Mam prawo dzwonić do meża raz w tygodniu i mozemy rozmawiać 3min.Korzystałam dziś z przywileju.Od kilku dni czuję,że jego samopoczucie nie jest najlepsze.Dziesieć minut przed moim telefonem wyszedł jego kolega,który był tam pół roku.Kazali mu zerwać kontakty z narzeczona bo stale o niej myslał i utrudniało mu to leczenie.Zażartowałam,że każą sie nam rozwieść i usłyszałam w odpowiedzi,że jest to mozliwe.Czy moze mi ktoś podać logiczne wyjasnienie takiego leczenia??W żaden sposób nie potrafię sobie tego racjonalnie wytłumaczyć.Jesli rodzina (podobno) jest wsparciem to dlaczego jest mozliwość,że jakiś terapeuta każe ją rozdzielić?Co z dziecmi?O co chodzi?Pogubiłam sie.
Posted: 09.02.2006, 22:51
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Też się już pogubiłem w tym wszystkim....
Posted: 09.02.2006, 23:05
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Mam pewną teorię na ten temat (zresztą w praktyce jest również bardzo widoczna) ale nie napiszę ca mam na myśli.... Widocznie nalezy się wyrzec wszystkiego i zabić w sobie wszelkie uczucia aby "uciec" chorobie..
Powinnaś polecić swojemu mężowi aby wszelkie swoje uczucia przerzucił na terapeutów.. Po co mu rodzina..
P.S. Tylko ciekawe czy terapeuta zamieszka z nim i przejmie Twoją rolę po zakończeniu terapii... To byłoby nawet ciekawe :)
Pozdrawiam
Posted: 09.02.2006, 23:25
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
nie znam takiej praktyki żeby terapeuci wymuszali na pacjencie zerwanie związków z rodziną, chyba że partner/partnerka też są osobami uzależnionymi, takie przypadki traktuje się indywidualnie.
wiem natomiast że osoby uzależnione często swoje niepowodzenia czy też trudności usprawiedliwiają czynnikami zewnętrznymi.
dlatego myślę krebos, że powinnaś dowiedzieć się u źródła o co tak naprawdę chodzi, najlepiej zadzwoń do ośrodka i porozmawiaj z terapeutą, jako żona masz pełne prawo wiedzieć czy twój mąż ma ograniczone kontakty z rodziną a jeśli tak to dlaczego.
ps. ten kolega to był w tym ośrodku 0,5 roku ? czyli jak rozumiem nie ukończył terapii ?
Posted: 09.02.2006, 23:26
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Myslałam,do dzis,że terapeuci nie robią takich rzeczy.Nie znam sprawy dokładnie,ale rozmawiałam z tą dziewczyną podczas odwiedzin w osrodku.Chodziła na terapie dla współuzaleznionych aby lepiej pomagać mu w leczeniu.Na poczatku pomyslałam,że to mogła być próba dla tego chłopaka.W sensie,że jak nie bedzie potrafił z nią sie rozstać to podobnie będzie z narkotykami.Jednak nie przypuszczałam,że mogą nakazać rozwód w celach terapii i zostawienie żony z dzieckiem.T.o duża odpowiedzialność nakazać komuś taki krok zrobić w życiu.Czy można aż tak ingerować w zycie ludzi?
Czy nie ma innych sposobów w terapii?
Zgłupiałam dziś.
Posted: 09.02.2006, 23:30
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Ten kolega dziś na społeczności dostał nakaz zerwania kontaktów z narzeczoną.Zaraz po tym spakował się i wyszedł z ośrodka.Dowiedziałam się tylko,że o wszystkim,co nas dotyczy dowiem się z listu,który przyjdzie jutro.Spanikowałam lekko.Czekam na list.Za tydzień będę w ośrodku to dowiem się więcej.
Posted: 09.02.2006, 23:43
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Nikt mi nie powie, że takie podejście ma służyć efektywności terapii... To tak samo jak pakowanie kogoś "w reklamówkę" i wystawianie za drzwi.. Paranoja!! Według mnie to jest nie ludzkie, narzucanie człowiekowi, że ma zerwać kontakt (ba, nie ma nawet prawa myśleć) z ukochaną osobą. Wiem, że zaraz zostanę napiętnowana jako "niewierna", itd, itp... Jednak jak czytam badź słyszę takie opowieści to krew mnie zalewa.
Krebos! Zaraz wszyscy powiedzą, że kolega Twojego męża chciał ćpać... Gdyby chciał się leczyć to zgodziłby się zapewne na chamskie włażenie w buciorach w jego prywatność i złożyłby narzeczoną w ofierze społeczności :(
Posted: 10.02.2006, 15:40
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Krebos witam. Pisałaś że mąż ostatnio ma nienajlepsze samopoczucie. Mi nie chce się wierzyć, żeby terapeuci kazali brać mu rozwód z Tobą. To jest nie ludzkie i aspołeczne. Tak jak Mariusz pisał jak by było zagrożenie ze strony partnera, że też bierze to by było oczywiste, choć i może nie naturalne. Ja ze swojego doświadczenia wiem, jak miałem na leczeniu też złe samopoczucie to szukałem takie przykłady ze współleczących, które w odniesieniu do mnie były by bardzo negatywne przyjęte ze strony rodziny i tak jakby utożsamiałem się z tymi sytuacjami, aby znaleźć sobie powód do przerwania leczenia, ale zarazem mieć w podjęciu takiej decyzji wsparcie w rodzinie. Zawsze wtedy pokazywałem w złym świetle i w mojej wersji takie zdarzenia. Na szczęście nie udało mi się skołować żony. Tak u mnie działała choroba. Myślę, że nie masz się czym martwić. Że to tylko takie za przeproszeniem głupie gadanie w dołku Twojego męża. Pozdrawiam i nie nakręcaj się tymi złymi myślami. Powodzenia i spokoju Ci życzę.
Posted: 10.02.2006, 16:40
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Tradycyjnie już zgadzam się z przedmówcą...
Krebos, pokrętnośc choroby zwanej narkomanią przerasta poziom intelektualny nawet znacznie przewyższający średnią. Nie opieraj się na relacjach jednej strony. Chęć umotywowania naszego postępowania osobom, na których nam zależy i uzyskania ich poparcia jest bardzo potrzebna nie tylko narkomanom. Ludzie już tacy są... Przedstawiają wówczas sytuację subiektywnie i jednostronnie, wyrywają zdania z kontekstu i zmieniają ich sens.
Pogadaj z terapeutami, zapytaj czy to prawda i jak wygląda sytuacja z ich strony. Wtedy mam nadzieję będziesz mogła zrozumieć więcej...
Kawa, przy całym szacunku do Ciebie, zauważyłam pewną prawidłowość... Czekasz z utęsknieniem na każdy post stawiający pod znakiem zapytania skuteczność leczenia w ośrodkach i metody pracy terapeutów. I ochoczo dajesz upust swoim negatywnym emocjom. Po co to wszystko??
Jeśli chcesz zniechęcać ludzi do podejmowania prób leczenia i przekonywać do tego, że jest tylko jedna słuszna droga, to powiedz chociaż proszę jaka??? Chętnie dowiem się więcej o alternatywnych formach terapii...
Posted: 10.02.2006, 18:18
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
[quote:91c7bd1f01]Kawa, przy całym szacunku do Ciebie, zauważyłam pewną prawidłowość... Czekasz z utęsknieniem na każdy post stawiający pod znakiem zapytania skuteczność leczenia w ośrodkach i metody pracy terapeutów. I ochoczo dajesz upust swoim negatywnym emocjom. Po co to wszystko??
Jeśli chcesz zniechęcać ludzi do podejmowania prób leczenia i przekonywać do tego, że jest tylko jedna słuszna droga, to powiedz chociaż proszę jaka??? Chętnie dowiem się więcej o alternatywnych formach terapii...[/quote]
Zwróć proszę uwagę, że nigdy nie skrytykowałam całokształtu lecz, owszem, krytykuję pewne formy działań czy też nakazów terapeutycznych.. I zamierzam to robić dalej, gdyż
[quote:91c7bd1f01]Ten kolega dziś na społeczności dostał nakaz zerwania kontaktów z narzeczoną[/quote]
to dla mnie absurd, żeby nie powiedzieć brzydziej... Oczywiście może być tak jak stwierdził Jozefaa, że jest to fantazjowanie męża Krebos...
Ale ustosunkowując się do powyższych postów wyrażam poprostu moją opinię!!
Droga Margaret..
Chciałabym abyś wiedziała ( a wiesz o tym moja droga...), że ośrodków jest wiele i różnią się od siebie. Niekiedy zasadniczo się różnią... A zasady funkcjonowania NIEKTÓRYCH z nich wywołują we mnie maksymalnie negatywne uczucia...
P.S. Alternatywą dla terapii stacjonarnej jest terapia ambulatoryjna-tak dla uściślenia.
Pozdrawiam serdecznie:
Kawusia :)
Posted: 11.02.2006, 11:38
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Margaret !
Dlaczego oceniasz osobę, która wyraża swój sprzeciw na niektóre działania terapeutów, ośrodków lub poradni ?
Każdy ma prawo do własnego zdania i jest coś takiego jak wolność wypowiedzi. A negowanie poglądów innych osób nie należy do założeń tego portalu.
Co do podejścia Kawy to zgadzam się, że jest ona negatywnie nastawiona na pewne formy terapii etc. Ale wcale się jej nie dziwie, ponieważ wiem, że w jej przypadku jest to w pełni uzasadnione...
Posted: 11.02.2006, 12:15
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
luty 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.02.06
postów:
6
Byłem ostatnio w poradni na Hożej w Warszawie. To co tam się dzieje to nieporozumienie. Pełno zaprutych narkomanów, walające się igły i strzykawki. A ubikacja wygląda jak wampirza stołówka !!!! Ludzie co to ma być.
I teraz przychodze do takiej poradni z moją uzależnioną od heroiny córką i co mam myśleć o Monarze gdy widzę coś takiego. A co ona może sobie pomyśleć.
To co tam się dzieje jest chore.
I nie mam nic więcej na ten temat do powiedzenia.
To skandal !!!!!!!!
Posted: 11.02.2006, 12:37
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
nie ma w tym kraju OBOWIąZKU korzystania z usług Monaru, jego poradni, jego osrodków i innych form działalności !!!
ps. dlaczego wszyscy wkoło są winni niepowodzeń, które spotykają was lub waszych bliskich ?
przecież to nie Monar kazał wam/im sięgać po narkotyki, Monar ma tylko za zadanie pomóc KAżDEMU, KTO TEGO CHCE uporać się z uzależnieniem metodami wypracowywanymi i skutecznymi od 30 lat.
nikt nie musi się na nie godzić jeśli nie chce, tak jak nikt nie musi się zgadzać na chemioterapię w przypadku raka czy inne bardzo bolesne i ryzykowne zabiegi.
Posted: 11.02.2006, 14:37
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Pewnie, że nie ma takiego obowiązku..
Apropo's Hożej to byłam tam nie raz i odniosłam podobne wrażenie.. Sadzę, że możemy na tym poratu wymieniać spostrzeżenia i o to tutaj chodzi.
Posted: 11.02.2006, 14:51
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
mam pewien kłopot
po tych postach szukając pomocy pewnie bym tam się nie wybrał, no bo te igły, strzykawki, no i ci narkomani :)
problem tylko w tym że JA WIEM, że poradnia na Hożej pomaga ludziom uzaleznionym, nawet paru uzytkowników tego portalu wiele zawdzięcza terapeutom z Hożej.
więc jaki ma sens wymiana spostrzerzeń na tematy higieniczne czy jakiekolwiek inne na tym forum ?
jeśli coś wam się nie spodobało w funkcjonowaniu poradni na Hożej czy też jakiejkolwiek innej placówki Monaru to proponuję byście składali zażalenia tam a nie tutaj.
Ja nie mam na to wpływu, oni pewnie tego nie czytają, jedyne co osiągniecie takimi postami do zniechecenie kogoś komu akurat być może wizyta tam by jednak pomogła.