<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 23 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1168

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:23
W tym miesiącu:5818
W tym roku:42582
Ogólnie:1941640

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
Przeraziłeś mnie - Ion-Hardy
  • Posted: 06.07.2006, 13:35
     
    Małgorzata0001
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.02.07
    postów:
    26
    Cytat - "CZE a ja tak może ciut retorycznie- co w takim razie robili ze mna na detoxie moi koledzy po 16 miesiecznej terapii? Co ja sam tam robilem po skonczonym leczeniu i 8 miesiecznej abscie??? Czasami mysle.... eh
    ...Nie wygrasz z armagedonem... pamietaj wygra jeden na 100 ...
    Hura optymizm moze byc przyczyna wielu bolesnych rozczarowan.
    W koncu cpun to cpun -TO CIEZKA SPRAWA
    niemniejednak powodzenia Tobie i synowi
    pozdrawiam ion "
    Jak to przeczytałam, to faktycznie przeraziłam sie!!! Ja z moim synem mam problem z narkotykami już od roku. Dzięki wielu czynnikom i temu forum, syn sam zdecydował o leczeniu w ośrodku. Przebywa tam dopiero dwa tygodnie, a ja.................... nie tracę nadziei!!! - Przecież nie każdy wraca w to bagno, bo w takim razie terapie i ośrodki nie miałyby sensu. Mimo, że jestem matką i czasami ogarnia mnie zwątpienie, to z całego serca wierzę w to, że mojemu synowi się uda. Wierzę, że właśnie on będzie tym 1%. Będę mu tak długo pomagać, jak długo będzie się leczył. Piszesz Ion, że optymizm, może być przyczyną rozczarowań, a próbowałeś tego w drugą stronę??? Optymizm, może przecież pokazać nam, że przy odrobinie wysiłku i chęci, nasze marzenie i plany spełniają się. Czy to nie może być najwspanialszą niespodzianką i radością??? Wiem jedno ja z synem musimy wygrać z tym wstrętnym nałogiem - czemu? Prosta odpowiedź -
    [b]NAŁÓG JEST JEDEN, A MY Z SYNEM PRZECIWKO NIEMU!!![/b] Wynik może być tylko jeden - WYGRANA!!!
    Należę do grupy rodziców "współuzależnionych" od nałogu syna!!! Tego właśnie dowiedziałam się tu na forum od
    [b]NAJWSPANIALSZYCH LUDZI[/b] Dzięki tym ludziom, dowiedziałam się wiele cennych rzeczy i to właśnie oni wskazali mi drogę i błędy w moim postępowaniu. Na pierwszą wizytę w poradni muszę czekać, aż do końca sierpnia!!! Osoby tu na tym forum, od mojej pierwszej wizyty, zastępowały mi (i nadal zastępują) terapeutę - w pełnym tego słowa znaczeniu!!! A tak gwoli wyjaśnienia: swojego czasu, korzystałam już, pod koniec ubiegłego roku z pomocy terapeuty - Niestety nawet w połowie nie pomógł mi tak, jak osoby poznane tu na forum..... Chyba najważniejszą rzeczą jest móc się dowiedzieć, coś na temat własnych błędów w postępowaniu z osobą uzależnioną (syn). Tak sobie myślę Ion-Hardy, że może nie trafiłeś na "dobrego" terapeutę, lub za krótko leczyłeś się? Nikt na własną prośbę nie staje się "ĆPUNEM" i nie można mówić "ćpun-to ćpun" Z pewnością tak nie jest!!! Może w Twoim przypadku, bardziej byłyby potrzebne terapie indywidualne? Spróbuj - może akurat. A może dzieki temu, że "wchodzisz" tu na forum, znajdziesz coś, dzięki czemu zrozumiesz, że nie wszystko jest takie proste, jak piszesz?
    Jeszcze jedno. Wracam do sprawy mojego syna i jego leczenia: Muszę powiedzieć Ci Ion-Hardy, że dzięki temu forum, syn mój zdecydował się na leczenie w ośrodku. Baaarrrdddzzzooo dlugo trwało, zanim podjął decyzję o leczeniu! Żaden psycholog, ani Detoks nie pomogły mu "stanąć" na nogi i trzeźwymi oczyma spojrzeć na swoje dotychczasowe życie! Dopiero jak zaczął czytać posty tu na forum i zobaczył, że (dużym nakładem sił) można wyjść z tego g...a
    W pierwszym momencie jak przeczytałam Twój wpis, to zrobiło mi się strasznie smutno i przykro..... ale to trwało tylko chwilkę i dziś już wiem, że ja z synem WYGRAMY Tobie oczywiście też życzę wszystkiego najlepszego i może jeszcze następnego, tym razem udanego leczenia. Serdecznie pozdrawiam Wszystkich odwiedzających to forum. Basiu, do Ciebie dwa słówka :D Załatwiłam tak jak mi doradzałaś, dziś właśnie jadę to uregulować. Serdeczne całuski Małgorzata0001
  • Posted: 06.07.2006, 16:21
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    02.08.06
    postów:
    34
    [color=green]Małgosiu....
    Nie przejmuj się postem Iona.
    Tak jak napisał Mariusz,Ci,którym się UDAŁO nie wracają na detox czy do ośrodków!
    Ćpun....(nie lubię tego określenia)...Narkoman(już lepiej)to osoba uzależniona....CZŁOWIEK.....!!
    Optymizm jako przyczyna rozczarowań hm.....idąc tym tokiem myślenia....nadzieja-matką głupich.....Nadzieja i optymizm mogą stworzyć fundamenty do działania-walki.Zależy to tylko od tego, w jaki sposób zostaną użyte.
    Ion!!Nie spisuj ludzi na straty, bo nie masz do tego prawa!!
    To wcale nie jest tak,że po wyjściu z ośrodka dalej się bierze, owszem,tak stać się może....ale wcale nie musi!
    Jeśli Twój syn chce przestać brać,wyjśc z tego całego koszmaru,.... chce zacząć normalnie, szczęśliwie żyć-na trzeźwo-To pobyt w ośrodku mu w tym pomoże.
    Najważniejsza jest sama chęć leczenia.
    Mając Twoje wsparcie,będzie walczył.Możecie WYGRAĆ....OBOJE...!
    Życzę dużo wiary i optymizmu.Pozdrawiam :)[/color]
  • Posted: 06.07.2006, 18:24
     
    Maciek8819
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     kwiecień 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.07.06
    postów:
    19
    Kojarzy mi sie to z uogólnianiem,wiadomo ze kazdy człowiek ma swoje zycie i kazdego los potoczy sie innaczej.Rozumiem jakie to uczucie jak sie przeczyta takie cos,ale zawsze nalezy pozostac przy zdrowych zmysłach i nie dawac sie ponosic fantazji.Syn zdecydował-wiadomo ze wszystko sie moze zdarzyć-gotowym trzeba byc na wszystko to też trzeba sobie uświadomić,ale nigdy nie kasować opcjii "wyjdzie z tego i bedzie dobrze",bo chyba do tego dążysz wraz z synem,jest cel i trzeba sie tego trzymać.Ludzie mogą mówić najgorsze swinstwa kierując sie własną ideą lub tez tym zeby nas załamać,nie nalezy jednak zbytnio tego brać do serca i trzymać swojego celu. Bardzo dobrze ze wiara wciąż jest i nadal trzeba walczyć,do ostatnich sił,bo przeciez wszystko idzie w dobrym kierunku i najwazniejsze ze syn sam zrozumiał ze chce sie leczyć to jest b.ważne według mnie.Równiez zycze duzo wiary,optymizmu i sił:)Z wyrazami szacunku Maciek:)
  • Posted: 06.07.2006, 21:35
     
    dAniel_art
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    20.10.06
    postów:
    16
    Małgosiu wiesz z powrotami do nałogu jest różnie , przypadek iona nie jest wyjątkiem ... ale zacznijmy od tego, że trzeba chcieć i znaleść sobie zajęcie, prace, itd. Poprostu unormalizować sobie życie. samo zaleczenie w ośrodku nie wystarczy ... Z nałogiem walczy się przez pozostałe życie . w ośrodku dostajesz wskazówki jak należy walczyć z nałogiem, zaś reszta należy do ciebie tzn w twoim przypadku do twojego syna. Inna sprawa jak to się mówi "wiara czyni cuda" - niewątpliwie ale do tych cudów potrzebny jest jeszcze człowiek... dla mnie wołanie iona to tylko ... e z resztą nie bede się wypowiadał co to było. ale to naprawde nie próba walki - napewno. zacytuje ci słowa pewnego wiersza bodajrze Asnyka - "... kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią - mężom przystoi w milczeniu się zbroić..."
    tak więc jeśli ma byc dobrze będzie - pomagaj synowi ale pomagaj mu walczyć
    życie jest jedno a to on na ten bój toczyć przez całą jego długośc
    i powodzenia
    powiem tyle nie jest samotny w tej walce a zawsze może ją wygrać - naważniejsze chcieć
  • Posted: 06.07.2006, 22:04
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    [quote=Małgorzata0001]Basiu, do Ciebie dwa słówka Załatwiłam tak jak mi doradzałaś, dziś właśnie jadę to uregulować. [/quote]
    cieszę się bardzo, że mogłam się na coś przydać :) I pamiętaj, pisz do mnie bez zbędnych obaw. Naprawdę nie gryzę. Ja tylko pożeram w całości :wink:
    I tak jak moi poprzednicy napisali - nie przejmuj się tym co inni gadają, a rób swoje. Właśnie. Wiem, że się powtarzam, ale co z tą poradnią ? Byłaś ?
    P.s. W sumie po przeczytaniu postu ponownie, odpowiedź znalazłam. Wybacz, późna pora powoduje spadek mej zdolności do czytania ze zrozumieniem. Bywa :) Pozdrawiam.


