szkoda że możemy rozpisywać się na temat charakterystyki np.amfetaminowców/uklon dla ORLENA!!!/mądre słowa i w 100% trafne...ale brak łatwych dróg do skończenia z tym swinstwem.Nie kazdemu przychodzi mysl"koniec z dragami ,mam dosć ,ide do osierodka".Ludziom którym to gówno pozwala żyć,dzięki niemu rano potrafią zebrać się i iść do pracy nie rzuca tak łatwo.Co mozna zrobic gdy ktoś ma tego dosc a nie chce radykalnych posunięć,tak po praostu uciąc temat,koniec i już.....co za wstrętne uzaleznienie,najgorsza choroba,gorsza od raka....ja z nim walczyłam,bałam się ale wygrałam.ą mój facet nawet nie ma szans walczyć bo to nie daje mu rzadnej motywacji,odbiera chęc życia,skreśla z listy zyjących.
Cały czas śledze forum,uczęszczam na grupę wspołuzależnionych,ale pomagam sobie a on nic nie zmienia.Z przerwą dwóch lat abstynencji ma już 10 lat kariery ćpuna.Szkoda człowieka nie jest głupi,ma dobra pracę mnie i syna ,ale na pierwszym miejscu są dragi czy czy nie chce biora górę nad jego życiem.Jest to tragiczne,tym bardziej ,że on zdaje sobie z tego sprawę.Gdzi tkwi przyczyna,że nie może zdobyć się na to radykalne nie nie nie !!!! poddał się,nie wazne że odejdę,nie wazne że straci wszystko najwazniejsze aby zawsze była ona amfetamina pokochał ją na smierć i ja to wiem kto mi poda na taki charakter rozwiązanie?jak go ratować?jak uratować kogoś kto tego nie chce? Mozna pisać stronami jak wygląda zachowanie narkomana na "zjazdach",jak rozpoznac gdy przedawkował ..itd,itp. a ile można napisac na temat..."uwalnić uzaleznionego człowieka od tego świnstwa,którego on potrzebuje jak mu się wydaje do zycia......." czy ktoś zna więcej rozwiązań???
Posted: 18.05.2006, 18:05
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.12.06
postów:
25
Chyba nie mozna uratowac kogos kto tego nie chce.tak mi sie wydaje...
Posted: 18.05.2006, 18:55
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Niestety marecki ma rację... nikogo na siłę nie uszczęśliwisz. Twój mąż z tego co piszesz już wybrał. Teraz ty musisz się zastanowić nad tym co jest lepsze dla Ciebie i dziecka - życie z osobą uzależnioną czy bez niej. Wiem, że to trudny wybór. Moja mama dojrzewała do niego przez 17 lat...
Wkleję Ci fragment książki, którą niedawno przeczytałam, może choć trochę Ci pomoże.
[quote=Beattie Melody KONIEC WSPÓŁUZALEŻNIENIA]Większość zdrowych ludzi zaleca pogodzenie się z rzeczywistością.
Ludzie w ogóle, nie tylko współuzależnieni, muszą codziennie rozwiązywać
dylemat: pogodzić się z aktualną sytuacją, czy nie zaakceptować jej.
Współuzaleznieni nigdy nie wiedzą, czego mogą się spodziewać,
szczególnie jeśli żyją w związku z akloholikiem, narkomanem,
kryminalistą, nałogowym hazardzistą lub jakąkoliwek inną osobą z
poważnym problemem czy zaburzeniami kompulsywnymi.
Niektórzy tracą szacunek i zaufanie do osób, które kochają. Czasami
przestają je nawet kochać.
Najbardziej chyba bolesną stratą, której doświadcza wielu
współuzależnionych, jest utrata marzeń - idealistycznych niekiedy, ale
pełnych nadziei, oczekiwań i planów na przyszłość, które snuje większość
ludzi.Z tym najtrudniej jest się im pogodzić.
Nasze nadzieje runęły w gruzy. Niektórzy z nas stoją byc może w obliczu
krachu czegoś tak dla nich ważnego jak małżeństwo czy - nie
usankcjonowany wprawdzie prawem ani religią- ale równie bliski i intymny
związek z inną osobą.
Nawet powrót do zdrowia przynosi nam straty, bowiem wprowadza zmiany,
które musimy zaakceptować, walcząc niejednokrotnie ze sobą. Kiedy mąż
akloholik czy żona alkoholiczka trzeźwieje, wszystko zmienia się.
