Dzięki Baśka

jeszcze do wczoraj myślałam, ze tym razem jego postanowienie jest mocne (szczegolnie, ze to jego drugie podejscie do leczenia) ale niestety dowiedzialam sie, ze w ciagu tego miesiaca kiedy pisal tu do Was a mnie zapewniał na zywo jak wazne jest dla niego wyleczenie sie kontaktowal sie z kumplami i desperacko prosil ich o podrzucenie do domu narkotykow, z racji tego, ze jest "pod kluczem" i nie ma jak sam sobie zalatwic...

nawet nie przyszla mi taka opcja do głowy bo on zawsze umiejętnie robi mi wodę z mózgu - jako narkoman do perfekcji opanował sztuke kombinowania, kręcenia i manipulowania otoczeniem... naprawde marzę o tym, zeby wytrwal w osrodku i zeby wyszedl z niego jako normalny, zdrowy i "pelnowartosciowy" facet. I mam nadzieje, ze go nie poznam

w koncu znam go i pamietam glownie jako narkomana, smutne ale prawdziwe... Bardzo mnie ciekawi ile czasu tam spedzi. Jest jakies minimum czy to indywidualna sprawa? I jaki okres w osrodku jest najciezszy? Pierwszy miesiac, trzy miesiace? Kiedy moge byc spokojna, ze tam zostanie do konca leczenia i nic mu nie odbije?