WITAM wszystkich !!! :P Jestem WITAMINA . Leczyłam się Rożnowicach ponad 2 lata ,niestety nie skończyłam leczenia :cry: wyjechałam...będąc w ciązy....ale mimo tego że leczenia nie skończyłam UTRZYMUJE ABSTYNENCJĘ ,mam kontakt z ośrodkiem-daje mi to siłę !!! Mam wspaniałą córeczkę którą kocham! P.Robert Humski to wspaniały człowiek bardzo mi pomógł -pozdrawiam...również P.Leszka Frasza,p.Paulinę, p.Olę...wspaniali ludzie !!! :) Obecnie pracuję przy koniach...hmmm...moja pasja.. :) wychowuje córkę od września mam zamiar zacząć szkołę zaoczną... wierzę ze to wszystko pogodze :) Bardzo tęsknie za tymi ludżmi... :cry: ...ale zobaczę ich niedługo :) jadę w odwiedziny na początku sierpnia-dostałam zgodę na przyjazd Nigdy wcześniej nie znałam tak wspaniałych ludzi .... prawdziwi przyjaciele... !!! Jeszcze raz gorąco ich pozdrawiam !!!
Posted: 30.06.2006, 15:02
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Wita Cię Witamino!!!! Ile radości życia wypływa z Twojej wiadomości. To bardzo cieszy. Mój syn też nie ukończył terapii i też się trzyma. Od pół roku jest w domu i zrobił w tym czasie prawo jazdy jak i zdał ostatnie już egzaminy w LO w Sopocie. We wtorek odebrał świadectwo!!! Tobie także życzę wielu sukcesów i spokoju. Tylko pamiętaj pomalutku nie wszystkiego na raz bo może zabraknąć Ci "pary" i wtedy może pojawić się zniechęcenie. Pomalutku małymi kroczkami na przód i dojdziesz do wyznaczonego celu. Pozdrów córeczkę. Na pewno wiele sił Cię kosztuje wychowywanie Jej ale i wiele radości i ciepła od Niej w zamian otrzymujesz. Wy matki zawsze macie tyle energii i cierpliwości mimo nadmiaru obowiązków zawsze podziwiam Was. Masz szczęście że możesz odwiedzać ośrodek w którym się leczyłaś mój syn jest traktowany jak oni to mówią jak "trup" dla nich przestał istnieć jak opuścił ośrodek przed końcem leczenia i to mi się bardzo nie podoba w tym ośrodku ale poza tym jest bardzo dobrym ośrodkiem. Widzieli syna na zaliczaniu egzaminów że jest czysty i pracuje nad sobą a taktowali go jak powietrze jak by go w ogóle tam nie było. Bardzo go to bolało jak i nas rodziców. Na szczęście jeden z jego dawnych kolegów który był też na egzaminach i już opuścił ośrodek podszedł i pogadali. Nawet przyjechał do nas do domu i Bartek /mój syn/ bardzo się tym podbudował. Ale jak ich razem zobaczyli to i od niego się odsunęli i powiedzieli że nie chcą już z nim mieć nic do czynienia też przestał dla nich istnieć. To okropne. Jednak on powiedział że jest po leczeniu i na zewnątrz nikt nie będzie mu mówił z kim ma się spotykać jeżeli on nie widzi w tej osobie zagrożenia bo Bartka zawsze lubił i go zna i wie że jest czysty więc nic złego a wręcz odwrotnie źle się by czuł jak by z nim nie pogadał i nie mógł się spotykać. Ale żal miał i smutek wielki że też go tak potraktowali. Mi jeszcze serce boli z tego powodu. Nie mogę tego zrozumieć, takiego moim zdaniem złego postępowania. Pierwszy raz się spotkałem z takim traktowaniem osób leczących się i nie kończących leczenia ale będących nadal czystymi i rozwijającymi się nadal w trzeźwieniu a takie traktowanie ich przez ośrodek wręcz odbiera siły do dalszej pracy nad sobą. Czy i Wy spotkaliście się z takim traktowaniem? I z takimi zasadami? Musiałem to z siebie w końcu wywalić bo stale siedział ten ból we mnie. Pozdrawiam Józef.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 30.06.2006, 20:37
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.12.06
postów:
25
Czesc Jozef, sluchaj rozumiem twoj zal jak i Bartka ale postarajcie sie tez zrozumiec ich.Oni nie moga kontaktowac sie z osobami bioracymi ale i takimi co do ktorych istnieje podejrzenie ze biora.Takie sa reguly osrodkow.A osoba ktora nie konczy terapii bardzo czesto wraca do grzania i w/g mnie z tad ta ich ostroznosc.Mysle ze jak minie jeszcze troche czasu i twoj syn pokaze ze daje sobie rade ,bedzie mogl odwiedzac osrodek i utrzymywac nim kontakt.Na pewno nie chcieli wam sprawic przykrosci:))))Pozdrowionka
Posted: 30.06.2006, 21:55
oceń:
domownik
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.02.10
postów:
37
No witam cię Józefie! Dziękuję za to ze napisałeś-to miłe :D Rzeczywiście tak jest w ośrodkach.Ja też wyjeżdżając z ośrodka dla innych-leczących się byłam zagrożeniem "czynnym narkomanem"-tak poprosty już jest. Przez jakiś czas od momentu wyjazdu nie kontaktowałam się z ośrodkiem-chociaż UTRZYMYWAŁAM abstynencję -myślałam że nie mam prawa,że nie mogę....ale myślę ze nie jest najważniejszy ten papierek ale to czy potrafimy sobie poradzić na zewnątrz ,żyć bez narkotyków itp.Będąc w ciąży było duże prawdopodobieństwo że urodzę chorę dziecko-ojciec dziecka był bardzo chory-kiedy urodziła mi się zdrowa,silna dziewczyna napisałam o tym zaraz po porodzie p.Robertowi i on...mi odpisał... tak się cieszyłam ze się popłakałam...napisał że cieszy się z całego serca,że mam ją wychować na dobrego człowieka,że mnie kiedyś odwiedz....TAKA SIŁA WE MNI WSTĄPIŁA -że mimo tego co się stało nie jestem im obojętna ,że mnie nie skreślili :D że wierzą we mnie .Co jakiś czas potem pisałam co u mnie wysyłałam zdjęcia -bardzo się staram by utrzymać ten kontakt-bo to przecież ja muszę się starać.Teraz bardzo często dzwonię piszę...mam obecnie kontakt jeszcze z jednym terapeutą p.Leszkiem(POZDRAWIAM!) i 3 neofitami.BARDZO ZALEŻY MI NA TYM-to dla mnie BARDZO WAŻNE! Kiedyś zawiodłam ich bardzo ale pokazuje im ze potrafie żyć normalnie-i to ja muszę im to pokazać,ja muszę się starać!!! Nie powiem że czasami nie jest mi ciężko-bo jest-życie jest ciężkie ale oni są ze mną a to daje mi dużo siły.Bardzo dziękuje im za to!! Niewiem czy kiedykolwiek będę w stanie odwdzięczyć im się za to co dla mnie zrobili-myślę że najlepszym prezentem dla nich będzie to że będę żyła normalnie i godnie! Ci ludzie uratowali mi życie są dla mnie prawdziwymi przyjaciółmi-których nigdy nie miałam!!! Myślę że tak naprawdę bardzo smutno im było z powodu wyjazdu syna-ale to był jego wybór-teraz on powinien pokazać im że mimo wszystko utrzymuje abstynencję ,że jest ok! Może niech spróbuje skontaktować się z jakimś terapeutą z tamtego ośrodka-niech utrzyma ten kontakt a to napewno go wzmocni jeszcze bardziej! POZDRAWIAM bardzo mocno! Witamina :wink:
A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
Posted: 01.07.2006, 09:49
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Dzięki Wam. Tak naprawdę to ja wiem o tym, tylko musiałem się wygadać żeby wywalić to z siebie. Chociaż u alkoholików jest to inaczej. U nas jak ktoś opuścił ośrodek przed ukończeniem leczenia to nikt mu nie zamykał drzwi. Terapeuci zawsze go przyjmowali z otwartymi rękami na zjadach co miesięcznych czy rocznych bo przecież to od razu poznać czy ktoś jest czysty czy tylko udaje. Wiele naprawdę osób znam które nie ukoczyły leczenie /nawet jest ich chyba więcej jak tych które ukończyły/ a są trzeźwiejącymi. Też uważam że w leczeniu narkomanii powinni brać więcej doświadczenia od leczenia alkoholików. Przecież o wiele dłużej się tym zajmują i mają wiele więcej doświadczenia. Wiem że mimo wszystko się różnią te uzależnienia.Chodzi mi o co miesięczne zjazdy po wyjściu z leczenie w pierwszym roku po opuszczeniu ośrodka, jak i raz w roku roczne zjazdy dla wszystkich którzy chcą tam być w tym czasie. Ładuje to akumulatory na dalsze dni i można tam się wymieniać doświadczeniami. A jak wiem tego nie praktykuje się w leczeniu narkomanii. Mojemu synowi powiedziano że jak 10 lat nie będzie ćpał to jest całkowicie zdrowy. I nie tylko słyszałem to od niego ale także i od jego kolegów z ośrodka. A przecież wiem że uzależnienie jest chorobą "dożywotnią" i całe życie trzeba być czujny i uważny. I dopiero p 10!!!!! latach jak będzie czysty będzie mógł się skontaktować z ośrodkiem. To dla mnie jest absurd. A po jaką cholerę po takim czasie się kontaktować jak już wszystkie uczucia związane przez ten czas prawdo podobnie wygasną. A widać że teraz właśnie bardzo tego potrzebuje chociaż raz w miesiącu by się spotkał z terapeutą i kumplamia a tu klapa. No ale od tego są myślę mądrzejsze osoby aby ustalać program. Chociaż czy aby napewno? Moim zdaniem warto by pomyśleć o tych spotkaniach po wyjściu. To bardzo przynajmniej mi pomagało i to bardzo jak i moim znajomym, którzy dzięki temu już wiele lat nie piją.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.07.2006, 10:04
oceń:
domownik
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.02.10
postów:
37
hej Józefaa! Jestem innego zdania jesli chodzi o twoją wypowiedż na temat różnicy między uzależnieniem od narkotyków a uzależnieniem od alkoholu-w obydwu przypadkach działają te same mechanizmy więc moim zdaniem nie ma różnicy jak również w ich leczeniu. Ma pan rację że absurdalne jest to co powiedziano pańskiemu synowi. Uzalezniony jest chory całe życie i musi być czujny i uważny przez cały czas.Nie można nikogo z uzależnienia wyleczyć tylko zaleczyć-tak myślę.
Pozdrawiam gorąco! :wink:
A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
Posted: 02.07.2006, 10:59
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Witamina! Gratuluję i pozdrawiam Cię i Twoją córeczkę :D
Mam nadzieję, że konie dają Ci spokój i poczucie własnej wartości (tak jak to ma miejsce w moim przypadku)..
Powodzenia i wielu radości
Kawa
Posted: 02.07.2006, 12:40
oceń:
domownik
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.02.10
postów:
37
Cześć Kawa ! :D To prawda dają mi wiele radości... ! Też jeżdzisz Kawa? Pozdrawiam cię gorąco...całuski :wink:
A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
Posted: 02.07.2006, 12:41
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Pozdrawiam Kawuniu.....znalazłaś zapewne bratnią duszę... Konie to wspaniełe stworzenia i wiele radości dają jak i miłości.... można się od nich wiele nauczyc.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.07.2006, 13:14
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Witaminko zgadzam się z Tobą mechanizmy te same, ale narkomania to podziemie jest zabronione prawem więc i ciężej po przez to "dotrzeć" do narkomana aniżeli do alkoholika gdzie alkohol zwłaszcza w polskich domach zazwyczaj występuje na co dzień a piwo to leje sie nie kiedy strumieniami. Nie jest więc uzależnienie od alkoholu aż tak bardzo piętnowane przez nasze społeczeństwo jak i nie tak bardzo ukryte a tak nie stety jeszcze traktuje się zazwyczaj narkomanię. Narkotyki także wydaje mi się że o wiele silniej i szybciej uzależniają jak alkohol. Dlatego myślę że o wiele ciężej leczy się narkomanie jak alkoholizm i pewne różnice zapewne istnieją w leczeniu obu tych uzależnień. Ja jednak jestem zwolennikiem leczenia "miłością" i dobrem, zrozumieniem choroby jej mechanizmów, jak i świadomością możliwości w każdej sytuacji skożystania z pomocy a nie przez pracę i "wypocenie" choroby. Brakuje mi naprawy umysłu może nie aż tak bardzo ale napewno naprawy "ducha" bo ciało w porównaniu z psychiką i duchem bardzo szybko wraca do normy a w psychice pozostaje na wiele lat i tym trzeba bardzo się zajmować, zmianą wartości życiowych i radzenia sobie z problemami życia codziennego bez wspomagaczy i rozwojem duchowym, powrotu do prawidłowych wartości duchowych w naszym życiu codziennym. Alkoholicy o tym już doskonale wiedzą i to stosują w swojej terapii jak i życiu. Rozwój duchowy następuje najpóźniej bo jest najtrudniejszy ale bez niego nie ma prawidłowego i dobrego powrotu do zdrowia. Zmiana siebie swoich zachowań, stawanie się naprawdę dobrym człowiekiem i uczciwym kochającym siebie a po przez to i innych ludzi. Wtedy dopiero możemy mówić o powrocie do zdrowego stylu życia i o zdrowieniu. A można to osiągnąc gdy się ma stałe wsparcie w rodzinie jak i ze strony ośrodka gdzie się leczyło. Zamykanie drogi /tym którzy nie ukończyli leczenia a pokazjują swoim zachowaniem ,że chcą trzeźwieć/ bardzo utrudnia dalszy rozwój. Ale myslę że sobie z tym poradzimy jeżeli chodzi o syna.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 02.07.2006, 17:48
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
[quote=Witamina]Cześć Kawa ! :D To prawda dają mi wiele radości... ! Też jeżdzisz Kawa? Pozdrawiam cię gorąco...całuski :wink:[/quote]
Jeżdżę, uczę innych, trenuję, startuję.. W sumie całe życie pracuję z końmi :D
PZDR.