Witam. Jak mój nick wskazuje mam na imię Iga. Już od dawna interesuje mnie psychologia, a ostatnio stał mi się bliski problem narkomanii,z którym sama raczej sobie nie poradze. Dlatego odnalazłam tą stronę.
Od niedawna wiem, że kilka osób z mojego otoczenia zażywa narkotyki. Chciałabym im jakoś pomóc, uświadomić ich, że źle robią, ale jak do tej pory nic nie skutkuje. Oni ciągle trwają przy tym, że "biorą na sportowo". Chcę też zaznaczyć, że nie są oni jeszcze pełnoletni i można to uznać za "szpanownie". Czy waszym zdaniem powinnam odpuścić, czy szukać innego sposobu na odciągnięcie ich od tej drogi, która jak powszechnie wiadomo prowadzi do uzależnienia? Byłabym wdzięczna za wszelkie rady.
Posted: 29.06.2006, 18:22
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
luty 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
20.10.06
postów:
16
Witam cię Igi.
Zacznij od przzceczytania textów znajdujących się na tej stronce, spróbuj złapać kogoś na czacie i porozmawiać. A najlepiej zacznij cxzęśto tu przybywać i spróbuj zrozumieć nas tych co biorą , brali, i wszystkich zrzeszonych tą stroną. Ja brałem i wiem dlaczego sięgnąłem po narkotyki ale to wiem ja no i oczywiście ci którzy pomogli mi z tego wyjść. Na to żeby zrozumieć tych co biorą i dlczego biorą trzeba zacząć od poznania samego siebie, a to bardzo trudne... Orócz chęci potrzeba również zaangarzowania, czasu i jeszcze wiele ... ale też wiele zależy od ciebie
w każdym bądź razie pomyśloności w dalszych staraniach i ma nadzieję że spotkamy się na tym wspaniałym portalu
ps. powtorzę ci słowa mojego przyjaciela - wiedzieć nie znaczy umieć
a ja dodam że nie zawsze zrozumiec to znaczy umieć pomóc
do zobaczenia na czacie
Posted: 29.06.2006, 20:26
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
Czy szukac innej drogi żeby pomóc tym którzy uważają że pomocy nie potrzebują? Zależy na ile masz siły i cierpliwości i od motywów, dlaczego chcesz im 'pomóc'... Często to jak gadanie do ściany i oni sami raczej muszą się przekonać że to nic dobrego, nic na siłę, chociaż można próbować, zawsze jest jakaś szansa że coś dotrze...
Do tego co powiedział dAniel dodam to co kiedyś napisałam i zawsze powtarzam:
"Wiedza i świadomość wcale nie oznacza, jakby się mogło wydawać, podjęcia własciwej dezyzji".
A co do zrozumienia, kiedyś tu dotarł do mnie fakt, że samo zrozumienie napewno nie znaczy rozwiązanie czy pomoc, czasem paradoksalnie oddala rozwiązania, mnoży wątpliwości...
Więc Witaj Dobry Ludziku, tak na koniec Cię przywitam :wink: i Powodzenia :)
----------------------------------------
Ola2307, magnola vel cyborgini
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 30.06.2006, 07:50
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
05.07.06
postów:
4
[quote=magnola]Czy szukac innej drogi żeby pomóc tym którzy uważają że pomocy nie potrzebują? Zależy na ile masz siły i cierpliwości i od motywów, dlaczego chcesz im 'pomóc'... Często to jak gadanie do ściany i oni sami raczej muszą się przekonać że to nic dobrego, nic na siłę, chociaż można próbować, zawsze jest jakaś szansa że coś dotrze...
[/quote]
Uwarzają, że nie potrzebują pomocy, ponieważ nie są nałogowcami, ale ja w rodzinie miałam kogoś kto mówił podobnie, a teraz siedzi gdzieś w jakimś zakładzie i kontakt nam się urwał... Najgorsze jest to, że ja wciąż obwiniam się za to, co dzieje się z moim kuzynem. Wiedziałam, że bierze, a mimo wszystko nie interweniowałam, bo mu uwierzyłam. Zapewniał mnie, że to tylko teraz, że za jakiś czas to zostawi. Kiedy nie odstawił narkotyków, a ja próbowałam mu coś wpoić do głowy stwierdził, że jestem młodsza i mam sie nie wtrącać do jego zycia. Nie chcę popełnić tego samego błędu, tym bardziej, że to moi bardzo dobrzy znajomi. Nie jest też przyjemnie patrzeć jak osoby w pewien sposób Ci bliskie zatruwają sobie życie...
Posted: 30.06.2006, 09:03
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.08.06
postów:
34
[color=green]Nie ma jakiejś konkretnej granicy, przy której można powiedzieć,że ktoś już"jest" uzależniony.a ktoś"jeszcze nie"....
Tak naprawdę to zalezy od pojedyńczej jednostki....
Przyznanie się, samemu przed sobą,że zostało się zdominowanym przez nałóg,jest często najtrudniejszym krokiem....za nim idzie chęć działania, szukanie pomocy.
Nie powinnaś obwiniać się za sytuacje kuzyna.Nie Ty wpędziłas go w narkomanie.To w jaki sposób żyje, co ze soba robi....to jego wybór, on o tym decyduje.Ty nie masz na to tak naprawdę większego wpływu.Niestety.....
Można próbować uświadamiać,tłumaczyć,ale to dana osoba musi chciec coś zrobić, zmienić.
Pojęcie "sportowego ćpania" z perspektywy czasu mnie śmieszy....
To usprawiedliwianie przed własną osobą innymi.....pewien rodzaj przyzwolenia....
Pojęcie względne....
Życzę powodzenia i pozdrawiam ciepło :)[/color]
Posted: 30.06.2006, 15:51
oceń:
moderator
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
831
Po pierwsze tak jak mówi Herbatka, nie obwiniaj się za to co się dzieje z kuzynem, to jego życie, on się wjebał i sam jak każdy musi ponieść konsekwencje swoich wyborów i decyzji, ale nie możesz obwiniać siebie za to że uwierzyłaś w to co mówi, taki mechanizm oszukiwania innych i siebie że nie jest tak źle, on prawdopodobnie oszukał też sam siebie myśląc że jakoś to będzie. Standardowo wpieprzając się w jakiekolwiek uzależnienie nie dopuszcza się myśli o uzależnieniu, nie zdaje się z tego sprawy. I to nie tak że "uważają że nie potrzebują pomocy ponieważ nie są nałogowcami", jak Herbatka napisała baardzo cienka granica. To nie jest miłe ani przyjemne patrzeć jak osoby na których w jakiś sposób Ci zależy robią sobie kuku, a uświadomić im to jest bardzo trudno, to przykre ale nie bierz winy na siebie że nie zadziałałaś skutecznie i że coś powinnaś, możesz próbować jak napisałam próbować (od rozmów, tłumaczenia, namiarów na poradnie, stronki itd... po odrzucenie jak będą ćpać albo powiadomienie rodziców i zrobienie im w domu sajgonu :wink: ) Ja jak brałam "rekreacyjnie" (nie pasuje mi pojęcie sportowo bo co to za sport, rekreacja też kiepska ale powiedzmy "chwilowa złudna przyjemność") to nie myślałam nawet że się wjebię. Później na ułamki sekund przychodził strach: "przecież ja bez tego nie wytrzymuję, co będzie dalej" i od razu odgonienie tej myśli: "przecież to nie może być, nie ze mną, spokojnie, wyluzuj, wyolbrzymiasz, jesteś w stanie się odtruć, jesteś w stanie funkcjonować bez tego jakiś czas, nie jest tak źle", a na:co będzie dalej? nie było odpowiedzi. Bagatelizowanie, będzie co będzie, opcja "w j e b a n i e" za bardzo uwierała żeby zastanawiać się nad przyszłością, nie było przyszości, poradnia? nie czułam się nałogowcem, "nie potrzebuję poradni", co się z tobą dzieje? "nic, to moja sprawa,mój problem, dajcie mi spokój, wiem co robię, dam sobie radę, kiedyś wam powiem i będziemy razem wspominać czasy mojej młodości i się z tego śmiać".... W ten sposób oszukałam przede wszystkim siebie, rodziców, faceta, przyjaciół którzy zauważali że coś jest nie tak, owszem facet zaprowadził mnie do poradni pochodziłam z 3 miechy, pilnowanie, testy kontrolne w domu itd... stare czasy chyba z 6-7 lat temu, wtedy po pierwszej próbie odstawienia wytrzymałam może pół roku, poczułam się pewnie i zaćpałam. Wszyscy stracili czujność, zaufali mi na nowo, a ja byłam na tyle przekonywująca że uwierzyli, wierzyłam sama sobie w wyimaginowane kłamstwa, wypychając ze świadomości ten ułamek zdrowego rozsądku kiedy pojawiała się wątpliwość... Tyle dałam radę przypomnieć sobie z moich początków, tak piszę o sobie żeby ci nakreślić jak to może wyglądać ze strony biorącego, a co do rad jak pomóc czy próbować pomóc to myślę że tu są bardziej kompetentni ludzie żeby doradzać co robić żeby "dotarło"; ja grzeję dalej a skoro nie potrafię poradzić sobie to trudno o dobre rady dla kogoś....
Pozdrawiam
:)
człowiek musi znacznie mniej, niż wydaje mu się, że musi
i może znacznie więcej, niż wydaje mu się, że może...
Posted: 30.06.2006, 20:02
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Przeczytałam oba Twoje posty i odnoszę wrażenie, że pomagając swoim znajomym chcesz niejako „naprawić” przeszłość. Ta sama historia tylko jej bohaterowie się zmienili. Wtedy zakończyła się ona źle, więc może teraz będzie miała happy end. Tyle, że to nie zależy od Ciebie. Tak jak wtedy, kiedy Twój kuzyn kazał Ci się nie wtrącać do jego życia. Ludzie rzadko postępują tak jakbyśmy tego od nich oczekiwali.
Narażasz się też na niebezpieczeństwo zostania przez nich wyśmianą bądź tego, iż któregoś dnia zakwitnie w Twojej głowie myśl, by spróbować jak to jest. Wiem, że możesz się z tym nie zgodzić, bo przecież wiesz do czego narkotyki prowadzą, ale… Opowiem Ci krótką historyjkę z mojego podwórka. Kiedy jakieś cztery lat temu trafiłam do wrocławskiej poradni poznałam w niej pewnego streetworkera. Naprawdę fajny gość, bardzo zaangażowany w to co robił… Kiedy po roku znalazłam się na grupie dowiedziałam się od terapeuty, że on ćpa… Trudno było mi w to uwierzyć, ale cóż takie były fakty. Dlatego uważaj na siebie. Jak to kiedyś jedna z użytkowniczek portalu napisała: „Pamiętaj, chodzenie po bagnach wciąga…”
Skoro niepokoi Cię ta sytuacja to chyba warto porozmawiać ze specjalistą ? Bo rad na daną sytuacje może być wiele (nie zawsze trafnych). Jedna z nich może brzmieć tak: zawiadom ich rodziców (są nieletni). Serio, pogadaj z fachowcem.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Problem polega na tym, że specjaliści (w tym wypadku psycholodzy) są poinformowani o zaistanialej sytuacji. I właśnie to mnie najbardziej dziwi. Wiedzą o wszystkim, ale najzwyczajniej w świecie nie reagują. Odbyli tylko jedną rozmowę z moimi znajomymi i tyle... Oduścili... Nie jestem w stanie tego zrozumieć i nie chcę się z tym pogodzić. Pisząc to nie mam zamiaru wyjść na jakąś dziewczynę w histerii, ale po prostu wiem (na przykładzie mojego kuzyna) jak to wygląda i naprawdę nie chcę aby ktokolwiek rujnował sobie w ten sposób życie. Z tego co sie dzisiaj dowiedziałam, jeden z kolegów przestał, bo bał się, że wpadnie w ciąg. Ale zostało jeszcze 2... Cóż... Mam nadzieję, że i oni w końcu zrozumieją co robią.
Dziękuję wam za rady :)
Posted: 30.06.2006, 21:37
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Pisząc specjalista mam na myśli terapeute uzależnień. Nie każdy psycholog jest terapeutą uzależnień, jak i nie każdy terapeuta uzależnień jest psychologiem.
[quote=Iga]Odbyli tylko jedną rozmowę z moimi znajomymi i tyle... Oduścili... [/quote]
terapia uzależnień opiera się na własnej motywacji zainteresowanych, a z tego co wcześniej pisałaś to oni nie zauważają problemu (oprócz tego jednego z poprzedniego postu - tak na marginesie zachęć go do wizyty w poradni). Dopóki sami nie zechcą się leczyć to niewielkie są szanse aby ktokolwiek był w stanie im pomóc. A tak poza to gdzie są ich rodzice?
[quote=Iga]nie chcę aby ktokolwiek rujnował sobie w ten sposób życie.[/quote]
to nie zależy od Ciebie. Każdy z nas ma wolną wolę i Twoje chcenie na nic się nie zda.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Na nich mogą jedynie wpłynąć ich najbliżsi czyli rodzice, rodzeństwo. Muszą ponieść, a raczej odczuć negatywne konsekwencje ich ćpania. Inaczej raczej nikłe szanse aby zobaczyli całe to przeklęte zło jaki się dzieje w nich po przez ćpanie. Całkowity szlaban ze strony rodziny może im otworzyć oczy. Muszą straci komfort ćpania. Przykro mi ale Ty z całym szacunkiem raczej nie masz większych szans aby im otworzyć oczy jedynie oczywiście i od tego powinnaś zacząć rozmowa z ich rodzicami. To bardzo ważne. U nas też jak ja zacząłem reagować i ostro zacząłem postępować w stosunku do syna to wtedy zaczeli przychodzić kuzyni i kuzynki syna i dopiero gadali że widzeli ale nie chcieli denerwować bo myśleli że ich posłucha i takie tam bzdety. Dopiero wtedy mnie zdenerwowali taką głupotą. Więc nie powielaj ich błędów i wal do rodziców to napewno im w ten sposób pomożesz i będziesz miała czyste sumienie. Pozdrawiam.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 04.07.2006, 22:55
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
kwiecień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
06.07.06
postów:
19
Witaj Iga. Człowieka nie wyciągniesz z nałogu dopoki sam nie postanowi ze musi cos zmienić,zmienic stan swojego zycia-To co możesz robić to wpływać na jego myślenie,rozumowanie,trwać przy jego rodziach-rozmawiać.Koledzy którzy "szpanują"?Myśle ze tak jak ktoś napisał nie było kopniaka w tyłek to bawią sie dobrze. Co do drogi którą chciałabys isc przez zycie,życze samych sukcesów i wielu sił.Pozdrawiam i Witam:)
Posted: 05.07.2006, 11:40
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
02.08.06
postów:
34
[size=small][color=green]Psycholodzy hyh....
Wiesz co.....
Parę lat temu zostałam "olana" przez panią psycholog....kolejni mówili mi,że nic w życiu nie osiągne.Nie mam szans na studia itp....Skreślili mnie....
To było dla mnie okrutne...podziwiałam Tych ludzi, byli dla mie w jakimś stopniu autorytetami...do których dążyć chciałam w przyszłości.....Brutalnie we mnie wszystko zabili.....
Jutro czeka mnie wizyta u psychologa.Postaram się podejść do tego bez uprzedzeń, ale czuje się niepewnie(Mariusz....jednak się boje)....
Tak jak napisała Basia specjaliste w takim przypadku trzeba rozumieć jako terapeute uzaleznień....
Hm.Zastanawiam się nad postem Józefaa....
Czy rodzice mogą w jakiś sposób "wpłynąć" na uzależnione dziecko?
Może i w jakimś stopniu owszem....ale wydaje mi się,że tak naprawdę zależy to od samych "zainteresowanych"...
Twoim kolegom się to podoba...dopóki ich podejście się nie zmieni, nic nie uda się uzyskać.
Pozdrawiam i życzę dużo siły :) [/color][/size]
Posted: 05.07.2006, 12:18
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.01.12
postów:
531
co do wpływu rodziców, to przeważnie wpływają jednak na to, że dzieci się uzależniają, brak miłości i uwagi w domu, chłód emocjonalny, brak wartości, materializm, często wręcz patologia pod płaszczykiem "normalności".
Posted: 05.07.2006, 12:43
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
05.07.06
postów:
4
Przez te kilka dni mojej nieobecności tutaj dużo się zmieniło. Chłopcy przestali brać. Nie mogę powiedzieć czy zrobili to na stałe, tzn. czy do tego nie powrócą.
Narazie nic nie mówiłam ich rodzicom, choć mama jednego z nich wie o tym na pewno. Przyznaję rację Adminowi - ich rodzice nawet jesli wiedzieliby o tym nie zareagowaliby. Znam ich. Są zapatrzeni w pracę. Nie ingerują w życie synów, bo nie odczuwają takiej potrzeby. Dążą do bogactwa i poważania w mieście nie zauważając kłopotów swoich dzieci.
W niedzielę rozmawiałam z nimi i wręcz się na nich wydarłam. Nie potrafię siebie zrozumieć. Chyba mnie poniosło. W sumie to nie można było tego nawet nazwać konwersacją. Ja po prostu wykrzyczałam im w twarz co stało się z moim kuzynem, a potem od nich uciekłam. Może na podstawie tego coś zrozumieli. Nie wiem... Ale przed wczoraj późnym wieczorem zadzwonili po mnie, a kiedy się zobaczyliśmy zapewnili mnie, że z tym kończą, a przynajmniej sie postaraja. mam nadzieję, że im się uda.
Dziękuję za wszystkie odzewy i rady. Pozdrawiam :*
Posted: 05.07.2006, 15:18
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Admin masz rację z rodzicami. Brak miłości i rozmowy oraz "rozumienia" swoich dzieci popycha je do odreagowania co jednak nie usprawiedliwia ich ćpania. Ale i moim zdaniem jak się zauważy że coś złego się dzieje z dzieckiem i kocha się je, to rodzice wiele mogą zdziałać aby namówić je do leczenia i w konsekwencji zmianę zdania na temat leczenia i życia w trzeźwości. Zawsze jest czas na naprawę swoich błędów dopóki się żyje. a ćpania jak i picia nie można usprawiedliwiać sytuacją panującą w rodzinie. Nic tego nie usprawiedliwi chyba tylko leczenie zdrowia przez głupich lekarzy nas uzależniło to jest wtedy nie nasza wina chociaż też powinienem pomysleć czy dobrze robię zażywając dane leki.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.