Zapewne każdy z odwiedzających tą stronę ma większą niż przeciętny Polak świadomość tego czym tak naprawdę są narkotyki i do czego prowadzi uzależnienie od nich. Dostęp do narkotyków jest coraz łatwiejszy i coraz młodsi po nie sięgają nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tego co robię. Zaczyna się od trawki a potem to już z górki. Niestety. Kiedyś zadałam sobie pytanie co można byłoby zrobić ,aby coraz młodsze dzieciaki nie brały się za narkotyki. Oczywiście podstawą jest wiedza ale skąd one mają ją czerpać? Jasne ,że jest mnóstwo stron internetowych na ten temat, szkoda tylko ,że młodzież rzadko zagląda na te ,które mówią prawdę oraz ostrzegają przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą branie środków odurzających. W szkołach są organizowane rozmowy z psychologami, osobami [czasami tylko teoretycznie] kompetentnymi. Pamiętam jak w ostatniej klasie gimnazjum w mojej byłej szkole odbyły się dwa takie spotkania. Dwa spotkania ,którymi objęte były dwie klasy trzecie uchodzące za te najgorsze. A co zresztą? Niecały miesiąc później [wakacje] pozostało mi tylko szeroko otworzyć oczy ze zdziwienia ,gdy dotarło do mnie ,że dzieciaki ,które idą dopiero do gimnazjum lub do drugiej klasy palą jointy, wciągają fetę.
Na początku liceum dużo się mówiło o narkotykach. Tym razem spotkanie obejmowało wszystkie klasy pierwsze ,które zostały zebrane w auli. Odbyło się krótkie przedstawienie, a potem rozmowa z młodą panią psycholog. Dziwnym trafem cały czas miałam wrażenie ,że przynajmniej jedna trzecia osób zgromadzona na sali wie więcej o narkotykach niż pani prowadząca. Gdy stwierdziła ,że jeden gram marihuany kosztuje osiemdziesiąt złotych wszyscy wybuchli śmiechem. Potem na paru lekcjach jeszcze się mówiło o problemie narkomanii i wszystko ucichło. Problem dla dyrektora szkoły zniknął bo przecież swoje zrobił. Spotkanie było? Było. Dzieci zostały „uświadomione”? Zostały. Więc o co chodzi?
Co według was można byłoby zrobić ,żeby młodzież zrozumiała, miała świadomość w co się pakuje zażywając narkotyki oraz jak prowadzić spotkania, rozmowy w szkołach żeby przyciągnąć jej [młodzieży] uwagę, tak aby coś w jej głowach zostało a nie wleciało jednym uchem, wyleciało drugim?
Posted: 03.01.2005, 00:03
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
09.04.05
postów:
3
W szkole średniej miałem podobne spotkanie, tylko że osobami prowadzącymi było dwóch mężczyzn po pobycie w monarze. Rozmowa była bardzo luźna; opowiadali własne przeżycia związane z narkotykami i późniejszym leczeniem. Przedstawili sprawę od momentu, kiedy zaczeli brać (czyli tzw. "to tylko trawa, to nie uzależnia") do czasu leczenia w monarze. Do tej pory jeśli ktoś mi powie, że marichuana nie uzależnia, zaczynam swój wykład o owym spotkaniu. To właśnie dzięki tym ludziom został obalony mit o trawie, która niby nie uzależnia i tzw. niby podziale narkotyków na miękie i twarde. To właśnie oni powiedzieli "BZDURA!, narkotyki to BAGNO".
Na studiach znałem ludzi, którym właśnie takie spotkanie by się przydało. Może najlepszym sposobem, choć bardzo drastycznym, jest nie sama rozmowa o narkotykach (typu, który szybciej uzależni), ale przedstawianie skutków brania i rozmowa z ludźmi po "przejściach". Takie pogadanki powinny być prowadzone już w gimnazjum, albo wcześniej. To naprawdę trafia do człowieka.
A co do wieku osób, które zaczynaja swoją "przygodę" z narkotykami faktycznie sie obniżył. Przykre :( ale prawdziwe.
Cały czas poszukujący ...
Posted: 03.01.2005, 07:23
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
Na opakowaniach papierosów są napisy mówiące o szkodliwości palenia tytoniu, w sklepach monopolowych i knajpach z wyszynkiem wiszą ostrzeżenia co do alkoholu, w telewizji nadają spoty antyreklamowe o nikotynie, alkoholu, narkotykach. i co ? i nic !!
nie bardzo wierzę w skuteczność działań profilaktycznych tego typu. no bo przychodzi pan/pani do szkoły na lekcje i mówi, że narkotyki są bee, potem dzieciaki widzą jak prelegenci, nauczyciele, rodzice palą sobie papierosy, widzą jak z okazji imprez rodzinnych (a często bez okazji) dorośli spożywają alkohol i myślą sobie - ktoś tu nas robi w balona, oni mogą a my nie ?! z tymi narkotykami to też pewnie lipa !
Zmierzam do tego, że świat dorosłych, wiedząc tak doskonale co jest dobre dla naszych pociech, sam niestety nie może świecić przykładem, nawet tak podstawowa sprawa jak rodzina często jest mocno spatologizowana (ładne słowo, nie ?) i nie mówię tu o patologiach społecznych (alkoholizm, kryminogenność) tylko o patologii relacji, patologii uczuć.
narkotyki zaspokajają szereg potrzeb (dają poczucie potęgi, tłumią emocje, znoszą zahamowania, powodują, że świat i ludzie stają się znośni lub też dają poczucie wspólnoty, itp), na początku oferują bardzo dużo i żadna pogadanka w szkole tego nie zmieni.
Posted: 03.01.2005, 16:35
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
I TO JEST SWIETA RACJA ADMINIE! BYŁAM KIEDYS NA POGADANCE DLA RODZICÓW W PEWNEJ SREDNIEJ SZKOLE. PRZYBYL PRACOWNIK MONARU , BYLO NAPRAWDE CIEKAWIE. ALE ..ALE NIESTETY , DLA WIEKSZOSCI ZEBRNYCH TO ROWNAŁO SIE BZDUROM..<SZOK>NA OKOLO 100 OSOB , POD KONIEC ZOSTAŁO NAS 10-RO:(. pomimo tego co dzieje sie w moim miescie ludzie -rodzice to ignoruja, uwazając ze kazde tylko nie ich dziecko:(:(.
Posted: 03.01.2005, 16:36
**nieznany użytkownik**
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
postów:
przepraszam..kliknelam 2 razy:(:(.. Mariusz usun ten ripley, jak mozesz ..dziękuję
Posted: 03.01.2005, 17:11
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
Myślę ,że jeśli człowiek jest stale bombardowany informacjami o szkodliwości pewnych substancji [w tym wypadku alkohol i nikotyna] to ryzyko i świadomość szkodliwości po pewnym czasie zamazuje się. Powszednieje. Przyzwyczajamy się do widoku napisów „nietrzeźwym i młodzieży do lat 18 alkoholu nie sprzedajemy” czy „młodzieży do lat 18 papierosów nie sprzedajemy”. Wchodząc do sklepu wiemy ,że tam będzie wisiała kartka z taką a nie inną treścią, ale przekaz gdzieś gubimy.
Alkohol i nikotyna uzależniają ,ale są to substancje ogólnie akceptowane przez społeczeństwo – narkotyki nie. Dealer nikomu nie powie ,że to szkodzi, że sprzedaje komuś śmierć – to kłóciłoby się z jego własnym interesem.
Cytat:
nie bardzo wierzę w skuteczność działań profilaktycznych tego typu
a w jakich wierzysz? lub przynajmniej według Ciebie/Was coś dają. Bo tego własnie chciałabym się dowiedzieć.
Myślę ,że pierwszym dobrym krokiem jest pobudzenie ciekawości ale nie dragami lecz tym co niosą ze sobą. Według mnie najważniejsze jest to żeby tę wiedzę jakoś przemycić do świata hmm... młodzieży, a nie ją nią [młodzież wiedzą ;)] nieustannie bombardować, w pewien sposób gwałcić(?). Jest mnóstwo chwytów reklamowch ,które można byłoby wykorzystać, a przecież każdy dobrze wie ,że to co chwytliwe łapie. A spoty w telewizji? Widziałam w życiu tylko jeden [przeciwko paleniu papierosów] na MTV na którym były pokazane [o ile dobrze pamiętam] uśmiechnięte nastolatki podrywające chłopaka/chłopaków w centrum handlowym. Wcale mnie nie przekonał.
Posted: 03.01.2005, 17:23
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
21
ja tez mialam w szkole rozne pogadanki
i zlalam je calkowicie
ale apropos fajek
to moja szkola wpadla kiedys na masakryczny
pomysl i po drodze do korytarza w piwnicy
gdzie wszyscy
jarali powiesila plakaty zgnitych pluc
i takie tam obrzydliwosci
dzialalo na podswiadomosc i w jakis sposob dzialalo
bleah
Posted: 03.01.2005, 18:26
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
26
Pogadanki w szkole... No powiem tak... W gimnazjum miałam bardzo specyficzną klasą, tzw. młodzież zagrożona. Zero wyjść gdziekolwiek. A więc zazwyczaj "ludzie od uzależnień" [przepraszam za takie określenie, ale tylko to mi przyszło do głowy:P] przyjeżdzali do nas na lekcje, robili pogadanki... Heheh... i nie udało im sie nas uchronić [w klasie mieliśmy 2 dealerów] ja byłam przewodniczącą klasy, zawsze dobrze kombinującą dziewczyną... Ale to dawne dzieje... Teraz w moim LO nie ma takich pogadanek [chociaż nasze IVLO jest owiane "sławą narkotykową"]. Zresztą nevermind..
Uważam, że najlepszym środkiem, który uchorni młodzież przed nałogiem są rodzice. I to właśnie od rodziców - od ich zainteresowania dzieckiem i znajomości tematu - zalezy czy dziecko ulegnie presji narkotykowej czy też nie. Jednakże mentalność ludzi starszych jest straszna... i to od zmiany myślenia rodziców trzeba by zacząć.
Taka mała dygresja - jeszcze w gimnazjum P. Iwonka robiła własnie pogadankę z rodzicami na temat narkotyków [o ile pamiętam nazywało to się programem "NEO"]. Moja mama do teraz mówi o tym ze strachem w oczach i co jakiś czas pyta: "A jak jest Aniu w Twoim liceum? Sa osoby które biorą". Chyba czy zadziała to na rodziców zalezy tylko i wyłącznie od nich samych [i od wiarygodności prowadzącego].
"Kto walczy z potworami, powinien się strzec, by walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
Nietzsche Friedrich
Posted: 03.01.2005, 23:12
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
maj 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.01.11
postów:
61
a ja się z Toba adminie nie zgodze, uważam że takie "pogadanki" są bardzo potrzebne i nie chodzi tutaj o mówienie młodym ludzią że narkotyki są "be" bo tak nie jest......narkotyki sa przyjemne tylko że od "przyjemności do konieczności" i myśle że na tym należało by się skupić, na tym żeby młody człowiek się zastanowił dłużej zanim spróbuje pierwszy raz, żeby jego świadomośc była jak największa zagrażającemu, panującemu problemowi....warto to wszystko przedstawić w odpowiedni sposób....powiedziec że "my" nie zabraniamy im brać a jedynie chcemy im przyblizyc cały problem, konsekwencje jakie temu towarzyszą, wiem to że z narkomanią nalezy walczyć od podstaw i podpisuje się pod tym obiema rękami i wszystkim czym mam....bo jezeli nawet takie zajęcia uchronią choć jedną osobe to czy nie było warto????nie zgadzam zatem z ludźmi którzy twierdzą że takie spotkania nie mają sensu....to moje zdanie i bardzo w nie wierze... :wink:
Posted: 03.01.2005, 23:38
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
9
hmm... wyrażę tylko swoje zdanie nie komentując wcześniejszych wypowiedzi. Kiedyś w podstawówce mieliśmy cos w rodzaju prelekcji, tylko, że to był jakiś teatr przyjechała dziewczyna z facetem i wystawili sztuke ktora wstrzasnela polowa szloky... Dziewczyna grala narkomanke tak jakby sama nia byla... to chyba bylo cos w stylu pamietnika narkomanki ale nie pamietam juz dokladnie. i wtedy wlasnie zaczelam sie nad tym wszystkim zastanawiac... ja gowniara z 6klasy... poryczalam siekiedy dziewczyna "umarla" nam na scenie opowiadala jak zaczela, jak wpakowala kolezance "zloty strzal" jak umierali jej przyjaciele, jak matka wyrzucila ja z domu jak zarazila sie AIDS - wszystkie dzieci byly wstrzasniete... moze to i bylo dobre ale powinno sie powtarzac takie spektakle czesciej bo szybko sie zapomina. ale musze powiedziec ze wrazenie robi serio dziewczyna plakala przeklinala jak "rodowita narkomanka"-ze sie tak wyraze.
w LO przyszla do nas babka jakas z biura ds narkomanii czy cos no w kazdym razie miala byc uswiadomiona - tylko ze ja juz wtedy slyszac co mowi uwazalam ze jest jakas fisnieta! kazala nam sie walic mlotkiem 10kilowym w palec u nogi zanim wezmiemy i takie tam goopoty i opowiadala co sie dzieje jak sie bierze i w ogole ze narkotyki sa be itd wszyscy wiedza o co chodzi... nie wiem czy narkomana przekonalaby do tego zeby nie bral - taki to by jej parsknal smiechem i wyszedl. Ona byla malo przekonujaca i darujcie ze to mowie baba ok 40 lat rozwrzeszczana jak czarownica usiwadamia mnie ze mam nie brac i juz bo tak, nie podajac konkretnych przykladow i dobrych argumentow...
Teraz bedac na studiach poznaje rozne patologie i wiem ze nic nie dziala tak jak zycie! Nikt nie przetlumaczy mlodziezy ze narkotykow sie nie powinno w ogole brac tylko osoba ktora przez to przeszla ma sile przebicia! i wcale nie uwazam zeby narkomanow eliminowac ze spoleczenstwa oni sa potrzebni chociazby po to zeby uswiadamiac dzieci. Nikt nie przetlumaczy tak dzieciakowi co niasa za soba upojenia jak neofita! A juz tym bardziej rodzice - ich rola polega na tym ze ci poiwe nie bierz bo to zlo a co badziej podnieca jak nie ono? przeciez wszystko co zakazane smakuje najlepiej... Przemysl narkotykowy ma sie swietnie wiec nie zniknie narkotykow jest i bedzie coraz wiecej, moze bardziej przemowi do dziecka to ze nie dostanie nigdzie czystego narkotyku zawsze jest cos tam dodane wiec niewaidomo co za cholerstwo wezmie i moze zginac, smierc zawsze przeraza... chyba najlepsza jest terapia szokowa rzucic dziecko na gleboka wode niech zobaczy problem od poczatku do konca niech zobaczy takiego zacpanego na dworcu <tak jak zgnile pluca po papierosach> i niech przyjdzie potem taki neofita i opowie ze tak wlasnie wygladal...
nie moge patrzec jak super dzieciaki sie marnuja!!! widzialam ludzi w osrodku krew mnie zalewa jak na serio przystojne chopaki sie marnuja jak zgrabne i ladne dziewczyny prostytuuja sie zeby zdobyc na dzialke... moze o tym wlasnie trzeba powiedziec dzieciom zanim dowiedza sie od rowiesnikow ze narkotyki sa super i fajne jazdy po nich sa...
Posted: 04.01.2005, 11:55
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
oczywiście rzetelna wiedza na temat narkotyków i narkomanii jest potrzebna, niestety nasze społeczeństwo jest zakłamane i uważa, że wiedza na tematy drażliwe (seks, narkotyki, homoseksualizm) powinny być przed podaniem dziatwie naszej kochanej ocenzurowane i wygładzone. zapominają wszyscy, że tego czego nie dowiedzą się od tzw. "kompetentnych osób" dowiedzą się z internetu lub od rówieśników, często w wynaturzonej formie.
ja sam, w 2002 roku tworząc i zarządzając stronę główną MONARu popadłem w konflikt z szefostwem, zamieszczając rzetelne, opracowane fachowo informacje na temat najpopularniejszych w Polsce narkotyków. jeśli szefostwo MONARu - firmy statutowo zajmującej się narkomanią ma takie kołtuńskie myślenie to czego się spodziewać po ludziach z oświaty ?
Posted: 04.01.2005, 14:05
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
Społeczeństwo prędzej czy później przejedzie się na takim toku myślenia. Potem może być albo płacz i łamanie sobie głowy co teraz z tym fantem zrobić ,albo oszukiwanie się ,że problemu nie ma. O ile już tak nie jest.
Jeśli wszystko wygląda tak jak admin piszę [mówię o tworzeniu strony MONARu] to pozostaje mi szeroko otworzyć oczy ze zdziwienia i nie wiem, nie wiem co jeszcze robić. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać ,która część mojej wiedzy na temat narkotyków oraz narkomanii jest zwykłym wynaturzeniem, a która nie. Mogę się domyślać ale po co mi domysły? Nimi się nie można kierować.
Chyba już zawsze tak będzie ,że wszystkiego [no może nie wszystkiego...] dowiadujemy się w dopiero praniu. Szkoda.
Posted: 04.01.2005, 14:40
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
eee, nie przesadzaj, niech pani Jola K. i jej zausznicy nadymają się z powodu swojej korporacyjnej (to ich określenie) strony ([url]http://www.monar.pl[/url]), my mamy swoją i dobrze nam z tym :wink:
ps. Monar korporacją ??!! śmiechu warte
Posted: 04.01.2005, 14:48
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
od razu mi lepiej. :)
Posted: 04.01.2005, 17:24
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2003
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.03.05
postów:
5
Skuld...nie tylko Tobie jest lepiej..
Adminie - jestem i jak wiesz, zawsze byłam za, a nawet przeciw ::P:P:P. A co do pogadanek, to uwazam rownież , ze najlepiej byłoby zapraszać, niekoniecznie neofitów. Moga to być tez osoby, ktore leczyły sie i naprawde coś z tego leczenia wyniosły... a nie kazdy neofita ma do konca taką własnie swiadomość.. (niestety). Nie wiem jak WY, ale ja tak uwazam.:)