Gdy wszystko zaczyna się układać...
Co wtedy?...
Co, gdy terapie dają ogromne efekty, gdy widać pozytywne zmiany? Co, gdy myśl o narkotyku już nie zaprząta tak głowy?
Czy po półtorarocznym pizganiu białego, w tym dwumiesięcznym ciągu, miesiąc jest tylko pozornie wystarczającym czasem leczenia?
Jedni mówią: "Potraktuj to jako okres w twoim życiu. Jak pieluchy. Zapomnij i zacznij żyć, zamiast tracić siły na walkę z nałogiem, którego już nie ma."
Inni znowu: " Babcia narkomania nigdy nie zapomina o swoich wnukach. Robisz sobie furtki. Podświadomie domagasz się narkotyku. Bierzesz na sucho. Nie chcesz łazić do poradni, bo tak naprawdę chce Ci się cholernie ćpać. G...o mnie obchodzi, że Ci się wydaje, że jest dobrze, bo zwykle g...o mnie obchodzi, co się narkomanom wydaje."
A Wam jak się wydaje?...
Co teraz?...
Posted: 15.01.2006, 08:35
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Mnie się wydaj, że nie powinnaś rezygnować z chodzenia do poradnii. W każdej terapii pojawia się moment kiedy myślimy sobie już jest oki... Nic bardziej złudnego. Wiele osób w tym momencie przerywa terapię z przeświadczeniem, że teraz już sobie poradzą. A po jakimś czasie wracają do starych nawyków. Pamiętaj, że narkomania to podstępna choroba i nie tak łatwo wypuszcza swoje ofiary. Nie daj się zwieść... Miesiąc trzeźwości to bardzo, bardzo malutko. Życzę wytrwałości i pozdrawiam gorąco.
Baśka
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Jak myślisz, dlaczego terapia uzależnienia trwa tak długo ?
napisałaś:
[quote:e5066fcd8a]Jedni mówią: "Potraktuj to jako okres w twoim życiu. Jak pieluchy. Zapomnij i zacznij żyć, zamiast tracić siły na walkę z nałogiem, którego już nie ma." [/quote]
czy to są osoby, którym na tobie naprawdę zależy ? czy to są osoby posiadające niezbędną wiedzę o chorobie zwanej uzależnieniem ?
podpisuję się pod tym co napisała Baśka, w czasie terapii przychodzą do głowy myśli, że już jest OK, że wystarczy, że sobie człowiek poradzi.
Każdy, kto posłucha tych myśli wcześniej czy później wraca do ćpania.
Posted: 15.01.2006, 10:20
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Przyłączam się do powyzszych wypowiedzi.Mój mąż miał bardzo silną motywację.Przeszedł sam detoks w domu.W ośrodku bardzo wiele osób było pod wrażeniem jego postepów w leczeniu.Jednak po trzech misiącach dostałam taki list,że zrozumiałam jak bardzo ta choroba jest podstepna.Dlatego nie przerywaj terapii by nie stracić tego co już osiągnełaś.Powodzenia.
Posted: 15.01.2006, 11:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.02.06
postów:
6
Czyli, że jestem ćpunem, któremu się tylko wydaje... Smutne.
Posted: 15.01.2006, 12:36
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Trochę wiecej optymizmu :) To nie jest dobry kierunek myslenia.Powinnaś mieć po prostu świadomość,że mogą być gorsze dni i trzeba się na to przygotować.Jak się tu dowiedziałam to ciagła praca nad sobą.Udaje sie to wielu,wiec myslę,że i Tobie sie uda.
Posted: 15.01.2006, 13:54
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.02.06
postów:
6
Mój optymizm wygasa, bo wpadam w błędne koło, krebos...
Odkąd przestałam brać, moje wyniki w nauce spadły z oczywistych powodów. Zamiast siedzieć nad książkami, tracę mnóstwo czasu na terapie, po których przyjeżdżam do domu i stwierdzam, że się na jutro nie wyrobię do budy. Musiałabym chyba się porządnie sfurać i siedzieć pół nocy, żeby cosik tam ruszyć, a tym czasem ja już padam...
Wiem, brzmi śmiesznie- Monar nie pomaga, a przeszkadza...
Wyrażę się jaśniej- Monar dał mi bardzo dużo. DAŁ- a nie daje. Myślę, że co stamtąd mogłam wziąć dla siebie, to wzięłam i jedyne, co mi teraz pozostaje, to czekać na nawroty za parę miesięcy i dopiero wtedy zgłosić się do poradni pogadać... Wydaje mi się, że jestem na tyle zdeterminowana, by skończyć z nałogiem i uczciwa wobec siebie, że nie przyćpałabym, tylko bym poleciała z płaczem do terapeuty...
Naprawdę łażenie co chwilę do Monaru koliduje mi ze szkołą i z życiem rodzinnym. Nie wiem ile jeszcze tak pociągnę.
Czy to też wymówki?
Posted: 15.01.2006, 14:50
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Myślę, że są to wymówki i nawet zawalenie nauki warte jest tego żeby zyć w tzrżwości i nie pozwolić na powrót do brania. Tu nie ma miejsca na błędy bo każdy błąd będzie kosztował Cię bardzo wiele. Myślę, że lepiej poświecić 3 h dwa razy w tygodniu na spotaknie niż borykać się z problemem przez całe życie. Lepiej dmuchać na zimne. Mój facet też zaczął pracować po 12h bo myślał, że ucieknie przed nałogiem, przestał chodzić na grupy bo nie miał oczywście czasu na nie. I co po 3 m-ach się stało, przyzwyczaił się do pracy, nic nowego się nie działo i znów zaczął brać. Pewnie jakby cały czas chodził na grupy nie doszło by do tego. Tak więc myślę, że warto poświęcić kilka godzin, Pamietaj wszystko co ciężko jest zdobyte, czemu poświęcisz czas jest najbardziej wrtościowe a efekty zaprocentują w przyszłości. Powodzenia:)
ewe
Posted: 15.01.2006, 15:21
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
26.02.06
postów:
6
Dobra, dobra... Nie zrezygnuję z leczenia. Wierzę Wam.
Ale podpowiedzcie, kiedy będę zupełnie wyleczona, tzn. na tyle, żeby nie chodzić do poradni? Czy wyczuję ten moment i jak odróżnie go od podstępów babci narkomanii?
Posted: 15.01.2006, 16:17
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Na to pytanie chyba najlepiej odpowie nasz Admin
ewe
Posted: 15.01.2006, 19:07
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
na to pytanie najlepiej odpowie terapeuta prowadzący :)
a co do wyników w nauce, które ci podobno spadają strasznie to co ci po super ocenach jak będziesz zeschizowaną, roztrzęsioną, paranoiczną pacjentką szpitala psychiatrycznego ?
Posted: 15.01.2006, 19:53
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
Jak ja zaczęłam chodzić na terapie to też wszystko w szkole zaczęło mi się wszystko walić. W domu wcale nie było mi lepiej. Moim rodzicom za to chyba wręcz przeciwnie. Z perspektywy patrząc to zostawiałam sobie wszędzie furtki i własnie robiłam to o czym mówią ci niektórzy czyli ćpaniu na sucho itp. Nakręcałam się cały czas i tylko szukałam okazji i wymówki. Stało się. Moje leczenie skończyło się wcześniej niż wogóle się zaczęło. Zaczęłam znowu(?) ćpać a do poradnii chodziłam dalej żeby nikt nie zawracał mi głowy i nie przeszkadzał dalej robić swoje.
Myślę ,że do leczenie nie można podchodzić wychodząc z założenia że samo chodzenie na terapie mi coś pomoże. Samo bywanie w poradnii nic nie pomaga, trzeba się w swoje leczenie naprawdę zaangażować i przede wszystkim chcieć. Bo pewnie będzie w twoim leczeniu niejeden jeszcze taki moment kiedy staniesz w miejscu albo zaczniesz się cofać i wtedy pojawią się własnie takie wątpliwości które są krótką i prostą drogą do ćpania.
Posted: 16.01.2006, 06:55
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Moim zdaniem White powinnaś zmienić swoje nastawienie do terapii, bo z tego co czytam mam wrażenie, że traktujesz je jak zło konieczne. Kiedyś na grupie, gdy kolejny raz powiedziałam: "Nie chce mi się" (miałam swoiste pojęcie na temat asertywności) jeden z chłopaków się wkurzył i powiedział mi, że "Nie chcieć to mi się może zupy pomidorowej, a tu chodzi o twoje życie...". Zgadzam się ze Skuld samo łażenie do poradnii nic nie da. Też tak sobie chadzałam na grupę. Siedziałam, słuchałam co inni paplają, kiedy już musiałam coś mówiłam. I to by było na tyle. W końcu wyleciałam z grupy i całe cztery miechy absty poszły się jebać. Wątpie, że w razie nawrotu (jeśli zrezygnujesz z terapii) najpierw polecisz do terapeuty. Sorki, ale brzmi to dla mnie mało realistycznie. Oczywiście, mogę się mylić. Wszak człek istotą omylną jest.
Wykaż trochę inicjatywy, zaangażuj się... A na koniec slogan z reklamy: Nie daj się, przełam się:).
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
Terapia może się stać wspaniałą rzeczą jak ją przestaniemy traktować w kategoriach KARY, ZŁA KONIECZNEGO. Przecież tam poznajemy siebie, poznajemy mechanizmy naszej choroby i przede wszystkim jesteśmy wśród wspaniałych ludzi, którzy nas rozumnieją / wreszcie ktoś mnie rozumie/. A dlaczego nas rozumie? Bo łączy nas wspólny problem - choroba. Nikt inny nie jest w stanie Cię zrozumieć. Nawet te najbardziej Cię kochające osoby jak rodzice, chłopak czy przyjaciólka. Bo tak naprawdę nie są w stanie zrozumieć Cię chociaż bardzo zapewne tego chcą i może im się wydawać, ale napewno tylko wydawać, że Cię rozumieją. Tylko osoba z takim samym problemem jak Ty jest w stanie Ci pomóc i wie oczym ty mówisz. I wzajemnie możecie sobie pomagać aby zacząć żyć na trzeźwo oraz osoba znająca sie na leczeniu tej właśnie choroby / tak jakby osoba z zewnątrz nie musi ona być też osobą chorą/. To są ludzie którzy zawsze są w stanie Ci pomóc, wiedzą co tak naprawdę czujesz, i ty mimo, że nie zdajesz sobie niekiedy z tego sprawy i im pomagasz. Nawet wtedy gdy masz ten pieprzony dzień ze zniżką i zaczniesz o tym mówić na grupie Bardzo w tej chwili będziesz sobie pomagać wyrzucając ze swojego wnętrza ten cały ból jak i im pomagasz pokazując swoim przykładem jak sobie radzisz i jakie błędy zrobiłaś nie zauważając co robiłaś źle, że zniżka Cię dopadła.