<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 22 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1167

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:275
W tym miesiącu:5776
W tym roku:42540
Ogólnie:1941598

Od dnia 08-01-2002
Do dołu
Miłość to jest to, co pozostaje, gdy zabrane jest wszystko?
  • Posted: 01.02.2006, 08:04
     
    lukasz25
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     styczeń 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.01.07
    postów:
    70
    Sytuacja skrajna w odniesieniu do miłości oznacza sytuację, w której przychodzi nam kochać kogoś, kto z jakiegoś względu nie potrafi lub nie chce kochać innych ludzi, ani nawet samego siebie. Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać ludzi uzależnionych, powierzchownych czy prymitywnych, a zatem ludzi, którzy wyrządzają nieraz drastyczne krzywdy innym ludziom i samym sobie. Często jest to wręcz próba heroiczna. W polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach dotkniętych chorobą alkoholową czy narkomanią.Czy nasza miłość jest wtedy wystawiana na największą próbę. ??????
  • Posted: 01.02.2006, 11:35
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    [quote:08293e4cb1]Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać ludzi uzależnionych, powierzchownych czy prymitywnych, a zatem ludzi, którzy wyrządzają nieraz drastyczne krzywdy innym ludziom i samym sobie. [/quote]
    Jednak za coś tych ludzi kochamy... Przecież nie za ich uzależnienie, powierzchowność czy prymitywizm... Chyba coś musi się kryć pod tą skorupą, o której mówisz..
    Kochać każdy potrafi tylko część z nas nie potrafi tej miłości okazać..
    [quote:08293e4cb1]W polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach dotkniętych chorobą alkoholową czy narkomanią.Czy nasza miłość jest wtedy wystawiana na największą próbę. ??????[/quote]
    Generalnie w rodzinie dotkniętej jakąkolwiek formą uzależnienia można mówić o wielu skrajnych uczuciach, nie tylko o próbie jakiej poddawana jest miłość. Ale przecież miłość ma nieopisaną wartość i powinniśmy o nią walczyć do puki nie zaczynamy tracić własnego JA. Bo gdy je stracimy, stracimy też szacunek do siebie samych, a wtedy nikogo nie będziemy w stanie szanować.. A miłość bez wzajemnego szacunku to nie miłość! Może to brzmi jak masło maślane, ale najważniejsze jest przecież poczucie własnej wartości i to jacy jesteśmy wewnętrznie. W dużej mierze zależy to od otaczającej nas sytuacji. Im mniej "zatrute" są nasze uczucia tym więcej jesteśmy w stanie dać ich innym :)
    Pozdrawiam
  • Posted: 01.02.2006, 20:55
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    Trudno wymagać od kogoś kto rzadko (albo nawet nigdy) otrzymywał sygnały, że jest kochany, potrzebny, wyjątkowy, że będzie potrafił okazywać miłość sobie, a co dopiero drugiej osobie. Są to często jednostki zamrożone emocjonalnie, z kolcami skierowanymi na zewnątrz i do wewnątrz. Popadają w skrajności - pragną bliskości, a zarazem jej się boją. Dziecko wychowywane w rodzinie gdzie matka/ ojciec jest osobą uzależnioną przyjmują dwie skrajne postawy i albo zamrażaemocje (nie okazuje ich) albo jest nadwrażliwe emocjonalnie.
    Bycie z taką osobą napewno nie jest prostą sprawą. Wydaje mi się, że należy taką osobę otoczyć miłością. Być cierpliwym, ciepłym. Dać poczucie bezpieczeństwa którego zapewne jej brakowało. Szacunek, troskę... Mówić o uczuciach jakie przeżywamy w kontakcie z nią, ale bez oceniania jej. Dać szanse na mówienie jej o tym co ona myśli, przeżywa, czuje... I możliwe, że wtedy zacznie odbierać to co komunikuje jej własne "ja". Będzie potrafiła rozpoznać co w danej chwili czuje - złość, lęk, miłość. Zacznie powoli przyjmować wobec siebie taką postawę jaką otoczył ją jej partner... Cóż, uzdrawiająca moc miłości... Powtórzę jeszcze raz nie jest to łatwe. Ale jeśli kochasz, to chyba warto spróbować :)