Straty i szkody, które wielu współuzależnionych ponosi codziennie i z
którymi musi się godzić, są wielkie.
Co jakiś czas tracimy równowagę, starając się zaakceptować zmiany i
pogodzić się z wciąż pojawiającymi się problemami. Nie wiemy, co nas
czeka, a jeśli wiemy, to nie możemy przewidzieć, kiedy to się stanie.
Jeśli chcemy, by nasze życie kiedykoliwek się zmieniło, to musimy
pogodzić się z rzeczywistością. Jeśli chcemy kiedyś zastąpić utracone
marzenia nowymi, jeśli chcemy znów czuć spokój, jeśli chcemy być zdrowi, to musimy pogodzić się z rzeczywistością.[/quote]
Nigdy nie zapominaj o sobie i dziecku. Przytulam mocno. Baśka
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
basiu.....jestem wdzięczna za ten wycinek z ksiązki taka to szczera i bolaca prawda.Dzięki temu forum zawiązałam już przyjaźnie co prawda telefoniczne i przez łacza ale sa dla mnie najcenniejsze zważywszy że nigdy nie miałam za wiele znajomych nie mówiąc o przyjaźni z kim kolwiek.Moja sytuacja zresztą nie pozwala na to.Tu poznałam ludzi mi podobnych ,w takich samych sytuacjach życiowych jak ja.Walcze cały czas już nie z nim tylko ze sobą i nie wiem ile czasu mi to zajmie jedno wiem do wszystkiego trzeba dojrzeć i być pewnym swoich postanowień na 100%.Zamknę ten rozdział mojego życia bo wiem że to musi nastapić nie wiem tylko kiedy......oby jak najszybciej dziękuje wam za wsparcie bardzo mi czasem tego trzeba..pozdrawiam
Posted: 18.05.2006, 21:21
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Droga Kotunko - cóż, ja naprawdę Was kobiety podziwiam. Jest stwierdzone, że 90% kobiet nie odchodzi od mężów alkoholików a tylko 10% mężów zostaje przy swoich żonach alkoholiczkach. Nie wiem czy są podobne proporcje w uzależnieniu od narkotyków ale pewnie tak. Bóg tak stworzył największe Dobro na tym świecie - Kobietę, że cała miłość i ciepło rodzinne z Niej płynie tak myślę, dlatego tyle zła i krzywd wytrzymujecie aby przetrwała miłość i rodzina. Miłość jest najważniejsza. Przyłączam się do Basi bardzo wiele Ci Kotunko życzę miłości i dobra. Może jednak nadejdzie ten upragniony dzień.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 18.05.2006, 21:48
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.12.06
postów:
31
poroszyl mnie bardzo twoj post.
Narkoman to chory ale to dziwna choroba skoro nie kazdy probuje sie z niej uwolnic.
Odpowiedz sobie na pytanie czy pomimo jego choroby chcesz byc przy nim, a jezeli tak to na jakich warunkach.
Jezeli warunkiem bycia razem jest jego niebranie a nie mozesz go zachecic do leczenia i stracilaś nadzieje to powinnas przestac z nim mieszkac na pocztatek (nie oznacza to rozstania ale nie mieszkanie razem).
Nie jestes wstanie za niego sie wyleczyc, nie jestes wstanie mu pomoc dopuki on nie bedzie mial pragnienia czy tesknoty aby przestac brac. Wydaje mi sie iz przede wszytskim TY musisz dokonac jasnego wyboru. Jezeli jeszcze masz sile i nadzieje, bycie z nim moze byc wlasciwym wyborem. Jezeli watpisz poprostu powoli zacznij sie od niego odalac. Gwaltowne zmiany nie sa dobre dla nikogo ale powoli mozna wszytsko - nawet uciec z piekla .....
Nie jestem psychologiem mowie to co mi podpowiada intuicja sam jestem uzaleniony wiec wez to pod uwage ze moge sie mylic!
Pozdrawiam i przesylam Cieple mysli i zycze abys znalazla rozwiazanie a potem nie wachala sie po nie siegnac.
Wydaje sie ze koszmar nie ma konca ale to zludzenie.
Na wyciagniecie reki istnieje inny swiat:
gdzie trawa jest zielona a niebo niebieskie
a upojny zapach kwiatow na lace przyprawia o zwrot glowy
gdzie cichy spiew strumienia daje ukojeni i relaks
gdzie gwar miasta inspiruje do pelnego i radosnego zycia bez depresji i lęku
Stojac na rozstajach drog czuje niepewnosc i zagubienie ale przecierz nie zostane tu na zawsze....
Music dla Ciebie http://kubus.st.../Orbital.mp3
Posted: 19.05.2006, 22:46
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
wrażliwy z ciebie człowiek Orlan ..większosc takich wrazliwych dusz zapada właśnie w narkomanizm...czy waszą wadą jest brak twardej szkoły zycia? juz nie wiem ale coś jest w tych ludziach wrażliwych na innych krzywdę choć sami sobie krzywde robią....smutne to pozdrawiam
Posted: 22.05.2006, 20:31
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.12.06
postów:
31
Jedni maja nos bardziej zadarty inni mniej. Taka uroda :) Kotunka. Na dzien dziesiejszy nie zamienil bym sie z nikim na zycia :). Lubie siebie i to z wazjemnoscia. Byle by tylko nie brac to bedzie oki. Nieukryje sie przed szczeciem. Jak zaczne brac to nie ukryje sie przed nie szczesciem. Fajnei ze jestes :). Czuje iz wiele milosci w twojej duszy jeszcze gra :) Tyle w nas zycia ile milosci :) Pozdrawiam ***
Pamietam, jak jakiś czas temu na forum dyskutowałyśmy czy zostać czy odejść w takiej sytuacji. Ja wtedy wahałam się. potem był spokój- on w ośrodku:) niestety nie na długo... wrócił- a ja jestem i trwam, choć wciąż mieszkamy osobno...
jest ciężko...na prawde. robie wszystko żeby było w porządku. On nie pracuje, ma mnóstwo wolnego czasu..."Podrzucam" mu dziecko, by sie zajał. Siedzi u mnie często. Wymyślam mu zajecia. Mąż okupuje mój komputer.(dlatego nie czesto tu ostatnio bywam :( )
ale widze, że jest jakiś niespokojny...boje się. ...Nie mogę Go ciągle prowadzić za rękę. Ja, czuje sie odpowiedzialna. Podobno ciągle to ja robie coś nie tak...(tak mówi). Najgorsze to jest to, że muszę myśleć o naszej córce, która nie długo do szkoły idzie, a nie cięgle zajmować się prawie 30 letnim facetem, który nigdy nie ma własnego zdania." Jak chcesz..." to stałe powiedzenie. A i tak jest wszystko żle.
I ta niepewność dnia nastepnego...to mnie przeraża. Ale taką podjęłam decyzję. Przynajmniej narazie. Najgorsza ten lęk i niepewność...
Pozdrawiam Ciebie Kotunko i wszystkie "walczące"kobietki :)
Posted: 23.05.2006, 12:50
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Nie rozumiem dlaczego ty musisz być odpowiedzialna za jego trzeźwość. Przekaż ją swojemu mężowi. Niech on w końcu zacznie coś robić, a nie tylko siedzieć i obwinać wszystkich wokół za swoje niepowodzenia.
Jak długo możesz wymyślać mu zajęcia? Bardziej wygląda to na relacje matka - dziecko niż mąż - żona. Zacznij "żyć obok niego". Pozwól mu podejmować własne decyzje, nawet zmuś go do tego. Nie jesteś w stanie przeżyć za niego jego życia. Można przeżyć tylko własne życie. Jesteś bezsilna wobec jego choroby. Jego życie i jego wybory. Pamiętaj o tym.
Zrzucanie winny na innych lub na coś bliżej nieokreślonego za swoje ćpanie i innego rodzaju niepowodzenia jest normą u osób uzależnionych. By zagłuszyć swoje poczucie winy i wstyd zrzuca je na innych. Sęk w tym czy zdecydujesz się je od niego przejąć, czy może jednak je odrzucisz.
Jesteś nie mniej ważna od niego. Zasługujesz na szacunek i miłość. Wyznacz granice i nie pozwalaj nikomu ich przekraczać. I powtórze to co za każdym razem piszę kotunce: Nie zapominaj o sobie i dziecku. Pozdrawiam.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Tak niestety jest, że my kobiety jesteśmy nadodpowiedzialne i oni to wykorzystują oddając chętnie tę odpowiedzialność nam a my ją bierzemy. Milunia musisz nauczyć się nie brać wszystkiego na siebie sama obecnie z tym walczę ale idzie mi coraz lepiej i myślę, że ty też się tego nauczysz choćby i dla dobra twojego męża. Wszystko zależy od was czy będziecie nakręcać dalej mechanizm czy go w końcu przerwiecie.
Trzymam kciuki i pozdrawiam :wink:
ewe
Posted: 24.05.2006, 12:13
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Może nie tyle nadodpowiedzialne co nadopiekuńcze jesteście oraz przepełnione miłością a tym właśnie się niechcący robi krzywdę osobie uzależnionej oczywiście nie miłością. A potem jak osoba uzależniona się leczy i jest ok ta nadopiekuńczość zostaje, jak się nie leczy ze współuzależnienia i wtedy dalej się cierpi oraz zarazem niechcący znowu się rani tym osobę uzależnioną, której z tym jest naprawdę ciężko. Ale z upływem lat /tak jest u mnie w domku/ w końcu coś osoba współuzależniona zaczyna też ze sobą coś tam robić i z biegiem lat też się pomalutku cofa współuzależnienie jak się upewnia że partner wytrwa /tak myślę. Moja żona nareszcie była teraz ze mną na weekend na zlocie rodzin z problemem!!!! i było super!!!! A w sierpniu jedziemy już całą rodzinką do Gietrzwałdu na spotkanie rodzin z problemem uzależnienia i współuzależnienia. No i dla mnie w tym temacie w końcu słoneczko zaczyna świecić. Mam nadzieję że te spotkania będą dla mojej rodzinki jak i dla mnie bardzo owocne. Pozdrawiam i życzę wielu sił i spokoju. :wink:
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 24.05.2006, 14:00
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.12.06
postów:
25
Jozefaa z twojego postu wynika ze to po czesci miluni wina ze ten koles cpa.Nie wiem moze cos w tyn jest ale dla mnie sprawa jest jasna, chociaz nie mowie ze łatwa.Z jednej strony koles jest ojcem dziecka z drugiej grzeje i tak napawde ma to wszystko rowno w dupie.Nie oszukujm sie nie pracuje,buja sie bez sensu i tylko kombinuje jak by tu przyjebac, na dodatek zwalajac cala wine na bogu ducha winna milunie!!milunia kopnij go w dupe iniech radzi sobie sam!!1moze bedzie ciezko ale napewno lzej niz meczyc sie tak pare lat.podejzewam ze jestes mu potrzebana do konkretnych celow, czlowiek ktory ma problemy z samym sobsa nie jest w stanietworzyc udanego zwiazku,rodziny itp
pozdrawiam cie serdecznie
Posted: 24.05.2006, 16:02
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Troszeczkę się zapędziłeś marecki. Kto tu napisał, że on teraz ćpa? Jakoś w poście miluni tego nie ma. Problem twi w tym, że jej mąż nic nie robi i zdaje się na kontrolę z zewnątrz. Nie przejmuje odpowiedzialności za siebie. I ta sytuacja może doprowadzić do złamania abstynencji.
W tym co jozefaa pisze jest cząstka prawdy. Co nie oznacza, że milunia ponosi winę za jego uzależnienie. W sumie zastanawiam sie czy w przypadku uzależnień można wogóle mówić o winie (ale oki nie o tym miałam pisać.). Współuzależnienie to taniec jaki podejmujemy z osobą uzależnioną w jej świecie iluzji, zaprzeczeń, oskarżania innych za swoją sytuację i usprawiedliwiania siebie (nasiąkając w trakcie niego tymi wszystkimi myślami). I cóż prowadzącym jest tu osoba uzależniona. Dopóki milunia nie spasuje i nie przerwie tego, ten taniec będzie trwał.
Rezygnacja z tańca nie musi być równoznaczna z "fizycznym" odejściem, bardziej chodzi tu o psychiczne oddzielenie się, tak aby przestała żyć za niego.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Jejku broń cię Panie Boże chyba żle coś napisałem jak wynika z mojej wypowiedzi że MILUNIA ponosi jakąś winę!! Przepraszam za nieprecyzyjną wypowiedz. Chciałem pokazać jakim cierpieniem i krzywdą jest współuzależnienie zazwyczaj dla naszych partnerek i dzieci. Miluniu przepraszam Cię jak i Ty w ten sposób to odebrałaś. Sorki.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.