Żaden problem nie jest śmieszny, ja mogę sobie żartować, szydzić i robię to też odnośnie moich problemów, mogę wyrażać pewne rzeczy dosadnie czy z przymrużeniem oka, nie raz mogę nie rozumieć, bo nikt nikomu w głowę nie wejdzie, ale to nie znaczy, że mam uważać jakiś problem za śmieszny i niepoważny. No chyba że ktoś 10 raz krzyczy do mnie żeby mu pomoc bo brał przez 3 tygodnie sterydy i jak twierdzi martwi się o swoje zdrowie, a po mojej radzie "jeśli nie bierzesz to nic ci nie będzie, ale jeśli masz jakieś objawy zdrowotne które podejrzewasz że mogą być związane z tym że brałeś, zgłoś się do lekarza, przedstaw sytuację i objawy i zrób badania" delikwent wraca pod innym nickiem i zaczyna ten sam temat od nowa jak zacięta płyta jakby 10 razy nie słyszał co do niego mówię, albo nie pamiętał że ze mną gadał - to przestaję brać takie krzyki na poważnie, bo odnoszę wrażenie, że to jakiś żart i ktoś sobie ze mnie jaja robi, bo co ja mogę więcej niż powiedzieć to co powiedziałam.
P.S.
A ludzie nie są tolerancyjni i ich wiedza jest ograniczona, często albo boją się i najchętniej wypędzili by z bloku np. sąsiada który ma HIV czy narkomana, albo wyśmiewają się z przypadłości, których nie rozumieją (np. fobia społeczna mojego przyjaciela), i z którymi nie zetknęli się bezpośrednio w swoim życiu. Przecież nawet dzieciaki w przedszkolu wyśmiewają się z inności swoich rówieśników i odrzucają niektóre osoby jeśli nie są odpowiednio nie ukierunkowane przez wychowawców czy rodziców. Wiec nic w tym dziwnego.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...