miejsce innym...dosłownie, pod każdym względem...szukałam pomocy i tak na prawde nikt nie mógł mnie przyjąć - bo zapisy...bo kolejka...byłam u lek.rodzinnego poprosiłam o tabletki uspokajające...może one pomogą...
Posted: 02.03.2006, 09:51
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
To jest numer telefonu zaufania do spraw narkomanii: 0-801-199-990.
Spróbuj zadzwonić i dowiedzieć się, gdzie możesz się zgłosić w trybie natychmiastowym.
Pozdrawiam....
Posted: 02.03.2006, 15:29
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
czy uwierzycie...Kuba jest u mojej mamy, kilka razy był wczoraj i dzisiaj -"wpuściłam, bo gdzie On się podzieje"
Posted: 08.03.2006, 15:27
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.04.06
postów:
2
Jestem a własciwie byłam matką 19-to letniego narkomana. Mnie się nie udało.Piszę ,bo nie zgadzam się z żadną radą,którą tu otrzymałaś.To są rady ogólne, natomiast każdy człowiek jest inny.Walczyłam o syna 5 lat.Przeszłam to samo co ty,Byłam w takim samym stanie psych.,Kilka poradni ,w tym Monar,leharz psychiatra, pogotowie, policja -nic nie poskutkowało.Mój syn był na tym etapie uzależnienia co twój,Wtedy uważałam,że zrobiłam wszystko,teraz już tak nie myślę.
Stosowałam się ściśle do rad terapeutów.żeby syna zmusić do leczenia.W tym stanie , w którym był nie można podjąć decyzji.Nałog jest silniejszy.Trzeba to zrobić wbrew jego woli ,podstępem.Tobie będzie o tyle łatwiej,bo masz męża, ja byłam z tym sama.Jeżeli wyrzucisz syna z domu i coś się mu przydarzy nigdy sobie tego nie darujesz.Wbrew pozorom człowiek taki potrzebuje opieki, on cierpi wie że źle robi nawet sam się nienawidzi ale jest zbyt słaby żeby zdecydować.Wydaje mi się, że ważne jest jakiego typu narkotyk bierze ,On może mieć lęki,wizje omamy, o czym ty nie wiesz to jest groźne. Wytrwaj jeszcze trochę,bo z doświadczenia swojego wiem, że potem może być jeszcze gorzej,
Ja oddałabym wszystko żeby jeszcze mieć nadzieję i być na twoim miejscu.podaję swój adres może będziesz chcieła do mnie napisać
Jolanta1@o2.pl
Posted: 08.03.2006, 18:47
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Amam- ja też jestem ojcem 19 letniego narkomana. Na szczęście już jest trzeźwy i mam nadzieję że tak będzie nadal w każdym bądź razie i on tego chce widać z całego serca. Poszedł do ośrodka jak miał 17 lat i od ponad miesiąca jest już w domu. My nie daliśmy z żoną synowi innej opcji. Miał 17 lat nie był pełnoletni i jak by nie chciał iść do ośrodka na leczenie to byśmy umieścił go siłą. To prawda, że każdy jest inny, ale mechanizmy choroby są te same i trzeba być tylko a może AŻ bardzo konsekwentnym w działaniu inaczej nie da się przekonać osoby uzależnionej do leczenia. Nie wiem dlaczego piszesz, że byłaś właściwie matką. Mam nadzieję, że nic mu się złego nie stało /wiesz o co chodzi nie chcę nawet pisać tego słowa/. Czy już zrezygnowałaś? Wielki ból na pewno masz w sercu. Współczuję Ci z całego serca i możesz mi wierzyć, że wiem co czujesz. Ale może jeszcze nie jest wszystko stracone? Podobno nie ma beznadziejnych przypadków. Życzę Ci aby spełniły Ci się Twoje marzenia, które zapewne znam jako rodzic dziecka uzależnionego. Bądź silna i nie załamuj się, może wreszcie słoneczko zaświeci i dla Ciebie. Życzę Ci tego z całego serca. Pozdrawiam.
Posted: 08.03.2006, 20:06
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
marzec 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
14.04.06
postów:
2
Piszę w czasie przeszłym,bo mój syn nie żyje.!3 marca będzie 1 rocznica śmierci.Miał prawie 20 lat i ja już nie mogłam go zmusić do leczenia.Oczywiście wcześniej wiedziałam że bierze z tym że była to marichuana.Od czasu do czasu jakaś wpadka,potem obiecywanie.przy tym ja cały czas byłam w kontakcie z poradnią.Mówiono mi ,że on jest młody,że narazie nie nadaje się do leczenia,że może mu minie ta fascynacja.Sytuacja zmieniła się w momencie gdy skończył18 lat.Udało mu się nawet z bardzo dobrym wynikiem zdać maturę.Ale wtedy zaczęła się amfetamina.On chciał się dalej uczyć,rozpoczął studia,ale niestety.Podejmował x samodzielnych prób wyjścia z nałogu.O leczeniu nie było mowy.Wynosił z domu co się dało nawet ubrania.Prosiłam o jakąkolwiek pomoc ,ale niestety,wbrew jego woli nic nie mogłam zrobić.Lekarz pogotowia po kolejnej wizycie powiedział żebym go wezwała jak syn straci przytomność.W Monarze uzyskałam radę żeby synowi zminimalizować komfort życia,a mianowicie-nie gotować nawet zamknąć jedzenie,nie prać,po prostu nie zajmować się nim.W jego przypadku był to błąd.on wtedy bardzo osłabł.a ćpał dalej.Dlatego twierdzę że wszystkie te rady trzeba do dziecka dopasować,Ja zrobiłam błąd.
Złożyłam do sądu wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie,ale termin na pierwszą rozprawę dostałam po pół roku, już po ..... Mój syn chciał żyć,wspominał o planach na przyszłość,nigdy nie był karany,nie dilował. Zabiła go amfetamina.Uważam że prawo które mowi że człowiek pełnoletni odpowiada sam za siebie jest złe. Z tego powinni być wyłączeni ludzie uzależnieni i chorzy psychicznie.
Mija rok a ja w dalszym ciągu nie mogę się uwolnić od tego tematu.Stało się to moją obsesją,czytam wszystkie strony które się tyczą narkotyków.To jest ból nie do opisania.Dlatego proszę wszystkich rodziców,którzy mają ten problem żeby walczyli do końca,póki można.
Nie jest ważna praca,pieniądze,meble ,bo potemjuż nic nie ma znaczenia. I nad wyrzuceniem z domu trzeba się mocno zastanowićczym się ryzykuje.Znam paru narkomanów wyleczonych i wiem co przeszli na ulicy.
Czasem to się udaje ale ja na szczęście tego nie zrobiłam bo z takim obciążeniem nie mogłabym żyć.
Nie będę więcej się wypowiadać,bo mam prawdopodobnie inne spojrzenie na ten problem być może z powodu największej tragedii jaka może matkę spotkać.
Posted: 08.03.2006, 20:37
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Amam- żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego co chciałbym Ci napisać. Proszę Cie pisz, to może choć trochę złagodzi Twój tak wielki ból. Nic nie może być straszniejszego na tym swiecie jak to co Cię spotkało. Nie mogę nawet napisać tych słów. 13 marca. Amam...... może jakbyś potrzebowała wyrzucić z siebie choć trochę bólu to proszę napisz albo poprostu pogadać na jozefaa@wp.pl .Bądz silna dla syna, on napewno bardzo tego chce abyś nie zadręczała się, to nie jest[[b]b] napewno[/b] Twoja wina.[/b] Przepraszam za te słowa w poprzednim poście.
Posted: 10.03.2006, 09:16
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Witaj Amam, szczerze Tobie współczuję...Nie wiem, jak syna namówić na leczenie, boje się o Niego...Durne to nasze prawo, że On musi wyrazić zgodę, szukam, próbuję...Nie wiem. Masz rację, że do każdego indywidualnie trzeba podchodzić, podziwiam Tych ludzi, którzy w pore sami zgłosili sie na leczenie...
Posted: 10.03.2006, 09:18
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Szukam inf na temat Marianówka...ale pudło...pomożcie
Posted: 10.03.2006, 10:32
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
[quote=Informator Monar '98]Ośrodek położony jest 20 km na południe od Kołobrzegu - w pięknej, zielonej dolinie nad pięcioma stawami, w których pląsają m.in. szczupaki, liny, karpie, amury. W przylegającym do ośrodka lesie gniazdują czarne bociany, spotkać można także stada jeleni i dzików, a w płynącej obok rzeczce ujrzeć wydry. Okolice te są tak piękne, że złośliwi twierdzą, iż nie trzeba robić nic szczególnego aby ludzie się tutaj wyleczyli. Oczywiście to nieprawda. W ośrodku znajdują się segmenty mieszkalne: 1-2 pokojowe z osobnymi łazienkami. Posiadamy siłownię , boisko do piłki, kosza i siatkówki. Działa również przedszkole, a także gabinet dentystyczny (...).
