Chciałabym podzielić swoją radością ze wszystkimi, którym jest znany problem mojej rodziny. Przez 1,5 roku moje życie było totalną rozpaczą. Nie było dnia, żebym nie płakała z powodu choroby mojego syna. To był tylko płacz, płacz i płacz z bezsilności, rozpaczy i strachu.
Dzięki Wspaniałym ludziom z tego portalu, życie moje i syna uległo radykalnej odmianie:
To dzięki Wam kochani, mój syn zdecydował się na leczenie w ośrodku, a ja na podjęcie terapii.
Minął już miesiąc odkąd jest w ośrodku. W poniedziałek mogłam po raz pierwszy rozmawiać z nim przez telefon, a we wtorek miałam pierwsze odwiedziny u niego w ośrodku.
Strasznie płakałam i Robert też. To dzięki Wam Kochani po raz pierwszy od 1,5 roku były to łzy szczęścia, radości i niedowierzania!!! Tylko jeden miesiąc minął odkąd nie ma go w domu, a tak bardzo się zmienił. Zmężniał, opalił się i wygląda po prostu jak normalny mężczyzna. W pierwszej chwili nie wierzyłam, że można tak bardzo się zmienić w tak krótkim okresie. Ale [b]TO JEST MÓJ[/b] syn!!! Tak bardzo go kocham i tak strasznie wierzę w to, że uda mu się wyrwać ze szponów uzależnienia. Długo rozmawialiśmy, pokazał mi cały ośrodek……. i przytulał się do mnie jak mały chłopiec, który szuka poparcia w tym co robi. Wiem, że jak był tam dwa tygodnie, to przechodził mały kryzys (chciał wracać do domu) Teraz zapewnił mnie, że już nie zmieni zdania i ma zamiar ukończyć terapię całkowicie. W rozmowie nie wracaliśmy do przeszłości, tylko w pewnym momencie spytał mnie „bardzo byłem podły dla ciebie mamusiu?” Odpowiedziałam, że nie ma sensu wracać do tego co było i jak tylko zechce być zdrowy to wszystko wróci do normy. Był dla mnie podczas tego widzenia taki bardzo czuły i ciepły. Uwierzył, że może na mnie liczyć i że jak tylko będzie się leczył, to ja go nie zostawię samemu sobie. Znowu płakałam, lecz nie pamiętam kiedy to dawniej bywał płacz ze szczęścia i dumy. Na dzień dzisiejszy jestem strasznie dumna ze swojego syna, z jego przemiany i wiary w to, że mu się uda!!! Do tej pory, jak był w domu, to zawsze golił głowę na łyso…. Teraz postanowił, że już nie będzie się tak strzygł, bo nie chce dziwnych skojarzeń. Mój syn ma bardzo drobną twarz, więc jak golił się na łyso, to faktycznie wyglądał nieciekawie. Tera włosy już sporo mu odrosły, opalił się i zmężniał, więc wygląda naprawdę super. Pewnie brzmi to trochę śmiesznie, że matka dorosłego chłopa tak mówi o nim jak o małym dziecku…. To wszystko ze szczęścia!!! Wiem, że przed nami jeszcze bardzo dużo pracy, ale ta wizyta dała i mi i synowi nowych sił do walki z tym świństwem!!!
Jakże inaczej się teraz płacze, jak mnie to teraz oczyszcza, nie wypompowuje energii!!!
Może ktoś z czytających pomyśli, że za wcześnie się cieszę, ale ja wiem: WIARA GÓRY PRZENOSI
Jeszcze raz dziękuję Wam Kochani przede wszystkim: Basi, Jozefaa, Harfen, Skuld, Luiza
Posted: 27.07.2006, 21:16
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
serducho się raduje jak się czyta takie posty :D Oby tak dalej :)
Życzę Wam obojgu jak najwięcej sił, wytrwałości i pogodnej duszyczki. Pozdrawiam Baśka.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
[color=green]Małgosiu,Twój post jest pełen radości i miłości....to wspaniałe :) !
Trzymam za was kciuki i pozdrawiam ciepło. :D[/color]
Posted: 27.07.2006, 22:37
oceń:
domownik
zarejestrowany:
luty 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
20.12.06
postów:
56
małgosiu, cieszę się razem z tobą!! aż się wzruszyłam jak czytałam twojego posta.
niedawno rodzice mojego michała też byli w ośrodku odwiedzić go. po powrocie mówili że michałek bardzo się zmienił- nie tylko w kwestii wygladu, powiedzieli też że pierwszy raz od długiego czasu normalnie z nim rozmawiali, że to była zupełnie inna rozmowa niż z czasów kiedy ćpał.
szkoda że tylko z opowieści rodziców i terapeuty mogę dowiadywać się co u niego. ale już za półtora miesiąca prawdopodobnie dostaniemy kontakt:)
ja małgosiu tak jak ty w roberta, też wierzę w mojego michała. jeszcze niedawno bałam się cieszyć, bałam się że znów spotka mnie rozczarowanie, że dobre widomości są tylko chwilowe. a teraz cieszę się każdego dnia z tego że michał jest w ośrodku, jestem z niego dumna i bardzo w niego wierzę. wiem że nie zawsze bedzie różowo, że moga być jakieś kryzysy podczas jego leczenia, ale wierzę że on je pokona i da radę.
trzymam kciuki żeby wszystko było ok na obozie, na który jutro jadą. buziaczki pappap
Posted: 27.07.2006, 22:47
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Małgosiu!!! Super!!! Sie wie że wiara góry przenosi, wierz i módl się o dalsze siły dla syna jak i siebie. Zaraz sobie przypomniałem jak my pierwszy raz dzwonilismy do syna i potem po 8 miesiącach pierwsza wizyta /u niego w ośrodku tak późno pozwalali na pierwszą wizytę a on i tak szybko uzyskał zezwolenie a telefon tak samo ok 7 miesięcy/ jak my to wytrzymaliśmy się teraz zastanawiam. Ale to jet radość. Cieszę się że takie wielkie postępy i taka radość jest w Tobie i Twoim synu. Powodzenia i cierpliwości jak i wielu sił życzę pozdrów syna od nas. :wink: Bedzie dobrze, a właściwie już jest dobrze byle tak dalej.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 28.07.2006, 07:20
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.06.07
postów:
48
mi nie pozostaje nic innego jak napisanie ze tez sie ciesze:)
i zycze wiele jeszcze takich chwil:)
pozdrawiam
Posted: 31.07.2006, 23:15
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.08.06
postów:
3
Małgosiu!
Dzielę z Tobą twoją radość...Otwiera mi się kolejne okno nadziei i z wielką mocą uderza we mnie światło kolejnego poranka...Tym razem to poranek Twój i Twojego syna...a jednak po tej długiej i głębokiej nocy nastał świt.Radość zmartwychwstania...
Oby skrzydła wiary przykryły kamienie zwątpienia i uniosły serce ponad przemijanie...
Wytrwałości w walce!