Witam wszystkich,
i jednocześnie przepraszam, że z braku czasu nie przeczytałem innych postów na forum, bo pewnie problem który poruszam był już niejednokrotnie poruszany..
... a więc od początku...
Mam kolegę z pracy ( jest młody 26 lat, ja mam 36) i wiem (widziałem) że bierze amfetaminę. Zupełnie nie wiem jak mu pomóc, nigdy w życiu nie styknąłem się z nikim który by używał jakichkolwiek narkotyków. Moją pierwszą myślą było to żeby użyć szantażu ( "powiem szefowi jak z tym nie skończysz") ale myślę że to nie jest najlepsze rozwiązanie.
Stwarzając pozory, kolega na imprezach firmowych używa alkoholu i miesza to z narkotykiem, co chyba nie jest najlepszym pomysłem.
Kolega osiąga wspaniałe wyniki w pracy, potrafi pracować 24h/dobę, jest bardzo chwalony przez pracodawcę i nie chcę mu psuć kariery (uprzedzając złośliwych, nie jesteśmy w żaden sposób powiązani zawodowo)
Bardzo proszę doradźcie jak rozwiązać tę sytuację.
Posted: 09.03.2006, 00:19
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Konnan, to nie jest takie proste. Zależy, dlaczego on właściwie bierze, ile, jak długo... Sporo czynników się na to składa. Ja podejrzewam, że w jakimś stopniu sukces w pracy może być jedną z rzeczy powodujących zaistniały stan, ale równie dobrze może być jedynie efektem, że tak powiem, ubocznym.
Jak blisko znasz się z kolegą? Czy on wie, że dajesz sobie sprawę, co się dzieje? Widzisz, to jest delikatna sprawa. Możesz na początek z nim pogadać, bez moralizatorstwa i namawiania do rzucenia fety, tak zwyczajnie, jak facet z facetem, przyjaciel z przyjacielem...
[color=red]Doceń i poznaj swojego przeciwnika... [/color]
Posted: 09.03.2006, 06:58
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Konnan, jednego nie rozumiem. Co ten Twój kolega zawalił, żeby chciał przestać ćpać. Z tego co piszesz wynika że mu to pomaga zawodowo. O innych aspektach jego życia nie wspominasz. W większości przypadków,
jeżeli nie ma strat przez narkotyki to ludzie nie chcą przestać brać.
DLa mnie jest to troche śmieszne, sytuacja typu - budzę się rano i doznaje olśnienia, chce być trzeźwy, narkotyki są be !!!! MOja rada - idź do poradni, pogadaj z kolegą. Ale dla mnie to jest jak walenie głową w mur.
PS. Taki stary to ja jeszcze nie jestem ;)
Posted: 09.03.2006, 08:33
oceń:
domownik
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
48
Podpisuje się pod tym co napisała KARO!Konieczna jest rozmowa wstępna:delikatna penetracja tematu,bez naruszania terytorium Jego intymności!Szantaż nie jest właściwą bronią,najczęściej budzi bunt-bo każdy jest zakochany w Przekorze!Poza tym istotnym wydaje się jego stosunek do fety-czy jest to instrunent pomagający w efektywniejszej pracy,czy już Bóg,który jest lekarstwem na pustostany?...
Warunkiem jest to by Sam chciał,w innej sytuacji skazany jesteś na konfrontację z Bezsilnością:(...
Powodzenia!!!
Posted: 09.03.2006, 12:22
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Jeżeli jest to prawdziwy przyjaciel ale taki naprawdę dobry przyjaciel - to ja bym walił w prost, ale spokojnie. Czy chce zmarnować sobie życie i zarazem rodzinie. Niech wejdzie sobie na stronkę i poczyta co to świństwo robi z mózgu, co sie dzieje tak naprawdę z człowiekiem jak się uzależni i nie leczy. Nie ma co go obchodzić za dużo w koło bo zbyje Cię że przesadzasz. A tak może się i pogniewa na jakiś czas ale przejdzie mu i może zacznie myśleć. Ty powinienieś mu powiedzieć stanowczo, że jest to chore i bardzo złe. A on i tak podejmie decyzję co z tym zrobi. Jak nie ma skutków ubocznych to faktycznie będzie pewnie bagatelizował, a jak już je bedzie miał to pewnie i Ty już nie bedziesz jego przyjecielem, bo nie bedziesz mógł dłużej patrzeć jak się zabija. Taka rozmowa uczyni, że Ty będziesz miał w miarę czyste sumienie, że chciałeś go ratować. Co wyjdzie z tego zobaczysz. Tylko to Ty sam musisz podjąć decyzję jak możesz zareagować, aby to odniosło jak najbardziej pozytywny skutek. Znasz go i jakie są relacje między Wami. Pozdrawiam.
Posted: 09.03.2006, 15:31
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Karo, Jozefaa co wy wygadujecie ? Jozefaa Ciebie jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo nie ćpasz i nie ćpałeś. Ale Ty Karo wyrwij się z tego marazmu, bo to jest żałosne. Sama ćpasz i nieraz sama mówiłaś, że nikt mocnej uzależniony nie przestanie póki straty nie przewyższają przyjemności (ewentualnych zysków, jak w przypadku kolegi autora postu). Nie wszyscy ludzie którzy zaczynają ćpać lądują w wiezieniach, ośrodkach. Nie wszyscy upadlają się na tyle aby nawet przed samym sobą przyznać mam problem z narkotykami. Skoro tak, to jak Wy chcecie wpłynąć na tę osobę aby rozwiązała swój problem skoro wg niej on nie istnieje. Napisze Wam to co już od dawna znacie. Wy stali bywalcy portalu i narkomani, czynni czy bierni (bez znaczenia względem tego wątku) Nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie pojechał nigdy do ośrodka. I tak samo nikt nie rzuci pięknych narkotyków, które pozwalają oderwać się od realu i dają ucieczkę, pomagają. Póki nie przynisą one przykrych konsekwencji. Wtedy przychodzi refleksja.Bywa tak, że ani refleksja, ani nawet MASA innych problemów spowodowanych przez dragi nie jest w stanie skierować uzależnionego na leczenie....
Zacznijcie myśleć !!!!!!
A niektórym polecam kliknąć wpierw "podgląd", a później "wyślij". Czasami śnieg obniża trochę samokrytycyzm i daje zbytnią wiare i przekonania we własne możliwości !!!!!
Konan !!!!
Napisz coś więcej o Twoim koledze !!!!!!!
Co się takie w jego życiu przez narkotyki zepsuło ?
Posted: 09.03.2006, 17:50
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Nie masz Raptus racji mówiąc, że nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie pojechał do ośrodka się leczyć. Dla jednej osoby tzw. dnem będzie utrata domu czy dziewczyny a dla innego może to byc fakt, że ktoś się o tym dowiedział i może jeszcze inni się dowiedzą, to może u niektórych wystarczyć aby podjąć jakiekolwiek leczenie a słyszałam o takich osobach. Więc nie mów nigdy nigdy :D Każdy na szczęście jest inny.
ewe
Posted: 09.03.2006, 18:01
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
No Raptusku przeczytaj dobrze co napisałem. Właśnie także to ze jak nie ma jeszcze strat to będzie bardzo ciężko go przekonać, że zapewne zbagatelizuje całą tą sprawę. Ale nie wierzę, że nie ma strat. Może na razie w pracy nie ma, ale w domu rodzinnym /jak go ma, rodziców, może żonę dzieci/ to na pewno nie jest za wesoło. Sam wiesz że jest to po prostu niemożliwe, aby ćpać i nie mieć żadnych strat. Chyba, że dopiero zaczyna co jest raczej niemożliwe jak kolega już zauważył, że coś się z nim dzieje niedobrego.
Posted: 09.03.2006, 18:41
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
[quote=józek]No Raptusku przeczytaj dobrze co napisałem.[/quote]
Szacunek dla Twojej osoby ale kieruje to do Ciebie.
[quote=józek]Właśnie także to ze jak nie ma jeszcze strat to będzie bardzo ciężko go przekonać, że zapewne zbagatelizuje całą tą sprawę.[/quote]
Szacunek do Ciebie ale też to napisałem wyżej.
[quote=józek]Może na razie w pracy nie ma[/quote]
O to pytam na końcu postu Konana.
[quote=józek]...w domu rodzinnym /jak go ma, rodziców, może żonę dzieci to na pewno nie jest za wesoło.[/quote]
Możemy sobie gdybać w nieskończoność. Ale ja jestem przeciwny gdybaniu... 8)
[quote=józek]Sam wiesz że jest to po prostu niemożliwe, aby ćpać i nie mieć żadnych strat.[/quote]
[quote=raptus]Nie wszyscy upadlają się [b][u]na tyle [/u][/b]aby nawet przed samym sobą przyznać mam problem z narkotykami.[/quote]
Rozumiesz ?
Posted: 09.03.2006, 19:37
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
te aluzje dotyczące śniegu są poniżej krytyki, możesz się nie zgadzać z czyimś zdaniem, to jest twoje prawo ale wyrażaj to bez osobistych wycieczek
Posted: 09.03.2006, 21:34
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
skasowałeś tego posta już 2 razy.
Dlaczego się czepiasz mnie, a nie innych ?
Posted: 09.03.2006, 21:43
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
bo cię nie lubię, jeśli dalej będziesz zaśmiecał ten lub inne tematy to dostaniesz ostatecznego i niepodważalnego bana
Posted: 09.03.2006, 21:58
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Raptusie, szersze horyzonty czas otworzyć. Nie wszyscy są tacy jak Ty. Ja podjęłam terapię bo:
1. Nie chciałam ranić matki
2. Chciałam sie wyrwać z domu
3. Nie chciałam się stoczyć
4. Przestraszyłam się HIV-a
W tej kolejności. Jak widzisz straty nie były ogromne, nadal chodziłam do szkoły i pewnie ukończyłabym ją. Ale... nie chciałam tak żyć rozumiesz?? Nie chciałam marnować życia dla chwili przyjemności. I żebyś wiedział, że olśnienie przyszło nagle, któregoś dnia rano.
Później nieco zmieniła się moja motywacja, ale na początku było tak, jak napisałam.
Jednak są taki przypadki... Teraz możesz mówić, że JEDEN taki znasz.
Posted: 12.03.2006, 17:26
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
[quote=Raptus]Karo, Jozefaa co wy wygadujecie ? Jozefaa Ciebie jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo nie ćpasz i nie ćpałeś. Ale Ty Karo wyrwij się z tego marazmu, bo to jest żałosne. Sama ćpasz i nieraz sama mówiłaś, że nikt mocnej uzależniony nie przestanie póki straty nie przewyższają przyjemności (ewentualnych zysków, jak w przypadku kolegi autora postu).[/quote]
Hmm, tylko wiesz co mój mały Raptusiku, ja mówiłam O SOBIE.
[quote=Raptus]Nie wszyscy ludzie którzy zaczynają ćpać lądują w wiezieniach, ośrodkach. Nie wszyscy upadlają się na tyle aby nawet przed samym sobą przyznać mam problem z narkotykami.[/quote]
No fakt, niektórzy nie zdąrzyli, umierają, albo są tak zafixowani, że jedyne, na co są w stanie zdobyć, to szydera ze świata i ślepe ataki na lewo i prawo.
[quote=Raptus]Nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie pojechał nigdy do ośrodka.[/quote]
Ja pojechałam całkowicie z własnej woli. Co z tym zrobisz, wszechwiedzący mądralo?
[quote=Raptus]A niektórym polecam kliknąć wpierw "podgląd", a później "wyślij". Czasami śnieg obniża trochę samokrytycyzm i daje zbytnią wiare i przekonania we własne możliwości !!!!![/quote]
Wiesz, jak tracę szacunek do ludzi? Np. po takich postach jak Twój. I niech nikt mi nie mówi, że to Twoja narkomania - na chamstwo i głupotę nie znam usprawiedliwienia.
Posted: 12.03.2006, 19:14
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Kurna.. Burza z piorunami :)
Jasną sprawą jest to, że szeroko pojęte określenie "DNO" dla każdego oznacza co innego.. Kwestia moralności, wrażliwości czy tam innych uczuć, odczuć bądź sytuacji życiowych.. Dla jednego dno to będzie utrata bliskiej osoby (vide. post Stępel) dla drugiego rynsztok, a dla trzeciego utrata pewnych ról społecznych, których nota bene nie da się wypełniać należycie będąć aktywnym narkomanem/narkomanką... Ale jest cos takiego w dragach, że nawet rynsztok czasem nie wystarcza żeby wyjść z tego gówna. I bynajmniej nie uważam, że osoby, które umarły przez narkotyki wolały być naćpane w rynsztoku niż czyste w pałacu..
Moim zdaniem leczenie z narkomanii jest w dużej mierze kwestią farta i okoliczności (osób, itp..), które staną nam na drodze..
Nie ma recepty czy złotego srodka.. Jeśli kiedyś ktoś go wymyśli (a tak niestety nie będzie) to Nobla ma w kieszeni! :)