No i dobrze, że się myliłam :) . Czasami lubię się mylić :wink: .
Przetrwaj te cztery dni na linii frontu. Dasz radę. A te myśli o samobóju wypieprz z głowy. Samobója popełniają nie ludzie tchórzliwi czy też odważni, a tacy którzy nie widzą już żadnych perspektyw i żadnego rozwiązania. A ty masz plany. Przede wszystkim ten najważniejszy, czyli odtrucie. A potem zrób to co Mario Ci podpowiada. On (niestety :wink: ) często ma rację. Wiem, wiem masz już dosyć ośrodków. No, ale cóż zmiany wymagają poświęceń. Życie to sztuka wyborów. Mam nadzieję, że ty dokonasz tego najwłaściwszego. Pozdrawiam, wredna Basia.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Strasznie to się wszystko czyta.... Nowowiejska....
Filip, mam nadzieję, że uda Ci się tam przetrwać!!!
Posted: 10.07.2006, 21:44
oceń:
domownik
zarejestrowany:
czerwiec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.02.10
postów:
37
Nie poddawaj się tak łatwo ion...boze ....ta dziewczyna cie zostawiła i co...nie jedna jeszcze cię zostawi...ćpasz i co wart? Nikt na świecie nie jest wart tego żeby zabiś się przez niego...naprawdę. W moim zyciu kiedyś też pojawił się ktoś przez którego zaczęłam ćpać...on mnie poprostu wykorzystał...a ja ufałam mu ,wierzyłam mu był dla mnie kimś ważnym...BOŻE jaka ja głupia byłam...on tak naprawdę miał mnie w dupie -to co czułam ,co się ze mną działo....mam nadzieje ze kiedyś zrozumie to jaka krzywdę mi wyrzadził !!! że wreszcie dojrzeje i uświadomi sobie to wszystko....i nikomu juz nie wyrządzi takiej krzywdy bo chyba on sam nie zdawał sobie sprawy z tego ze bawi się moim zyciem! Dużo czasu zabrało mi zrozumienie tego ze on jest dla mnie takim samym zagrożeniem jak narkotyki i będę z nim walczyc tak samo jak z nimi! Pozdrawiam :wink:
A przecież kochałam tak mocno, że byłam gotowa umrzeć dla idei...
Posted: 12.07.2006, 20:40
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
[quote=Baśka]Moja mama często mi powtarza, że nawet jeśli ktoś położy na mnie kreskę to nie powinnam się poddawać. Choćby dlatego, żeby zrobić mu na przekór.[/quote]
Święte słowa. Filip, jak nie masz po co żyć, to żyj, motyla noga, na złość innym. Zawsze jest niebezpiecznie duża szansa, że Ci się spodoba.
A swoją drogą. Dołączam się do Basi, Witaminy i całej reszty. Mnie też kiedyś zostawił gość, z którym byłam 3 lata. Zostawił mnie jak wyszłam z ośrodka. I co? I bongo. Ja żyję, a co z nim to nie mam pojęcia (podkreślam, że on nawet papierosa nigdy nie zapalił).
Żyj najpierw dla siebie dzieciak, pozbieraj się, a zobaczysz kurna, że to wszystko nie jest wcale takie straszne. Zresztą, co ja Ci będę mówić coś, co dobrze wiesz.[/url]
Posted: 27.08.2006, 13:33
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
zyje i mam sie w miare oki odezwe sie za czas jakis to napisze cos wiecej .caluski wasz oddany brat filip
samobójstwo to żadne rozwiazanie, pewnie każdy pomyśli co ona może wiedzieć, wie i to dużo. Może i nie ćpała nigdy ale sie dosyć znam na tym temacie, a próbę samobójczą przeżyła i wyszłaz tego i żyje a nie wegetuje. Dobrze pamiętam jak krew tryskała mi z żył i pamietam to jak by to było wczoraj Walka z takim uzaleźnieniem jak narkotyki, "walka z Hiv" jest bardzo trudna. Ale nie wolno sie poddawać, przeczytałam gdzieś ze jakiś chłopak próbuje nie brać dla dzieczyny. Troche to sie mija z prawdą, jeśli widzimy że mamy problem i uzmysłowimy sobie lub ktos nam to robimy to wyłącznie dla siebie a nie dla nikogo innego.
Zatanówmy sie przecież mimo że to bardzo trudno tyle ludzi znalazło w sobie siłę i motywacje by przestać brać. Gdzies w sobie albo w kimś innym znalazło siłę by przestać, samobójstwo dla mnie jest ucieczką i wielką odwagą. Ja z czasem zrozumiałam że nie zrobiłam tego by przestać żyć tylko by żyć inaczej. Nie udało mi sie i tylko dlatego mogłam zrozumieć jak wiele to zmieniło w moim życiu. Ale gdyby sie udało, nie miałabym szansy dalej walczyć z tym co ma być, i przestać zyc cierpieniem z przeszłości. Moja matka mawia ze zycie trzeba brac za bary, zycie nie jest po to by było miło, jest czasem tak cholernie cieżko, nie ma sie sił wstać i ciągnąć tego dalej. Ja dostałam drugą szanse, ale nie każdy ją dostaje. Doskonal rozumiem dlaczego człowiek nie wazne co przechodzi chce przerwać swe cierpienie, nienawiść, złość,bezsilnosc, mamu dwa wyjscia probe która skonczy sie w szpitalu psychiatrycznym, lub na smutnym szarym cmentarzysku. Albo pojsc do terapeuty wygadac sie o tym co nas dreczy o tym, jak nam trudno. Nie potępiam nikogo kto sie próbował zabić, bo bym potępiała sama siebie. Ale czasem warto poszukac innego rozwiazania, szkoda ze czasem by dojsc do tego wniosku trzeba nawet kilka lat.
Posted: 21.09.2006, 21:42
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.01.07
postów:
38
"Nie potępiam nikogo kto sie próbował..." a ciekawe co powiesz na tych co próbowali i to spróbowali dość skutecznie...?i nie chodzi tu o dosłowne potępienie ,ale nie wiem sorry może to moje osobiste wrtażenie ,ale zrozumiałam ,że wsumie nie tyle pochwalasz ,ale uważasz takie próby za coś co może zmienić (odmienić )życie.........faktycznie może zmienić ....czasem nie odwracalnie .....wiesz mi wiem to może nie z tej perspektywy co Ty ,ale z perspektywy tej osoby ,która straciła tak kilka osób,z perspektywy tej osoby ,która zostaje gdy tak druga odchodzi bo chciała żyć innaczej ....czy jakoś tak wogule sorry może zle Cię odebrałam ,ale z drugiej strony mam prawo do własnego odbioru może mylny no ,ale cóz...życie!
Posted: 21.09.2006, 23:05
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
wrzesień 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.09.06
postów:
10
Napisałam z perspektywy osoby która w tamtym okresie życia chciała znaleźć ukojenie dla duszy, gdy nadzieji niema, gdy życie staje sie wegetacją, gdy strach cierpienie jets tak wielkie że nie da sie tego znieść. Dlaczego nie potepiam bo jestem w stanie zrozumieć że ból może być nie do zniesienia, gdy sie nie widzi że ma sie przyjaciół. Dopiero docenia sie po, ja nie powiedziałam że próbowałam sie zabić żeby coś zmienić takie myślenie przychodzi z czasem tak samo jak zauwazenie że jednak ktoś po tobie będzie cierpiał czy płakał to wszystko wymaga czasu. Ja tez straciłam ludzi w ten sposób których bardzo kochałam, ale rozumiem ich ból, zaakceptowałam ich decyzje. Nie da sie uratować kogoś kto nie chce by go ratować bo nie wierzy że to możliwe. Ja nie uważam teraz ze to rozwiazanie, a jednak w moim przypadku nie żałuje, i dokonca życia wspoglądając na blizne bede pamietac dlaczego, nie moge zapomiec i niechce dlatego nie dbałam by blizna znikneła pewnych rzeczy nie wolno zapomieć.
Nie uważam że w ten sposób trzeba zmieniać zycie, nie mam na czele spróbuj sie zabić to zmienisz swoje życie. Ja sie próbowałam zabić by umrzeć by przestać cokolwiek czuć, bo uczucia moje były nie dozniesienia. To jest duże ryzyko, człowiek który usiłuje sie zabić robi to tylko wyłącznie by przestać żyć( jesli tego napewno chce nie mam na mysli samobojstw na pokaz) W moim przypadku to czegos nauczyło, szkoda że nie wszystkich uczy bedac w szpitalu widzialam ludzi którzy pare razy próbowali,albo sie cieli. Mam nadzieje ze teraz bardziej zrozumiesz co mam na myśli.