Hey przedstawię wam mój problem z jakim zmaga się napewno wiele osób. Lecz ja nie do końca potrafię się w tym odnaleść i mam nadzieję że otrzymam od was jakąkolwiek radę lub pomoc..
Jestem z chłopakiem od 2 miesięcy zanim zdecydowałam się na to żebyśmy byli razem wiedziałam, że przez 2 lata brał różnego rodzaju ciężkie narkotyki.. praktycznie wszystko oprócz strzykawy. Wszystko zaczęło się od momentu kiedy poprzednia dziewczyna go zostawiła a w rodzinie źle się układało. Dołożyło się do tego sporo problemów osobistych i po prostu nie wytrzymał psychicznie << i pierwzsy raz wziął. Od momentu kiedy jesteśmy razem (obiecał mi że już więcej nic nie weźmie) było wszystko w porządku. Świetnie układało się między nami; Zero kłutni, problemów. Po prostu nie można było wymarzyć sobie lepszego faceta. Któregoś dnia usłyszałam od znajomej osoby, że widziała go ostro naćpanego - nie wierzyłąm. Nie wierzyłam do momentu kiedy osobiście mi tego nie powiedział. Przyznał się że nadal bierze amfe pali trawe nie potrafi sobie sam z tym poradzić i najlepiej będzie jak pójdzie do ośrodka. A ja wierzyłam że już dawno z tego wyszedł...
Mowił że jestem jego jedynym oparciem, że dzięki mnie odzyskał nadzieje na kolejne dni i jest mu łatwiej.. niestety wygląda na to że nie potrafiłam mu pomóc..
Teraz jest od kilku dni na Detoxie.. drugiego dnia dzwonił do rodzicow żeby go z tamtąd zabrali, a na terapię do ośrodka (pol roku) za nic nie chce isc. Nie mam pojęcia jak go do tego przekonać a wiem że to jest jedyny ratunek dla niego bo sam już kilka razy próbował wyciągnąć się z tego bagna... nie udawało się..
Wiele osób mówi mi że jestem współuzależniona
podświadomie wiem, że nie będe mogła zostawić go dlatego że on znowu zacznie ćpać.. a ja nie chce zeby stało mu się coś złego bo pragne jego szczęścia..
Jednak nie wyobrażam sobie przyszłości tego związku.. Ciągłego zastanawiania się czy nie podda się i nie weźmie.. Wiem że to zostaje na całe życie i zawsze jest ryzyko że powróci się do nałogu.. a ja chyba nie umiem tak żyć w niepewności..
Boję się że gdy nadejdzie moment rozstania, z nim będzie jeszcze gorzej niż było do tej pory, momentami nie wiem co robić, jestem zrozpaczona, płaczę.. długi czas łudziłam się że będzie dobrze i wszystko się ułoży, lecz sytuacja raczej się pogarsza, źle sie czuje z myślą pozostawienia go samego zwłąszcza gdy przypominam sobie jego słowa "jesteś moim jedynym wsparciem"
Rozmawiałam o wszystkim z rodzicami - na początku bałam się ich reakcji, wyrzutów że zadaje sie z ćpunem lecz ku mojemu zdziwieniu przyjęli to całkiem pozytywnie - nie przekreślili go, powiedzieli że bardzo dobrze że mu pomagam, lecz według nich nie powinnam robić tego jako jego dziewczyna.. najwyżej dobra znajoma bo taki związek do niczego nie prowadzi...
Mam mętlik w głowie i nie wiem co robić..
Wiem że im szybciej rozwiąże się ten problem.. tym lepiej
...i dla niego ..i dla mnie..
Pomóżcie...
Posted: 16.01.2006, 19:51
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Pisałaś, że jesteś sensem jego życia. Też jestem narkomanem i nie widze sensu życia, prócz narkotyków. Próbowałem wyjść z tego w ośrodkach. Ale nic mnie nie cieszyło, tęskniłem do dragów. Bo tylko one dawały mi szczęście. Nie widziałem sensu trzeźwego życia i dalej nie widze. W tym calym nieszczęściu ma farta. Gdyby nie bezsens trzeźwości, wyszedłbym z tego.
Jedyne co ci moge poradzić to zrób wszystko aby pojechał do ośrodka. Przekonaj go. Ważne jest aby on sam nie chciał ćpać, bo inaczej nic z tego nie będzie. Nie wiem, zrób coś takiego co da mu do myślenia. To drastyczne ale postaw mu ultimatum, odejdz od niego poki nie skonczy z ćpaniem. Musi dostać tak po dupie aby mial dość. Jestes sensem jego życia i możesz stać się dla niego "zdrowym narkotykiem"
Posted: 16.01.2006, 20:02
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.06
postów:
6
Dzienki za odpowiedz...
To że ćpa tłumaczy tym że jest to uzależnienie fizyczne.. Uważa że po detoxie wystarczy mu jego silna wola i sam z tego wyjdzie, ale ja boje się że nie jest na tyle silny... I wciągnąć go w ten świat mogą jego znajomi z którymi przebywa na codzien
Nie wiem w jakim stopniu uzależniony jest psychicznie.. nie wiem czy jego słowa i obietnice wypowiadane są "trzeźwo" wcześniej tez mi obiecywał lecz się nie udało..
Przed pójściem na detox powiedział ze poźniej będzie próbował sam z tego wyjść. .bez pomocy ośrodka a gdy się nie uda to wtedy tam pójdzie.. Boje się że wtedy będzie za późno...
Posted: 16.01.2006, 20:42
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
[quote:f61f3099e7]To że ćpa tłumaczy tym że jest to uzależnienie fizyczne.. Uważa że po detoxie wystarczy mu jego silna wola i sam z tego wyjdzie[/quote]
nic bardziej mylnego, problem lezy w psychice.
musi wystrzegac sie narkomanow, bo jak to mówią "okazja czyni złodzieja".
[quote:f61f3099e7]Nie wiem w jakim stopniu uzależniony jest psychicznie.. nie wiem czy jego słowa i obietnice wypowiadane są "trzeźwo" wcześniej tez mi obiecywał lecz się nie udało.. [/quote]
Dwa lata to szmat czasu aby sie uzaleznic.
Obietnice ?!! Narkoman jest niewiarygodny etc. Czasami mówi prawdę lub wierzy w to co mówi, ale jej nie dotrzymuje.
Wiesz, znam tylko 2 osoby, ktore bez osrodka i nawet bez detoxu wyszły z heroiny. Ale ćpały bardzo krótko. A w twojej sytuacji nie liczyłbm na to.
A prawda jest taka, ze z kazdym dniem bardziej sie uzaleznia.
Posted: 16.01.2006, 20:53
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Inka uzależnienie fizyczne jest najłatwiej i naszybciej wyleczyć. To tylko ciało. A cała prawie choroba jego tkwi właśnie w psychice jak i duszy i to trzeba naprawdę leczyć i to długoterminowo. Ja myślę, że ty nie jesteś jeszcze współuzależniona bo bardzo krótko z nim jesteś 2 m-ce, ale to tylko moje odczucia nie znam cię i nie jestem terapeutą. Ale pewno się zakochałaśi z tego wynika takie Twoje zachowanie. Napewno jesteś na dobrej drodze do współuzależnienia. Jedno jest pewne napewno sobie nie poradzi sam czy będziesz z nim czy nie, to nie ma wpływu- sam sobie bez terapii nie pomoże!!!. To tylko takie gadanie, chociaż pewno on święcie w to wierzy taka jest to choroba. Moim zdaniem albo idzie się leczyć,albo odchodzisz i to robisz nie ma innego wyjścia Jak go chcesz naprawdę ratować to może to go pobudzi do leczenia, a jak nie to nie masz czego żałować i znikaj z jego życia dopóki nie masz go jeszcze bardzo poranionego. On podejmie decyzję czy się leczy czy nie, czyli czy jesteście razem czy nie.
Posted: 16.01.2006, 21:07
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
tak na marginesie. jozefaa czytajac twojego posta czulem sie jakbym czytal swoje .. ;)
Posted: 16.01.2006, 21:45
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.06
postów:
6
Mój chłopak jest od 4 dni na detoxie.. nie może go odwiedzić nawet najbliższa rodzina jeszcze nie można dzwonić...
Za kilka dni jego prawdopodobnie rodzice będa mogli złożyć mu 15 -minutową wizytę w obecności terapeuty..
A ja.. Pozostaje mi jedynie napisanie do niego listu.. tylko ja kompletnie nie wiem co w nim napisac..
Mówić mu że tęsknie? i czekam kiedy wróci? wtedy będzie ciężej mu wytrwać do końca terapii..
opowiadać co ciekawego dzieje się u mnie? będzie chciał wracać...
Ciężko jest mi cokolwiek do niego pisać..
Kocham go..
Posted: 16.01.2006, 21:48
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Inka doskonale Cię rozumiem bo miałam podobną sytuację, tyle że z moim chłopakiem byłam o wiele dłużej, bo może łatwiej byłoby mi podjąć deczyję o odejściu od niego choć taka alternatywa istnieje naprzykład jak nie skończy w pełni leczenia w ośrodku. Myślę, że ty powinnaś iść do jakiegoś terapeuty i powiedzieć o swojej sytuacji choćby po to aby dowiedzieć się na czym polega uzależnienia, jak się leczy, ile to trwa i jakie są konsekwencje. Gdy się tego dowiesz, sama sobie odpowiesz na pytanie czy jesteś na tyle silna noi oczywiście czy chcesz tego aby być z narkomanem. Jeśli odpowiesz twierdząco koniecznie musisz postawić mu warunek, że będziesz z nim i będziesz go wspierać ale tylko wtedy gdy pójdzie do ośrodka i go skończy. Ja też przerabiałam teksty typu "poradze sobie sam", "detox mi wystarczy i silna wola". I choć byłam przy nim cały czas i wspierałam ON szedł w innym kierunku - w kierunku narkotyków. Miał wzloty i upadki, aż do momentu gdy powiedziałam , że go nie zostawie pod warunkiem,że będzie się leczył. Wiesz nawet jeśli nie będziesz chciała z nim być i tak namów go na ośrodek. Ja wysyłając mojego chłopaka byłam tak zmęczona już sytuacją, że było mi wszystko jedno oby poszedł do ośrodka i problem z głowy, nie byłam wcale pewna czy z nim nadal będę ale miałam cichą nadzieje, że jak tam pojedzie to może w końcu coś zrozumie. A dylemat być z nim czy nie być myślę, że zawsze będzie. Ja pozostawiłam to losowi co ma być to będzie. Póki się leczy i są szanse będę z nim jak przerwie terapie to koniec bo wiem, że kolejnych prób bym nie zniosła, Powodzenia życze i trafnych wyborów.
P.S.
Koniecznie dowiedz się o jego uzależnieniu wszystkiego od fachowych osób, żeby nie mydlił Ci oczu. Narkomani to mistrzowie w kłamaniu.
ewe
Posted: 16.01.2006, 21:58
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.06
postów:
6
Sama nieraz łapię się na tym że chodzę całymi dniami przybita.. nie wiem co robić ze sobą i tą całą sytuacja. Wiem że nawet jeśli pójdzie do ośrodka i będzie wydawało się że z tego wyszedł zawsze będzie to ryzyko że powróci do narkotyków.
Zastanawiałam się czy właśnie nie porozmawiać z jakimś specjalistą ktory powiedzial by mi wszystko na temat uzależnień.. Spotkać sie z nim lub zadzwonić do kogoś takiego..
Coraz bardziej dostrzegam że ta sytuacja nie jest taka lekka jak mi się z pozoru wyglądało..
Posted: 16.01.2006, 22:09
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
oj nie jest nie jest uwierz mi. Dlatego dowiedz się wszystkiego o tej chorobie to łatwiej będzie Ci podjąć decyzję.
ewe
Posted: 16.01.2006, 22:14
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
19.01.06
postów:
6
Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak dobre słowo otuchy drugiego czlowieka może pomóc i wesprzeć.. Dziekuje wam..
Zastanawiam się tylko teraz ..co mu napisać w tym liście...
Posted: 16.01.2006, 23:00
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Że po detoxie ma iść bezwzględnie do ośrodka na leczenie albo zrywasz.
Posted: 16.01.2006, 23:04
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Droga inko ,pisanie listu do kogos kto wlasnie sie leczy to dosc sliska sprawa.Wiem jakie to wazne bo sam jeszcze niedawno czekalem na takie listy.Tu zaczynaja sie schody,jesli list pelen bedzie tesknoty i uczucia moze go wyciagac spowrotem-furtka.Jesli natomiast napiszesz list oschly tzw techniczny zacznie sie martwic i znowu furtka.Musisz dobrze sie zastanowic co i jak mu napisac w trosce o swoj i jego spokoj no i rzecz jasna z mysla o sukcesie.pozdrawiam ion
Posted: 17.01.2006, 16:27
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.06
postów:
27
Chciałam tylko napisac że wczoraj pisałam przez pół godziny, wylałam wszystko z siebie odpowiadajac na tego posta, pisałam jak to było ze mną i moim chłopakiem, potem męzem...i niestety wszystko sie skasowało :( Ale jest mi lepiej,że" wypisałam sie" :) A teraz odnośnie listów pisanych z osrodka i odwrotnie...to też mam problem. Moja córka dostaje listy od Taty swojego z wyznaniem miłosci i tesknoty- to rozumiem, a ja otrzymuje takie same a nie jestem juz prawie 5 lat.z Nim... i wcale nie dragi były bezposrednią przyczyna rozstania, (może bardziej mojej ucieczki)a przemoc psychiczna takze i czasami fizyczna...A TERAZ CO? mam wierzyć że sie zmienił? listy-(podobno doskonała forma terapii) są dla mnie kłopotliwe. Owszem On jest dla mnie wartościowym, człowiekiem,(moze nawet Go kocham), ale boje sie wracać :( a te listy własnie taką zawieraja nadzieje...teraz jeszcze maile, telefony i te listy... Moje rozmowy telefoniczne i listy są powsciagliwe, bo przecież słowa moje moga być pretekstem do opuszczenia ośrodka...nawet wyimaginowanym pretekstem...