witam was wszystkich,
nie bede juz pisala o bezsilnosci, bo tyle juz razy bylo to poruszane, musze sie wypisac!!
Pobyt mojego brata w osrodku to pierwszej wizyty w domu byl "obiecyjacy". Po pierwsze wizycie wyszlo szydlo z worka. Nie zawsze mowil prawde, klamal. W osordku to samo - analizowal co mowil zeby bylo dobrze, opowiadal rozne dziwne rzeczy .....
Niedawno wyszedl po 5 m-cach. Nie chcialam z nim rozmawiac, zawiodl mnie (wiem, pewnie potepicie mnie za takie postepowanie, ale zal mnie zjadal). Byl w domu 4 dni. W tym czasie wizyta w poradni, wizyta tez mamy, powiedizal, ze chce sprobowac i wrocil do osrodka. Nie bral przez ten czas, ale kompletnie nie radzil sobie ze soba! Teraz telefon, przed chwila, znow wraca ....
Ja juz naprawde nie wiem co robic, wiem, ze tak naprawde sam musi tak bardzo poczuc, ze musi sie leczyc, a my musimy patrzec i czekac
Rozumiem, ze to on bral i on musi walczyc o swoje zycie, rozumiem, ale nie czuje ....
Pozdrawiam was ...
Posted: 30.04.2007, 22:10
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote=sama]Nie chcialam z nim rozmawiac, zawiodl mnie (wiem, pewnie potepicie mnie za takie postepowanie, ale zal mnie zjadal).[/quote]
wytłumacz mi za co powinniśmy Cię potępić? Bo ja naprawdę nie wiem.
[quote=sama]powiedizal, ze chce sprobowac i wrocil do osrodka.[/quote]
złe podejście... niech przestanie próbować, a weźmie się serio do roboty - bez ściem i przekrętów.
[quote=sama]Teraz telefon, przed chwila, znow wraca ....[/quote]
skoro mu na to pozwalacie...troszkę asertywności. Jak to szło? Mów tak, kiedy chcesz powiedzieć tak i nie, kiedy chcesz powiedzieć nie.
[quote=sama]my musimy patrzec i czekac [/quote]
wcale nie. Może warto mu w końcu jasno i dobitnie powiedzieć, że drzwi do domu są dla niego zamknięte póki nie skończy leczenia? Póki ma otwartą furtkę póty będzie z niej korzystał...po prostu mu ją zatrzaśnijcie...możliwe, że wtedy przestanie przy byle kryzysie przerywać terapię, a potem próbnie ponownie ją podejmować.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
[quote=Baśka] Może warto mu w końcu jasno i dobitnie powiedzieć, że drzwi do domu są dla niego zamknięte póki nie skończy leczenia? Póki ma otwartą furtkę póty będzie z niej korzystał...po prostu mu ją zatrzaśnijcie...możliwe, że wtedy przestanie przy byle kryzysie przerywać terapię, a potem próbnie ponownie ją podejmować.[/quote]
Jak to było? Acha: Jeśli nie będzie chciał się leczyć to i tak nie zacznie, jak nie do domu, pójdzie gdzie indziej.
Jeżeli zamykanie drzwi uważasz za dobrą metodę "bo wtedy nie będzie miał gdzie wracać więc zacznie się leczyć" to sorry, ale nie wiem, skąd się urwałaś. Pomroczność jasna? No proszę Cię.
Nie wiem tylko, czy gratulować, czy współczuć takiego podejścia.
Posted: 30.04.2007, 22:46
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
maj 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.01.11
postów:
61
karo najpierw to niech Ci odparuje z tej łepetynki to może coś zrozumiesz.........chodzi basce o to zeby dzieciakowi powiedziec ze sie go kocha i ze zawsze moze liczyc na rodziców pomoc pod warunkiem ze zacznie sie leczyc, skonczy terapie i zacznie zyc w trzeźwości(co jeszcze Tobie długo bedzie obce), warto dodac zeby byc konsekwentnym w tej decyzji i przypominac dzieciakowi ze zawsze moze na nas liczyc i ze bardzo go kochacie, ale dla was nie ma miejsca na narkotyki........wspołczuć to Tobie można karo, naczytałaś sie i napisałaś, ale z tego nic nie wynika, nie jestes zadnym godnym uwagi przykladem i mysle ze czesciej szkodzisz niź pomagasz, przemądrzała ksieżniczko.........pozdrawiam kółko wzajemnej adoracji
Posted: 01.05.2007, 10:20
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
A mój przemądrzały książę Ernest znowu nie zrozumiał. Nie będę po raz kolejny powtarzać na forum tego samego (co zresztą napisałeś). Jedyne, co będę uparcie powtarzać: panuje na tym forum moda powtarzania wyświechtanych regułek (świetnie się z Basią wpasowaliście), a jak ktoś ujmie sprawę nieco inaczej, ze swojego punktu widzenia, to jest ten zły.
Pozdrawiam kółko wzajemnej adoracji.
napisany przez: KARO, 01-05-2007 - 10:21
Posted: 01.05.2007, 10:41
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote=KARO]panuje na tym forum moda powtarzania wyświechtanych regułek (świetnie się z Basią wpasowaliście)[/quote]
regułka podana przez Ciebie w poprzednim poście też jest wyświechtana (jeśli już takiego terminu używamy):
[quote=KARO]Jeśli nie będzie chciał się leczyć to i tak nie zacznie, jak nie do domu, pójdzie gdzie indziej.[/quote]
idealnie wpasowujesz się w tę modę - tylko z drugiej strony :)
[quote=KARO]jak ktoś ujmie sprawę nieco inaczej, ze swojego punktu widzenia, to jest ten zły.[/quote]
i vice verse'a. Jeśli ktoś ma inne zdanie od Karo to jest zły i godny pożałowania. Masz Karo monopol na prawdę?
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Ja nie mam monopolu na prawdę, ale coś Wam dopowiem co nic nie wniesie do tematu, bo temat był już wielokrotnie przemaglowany i wiele za i przeciw można przeczytać na tym forum, ale... zamknięcie drzwi domu przed delikwentem, który wyszedł tudzież został wydalony z ośrodka przed ukończeniem terapii owszem możliwe, że może zmotywować do nie przerywania terapii przy "byle kryzysie", a może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego - jeszcze większe zgnojenie się delikwenta i wiele lat życia na bajzlu "z wyboru". "Kocham Cię pod warunkiem, i pomogę ci pod warunkiem" do mnie nie dociera. Nie chodzi mi o bezwarunkową pomoc i spełnianie wszystkich oczekiwań delikwenta i ochronę przed wszelkimi konsekwencjami i sama nie wiem gdzie jest granica między pomocą, "redukcją szkód", a stwarzaniem komfortu grzania i nie mi to oceniać, moje myślenie może nie być racjonalne, nie znam delikwenta, jego reakcji ani stanu psychicznego, Wy też nie znacie. Wiem tylko, że w pewnych stanach przychodzą do głowy chore myśli, a wyrzucenie z domu nie koniecznie musi przerwać to myślenie, ale doprowadzić do realizacji chorych myśli, które mogą być tragiczne w skutkach. Jak dla mnie za duże ryzyko szafować takimi radami na forum czy przy pierwszej wizycie w poradni proszącym o poradę ojca, matki, siostry odnośnie uzależnionego członka rodziny, nie znając samego delikwenta. Podejście szablonowe: nie znam, nie wiele o nim wiem, ale z NARKOMANEM tak trzeba bo wielu to pomogło i koniec dyskusji. Tylko ilu to zaszkodziło. Może mniejszości, ale jakie były "szkody"? Szybka śmierć? "I nie pomogło: kocham Cię, ale..." Bywa. Może rzadko, nie znam statystyk, ale bywa, a statystyki to tylko cyferki. Nie mówię kategorycznie NIE, mówię żeby się zastanowić nad "swoim narkomanem" zanim zamknie się przed nim drzwi terapeutycznie i w "dobrej wierze".
Temat alternatywy: zamkniecie drzwi vs ukończenie leczenia w ośrodku jest dla mnie zamknięty.
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 01.05.2007, 12:17
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Także temat uważam za zamknięty (już od dawna) dodam jeszczy tylko na koniec jedną rzecz: Basiu, byłabyś bardziej wiarygodna, gdybyś została wywalona z domu (czy w taki bądź inny sposób nie miaszkała cały czas z rodzicami) i to Ci faktycznie pomogło. Inaczej jest to dla mnie przepisywanie podręcznika ze studiów psychologicznych, sorry. Nie mam monopolu na prawdę (Ty także nie) ale mam prawo uważać moją wyższość w tym temacie bo piszę o czymś, co doświadczyłam, że tak powiem nieładnie, "na własnej dupie". I tyle.
Posted: 01.05.2007, 12:24
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
sierpień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.12.07
postów:
17
Żadko pisze coś na forum ale chciałam dodać, że wyrzucenie z domu moim zdaniem wcale nie jest dobrym rozwiązaniem, sama zostałam wyrzucona z domu, i przez całe dwa lata kiedy mnie nie było nawet raz przez myśl mi nie przeszło żeby iść się leczyć, nawet kiedy momentami było na prawdę kiepsko. To tyle. Pozdrawiam :)
Posted: 01.05.2007, 12:47
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
KasiaM też przebiegłaś mi przez myśl jak pisałam co napisałam ale nie chciałam się bardziej rozpisywać, analizować, wchodzić w szczegóły i wymieniać możliwych konsekwencji wyrzucenia z domu, nie trzeba wiele wyobraźni żeby samemu je wymyślić. Ja każdą próbę leczenia podejmowałam dobrowolnie, bez większych nacisków ze strony rodziny i innych przymusów, też epizod ośrodkowy, zjebałam, ale byłam wtedy w takim stanie, że nadawałam się na leczenie psychiatryczne żeby nie stanowić dla siebie, a w przyszłości dla innych zagrożenia bo miałam takie chore zapędy, więc ulica i bajzel to chyba nie było odpowiednie dla mnie wtedy miejsce. Pozdrawiam.
napisany przez: magnola, 01-05-2007 - 12:48
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 01.05.2007, 12:49
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote=KARO]Basiu, byłabyś bardziej wiarygodna, gdybyś została wywalona z domu (czy w taki bądź inny sposób nie miaszkała cały czas z rodzicami) i to Ci faktycznie pomogło. Inaczej jest to dla mnie przepisywanie podręcznika ze studiów psychologicznych, sorry. Nie mam monopolu na prawdę (Ty także nie) ale mam prawo uważać moją wyższość w tym temacie bo piszę o czymś, co doświadczyłam, że tak powiem nieładnie, "na własnej dupie".[/quote]
wiesz Karo, człowiek nie jest w stanie przeżyć wszystkiego "na własnej dupie"... czy czyni to Ciebie ekspertem? Nie. Czy mnie czyni? Też nie.
Tak Olu zgadzam się z Tobą - indywidualne podejście to podstawa. To co jednej osobie może pomóc, drugiej może zaszkodzić. Będąc matką bądź siostrą danej osoby przedyskutowałabym to jeszcze z terapeutami z ośrodka, w którym obecnie się znajduje (wydaje mi się , że oni mieli go okazję poznać -piszę o tym konkretnym przypadku). Swoją drogą, dla mnie była to oczywistość, że rady z netu się raczej konsultuje w realu z profesjonalistami.
I jeszcze jedno Karo - wywalenie z domu to dla mnie ostateczność, więc nie czyń ze mnie nagle piewce tego typu postępowania. I czy jest to wywalenie z domu? Hmmm, jeśli dajemy komuś wybór, to już raczej jest jego decyzja. Czy wszyscy wokół muszą być odpowiedzialni za wybory delikwenta? W imię czego?
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Miliony razy mówiłam o indywidulanym podejściu za co często bywałam tutaj niemalże zakrzyczana (swoją drogą, jak się później z kimś rozmawia prywatnie, czy to na czacie to się ludzie ze mną zgadzają, taki paradox). I nie robię z Ciebie Basiu piewcy wywalania z domu, nigdzie tego nie napisałam więc nie dopowiadaj sobie. Tak samo jak nigdzie nie napisałam, że jestem ekspertem w tym temacie. Czytaj proszę ze zrozumieniem zamiast szukać drugiego dna.
Posted: 01.05.2007, 14:15
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Indywidualne podejście oczywiście, ale podstawa to konsekwencja w działaniu i trzymanie się ustalonych zasad. Nie można zmieniać zdania i pozwalać sobą manipulować. Rezygnuje z ośrodka to niech poniesie tego konsekwencje nie chce się leczyć to niech idzie wybraną drogą bo to on tak wybrał więc dlaczego my mamy mu pomagać w podtrzymywaniu jego złych wyborów i przygarniać go do domu. Nie stracił komfortu ćpania to nadal nie będzie chciał się leczyć. Takie jest moje zdanie.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 01.05.2007, 14:43
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
maj 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.01.11
postów:
61
Karo mala aktoreczko ze spalonego teatrzyku, sluchaj to co piszesz to jedno i mozesz miec swoja opinie, natomiast to co mi sie nie podoba to sposob w jaki traktujesz innych uzytkownikow portalu,szczegolnie pojawiajacych sie tutaj pierwszy raz, jak komentujesz ich wypowiedzi w sposob skurwysynski i chamski,a na to nie mam zgody i bede tak samo Cie traktowal jak Ty innych, czy Ci sie to podoba czy nie, swoje flustracje emocjonalne wywalaj gdzie indziej,a nie tutaj popisujac sie i chwalac czego Ty na swojej dupie nie doswiadczylas(a swoja droga to dosc ciekawe, moze kiedys poopisujesz:), co stego ze cos tam wiesz i przezylas, skoro to wszystko w Twoim przypadku czysta teoria, zero praktyki w trzezwieniu, a po to chyba ten portal jest i to ma na celu, wiec najpierw sama zacznij praktykowac i zabierz sie za siebie, a nie madralinska ciotko pieprzysz tutaj wszystkim co i jak taplajac sie we wlasnym gownie........nigdzie basia nie pisala ze jej podejscie ktore proponuje jest najleprzym rozwiazaniem i jedynym, zaproponowala cos co sie sprawdza w niektorych przypadkach i tyle, przy czym nalezy dodac ze to rozwiazanie jest dosc kontrowersyjne, trudne i zdaje sie stosowane w ostatecznosci.........tymczasem
Posted: 01.05.2007, 15:00
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.03.12
postów:
834
Ja nie straciłam komfortu grzania i chciałam się leczyć bez żadnego przymusu, prawda że przerwałam leczenie ale wcale nie z powodu że czułam się lepiej czy pewniej, dalej nie widziałam wyjścia już nawet nie z grzania tylko z życia, nie grzałam pół roku, podleczyłam się psychicznie, długo to trwało, później grzałam też fakt, ale myślę o kolejnej próbie leczenia i też nikt mnie nie zmusza. Z resztą jak postawić warunek: leczenie albo dom jeśli najpierw sama decyduje się na leczenie hmm... Albo rewelacyjnie manipuluję też sama sobą, albo resztki zdrowego rozsądku czasem dochodzą do głosu
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...