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 07.07.2006, 17:20
     
    Małgorzata0001
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.02.07
    postów:
    26
    Witajcie :D Dzięki za wszystkie słowa otuchy i jak zwykle wspaniałe rady! Trzymam sie (tak uważam) bardzo dzielnie i jak na razie nic nie jest w stanie tego zmienić. Wierzę z całych sił, że mojemu synowi uda sie wyjść z tego bagna. Nie przewidujemy innej opcji, ponieważ oboje chcemy zmienić w naszym życiu dosłownie wszystko!
    Dopiero po przeczytaniu kilku blogów i masę innych wpisów, dochodzę do wniosku, jak bardzo omijały mnie różne znaki "wysyłane" przez syna, że ma problem. Co prawda, nie długi czas moje oczy były zamknięte na te znaki, ale najważniejsze, że teraz mam je bardzo szeroko otwarte!!! Bardzo niepokoi mnie fakt, że wtedy kiedy (tak mi się zdaje) wszystko było jeszcze ok. syn, nie chciał ze mną rozmawiać. Właściwie to też nie tak, Robert chciał ze mną rozmawiać, ale tylko na tematy które jemu odpowiadały. Ponieważ nie chciał się uczyć ani pracować, rzeczą wiadomą było, że musi dojść do jakiś zgrzytów w rodzinie........ Ma na świecie tylko mnie i zawsze wiedział, że może na mnie liczyć - cokolwiek by się nie stało. Oczywiście że korzystał z tego bardzo często, a wręcz można powiedzieć, że wykorzystywał to. Przez całe jego dotychczasowe życie (23lata) starałam się pokazywać mu i uczyć rzeczy wartościowych i pozytecznych. Jak pojawiał mu się jakiś problem, to nigdy nie zostawał z nim sam. On doskonale o tym wie, że bardzo i najbardziej na świecie go kocham i zrobię wszystko, aby tylko pomóc mu wyzwolić się z tego świństwa. Mimo, że 10 dni przed pójściem do ośrodka "wykręcił numer" głośny na całą naszą ulicę - ja się od niego nie odwróciłam. Po raz kolejny (mam nadzieję ostatni) podałam mu rękę i wiem jedno: jak długo będzie trzeżwy i będzie się leczył, tak długo moze liczyć na moją pomoc.
    Wczoraj byłam u niego w ośrodku, aby wpłacić pieniążki i podać paczkę dla niego, a wtedy...................... zobaczyłam mojego syna!!! Dla mnie był to szok........ ja po prostu nie poznałam własnego dziecka, a minęły dopiero dwa tygodnie odkąd jest w ośrodku. On wiedział od wychowawcy, że ja przyjadę i czekał na mnie, choć wiedział, że nie możemy ze sobą porozmawiać, czy się przytulić!!! Oboje staliśmy od siebie w odległości 50m patrzyliśmy na siebie i płakaliśmy! Nie "rwaliśmy" do siebie wiedząc, że na kontakt osobisty jest jeszcze za wcześnie - ale moje serce z pewnością było u niego.
    Od grudnia ubiegłego roku aż do momentu podjęcia decyzji o leczeniu, mój syn strasznie "nadużył" finansów domowych. W związku z tym, jak jechał do ośrodka to wiedział, że niestety nie będę miała pieniążkow by pomagać mu tam finansowo. Mialy być tylko od czasu do czasu jakieś papierosy i to wszystko. W dzień kiedy został w ośrodku, ja wieczorem zawoziłam mu tam potrzebne rzeczy.... i nie tylko Przecież wiem, że pali papierosy i bardzo lubi coś slodkiego, do tego jescze środki higieniczne itp. Wczoraj powtórzyłam tą samą procedurę, bo jak mogę go zostawić zupełnie bez pomocy. Nie chciałam, by musiał prosić kolegów o papierosa, czy o trochę proszku do prania. Ale w tej sprawie nie to jest najważniejsze!!!! Ja jeszcze dziś widze jego twarz:ZASKOCZENIE, zażenowanie i niedowierzenie!!! On chyba nie wierzył, że po tym co mi zrobił, ja będę mu pomagać przetrwać te trudne chwile.
    Basiu napisz mi czy ja dobrze robię??? Czy może powinnam ograniczyć się tylko do jakiś oficjalnych opłat? Z drugiej strony myślę, że jak zostawię go tam samemu-sobie to po prostu przerwie terapię. Gubię się w tych wszystkich domysłach, a do tego doszły jescze listy..... Basiu już za dwa tygodnie mogę wysłać do Roberta pierwszy list............... i znowu nie wiem co dalej? Doradź mi jakich tematów w tych listach powinnam unikać, a co powinnam napisać. Moja prośba stąd się bierze, że też mam wadę...... po prostu zbyt często wracam do tego co wydarzyło się w przeszłości! Wiem, że to co sia stało, już się nie zmieni, a jednak "łapię" się na tym, że zbyt często powracam do dawnych spraw.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie Basiu dla Ciebie wielkie całuski
  • Posted: 07.07.2006, 20:22
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Małgorzato- cieszę się że tyle radości i ciepła czuje się w twojej wypowiedzi. Mogę Ci napisać co my robiliśmy. Otóż u syna w ośrodku nie można było prosić innych o papierosy czy słodycze. Jak nie miał nie palił zabronione było jak to oni mówili żebranie. Tak że dbaliśmy mimo że nie lubię jak pali o to żeby je miał lub wysyłaliśmy kasę i terapeuta ją wpłacał do tawerny i mógł wtedy zamawiać słodycze i papierosy czy środki higieny osobistej proszek itp. W listach terapeuci nas prosili aby nie pisać o tym co się dzieje z jego pseudo kumplami czy o starych sprawach. Lub jak ktoś przychodził po długi aby go już całkowicie odizolować od tego co było i problemów z tym związanych. Nie można też przesadzać. Musi nauczyć się gospodarować kasą czy papierosami aby mu wystarczyło. My się umówiliśmy na początku że dostanie paczkę raz czy dwa razy w miesiącu /nie pamiętam już dokładnie/ i ma sobie gospodarować aby mu wystarczyło. Chociaż zauważałem że żonka niekiedy wysłała jeszcze dodatkową porcję na początku zanim się trochę nauczył gospodarowania. A potem już tylko pieniądze wysyłaliśmy i sam sobie kupował bo paczki to też opłata zbędna a już dorósł do samodzielnych przepustek i zakupów. Nie ma co jednak przesadzać i rozpieszczać za dużo chociaż to trudne bo wszystko by się mu dało z tej radości że się leczy i aby mu umilić życie żeby nic mu nie brakowało. Chociaż moim zdaniem nie jest to za dobre. Zawsze z umiarem. Pozdrawiam i wielu sił jak i pogody ducha Tobie jak i synowi życzę. icon_lol [/img]

