cześć,
jestem matką Kuby - 23 latka, który uzależniony jest od narkotyków. Kuba "myśli" nad leczeniem, ale to już szłyszę kilka miesięcy. Nie jestem w stanie Jego zmusić, przegadać. Nie potrafię...Widzę, że brnie coraz dalej. Już "zaliczył" kilka spraw w sądzie - rozprowadzanie wśród nieletnich- sam też brał, wtedy dostał wyrok w zawieszeniu- 6 msc, no i oczywiście miał podjąć leczenie, to było ok 2 lat temu. Brnął coraz dalej...W końcu stwierdziliśmy, że jedyną szansą jest odseparowanie Go od tego towarzystwa- mieszkamy w małym mieście, 70 km od Poznania. Wywieźliśmy go bez wcześniejszego powiadamiania do rodziny. Tam chyba 2 miesiące siedział w domu. Poźniej udało się załapać jemu do firmy, która sprzątała mieszkania po przeprowadzkach. był zadowolony,odżył. Gdy przyjeżdżał mówił, że wreszcie poznał smak pieniędzy, swoją wartośc. Tak było od marca 2005 do sierpnia 2005. Stracił pracę, zaczął ćpać - tam. Mąż przywiózł go, bo taki był warunek, że może tam zostać jeśli nie będzie ćpał. Od października zaczęło się. Bojki, kradzieże, ćpanie, powroty nad ranem, kradzieże z domu...Sprawy w sądzie... Kolejny wyrok w zawieszeniu, Do leczenia wiem, że nie zmuszę i nikt nie zmusi, wiem, że Kuba musi sam chcieć, moje argumenty nie trafiają...Wspomnę tylko, że Kuba w wieku 17 lat zaczął ćpać, trafił na 3 msc na terapię- zał zamknięty, pożniej przerwa chyba miesiąc i znowu do tego samego na miesiąc, zrezygnował, a raczej wyrzucili go bo wszystko rozpieprzał, całą pracę, był na NIE, wrócił po 2 dniach - kompletnie zaćpany- to była jesień. w grudniu wywieźliśmuy Kubę do Szwecji. Przepraszam ,że tak kluczę po tym naszym życiu, ale jakoś sama ginę kiedy i co było. Jedno jest pewne, narkotyki bierze, o leczeniu nie jest przekonany..."myśli" chociaż nie wiem czy tak na odczepne nie mówi, bo przedtem twardo nie, i za każdym razem było- gdybys nie powiedziała poszedłbym, atk powiedziałaś i nie pojde....
wczoraj pojechałam di monaru w poznaniu. adres znalazłam na internecie. i prawdziwa załamka, adres nieaktualny, zanim odszukałam i dobrnęłam do wiadomego mierjsca ujrzałam kartkę, że dziś nieczynne!!!! Usiadłam i ryczałam...nie miałam już sił wrócić na dworzec, żeby dojechać do domu. Ale powiedziałam sobie, zdążę to ok jeszcze próbować będę w poniedziałek- tylko nie mam urlopu ale do pracy nie jestem w stanie iść. Kuby życie wyglkąda tak: spanie, szybkie jedzenie i wyjście z domu, "później "posprząta i umyje po sobie. "później" jakoś trwa i trwa...no więc składam naczynia do miski i wynosze do jego pokoju. W pokoju totalny bałagan, ale żeby mnie nie drażniło zamykam drzwi. Kiedyś sprzątałam , teraz odpuściłam. Tak samo z praniem- mówiłam "skoro nie wiesz gdzie jest kosz na bieliznę to będą niewyprane rzeczy, ale wisi mi to, to ty śmierdzisz, jak tobie odpowiada to trudno, twój wybór". Kuba stwierdził że prowokuję jego jak tak po kilka razy mówię zeby sprzątnął, umył, zadbał o siebie i swoje życie...Wiem, że nikt nie da mi złotej recepty, nie mam sił, ale może któś jednak coś poradzi. ja widzę tylko szansę jeżeli Kuba podejmie leczenie w ośrodku zamkniętym, ale na to MUSI się zgodzić. Wczoraj zapowiedziałam że nie widzę szans na to żeby został w domu jeżeli tak ma wyglądać dalsze życie. proszę o odp. Chyba pojdę na spacer...uspokoic rozkołatane nerwy- majka
Posted: 25.02.2006, 18:32
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.06
postów:
27
Droga Majeczko...Niestety nie jestem osobą, która mogłaby poradzić Ci cokolwiek...Moge napisać tylko jak było z moim bratem. Jak czytałam, to co napisałaś, to miałam wrażenie, że znam taką sytuację...Bardzo podobnie było z moim bratem, tylko tu pracodawca zorientował sie o co chodzi i dawał mu koleine szanse, pytał jak moze mu pomóc...Ale cóz z tego jak Adam sam nie chciał. I pewnie nie chciał by do tej pory gdyby nie kolejne wyroki...a w tym przypadku to ja zdecydowałam prosić, wrecz błagać panią kurator, ba nawet sędzinę prowadzacą koleiną sprawe by postawiła ultimatum : więzienie albo leczenie..i tak też sie stało...braciszek był załamany, a ja zadowolona. do czasu..opuścił osrodek po 3 miesiacach....grożba pierdla wisiała nad nim i trafił do nastepnego ośrodka i jest tam ponad rok :) A mój mąż postanowił sam pójśc do ośrodka po 10 latach ćpania, kiedy już na prawde znalazł się na "dnie"- bez domu, bez pieniedzy..itp .On nie musiał...Chciał SAM leczyć się :) A ja trzymam kciuki i zaczynam wierzyć w potęge człowieka. Trzymam kciuki za Ciebie, życząc wytrwałości i za Kubę, który pewnie podejmie tę właściwą decyzję...Pozdrawiam:)
Posted: 25.02.2006, 20:30
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Majka, to przykre co piszesz i współczuje Ci.
Ale jakie było twoje pytanie, skoro oczekujesz odp.
Czego od nas oczekujesz ?
Posted: 25.02.2006, 20:45
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Mam pytanie- co mogę zrobić... Mąż już zwątpił, że Kuba się podniesie i będzie się leczyć, przede wszystkim, że będzie sam chciał się leczyć... Nasz sytuacja jest b. trudna- to nie jest życie- zamki w drzwiach i łapanie się na tym , że znów czegoś nie ma - bo wywietrzało.
Posted: 25.02.2006, 20:49
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Milunia może masz rację z panią kurator - tez byłam, też groźba więzienia wisi- Kuba się śmieje i mówi , ze woli do więzienia niż na leczenie. Powiedziałam, że w więzieniu na pewno Kuby nie odwiedzę, co innego w ośrodku...ale nic - pustka
Posted: 25.02.2006, 20:53
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Nie bede tego pisał co o tym myśle, bo to zbyt drastyczne dla Ciebie.... :|
Posted: 25.02.2006, 21:05
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Droga Majko- jestem ojcem narkomana. On gra na Was lepiej jak Blechacz na fortepianie. Taka to jest straszna choroba. Nie możecie mu pobłażać. Kategoryczne postanowienie albo leczenie albo natychmiast się wyprowadza. I trzymać się tego. Spakować go i wybór. Ma 23 lata jest dorosły więc to jego zycie. Tak długo jak będzie Was wodzić za nos, okłamywać, oszukiwać i Wy na to kategorycznie nie zareagujecie to on nie przejrzy na oczy. Jest to cholernie trudne, ale postępując w ten sposób jak teraz z nim postępujecie robicie mu wielką krzywdę. Brzmi to może absurdalne ale tak jest możesz mik wierzyć. Nie odkładaj tej decyzji. Jak wybierze więzienie to jego wybór, jak leczenie to też jego wybór ale na pewno kategorycznie wyprowadza się z domu dokąd to on podejmie decyzję. Nie ma innego wyjścia. Teraz stwarzasz mu komfort ćpania. Natychmiast to przerwijcie. Im szybciej tym lepiej. Uwierz, pozdrawiam i życzę wielu sił i spokoju. Musicie bardzo spokojnie mu to powiedzieć ale stanowczo, bez żadnych innych opcji. Jasno i wyraźnie. Trzymaj się i nie ma co sie załamywać, odpoczniesz jak będzie w ośrodku. Współczuję Wam, ale nie ma innego wyjścia. :cry:
Posted: 25.02.2006, 21:15
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Jasne Józek !!!!
Wywalcie go z domu.....
To takie terapeutyczne grrrrr
Posted: 25.02.2006, 21:18
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
raptus, czyżbyś próbował wywołać w kimś tutaj poczucie winy ?!
jeśli masz coś KONSTRUKTYWNEGO do dodania, może jakąś inną radę to mów, jeśli nie to zamilcz na wieki.
Posted: 25.02.2006, 21:22
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Oburza mnie takie podejście. Józek nie jest w narkomanem. Nie wie co taki człowiek czuje naprawde.
Uspokój się.
Posted: 25.02.2006, 21:22
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Jestem ciekawa co chciał powiedzieć Raptus. Drastycznie??? Nie szkodzi...Już życie tak mi dokopało, że może już nic mnie nie zdziwi i nie zaboli...
Posted: 25.02.2006, 21:29
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Pogódź się z sytuacją i nie czuj, bo nie wiele możesz zdziałać. Tylko czekać....
Posted: 25.02.2006, 21:30
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Na początku miałam oczywiście poczucie winy- że za mało czasu poświęcałam, że nie umiałam uchronić itp. Ale później jedno zrozumiałam- TO JEST WYBÓR MOJEGO SYNA co robi ze swoim życiem, boli, bo przecież jak może czuć się rodzic, gdy widzi a nie może nic, bo dziecko postawiło krzyżyk na wszystkim innym...
Posted: 25.02.2006, 21:33
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
To Twoje jedyne dziecko ?
Posted: 25.02.2006, 21:39
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
czerwiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
01.10.07
postów:
96
Kuba ma żal że nie "stawiam " się policji, gdy po niego przychodzą..że otwieram drzwi, że wpuszczam, żeby rewidowali jego pok. Juz dawno powiedziałam, ze niogdy nie będę oszukiwać, gdy robi złe rzeczy- kradzieże komórek. Nigdy nie oddałam pieniędzy za syna- bo miał długi. TO był jego wybór- zawsze tłumaczyłam, wiedział czym to śmierdzi, absolutnie się na to nie godzę i nie aprobuję - On o tym wie...Nie daję pieniędzy, nie sprzątam, mam dosyć ...jeżeli to miałoby pomóc - to do tego tez dojrzałam żeby wystawić torbę z rzeczami...TYlko mały problem- Dwie ulice dalej mieszkają moi rodzice, u których syn na ogół szuka schronienia. Kilkanaście razy nocował tam, jadł, dopiero jak wszystko powiedziałam i uprosiłam- nigdy w nocy nie otwierajcie- żeby nie wiem jaki mróz był - poskutkowało. Ale wiem, że mimo wszystko w ciągu dnia tam zachodzi...