Budynki ośrodka - dworek i "czworaki" to solidna zabudowa pruskiego ziemiaństwa, wykonana z wielkim smakiem, a zarazem funkcjonalnie. Ma on wiele uroku, swoje tajemnice a przede wszystkim wspaniałą atmosferę, którą tworzą dzieci - jest ich w naszym domu dużo, gdyż przyjmujemy małżeństwa z dziećmi i samotne matki. Tę miłą atmosferę dostrzegają goście i przyjaciele z "Monaru". Ludzie leczący się u nas pracują (mamy stolarnię, uprawiamy ogrodnictwo, hodowlę ryb, praca w chlewiku). Szczególnie pielęgnujemy zainteresowania, które wrosły w naszą tradycję. Organizujemy, od wiosny do jesieni, spływy kajakowe (trzy do czterech razy w roku, w tym jeden dwutygodniowy) wyprawy w Tatry, Sudety, Kaukaz - tu weszliśmy na ponad 5 tyś. metrów npm. Nasz dom oferuje podopiecznym korzenie monarowskie - uczciwość, solidną pracę, naukę, sport, szacunek dla rodziny. Podopiecznym dodajemy skrzydeł, odwagi i fantazji.
PROGRAM TERAPEUTYCZNY
Narkomania - typ opiatowo - amfetaminowy.
Ośrodek wychowawczo-terapeutyczny, oparty na rozwiązaniach naturalnych, z nastawieniem na rodziny i matki z dziećmi. Cykl leczenia od 8 do 24 miesięcy w zależności od indywidualnych uwarunkowań. Terapia grupowa, zajęcia w podgrupach, indywidualne cykle leczenia. Zajęcia z etyki, treningi parateatralne i ćwiczenia z asertywności/
Liderem ośrodka jest Andrzej Śniegula.[/quote]
Są to info sprzed ośmiu lat, ale nie sądzę, aby zaszły drastyczne zmiany w funkcjonowaniu ośrodka dlatego Ci je tu umieściłam.
Poza tym poczytaj sobie komentarze w galerii. Poniżej masz linka: http://galeria....image_id=128
No i zadzwoń do ośrodka. Powodzenia.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
hm..poczytałam komentarze i jestem pod wrażeniem...zadzwoniłam, teraz "tylko" żeby Kuba dojrzał do decyzji o leczeniu, wystać w kolejeczce i uda nam się... Jeszcze dzisiaj jedziemy do Poznania, mam nadzieję, że Kuba nam nie zwieje...Pozdrowienia dla wszystkich, którzy udzielili mi rad, pa pa
Posted: 10.03.2006, 13:08
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
opis Marianówka jest aktualny, doszły może nowe elementy.
polecam twojej uwadze wpisy w księdze gości dotyczące tego ośrodka i ludzi tam się leczących:
szkoda że twój syn nie chce słyszeć o terapii w ośrodku
Posted: 15.03.2006, 22:03
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
u nas nic nowego...Kuby nie ma...liczyłam na to, że moi rodzice go nie wpuszczą, ale "co mieliśmy zrobić, siedział na schodach - na klatce, co powiemy sąsiadom?". Powiedziałam , że po prostu prawdę. I wyszłam...no i cieplutko...jedzonko...spoko...Moja mama tylko powiedziała, że "tłumaczyła" żeby wrócił do domu, i zdziwienie - że ja nie popuszczę...albo leczenie albo..wybiera Kuba...podziękowałam tylko za pomoc i wyszłam...Ponoć był w Poznaniu - za namową mojej mamy!!! Może i był...ale to jeszcze nic nie znaczy, do kitu wszystko...nie jest nam łatwo...ale w ten sposób nam nie pomogli moi rodzice...
Posted: 16.03.2006, 06:29
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
10.03 pisałam jak optymistka...jeszczze to , jeszcze tamto...Teraz realistka - my juz nic...jeżeli, czegos będę szukac to tylko i wyłącznie z czystej ciekawości...- chodzi o informacje nt ośrodków. Chciałabym iść na terapię- ale zostaja moii jedynie soboty...czy wtedy ktoś mnie przyjmie???Kuba z nami wtedy do Poznania nie pojechał...hm..juz nic ując nic dodać, Co myślicie o tym wszystkim? Wiem, że powinnam moim rodzicom jeszcze raz wytłumaczyć, ale przecież Oni doskonale wiedzą - tata alkoholik - niepijący od 3 lat, chodzi na terapie, mama wie na czym to wszystko polega...,
Posted: 16.03.2006, 07:45
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
A może ja się "czepiam"? Twardo stoję przy tym, żeby Kuba szedł do długoterminowego osrodka...tak myślę, a może się mylę? ale wątpie, żeby poradził sobie tu na miejscu...Juz nic nie wiem...jestem bezsilna, po wczorajszym zdołowana kompletnie...