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 07.07.2006, 20:38
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    [quote=Małgorzata0001]Basiu napisz mi czy ja dobrze robię??? Czy może powinnam ograniczyć się tylko do jakiś oficjalnych opłat?[/quote]
    mam przeczucie, że gdybyś nie robiła Robertowi tych paczek to raczej czułabyś się z tym źle. Więc, pamiętaj o zdrowym rozsądku i swoich możliwościach finansowych. Moja mama w przypadku mojej siostry o tym ostatnio zapomniała ( w sumie teraz się śmiejemy, że pewnie następnym razem paczka będzie ważyć jakieś 15 kilo).

    Co do listu. Hmmm, chyba nie ma jakiegoś schematu (algorytmu) jak pisać. Powiem Ci jak ja bym go napisała. Po pierwsze, nie wracałabym do przeszłości (na to będzie jeszcze odpowiedni czas). Opisałabym co się dzieje w domu. Starałabym się aby nie przyjął formy obwiniania kogokolwiek o cokolwiek. I starałabym się także okazać w nim to, że jestem z nim. Myślę, że jako matka będziesz wiedziała co pisać.

    Pamiętaj też aby ściśle współpracować z kadrą ośrodka. I poczytaj trochę o narkomanii. Skorzystaj z tekstów umieszczonych na portalu, a także z bogatej literatury dostępnej na rynku . Przytulam Baśka.


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 07.07.2006, 22:49
     
    Małgorzata0001
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     czerwiec 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.02.07
    postów:
    26
    Ponownie witam! Jak zwykle wiedziałam, że mogę na Was liczyć!!! Spodziewałam się, że nie zostawicie mnie samej z tymi pytaniami........ Jozefaa napisał mi, że z mojego pisania "bije ciepło" Jak bardzo milo jest mi to przeczytać. Dzieki Wam Kochani, potrafiłam "otworzyć" sie i autentycznie pisać to co czuję. Dzielę się z Wami swoimi małymi zwycięstwami i radościami. Wiem, że te zwycięstwa będą kiedyś duże, a wtedy też z ogromną radością podzielę się nimi z Wami. Basiu, co do paczek masz rację nie będę robiła niczego powyżej swoich możliwości, ale dzięki Wam, wiem, że nie zostawię go samego. Jeżeli u niego w ośrodku, jest tak jak pisał Jozefaa, to przecież nie mogę tak po prostu opuścić własne dziecko. Nie chcę aby chodzil i żebrał, lub patrzył jak koledzy zajadają się smakołykami. Co do listu do Roberta, to nie będę pisała mu żadnych przykrości, ale chyba mogę pisać mu, jak strasznie jest mi ciężko bez niego. Jak był w domu, to nigdy nie odwiedzali go w mieszkaniu jego koledzy, w związku z tym mam spokój, bo nadal nikt nie przychodzi. Nawet nie wiem, czy ma jakies zadłużenia, ale dzień przed pójściem do ośrodka dałam mu pewną kwotę, ponieważ mówił, że to na jakiś dlug. Zwykle na takie cele nie dawałam pieniędzy, ale wtedy , kiedy byłam pewna, że jest "czysty" a na drugi dzień jechaliśmy do ośrodka, dałam mu pieniądze. Może dlatego nikt mnie nie niepokoi? I na całe szczęście, bo jak na razie to bardzo powolutku, ale odzyskuję komfort psychiczny.
    TYLKO TAK STRASZNIE JEST MI BEŻ NIEGO W MIESZKANIU.
    Z drugiej zaś strony jak sobie przypomnę, w jakim stanie nie raz wieczorem wracał do domu, to po prostu koszmar. Jaka jestem teraz szczęśliwa, że mój syn jest bezpieczny i spokojny!!! Wczorajsza wizyta u niego w ośrodku bardzo podziałała na moją psychikę. Już nie potrafię sobie przypomnieć jego twarzy z okresu "grzania" Dzięki Bogu jest coś takiego jak podświadomość, w której jest obecna tylko twarzyczka z dnia wczorajszego. Ta wizyta, mimo, że nie miałam bezpośredniego kontaktu z Robertem, okazała się bardzo pomocna dla mnie. Wczorajsza noc, była dla mnie prawdziwym odpoczynkiem - po raz pierwszy (nie wiem od jakiego czasu) zasnęłam spokojna o jego los.
    Jeszcze raz bardzo gorąco dziękuję wszystkim zainteresowanym za okazaną mi pomoc i rady. Pozdrawiam
  • Posted: 08.07.2006, 11:38
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Moim zdaniem nie pisz że bardzo źle jest Ci bez niego w mieszkaniu i tak bardzo tęsknisz!! Wiem że jako matce trudno Ci będzie o tym nie pisać. Jednak to dla jego dobra. Bo jak będzie miał doła /a na pewno nadejdą cięższe chwile zwątpienia/ to może to być to jeszcze motor dla niego aby wrócić do domu z ośrodka /chore myślenie łapie się wszystkiego aby mu namieszać w głowie/bo dla mamy musi wrócić bo cierpisz itp.. Raczej napisz że bardzo cieszysz się że jest w ośrodku /nie że cierpisz/ i że w domu jest dla niego zawsze ciepłe miejsce i będzie jak ukończy leczenie. Często powinnaś pisać o miłości i warunku ukończenia leczenia. A tak poza tym to przecież już wiele osiągnęłaś jak i syn i masz na pewno się czym już pochwalić i podzielić z innymi tą radością jak i swoim doświadczeniem. Na świeżo jest to bardzo ważne dla osób tu wcale nie zalogowanych ale czytających tę stronę. Wiesz że nie od razu każdy się loguje i odważy napisać co go boli i że potrzebuje pomocy. Cieszę się Waszym szczęściem.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 08.07.2006, 11:41
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    02.08.06
    postów:
    34
    [color=green]W Twoich postach czuć miłość jaką dażysz Roberta...to wspaniałe :)
    Życzę dużo siły i wiary w to,że wszystko się ułoży:)[/color]
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski