świadoma na czym polega miłość rodzicielska ale uważam, że akurat w tym przypadku można generalizować i uznać cierpienie i straty moralne KAŻDEGO. kto pozostaje w związku emocjonalnym z osobą uzależnioną za OGROMNE...[/quote]


    zgadzam sie w pelni z kawa-

    do tego dochodzi czesto to iz rodzice odsuwaja jak najdalej sam fakt tego iz MOJE dziecko CPA!!!

    konczy sie zaufanie, konczy sie szacunek
    prosby i grozby nie dzialaja
    i czasem w akcie szczerej rozpaczy poleci reka
    czasem poleci szyba
    czasem poleci ktos na ulice

    ale ja to rozumiem - rodzice cale zycie pracuja aby dziecina cos miala a tu nagle okazuje sie ze na psy dziecko zeszlo
    najgorsze jednak co moze spotkac rodzica to mimo bluzgow jakie ich czesto dolatuja mokment kiedy wlasne dziecko zaczyna krasc
    to gorsze niz spluniecie w twarz
    i jak wtedy sie wyleci na ulice to ja sie temu nie dziwie

    moja mama np.maksymalnie mnie ignorowala
    potem jak widziala ze to skutkow nie dale przed domem na srodku ulicy witala mnie okrzykiem podnos rekawy i pokazuj zyly cpunie
    po 3 miechach stwierdzila ze to tez nic nie daje
    wiec zaczela mi sie przygladac, zadawac pytania i rozmawiac o cpaniu
    i sie nagle wszystko zmienilo
    a co do zaufania - trwalo to latami zanim udalo sie wzajemnie stworzyc fundament na to aby sobie wzajemnie ufac

    jakby nie patrzec latwo nie jest ale rodzina cpuna ma ciezsze zycie niz on
    bo ktos kto nic nie zawinil tylko zapieprzal na dziecko musi sie teraz meczyc
    natomiast cpun ma prawo sie meczyc bo sa to skutki jego dzialania
    i glaskania po glowie nie podtrzymuje
    jak Kawa wczesniej pisala : podobno pociaga za soba 5 osob
    tez tak mysle ale w imie czego ? wlasnego cpaniaß czy to jest fair tylko ze ja wpadlem na to ze spieprze swoje zycie to spieprze je innym ?
    nie nie ma tak
    jak sie zuppke ma trzeba ja wypic i tyle
    i jak ktos laduje na ulicy to ja litosci nie mam ( chyba ze dla kogos kto stracil prace, nie mial czym zaplacic za mieszkanie to ok )
  • Posted: 15.09.2007, 13:19
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    My poprostu daliśmy ultimatum jak juz wszystko inne zawiodło - albo leczenie i dalsza pomoc od nas w trakcie leczenia i po - albo opuszcza dom i rodzinę i jak dojdzie do wniosku ze jednak chce sie leczyć może zawsze wrócić. I było to spokojnie ale i bardzo stanowczo powiedziane po wcześniejszej rozmowie z synem. Sam wybrał odszedł bez rzeczy bo nie pozwoliliśmy mu ich zabrać (by miał za co ćpać sprzedając je stopniowo)i na szczęście wrócił z decyzja leczenia. Ale nie chce do tych ciężkich chwil wracać i przypominać sobie już dość dużo czasu minęło od tych ciezkich chwil i mamy nadzieje ze więcej nie wrócą. Na szczęście nie kradł czyli nie wynosił jeszcze z domu Sprzedał swojego dyskmena szt. 2 i pewnie jeszcze jakieś drobne rzeczy.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 15.09.2007, 14:08
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Generalnie mieliście szczęście i to pewnie zasługa tego jak wychowaliście syna, że mimo wszystko podniósł się dość szybko!
    Każdy ma swoje "dno" gdzie indziej. Niestety większość narkomanów nie poprzestaje na takim etapie jak Twój syn.
    Pozdrawiam.


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 15.09.2007, 21:04
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Mimo że swoje dno osiągnął "dość szybko" jego leczenie już trwa prawie 4 lata. Obecnie po odebraniu świadectwa maturalnego , zadzwonił do swoich znajomych opiekunów do ośrodka mieszczącego się blisko naszej miejscowości bo ok 20km, spakował sie i pojechał do nich dalej się leczyć. Chce doprowadzić swoją terapie do końca aby pójść na studia już jak będzie naprawdę dobrze przygotowany i silny do życia na zewnątrz. Zaskoczył nas taka decyzją trochę bo myśleliśmy że od razu pójdzie na studia. Lecz on sam wie co powinien robić i jak sie czuje, zresztą ma już prawie 21 lat (w styczniu będzie miał). Byliśmy dziś z zoną u niego zawieźliśmy mu "wałówkę". Na razie jest ok i terapeuci także są zadowoleni w sumie z jego postępów w leczeniu. Chociaż ma nadal bardzo niską samoocenę. Wiele osiągną bo skończył szkołę, zdał maturę i to dość dobrze, zrobił prawo jazdy ale nadal nie potrafi tego dostrzec że ma osiągnięcia lub szybko o nich zapomina. Musi jeszcze pewnie wiele nad tym popracować. Lecz ostatnio naprawdę widać że dojrzewa psychicznie.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 16.09.2007, 10:44
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.11.07
    postów:
    40
    [color=green]Zgadzam się józefie z Tobą całkowicie, rodzice mają ciężko i cierpią.
    Napisałeś, że często jest tak, że gdy wszystkie metody zawodzą - sięga się po bardziej radykalne środki. Owszem, czasami to jedyne wyjście. Tylko widzisz, w ciągu tych wszystkich lat mojego brania, gdy byłam małolatą i zaczęłam pić, nigdy moi rodzice nie przeprowadzili ze mną żadnej rozmowy. To zawsze był krzyk i przemoc. Ja niby rozumiem, że może byli zagubieni, czy coś....ale, pomimo upływu lat, nadal nie potrafię tego wszystkiego zrozumień i chyba już tak zostanie....[/color]
  • Posted: 16.09.2007, 13:17
     
    shiva
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     kwiecień 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.11
    postów:
    297
    [quote=Maluszek][color=green]...Napisałeś, że często jest tak, że gdy wszystkie metody zawodzą - sięga się po bardziej radykalne środki. Owszem, czasami to jedyne wyjście. Tylko widzisz, w ciągu tych wszystkich lat mojego brania, gdy byłam małolatą i zaczęłam pić, nigdy moi rodzice nie przeprowadzili ze mną żadnej rozmowy. To zawsze był krzyk i przemoc. Ja niby rozumiem, że może byli zagubieni, czy coś....ale, pomimo upływu lat, nadal nie potrafię tego wszystkiego zrozumień i chyba już tak zostanie....[/color][/quote]

    Maluszek? zakladam ze ze u 100 % cpunow sa krzyki
    u mnie w domu tez byly krzyki, wzajemne wyzywanie sie potem olewanie sie.
    Ale czy kiedys podjelas/podjales probe wykonania pierwszego kroku ?

    To nie rodzina cpa i to nie oni narobili klopotow tylko to ty jestes ta osoba ktora przewrocila ich dotychczasowe zycie.
    Dlaczego oni maja robic pierwszy krok?
    To tak jakby ktos opieprzyl kogos i wywinal jakis numer i czekal az druga strona go przeprosi!!!!

    Moze to ty rusz tylek i idz do nich.
    Powiedzenie komus, pomozcie mi albo czy mozemy porozmawiac nie kosztuje nic.
    Jesli sie nie uda trudno ale moze akurat cos z tego wyjdzie.
    A czekac na ich pierwszy krok i lazenie za toba to mozesz w nieskonczhonosc.

    wyciagnij reke i zobaczysz co sie wtedy stanie.

    powodzenia

    shiva
  • Posted: 16.09.2007, 13:47
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.11.07
    postów:
    40
    [color=green]Robiłam to!Uwierz mi! To zawsze ja byłam tą stroną wyciągającą rękę! Qr**....Przepraszam.....[/color]
  • Posted: 16.09.2007, 13:52
     
    Vega
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     listopad 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.03.11
    postów:
    88
    Wiesz Shiva masz racje z tym co napisałaś. Tyle tylko, że przychodzi taki moment, że rodzice są ostatnimi osobami z którymi masz ochote rozmawiać o swoich problemach.


    "Nie jest łatwo znaleźć szczęście w sobie, ale nie można go znaleźć nigdzie indziej."
    Agnes Repplier
  • Posted: 16.09.2007, 13:53
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    [quote=Maluszek]Tylko widzisz, w ciągu tych wszystkich lat mojego brania, gdy byłam małolatą i zaczęłam pić, nigdy moi rodzice nie przeprowadzili ze mną żadnej rozmowy. To zawsze był krzyk i przemoc.[/quote]

    [quote=Shiva]Maluszek? zakladam ze ze u 100 % cpunow sa krzyki
    u mnie w domu tez byly krzyki, wzajemne wyzywanie sie potem olewanie sie.[/quote]

    Wiecie co jest najgorsze??
    Najgorsze do czego narkoman może doprowadzić swoich najbliższych jest OBOJĘTNOŚĆ !!
    Znam matki, które po miesiącach czy latach walki ze swoim dzieckiem zaprzestały wszelkich interwencji..

    Dokąd rodzina krzyczy, awanturuje się, nawet wtedy gdy używa przemocy ( każdy ma gdzieś granice cierpliwości i tolerancji ) daje wyraz temu, że Twój los nie jest jej obojętny, że jeszcze jakaś iskierka nadziei się w nich tli !!!

    W momencie, kiedy zapada cisza i tolerowane są wszelkie wyskoki - wtedy nadzieja umiera i pozostaje nieme oczekiwanie ( też straszne i niedowytrzymania, ale pozornie łatwiejsze niż codzienna walka )..

    [quote=Shiva]
    To nie rodzina cpa i to nie oni narobili klopotow tylko to ty jestes ta osoba ktora przewrocila ich dotychczasowe zycie.[/quote]

    Masz rację, tyle, że czasem rodzina czy też osoby najbliższe ( nie muszą wcale nosić tego samego nazwiska! ) mniej lub bardziej świadomie, dla swoich zysków lub strat, przykładają rękę do tego co się dzieje..
    Nie można generalizować i twierdzić, że złej atmosferze winny jest jedynie ćpun, bo naprawdę bywa różnie!


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 [+1]

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski