JESZCZE PRZED CHWILECZKĄ ŚWIAT WYDAWAŁ SIĘ CUDOWNY. W SERCU RADOŚĆ PRZEPLATAŁA SIĘ ZE SZCZĘŚCIEM. WYDAWAŁO SIĘ, ŻE NIKT NIE JEST W STANIE ZBURZYC HARMONII I TEGO OGROMNEGO SPOKOJU, KTÓRY OD DŁUZSZEGO CZASU ZAKORZENIAŁ SIĘ W CIELE CZŁOWIEKA. TYSIĄC POMYSŁÓW NA PRZEZYCIE SWEGO ZYCIA I PEŁNA MOTYWACJA DO REALIZACJI NAWET NAJSKRYTSZYCH I NAJBARDZIEJ SZALONYCH MARZEN. CIEMNY ŚWIAT, KTÓRY KIEDYŚ BYŁ CODZIENNOŚCIĄ, JUŻ DAWNO ODSZEDŁ W NIEPAMIĘĆ. TERAZ JEST TYLKO PIĘKNO I RADOŚĆ..
I NAGLE W CIĄGU JEDNEJ SEKUNDY WSZYSTKO ZNIKA. ZNIKA ŚWIAT MARZEN, ZNIKA USMIECH, RADOŚĆ, SZCZĘŚCIE. NIC JUZ NIE MA ZNACZENIA. CZUJESZ SIĘ PRZYTŁOCZONA CAŁYM TYM SWIATEM I NIE WIERZYSZ JUŻ W SIEBIE, W TO, ŻE MOZESZ DALEJ ŻYĆ PIĘKNIE. PO PROSTU SIEDZISZ I CZEKASZ, CZEKASZ....
Posted: 21.09.2006, 15:03
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
jak tak będziesz siedzieć i czekać i czekać to w końcu się doczekasz
zacytuję tu słowa Jezusa, które wygłosił do Łazarza:
[quote]wstań i idź[/quote]
nie ma sytuacji bez wyjścia, ty wiesz co masz zrobić by wszystko powróciło do normy, po prostu zrób to
to tyle
Posted: 21.09.2006, 15:15
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.09.06
postów:
10
troche wydało mi sie bezlitosne to co napisałeś(nie oceniam ciebie tylko teskt by nie było nieporozumień), to czasem poprostu nie jest takie poprostu. Faktycznie czekanie nic nie zmienii, żebby coś sie zmieniło trzeba spróbować coś zrobić, coś zmienić. Przez całe życie u każdego człowieka zdażają sie "katastrofy" i zwyczajnie po raz kolejny trzeba zbudować swój świat i swoje szczęście, o które trzeba walczyć. Wykrzesać z siebie troche siły i powiedzieć sobie będzie lepiej, bo inaczej przecież byc nie może. Ja wychodzę z założenia że skoro już tyle przeszłam w życiu, to i tak nie stanie sie już nic gorszego. (jestem pesymistą) ale dzieki temu w najgorszych chwilach jakoś sie trzymam. Trezba znaleźć to coś co w chwilach zwatpienia bedzie trzymało cie w pionie mimo że czasem to bardzo trudno
Posted: 21.09.2006, 15:51
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
czy bezlitosne jest powiedzenie cierpiącemu choremu, że musi się poddać operacji by żyć ?
Posted: 21.09.2006, 16:35
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
[quote=pyzy]troche wydało mi sie bezlitosne to co napisałeś(nie oceniam ciebie tylko teskt by nie było nieporozumień), [color=red]to czasem poprostu nie jest takie poprostu[/color].[/quote]
Może mi to ktoś przetłumaczyć z polskiego na nasze?
[quote=pyzy]Faktycznie czekanie nic nie zmienii, żebby coś sie zmieniło trzeba spróbować coś zrobić, coś zmienić.[/quote]
No właśnie: [b]wstań i idź[/b]. Tylko czy nie wydaje Ci się, że mówiąc iż należy ruszyć tyłek i coś zrobić, bo czekanie absolutnie nic nie zmieni NIE MASZ KRZTY LITOŚCI?!
[quote=pyzy]Ja wychodzę z założenia że skoro już tyle przeszłam w życiu, to i tak nie stanie sie już nic gorszego.[/quote]
Zawsze może być gorzej. A z takim myśleniem to masz moje słowo, że będzie.
Posted: 21.09.2006, 19:23
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.09.06
postów:
10
1.w tym pierwszym miałam na myśli że czasem to wszystko nie jest to takie łatwe
2. litości? życie nas traktuje bez litości, czy ja powiedziałam ze zmiany sa łatwe? wymagają poświeceń, czasu, cierpliwości, wiary Ale zatracając sie we własnym nieszczęsciu, pechu jak kolwiek to sie nazwie nic nie da. Bedziemy w tym tkwić i bedzie coraz gorzej. Wiem przerabiałam to. Może właśnie brak litości ze strony innych pozwoliło mi wyjść dwa lata temu zdołka, gdy pol szkole wytykało mnie palcami i wszędzie byłam obca, nawet sama dla samej siebie. Nie było łatwo. Ale może właśnie dzieki tym ludziom do czegos doszłam i uczyłam sie z tego co przeszłam. Bo gdy spotykają nas traumatyczne sytułacje a w efekcie tylko sie poddajemy bólowi a nic sie z tego nie uczymy to dla mnie jest bezsensu. Nie prosiłam o to wszysko co sie stało, ale sie stało nie cofne czasu i nie potrafię tego zmienić jak każdy z nas choćbym niewiadomo jak tego chciała. Zyjemy ze swiadomoscia własnej przeszłości, własnych błędów, ale nie po to by je popełniać setki razy tylko by coś z tego wyciągnąć. Ja wiem co to znaczy mieć koszmary, mam codziennie od roku, a mimo to każdego dnia wstaje, teraz ide na studia wiem czego chce, i nie mogę sie zatrzymać na 11 lutym2003 roku czy na 21 kwietnia 2005 roku. Ja dostałam od życia drugą szanse i chocby nie wiem co sie działo nie poddam sie, bo z jakiegos powodu w lutym 2003 roku nie umarłam. Wciaz nie wiem dlaczego ale ciesze sie że dostałam możliwość odkrycia dlaczego albo dla kogo.
3. Jesli jest sie w takich momeńcie życia jak ja wspoglądajac w przeszłość czy mysląc jakie masz szanse na szczęscie w przyszłości trzeba znaleźć coś co mnie wzmocni, dla mnie to było takie myślenie. Ale to tylko myslenie, wiem że jak coś drugi raz mnie walnie tak mocno to nie upadnę, bo co cie nie zabije to cie wzmocni.
Jestem szczera nie bezlitosna
Posted: 21.09.2006, 20:01
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
To była ironia apropos Twojego poprzedniego posta. Nie liczyłam, że zauważysz czy zrozumiesz.
Posted: 21.09.2006, 21:19
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Gdybyśmy w tym miejscu mówili na przykład o depresji, to rzeczywiście rada typu: "wstań i idź" byłaby dla mnie delikatnie mówiąc nietaktem (choć i tu należy zachęcać do wizyty u psychiatry bądź psychologa), ale mówimy o nawrocie. I tutaj w przeciwieństwie do depresji klienta należy aktywizować (zajmij się czymś, porozmawiaj z kimś etc. to rady jak najbardziej na miejscu i wcale nie są bezlitosne). Nurzanie się w bagienku "beznadziejności" może rozkręcić nawrót w kierunku złamania abstynencji, co w konsekwencji może doprowadzić do śmierci (to tak żeby zabrzmiało pesymistycznie). Zresztą sama pyzo o tym piszesz w dalszej części swojej pierwszej wypowiedzi i w drugim poście również. Troszkę więc mnie dziwi Twoje oburzenie w stosunku do wypowiedzi admina.
Zgadzam się z Tobą, iż każdy kryzys nas wzbogaca ( wzmacnia )tylko czasami zastanawiam się czy aby nie płacimy za to zbyt wysokiej ceny.
P.s. mnie by pesymizm raczej zabił, a nie pomógł... ale to już kwestia różnic indywidualnych.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Witam. Myślę, że słowa Jezusa wypowiedziane do Łazarza pasują jak ulał do Ciebie PYZY. A tak ogólnie to mi się dziwne wydaje że tak pięknie było i ot tak jakby z bicza strzelił odmieniło się o 180 stopni. Tyle co ja wiem to na nawrót trzeba sobie "zapracować" więc teraz nic innego ci z całym szacunkiem nie zostało jak w końcu wziąć tyłek w troki i do roboty a nie siedzieć na tyłku i się dziwić co to się NAGLE stało. Nawrót to końcowy już ostatni etap powrotu choroby na szczęście nie musi się on skończyć zaćpaniem czy u alkoholików zapiciem. Ale to jest naprawdę sygnał ostateczny. Dlatego nie wiem czy to co opisujesz co się dzieje u ciebie to nawrót a nie po prostu początek doła czyli początek drogi ku nawrotowi bo tak z nieba on nie spada. Czyli WSTAŃ i IDŹ czyli do roboty!!! Pozdrawiam.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 21.09.2006, 22:49
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.09.06
postów:
10
po pierwsze nigdzie nie napisałam o Bogu jestem jak najbardziej nie wierząca przynamniej w to co siię określa Bogiem pisząc o wierze miałam na myśli wiare w inne rzeczy. Wiec prosze nie porównywać.
Co do unkania pewnych spraw to skoro już sie stały możemy kilka rzeczy zrobić udawac że nie ma problemu, albo coś z nim robić. Co do admina to nie kwestia oburzenia ale nie do każdego trafia jak mu sie walnie ostry tekst jeśli nawet prawdziwy i w sumie mam podobne zdanie to zależy w jaki sposób sie mówi, ja nie krytykuje bo to on jest terapeutą a nie ja. Mówię że nie do każdego trafi ostry tekst, słyszałam historie taka ze do terapeuty zadzwonił jego pacjent chory na narkomanie i planował sie zabić to terapeuta powiedział przyjdz zobaczymy czy masz dobry sznur. W tamtej sytułacji to zadziałało pacjent zmienił zdanie i sie nie zabił. Ale każdy człowiek który cierpi na tak skąplikowaną chorobę jak np. narkomania jest inny i to co pomogło tamtemu innemu może zaszkodzić albo conajmniej nie pomóc, I tylko to miałam na myśli.
Co do samych nawrotów dla mnie z całą pewnością nie jest oznaką słabości. Jesteśmy tylko ludźmi i upadamy to normalne, wazne by wstać choc bedzie to bardzo trudne. Znam różne historie moj kuzyn alkoholik miał nawrót choroby po roku nie picia w efekcie wpadł lub skoczył do jeziora utopił się.Mieszkał ze moja rodziną przez rok był kimś wyjątkowym. Co do leczenia i by uniknąć takich sytułacji jest najlepiej wg mnie zmienić miejsce zamieszkania i nie wracać tam dopóki nie bedzie sie wystarczająco silnym by nie było wpadki, choć to niczego nie gwarantuje ale z całą pewnoscią może pomóć.
Posted: 21.09.2006, 23:13
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
jak rozumiem pyzy do ciebie mój ostry tekst nie trafił
Posted: 22.09.2006, 00:31
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Pyzy (heh, sorka ale rozmiesza mnie ten nick), weź zacznij czytać ze zrozumieniem, co przekazują Ci inni, to nie będziesz musiała więcej piszczeć, że ktoś wmawia Ci odnalezienie w Twoich postach wspominki o Bogu czy czymkolwiek innym.
Czy to przypadek, że słowa: "Wstań, powiedz, nie jestem sam" tak idealnie pasują do tej bezsensownej przepychanki, polegającej na hurtowym cytowaniu starszych postów, tudzież zarzucaniu forum bezksztatną masą truizmów i zasłyszanych mądrości, co daje wyjątkowo ciężkostrawne połączenie? Do tej zupy pozwolę sobie dorzucić jeszcze szczyptę nawiedzenia i już, drodzy czytelnicy, możemy sobie (oraz czyającym) robić dziury w mózgu, tupiąc nogą: Nie! To ja mam rację i już!, zamiast wysilić się na minimalnie chociaż inteligentną polemikę i przedstawienie WŁASNEGO zdania na poruszany temat.
Heh, gdzieś dzwoni, pytanie, w którym kościele? Doczytaj lepiej dziecino broszurkę informacyjną.
Posted: 22.09.2006, 01:20
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.09.06
postów:
10
ja wyrazam tylko swoje zdanie, nie twierdzę że ktoś kto ma inne to się myli, po to same wszlekie fora żeby każdy mógł powiedzieć co myśli. Ja mam taką postawę która mi odpowiada
co do nicka to sie nie dziwie, ale zakładadam że zaraz nie zaczniemy rozmawiac o pyzach(jedzenie) moj nick bierze sie z imienia i nazwiska tylko pazy nieszczególnie wchodzi w pamięć a pyzy tak. Ja tam nie widze nic śmiesznego w nim. Zresztą przywykłam do kpin z mego nicku nie robi to jednak na mnie to wrazenia ale raczej to byli ludzie na niższym poziomie
napisany przez: pyzy, 22-09-2006 - 02:21
Posted: 22.09.2006, 07:52
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote=admin]jak tak będziesz siedzieć i czekać i czekać to w końcu się doczekasz
zacytuję tu słowa Jezusa, które wygłosił do Łazarza:
[quote]wstań i idź[/quote]
nie ma sytuacji bez wyjścia, ty wiesz co masz zrobić by wszystko powróciło do normy, po prostu zrób to
to tyle
[/quote]
jeśli to jest ostry tekst, to ja od dzisiaj chcę aby ludzie zwracali się do mnie właśnie w ten sposób.
[quote=pyzy]Co do samych nawrotów dla mnie z całą pewnością nie jest oznaką słabości. [/quote]
Jakoś nie zauważyłam aby ktoś z osób wypowiadających się powyżej zasugerował, iż nawrót jest oznaką słabości. Uzależnienia (bo nie tylko narkomania) mają to do siebie, że nawroty się tu zdarzają. Więc trzeba się nauczyć rozpoznawać sygnały ostrzegawcze. Nauczyć sie jak zapobiegać nawrotowi a jeśli już się pojawi to sposobów radzenia sobie z nim.
napisany przez: Baśka, 22-09-2006 - 07:53
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
PYZY- jeszcze raz chcę tylko napisać że na nawrót trzeba sobie "zapracować". Nie dzieje się to z dnia na dzień. Twój kuzyn który rok dopiero nie pił i to dobre określenie TYLKO NIE PIŁ nic więcej z sobą nie robił zapewne albo robił nie szczerze więc w końcu tym zapracował sobie na efekt końcowy nawrót z którym sobie nie poradził. Nie widział zapewne swoich wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych i cofał się cofał aż wpadł do dziury z której już nie potrafił wyjść. Nie picie czy samo nie ćpanie jest podstawą do dalszego leczenia ale samo w sobie bez dalszego rozwoju kończy się tragicznie czyli powrotem do pkt wyjścia a w efekcie nawet śmierci. Uzaleznienie jest chorobą śmiertelną jak wiadomo. Więc wstań i idź pracować nad sobą aby więcej nie wracać do pkt. wyjśćia. A tak na marginesie to szkoda że nie masz wiary w Boga ale napewne Bóg wierzy w Ciebie- dziwne prawda
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.