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 02.02.2006, 21:19
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    Basiu napisałaś.....:"Być cierpliwym, ciepłym. Dać poczucie bezpieczeństwa którego zapewne jej brakowało. Szacunek, troskę... " tu jest "pies pogrzebany"..tak zgadzam się ,ze uzaleznieni potrzebują tego,ale tacy ,którzy choć trochę,troszeńkę przejawiają chęc zmienienia tego a jeśli 5,10,15 itd.lat ;jesli to oczywiscie jest mozliwe ,otaczasz taką osobę tym wszystkim a ona tak naprawdę żyje we własnym świecie"tym nieprawdziwym,wytyczonym przez dragi" to co wtedy z życiem tego ,który wypalił się przy niej?,ona niczym modliszka zżera cię żywcem,odbiera radosc ,szczęscie ,smiech w zamian za to oferuje samotne dni i noce WIELKĄ SAMOTNOSC.Ja zapłaciłam za to <że pokochałam narkomana...,dalej kocham czasem myslę ,że przegrałam moje zycie a czasem wstaje rano i ciesze się z tego,ze chodzi,słysze jego kroki po domu,następna przećpana noc nie przyniosła tych najgorszych konsekwencji/nieprzestaje brać,minał m-c/ widze jego wycienczenie,jego chaos,nagłe spiączki, amfa już nie działa tylko krok do przedawkowania...miłość to niepokój ,lęk,zamartwianie się czy da radę osiągnąc dno i przezyć ... kocham go tak to miłość ...cierpie w milczeniu i czekam aż ocknie się,zrozumie a cały proces znam wiem co musze zrobić zeby mu pomóc a jednak trwam u jego boku ciągle nieprzekonana o tym czy aby napewno to dobry pomysł,każdy narkoman jest inny...
  • Posted: 02.02.2006, 21:38
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    Kotunko, szczerze mówiąc bardziej chodziło mi o osobę współuzależnioną a nie uzależnioną... Jeśli chodzi o Twojego męża to niejednokrotnie wypowiadałam się, że gdy postawiłaś mu warunek a on go olał, to ty powinnaś konsekwentnie zrobić to co mu obiecałaś. W jego przypadku raczej odpowiedniejsza będzie twarda miłość - brak ochraniania, brak pobłażania. Nie rób z siebie wielbłąda, bo on to centralnie wykorzystuje. I zapewniam, że to akurat znam z autopsji.
    Sorki, za nieporozumienie. Mój błąd....


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 02.02.2006, 21:48
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    to ja przepraszam źle odczytałam twój post a jeśli chodzi o osoby współuzaleznione to zgadzam sie w 100%.....masz racje także co do "wielbłąda" hihi tylko nie wiem ilo garbowego..cóz uzalam sie tu a nie mam odwagi ...spoko dojrzeje do tego tylko potrzeba mi czasu..niedużo musze się oswoić ze swoimi zamierzeniami,które mam jasno juz nakreslone a zawsze łatwiej je napisac niż wypełnić...ale napewno nie będę trwać tak długo ,chocbym miała iśc do kawiarenki internetowej to napisze napewno co u mnie pozdrawiam was wszystkich.... :wink: a jak narazie borykam sie z prawojazdy...cholerka już czwarty raz podchodze :? icon_redface
  • Posted: 02.02.2006, 22:08
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    Trzymam kciuki za Twoje prawo jazdy... Za resztę zresztą też (a może raczej przede wszytkim :) ).


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 04.02.2006, 22:30
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Szczerze powiem, że rozmowa o miłości w tym kierunku wydaje mi się nieco dziwna i nie na miejscu. Autor tematu najwyraźniej wyszedł z założenia, że kochają tylko ludzie "zdrowi", reszta nie koniecznie coś czuje. Może źle to odczytałam, huh. Miłość nie zna pojęć takich jak uzależnienie, kalectwo, prymitywizm czy co tam jeszcze. Kochamy człowieka, a jeśli go kochamy, to taka osoba musi w sobie coś mieć. Jak napisała Kawusia: za coś tych ludzi przecież kochamy. I tutaj owe "za coś" w przypadku prawdziwgo uczucia nigdy nie będzie oznaczać rzeczy materialnych, bo miłość (w sensie czysto psychicznym) za narkotyki, pieniądze czy nawet komfort "mam kogoś i jest mi z tym wygodnie" nie jest dla mnie miłością, zwyczajnym mentalnym kurewestwem, robieniem krzywdy sobie i drugiemu człowiekowi.
    Autor sugeruje, że kochanie osoby uzależnionej to wręcz heroiczny wysiłek (biorąc pod uwagę, że druga strona jest czysta, zdrowa i ogólnie luz-blues normal). Jest w tym ziarno prawdy. Ciężko jest patrzeć na autodestrukcję ukochanego człowieka, jego powolne umieranie na własne życzenie, znosić z podniesionym czołem całe piekło, które jest nam mniej lub bardziej świadomie fundowane z takiej okazji. Tylko ja się teraz pytam autora (interesuje mnie to, bo wniosek i temat nieco zaskakujący): czy szanowny pan był kiedyś w takiej właśnie sytuacji? (vide: osoba czysta kochająca osobę uzależnioną, powierzchowną, prymitywną? Bo jeśli nie, to chciałabym się dowiedzieć, skąd autor doszedł do takich przemyśleń).
    No dobra wszystko francja-elegancja, tylko czemu stawiamy tezę, że osoba uzależniona nie kocha? To przecież bez sensu i będę się o to kłócić. Taki człowiek też potrafi kochać, tak samo czuje ból, smutek i radość, choć czasami o wiele trudniej przychodzi mu odkrycie takich uczuć, obudznie swojej własnej świdomości, aby przestać bronić się przed miłością. Jednak jak w przypadku osoby "zdrowej" człowiek, którego kocham musi mieć w sobie to coś, co w nim odnajduję i czuję. Jakieś porozumienie dusz, bliskość z jednoczesnym poczuciem wolności. Bo miłość to nie [color=red]"złotą klatkę sprawię ci, będę karmić owocami, a do nogi przymocuję złotą kulę z diamentami"[/color], nieustanna kontrola "czemu cię nie ma? gdzie byłaś dzisiaj cały dzień? dzwonię, a ty nie odbierasz!" Dla mnie osoba próbująca w ten sposób "kontrolować" drugą osobę, non stop dzwoniąc, pisząc smsy i to sławne w którejś wiadomości pod rząd "czemu nie odpisujesz? obraziłaś się na mnie?" kwalifikuje się jedynie do leczenia.
    A za co ja kocham? Za nic, po prostu. Na to składają się miliony drobiazgów, które wszystkie razem i każdy z osobna sprawiają, że jestem szczęśliwa. To porozumienie dusz, poczucie zrozumienia drugiej osoby i bycia rozumianym. Szczęście, że mogę być dla kogoś, że ten ktoś jest z tego powodu szczęćliwy. Bycie zawsze, w dobrych i złych momentach. Telefon o północy, "jak się masz?", pogłaskanie po włosach i przytulenie, gdy jestem wściekła bo zablokowali mi koła w samochodzie, przyszło wezwanie na policję, a w domu remont, drzwi pozdejmowane i śmierdzi rozpuszczalnikiem. Uczucie, że ktoś mnie przyjął i zaakceptował taką, jaka jestem, znowu dzwoni klient, chce się ustawić, oblałam się kawą, i teraz przeklinam na cały świat. Mogę dla kogoś być, ktoś jest dla mnie i to, że jest, jest najważniejsze. [color=red]Bo to wywołuje uśmiech na kocim pyszczku[/color].
    Słuchaj herr Flieg, bo nie będę dwa razy powtarzać: Wiem, mieliśmy być poważni. Głupia, głupia neostrada. Wychodzę na dach łapać promienie. Jak hellenowa zmora z telewizji przenoszę telewizor. Ty, ale o co właściwie chodziło, bo nic nie skumałam. Heroin Chic. Nie jestem dawno. "Hakerzy" - Angelina Jolie zagrała rewelacyjnie. Korporacja Umbrella na polskim rynku. Dobra, mykamy do łóżka żeby nie wyrywać sobie klawiatury, ba całego laptopa. 5-10-15. Bijaaaaacz! Meow...
    Nic nie rozumiecie? Nie musicie :wink:



  • Posted: 04.02.2006, 23:39
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    [color=red]Miłość [/color]–w zdrowym tego słowa znaczeniu, to moim zdaniem jest naprawdę bardzo trudny temat i bardzo głęboki. Faktycznie ona zawsze zostaje. Nie można tu mylić oczywiście miłości tej prawdziwej, jedynej z zakochaniem, zauroczeniem czy z seksem bo i to niektórzy mylą itp. sprawami bo to jest zupełnie coś innego. Dla mnie ta prawdziwa miłość jest miłością można powiedzieć bezwarunkową i nic nie może jej zniszczyć. Chociaż właściwie tylko jedna tak naprawdę miłość jest miłością bezwarunkową. To miłość Boga do ludzi. Bo On na pewno zawsze mimo naszego upodlenia i zepsucia i Bóg wie czego jeszcze zawsze nas będzie kochać. On nas kocha bezwarunkowo i nigdy nas nie opuści, jak i nigdy nas nie zdradzi czy skrzywdzi nawet nieświadomie. A ja zawsze będę kochał tą drugą osobę bez względu na upływające lata i czy ta osoba w tym czasie się zmieni, zestarzeje, zbrzydnie, czy zrobi się gruba, czy schudnie, czy zacznie pić, czy ćpać, czy mnie zdradzi itd. Ja nadal Ją kocham i będę Ją kochał aż do śmierci. Druga sprawa czy ona mnie również kocha tą prawdziwą miłością i jest w stanie zrobić wszystko, aby ta druga osoba była szczęśliwa / czyli czy wzajemnie pielęgnujemy naszą miłość/ bo to właśnie jest miłość dbanie nawzajem o siebie, wzajemne zaufanie, wspieranie i nie krzywdzenie świadome tej drugiej osoby. Niekiedy jednak może być tak, że mimo iż darzymy tą drugą osobę miłością i na pewno jest to miłość prawdziwa to nie możemy z Tą osobą wspólnie być i żyć. I niekiedy robimy tak dla Jej , jak i swojego dobra, że odchodzimy czasowo od tej osoby . Ponieważ poprzez nasze rozstanie właśnie nasza miłość /a raczej brak miłości/ może go pobudzić do rozpoczęcia pielęgnowania /rozpoczęcia zdrowienia/ naszej miłości. Jejku tu można napisać doktorat z tego tematu. Ale to by było na tyle jak ja w skrócie to rozumiem.
  • Posted: 05.02.2006, 03:07
     
    lukasz25
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     styczeń 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.01.07
    postów:
    70
    W sposób spontaniczny grożą wtedy postawy skrajne. Jedną skrajnością jest naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym, a drugą skrajnością jest wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzała miłość jest działaniem (konkretne słowa i czyny), dostosowanym do sytuacji i postępowania drugiej osoby. Dojrzale pokochać alkoholika czy narkomana, to najpierw poznać mechanizmy jego choroby. Człowiek uzależniony to ktoś, kto dosłownie śmiertelnie „zakochał się” w substancji chemicznej, która obiecuje łatwe szczęście, oszukuje, uzależnia i zabija. To ktoś, kto na drodze chemicznej pułapki szuka poprawy nastroju bez poprawy własnego postępowania. Jednocześnie to ktoś, kto nie rozumie samego siebie. To ktoś, kto nałogowo oszukuje samego siebie. To ktoś, kto wmawia sobie, że nie jest uzależniony i że nie ma problemu z alkoholem czy narkotykiem. Na tym właśnie polega typowy dla ludzi uzależnionych system iluzji i zaprzeczeń. Jednocześnie są to ludzie, którzy okazują się „mistrzami” w manipulowaniu najbliższym środowiskiem po to, by tworzyć sobie komfort sięgania po alkohol czy narkotyk. Uzależnieni próbują doprowadzić do sytuacji, w której obowiązuje zasada: Ja sięgam po substancje uzależniające, a inni mnie chronią, usprawiedliwiają, ukrywają przed sąsiadami i policją”. Alkoholik czy narkoman to ktoś, kto nieświadomie i wbrew swej woli robi wszystko, by doprowadzać siebie i bliskich do coraz większej krzywdy i cierpienia oraz by poddać się śmiertelnej chorobie.
    W tej sytuacji dojrzale kochać człowieka uzależnionego to najpierw dokładnie poznać tę jego dramatyczną sytuację. Wtedy dopiero rozumiemy, że dojrzała miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu czy sięgasz po narkotyk, ty ponosisz wszystkie konsekwencje twego zachowania”. Ponoszenie przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po określone substancje chemiczne jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie. Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza to na przykład, że osoba wspołuzalezniona (najczęściej żona ) nie podaje posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego pobrudzonych ubrań, ani nie usprawiedliwia jego nieobecności w pracy, gdy jest nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w chorobie alkoholowej czy narkomanii. :!: :!: :!: :idea:Jeżeli kogoś to uraziło to przepraszam z góry!!!!! :P
  • Posted: 05.02.2006, 03:38
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Hmm, temat ciekawy, więc przyda się nam jakaś literatura pomocnicza :D Ludziska, macie tutaj linka z pełnym tekstem księdza Marka Dziewieckiego z serwisu niepije.pl pt: "Miłość w sytuacjach skrajnych", który lukasz25 cytował w swoich obu wypowiedziach (no, w zasadzie to w całości były one cytatami księdza). Kolego szanowny, czemu ja muszę zamieszczać tego linka?? To naprawdę ciekawy tekst, który moim zdaniem wszyscy zainteresowani tematem powinni przeczytać.

    http://www.timi...subjects&;func=printpage&pageid=18&scope=all



  • Posted: 05.02.2006, 03:48
     
    lukasz25
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     styczeń 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.01.07
    postów:
    70
    O to mi chodziło...!!!!!Nie chciałem robic tego na forum wiec napisze ci to na privie dla zasady...!!!!
  • Posted: 05.02.2006, 03:59
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Ja tam nie wiem o co ci chodziło, zacząłeś za to ciekawy temat, z którego głównym założeniem się trochę nie zgadzam (właśnie sprowadzanie miłości do kwestii "próby" w wypadku uzależnienia), ale tekst księdza Dziewickiego naprawdę polecam. Dobrnęłam do jego końca i muszę przyznać, że to bardzo ciekawe spojrzenie, trochę inne i jak dla mnie świeże, może dlatego, iż jest ono ukazane z punktu widzenia osoby duchownej. Warto przeczytać, nawet dla samej kwestii lektury interesującego materiału.



  • Posted: 05.02.2006, 04:06
     
    lukasz25
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     styczeń 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.01.07
    postów:
    70
    Rownież polecam...zafascynowało mnie to co tam zostało napisane...i to co wy napisaliscie rownież...
    dzieki:)
  • Posted: 05.02.2006, 10:37
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Właśnie ks. Marek Dziewiecki umieszcza swoje artykóły w Dwumiesięczniku Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości "Trzeźwymi Bądźcie". Można go zaprenumerować na stronie http://www.oat.com.pl . Jest to naprawdę bardzo pomocne czasopismo dla osób uzależnionych i współuzależnionych. Prenumeruję je od kilku lat. Naprawdę polecam.
Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski