Mam 4 miesiace abstynencji i tak na codzien jakos sobie radze, przychodza jednak takie momenty ze czuje sie jak na skraju przepasci.Wiem ze robie to wszystko (tzn trzezwieje) dla siebie ,przynajmniej tak powinno byc.Sa jednak chwile ze wydaje mi sie iz tak naprawde moje dzialania motywowane sa troska o uczucia i samopoczucie bliskich mi ludzi( kobiety ktora kocham ,rodzicow, siostry) po raz kolejny popelniam ten sam blad- zaczynam zyc zyciem ludzi dookola mnie.A gdzie JA w tym wszystkim?Teoretycznie konstrujac "nowe" zycie z nimi i dla nich robie to tez dla siebie.Ale ja sie w tym spalam i gubie samego siebie.Kim tak naprawde jestem? A jesli fundament na ktorym stawiam misterna konstrukcje swojego trzezwego zycia ,nagle sie rozsypie??? Zostane z tym wszystkim sam jak mam sobie wtedy poradzic?Wydaje mi sie ze dam rade ale co bedzie jesli okaze sie ze tylko mi sie wydaje?Jak mam nabrac pewnosci ze jestem wart tego aby o siebie walczyc,sam dla siebie tak w 100%,bez ogladania sie na innych-nawet najblizszych?W zyciu moze zdazyc sie wszystko i jesli nagle zostane z tym sam jak mam przezyc????
Posted: 14.01.2006, 15:44
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
iron, twoje obawy dotyczą nas wszystkich - trzeźwych narkomanów i trzeźwych alkoholików także... Mam 15 lat abstynencji i ciągle wracają takie rozterki. Stąd jeden wniosek - do końca życia trzeba pamiętać o tym, co za nami.
Ostatnio miałam kolejny kryzys - krotki, ale za to cholernie głęboki. Po 15 latach, po tylu latach chciało mi się po prostu przygrzać... Wyjść z domu, iśc na bajzel i przywalić... Nie mam się z kim dzielić takimi myślami. W takich chwilach brakuje mi rozmowy. Nauczyłam sie przełamywać chore myślenie. Nie chcę stracić tego, co z takim trudem budowałam przez te lata.
I nie było lekko - kiedy myślę ile sytuacji mogło sprowokowac nawrót, to jest mi łatwiej. Bo jeśli poradziłam sobie 100 razy to 101 tez mogę. Jeśli twoje trzeźwienie nie będzie oparte na TWOIM dążeniu do trzeźwości, a tylko na czynnikach zewnętrznych, to popłyniesz. Bo załóżmy, że Twoja kobieta odejdzie... Co wtedy??
Musisz pokochać życie na trzeźwo bardziej niż życie po herze. Jakiekolwiek by nie było. Mnie życie nie oszczędza. Czasem długo się układa, a potem jakby wszystko się zmawiało przeciwko mnie. Wiem jedno. I powtarzam to jak mantrę. Już nigdy nie będę grzać. Już nigdy...
Posted: 14.01.2006, 16:02
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Droga Margaret, teoretycznie to ja to wszystko rozumiem, jak mam jednak po 15 latach ciagu polubic siebie na tyle aby dac sobie prawo do normalnosci? Wciaz tlocze sobie do glowy JUZ NIGDY WIECEJ!!! Ale na karku mam wciaz tego pieprzonego cpuna ktory szepcze mi ciagle do ucha "stary kim ty jestes zobacz cale twoje dotychczasowe zycie to pasmo krzywd ,cierpienia i porazek.Jakim prawem sam siebie oszukujesz ze tym razem bedzie inaczej?"Teraz znajduje sile aby z nim walczyc bo kocham, odbudowywuje zaufanie bliskich mi ludzi a co bedzie gdy tego zabraknie? Jak mam nabrac szacunku do samego siebie i jak uwierzyc w swja wartosc-tak w praktyce?
Posted: 14.01.2006, 22:43
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Czytałam Twoje słowa z 11-12ego stycznia i z dzis i bardzo rózni się ich kolor.W rozmowie z Raptusem jest chyba w Twoich słowach własnie odpowiedż na to o co tutaj pytasz.Czy się mylę? :)
Posted: 15.01.2006, 11:51
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Pewnie tak, mysle ze ja wiem jak dac sobie szanse,problem polega raczej na tym zeby w tych gorszych chwilach nie dac sie temu cpunowi omamic.Prawdopodobnie moje wczorajsze posty zabrzmialy mocno histerycznie,moze to byl slabszy dzien?Zdaje sobie sprawe ze te watpliwosci beda mnie nachodzc jeszcze nie raz i to pewnie ze zdwojona sila chce sie nauczyc temu skutecznie przeciwstawiac.Zalezy mi na trzezwosci choc moze jeszcze nie umiem docenic jej potegi.Bede sie jednak z determinacja bil z moja narkomania poki mi sil starczy.Czasem czlowiek watpi w siebie i w ludzi dookola ale to zaden powod zeby znow topic sie w tym bagnie, z ktorego dopiero co sie wylonil?Sam niewiem jestem ostatnio dosc mocno rozchustany, ze skrajnosci w skrajnosc, ale nie poddam sie tak latwo :D Zywcem mnie nie wezma
Posted: 15.01.2006, 12:48
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Każdy ma słabsze dni,ale one maja to do siebie,że mijają :) Masz wiedzę,która pozwoli Ci je przetrwać.Zastosuj ją tylko. Powodzenia :)
Posted: 15.01.2006, 12:57
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Nie bede dziekowal zeby nie zapeszyc :D Powiem tylko ze ciesze sie ze trfilem na ten portal i ze mam okazje was wszystkich poznac :P
Posted: 15.01.2006, 15:04
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Ja też się cieszę i myślę, że inni również , bo wszystkich nas łączy ten sam problem. Dobrze jest dzielić się swoimi doświadczeniami bo każdy z nas ma możliwośc dowiedzieć się czegoś co go interesuje. Im więcej różnych osób z różnymi problemami związanymi z uzależnieniem na tym poratlu tym lepiej. tak więc trzymaj się i bądź tu z nami :D
ewe
Posted: 15.01.2006, 16:58
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Mysle tez ,ze czlowiek z takimi rozterkami jak nasze ,moze czesto poczuc sie bardzo osamotniony w tym "nowym wspanialym swiecie".Przynajmniej ja tak mam, nie chce za czesto obarczac swoimi jazdami swoich bliskich, bo mysle ze maja juz tego troche dosc-i wcale sie nie dziwie.Dlatego tak cieszy mnie to miejsce,tu jestem wsrod ludzi takich jak ja ,ktorzy szukaja i mam nadzieje ze znajduja.Moze to chore ale jestem zwierzeciem stadnym i mysle ze ten portal moze zaspokoi ta potrzebe przynaleznosci.Najprosciej rzecz ujmujac moze nie bede teraz tak osamotniony w zmaganiach z samym soba
Posted: 15.01.2006, 19:14
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
wiesz ion, huśtawki nastrojów są jednym z elementów trzeźwienia, ale im dłużej człowiek żyje bez dragów tym są rzadsze i słabsze.
pamiętaj jednak o tym co ci napisała Margaret, trzeźwy narkoman zawsze pozostanie narkomanem i nie wolno mu o tym zapomnieć.
kultywuj w sobie trzeźwość, zrób z tego swoją filozofię życiową, swoją wartość.
ucz się cieszyć drobiazgami, ucz się znosić porażki - bo to jest życie właśnie, z wszystkimi jego wadami i zaletami.
piszesz, że nie wiesz jak zapomnieć 15 lat ćpania, z całym tym bagażem bólu, wstydu, poczucia winy, złości i innych emocji.
pomyśl ion o 40 latach, które, czego ci życzę, jeszcze cię czekają :)
a może więcej nawet ???
ps. co do dawania sobie rady z głodem narkotykowym, nawrotami i kryzysami to są specjalne strategie, które uczą jak sobie poradzić.
wzorem mogą tutaj być pomysły alkoholików, którzy już dość dawno opracowali szereg procedur pomagających w takich przypadkach.
potrzebna do tego jest wiedza na temat swojego uzaleznienia, opracowanie swoich osobistych sygnałów ostrzegawczych a także sposobów radzenia sobie z głodem, kryzysem i nawrotem.
myślę że warto poszukać pomocy w poradni uzależnień, myślę o terapii indywidualnej, która pomogła by ci poznać swoje mechanizmy i opracować własne strategie zapobiegania nawrotom.
to wydaje się skomplikowane na początku ale później tak wchodzi w krew, że nawet nie zauważasz jak reagujesz na kryzys :)
Posted: 15.01.2006, 23:49
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.07.06
postów:
26
Hm, ja tak słowem uwagi :)
Chciałam powiedzieć, że ważne jest również to - aby zauważać pozytywne momenty swojego życia. Pozytywnych chwil jest mnóstwo, szkoda tylko - że mało kto potrafi je dostrzec.
Ja Ci życzę, abyś wyćwiczył umiejętność cieszenia się z rzeczy małych, to na pewno Ci wiele ułatwi..
Powodzenia,
Ania.
"Kto walczy z potworami, powinien się strzec, by walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
Nietzsche Friedrich
Posted: 16.01.2006, 09:40
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
To jest właśnie to!! Nauczyć sie cieszenia z rzeczy niekiedy nawet niby błahych, małych. Piszę niby. Dlaczego? A dlatego ponieważ czy pamiętasz kiedy ostatnio wstałeś rano i powiedziałeś sobie och jaki piękny dzień! Śnieżek leży, drzewa pięknie oszronione i nie wziąłem - jestem trzeźwy. Cóż za radość!! Ja to widzę, a czy to kiedyś widziałem jak brałem, piłem NIE. A jest to przecież naturalne cieszenie się z każdej chwili życia nawet z tych niby ciężkich chwil, bo jak je zwyciężam staję się silniejszy i one mnie umacniają. Cieszyć się z tego że ja to wreszcie znowu zacząłem zauważać, że zacząłem tak naprawdę żyć od nowa, na nowo się narodziłem.
Posted: 16.01.2006, 10:20
oceń:
domownik
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
17.05.10
postów:
48
Znakomicie wiem o czm mowicie :D nawet dzis mimo tego iz przedemna ciezki poniedzialek wstalem rano ,niewyspany ale szczesliwy ze nie na skrecie.Stalem tak sobie przy oknie ,patrzac na biale,sniegowe chmury nad wawa i swiat wydawal mi sie taki piekny ,ten zapach kawy ,pierwszy papieros ,puste osniezone alejki ursynowa.Ehh zycie to cud ze nie musze tak jak przez ostatnie lata,smigac gdzies po mrozie do dilera,tylko moge spokojnie zasiasc do kompa i zabrac sie do pracy-tak spokojnie bez cisnien.Wiem ze ten czar poranka pewnie prysnie wraz z pierwszymi trudnosciami jakie dzis sie na mnie pewnikiem czaja ,gdzies posrod wydazen nadchodzacego dnia,ale nic to,jaka to bedzie satysfakcja jesli jutro rano bede czul to samo co dzisiaj.I tak mija dzien za dniem,czesto bywa ciezko ale bede probowal sie z tym zmagac,kazdy trzezwy dzien jest moj i nikt mi tego nie odbierze.W koncu nikt nie mowil ze bedzie latwo :D pozdrawiam ion
Posted: 16.01.2006, 13:39
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Ion- jeszcze zapomniałem Ci napisać o tych 15 latach zmarnowanych!! Co ja myślę na ten temat. A nie nauczyły Cię one niczego? Nie pokazały Ci jak może być strasznie na tym świecie jak można zatracić samego siebie przez to świństwo? Nie nauczyły Cie napewno niczego w końcu jednak teraz Ci potrzebnego na ten czas dobrego? I pamietaj jedno to najważniejsze TO JEST CHOROBA. Czy chory na raka będzie stale siebie obwiniał o swoją chorobę, że nap. palił paierosy, że sie urodziłz syndromem czyli z takim czymś że szybko sięuzależnia a w jego przypadku że ma to coś , że nie ustrzegł się np. błędów młodości i chormonów, które zaczynają buzować w okresie dojrzewania i wiele, wiele innych przykładów mógłbym Ci jeszcze napisać. Nie można się obwiniać stale i maltretować , ważne co teraz będziesz z tym robił!! Zawsze nawet z pozoru w niby beznadziejnych, krytycznych sytuacjach, zawsze można znaleźć pozytywy.Głowa do góry i będzie dobrze pracuj nad sobą powodzenia. :wink: