Mój brat bierze narkotyki (heroine) i bardzo zależy mi, aby trafił do naprawdę dobrej placówki, gdzie znajdzie fachowych teraputów, którzy pomogą mu poradzić sobie z problemem (bierze juz od 9 lat a heroinę od 3 lub 4, nie wiem dokładnie).
Jest on bardzo zamknietą osobą, do której ciężko naprawdę dotrzeć, z opinii terapeutki z ośrodka krótkoterminowego, wiem że strasznie też leniwą i niepracującą nad sobą.
Trudno mi oceniać jaka byłaby dla niego dobra terapia, poza tym nie mam też w tym większego doświadczenia.
Proszę o wasze opinię.
Posted: 06.01.2006, 15:22
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
napisz coś więcej o swoim bracie, ile ma lat, co bierze, opisz jego dotychczasowe próby leczenia, także czy był karany.
napisz też jaką macie sytuację w domu, co na to wasi rodzice.
w naszym kraju jest dużo ośrodków i mają swoje "specjalizacje", im więcej będę wiedział na temat twojego brata i jego sytuacji tym odpowiedniejszy ośrodek będę mógł ci polecić.
pamiętaj tylko o tym że leczenie w ośrodku jest dobrowolne i twój brat musi chcieć je podjąć.
Posted: 06.01.2006, 16:05
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
styczeń 2006
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
06.01.06
postów:
3
Mój brat ma 25 lat i tak naprawdę to nigdy nie leczył się na powaznie (bierze heroinę), nie był karany.
Przechodził koleine detoxy w domu, po których uważał, że wszystko jest oki, i nie ma żandego problemu, aż do następnej wpadki.
Po czwartym detox-e troszęczkę drgnęło, zaczął chodzić do lekarza, na terapie. Potem namówiliśmy go na ośrodek. Nie zgodził się na długoterminowy, więc stanęło na dwumiesęcznym. Niestety pobyt w ośrodku potraktował jako wakację. Na własne życzenie wyszedł po miesiącu. Po powrocie wszystko zaczynało wracać stopniowo do normy.
Niedawno przeszedł juz 5 swój detox.
Ja chce go za wszelką cenę umieścić w ośrodku długoterminowym, problem tylko jeszcze powstaje jak go do tego przekonać.
Rodzice .... i tu jest największy problem. Moi rodzicę są starszymi juz ludźmi, którzy kompletnie nie wiedzą na czym to wszystko polega, nie dociera do nich rozmowa i tłumaczenie. Oni nadal mu ufają, a on to wykorzystuje i robi z nimi co chce, oczywiście kłamiąc ile się da.
Teraz juz trochę ulegli i trzymają moją wersję, że musi iść do ośrodka, po tym jak załamał abstynencję (był pijany i pod wpływem marihuany).
Mam nadzieję tylko, ze będą konsekwentni i nie zmienią zdania.
Posted: 06.01.2006, 19:32
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Krótka piłka.
Jeżeli on sam nie bedzie chcial przestac cpac, to nie ma sensu go zmuszac do tego. I idź do poradni i nakreśl swój problem.
Posted: 07.01.2006, 00:29
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Dobra rada powinnaś moim zdaniem iść do porani i tam przedstawić problem. Oni Cię pokierują i Tobie pomogą. Współuzależnienie to też ciężka sprawa. Napewno tam uzyskasz pomoc dla siebie a z czasen i dla brata. Powodzenia i dużo cierpliwości i wytrwałosci.
Posted: 07.01.2006, 19:16
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
[quote=Danka]Po czwartym detox-e troszęczkę drgnęło, zaczął chodzić do lekarza, na terapie. Potem namówiliśmy go na ośrodek. Nie zgodził się na długoterminowy, więc stanęło na dwumiesęcznym. Niestety pobyt w ośrodku potraktował jako wakację. Na własne życzenie wyszedł po miesiącu.[/quote] Ja zauważam tu pewną analogię do tego, co robiłam, kiedy mój były chodził za mną i gadał, żebym poszła do psychologa. Wzięłam go więc pod rękę żeby poszedł ze mną, wyszłam z gabinetu i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Dlaczego? Dla świętego spokoju, żeby mi tyłka więcej nie zawracał. [quote=jozefaa]Dobra rada powinnaś moim zdaniem iść do porani i tam przedstawić problem. Oni Cię pokierują i Tobie pomogą. Współuzależnienie to też ciężka sprawa. Napewno tam uzyskasz pomoc dla siebie a z czasen i dla brata. Powodzenia i dużo cierpliwości i wytrwałosci.[/quote] Ludzie, czy nie przeginacie trochę, doszukując się wszędzie współuzależnienia :?: :!:
Posted: 07.01.2006, 19:35
oceń:
admin
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
12.03.12
postów:
532
nie przeginamy
Posted: 07.01.2006, 20:00
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Karo, chodzi o to aby rodzina, bliscy wiedzieli jak z nim postepowac.
Żeby dowiedzieli się troche o chorobie ich pociechy...
Posted: 07.01.2006, 22:26
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.04.08
postów:
24
Jak przeczytałam Twój post Karo, to nie mogłam sie powstrzymać, żeby nie odnieść sie do tego dopatrywania sie wszędzie współuzależnienia.
Moim skromnym zdaniem, to ZAWSZE JAK JEST UZALEŻNIENIE, TO JEST TEŻ I WSPÓŁUZALEZNIENIE. To jak noc i dzień, dwa kółka zębate, które wzajemnie sie napędzają. Zgadzam się z Raptusem, że ważne jest zdobywanie wiadomości o chorobie i sposobach postepowania z osobą uzaleznioną, ale dla mnie baaardzo ważne jest to, że leczenie z współuzależnienia, to NIE danie możliwości manipulowania sobą i jeżdzenia po sobie jak po łysej kobyle. Gdy jedno z kółek zębatych stanie, drugie też nie może sie kręcić jak przedtem. Korzyści są obopulne.Ktoś musi pierwszy przerwać chorą sytuację, a nie liczyłabym na to, że to bedzie akurat ta uzależniona osoba.To na tyle ode mnie:)
Posted: 07.01.2006, 22:56
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Ja to widzę tak (jeśli się mylę, wybaczcie i poprawcie mnie): współuzależnienie nie występuje zawsze w przypadku próby pomocy osobie uzależnionej przez kogoś bliskiego, tylko jeśli taka osóbka ewidentnie daje sobą kręcić i wchodzić sobie na głowę. Chodzi mi o to, że współuzależnienie zaczyna się wtedy, kiedy osoba niebiorąca jest w jakimś sensie zmanipulowana przez uzależnioną, a z braku siły, ze strachu, czy ze względu na swoje uczucie daje jakby ciche przyzwolenie na narkomańską samowolkę będąc jednocześnie swoistym oparciem i wiatrochronem. Kiedy ktoś nie stawia warunków, nie odchodzi, nie podjmuje żadnych prób zmiany sytuacji, tylko trwa niezmiennie w swoim miejscu myśląc, że ratuje i pomaga jedynie będąc. Nio, to taka moja interpretacja tego, co kiedyś przeczytałam gdzieś w jakiejś mądrej książce i jak zwykle nie pamiętam, co to było Nie miałam też nic złego na myśli, jest to po prostu troszkę dla mnie nadal enigmatyczne, że coś takiego zdaża się niemal w każdym przypadku i trochę to do mnie nie może dotrzeć, ale obiecuję w tym kierunku nadrobić braki w wykształceniu :D
Posted: 08.01.2006, 11:25
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Masz niewątpliwie rację KARO, ale nieco spłycasz problem.
Współuzależnienie to godzenie się na bycie z uzależnionym, mimo cierpienia jakie nam to niewątpliwie przynosi.
To ciągła wiara, że on/ona sie zmieni.
To godzenie się na postępującą destrukcję.
To fikcyjne przeswiadczenie, że moje działanie może mieć wpływ na podjęcie przez nią/niego decyzji o leczeniu.
To stan ciągłego stresu spowodowanego uzależnieniem bliskiej osoby.
To działania mające na celu zmiejszenie dostepu do substancji uzależniającej dające wrażenie kontrolowania sytuacji.
To nieumiejętnośc pogodzenia się ze stoczeniem się bliskiej osoby.
To trwanie mimo wszystko...
Posted: 08.01.2006, 11:51
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Napiszę krótko- To życie nie swoim życiem a osoby uzależnionej. Moje sprawy się nie liczą, właściwie moje postępowanie i myslenie jest związane przede wszystkim z chorobą i osobą jej dotkniętą. Tak jak życie osoby uzależnionej kręci się wokół środka chemicznego, tak życie osoby współuzależnionej kręci się wokół osoby uzależnionej. Uzaleznia sie od tej osoby.
Posted: 08.01.2006, 19:39
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Z tym współuzależnieniem to się tak do końca nie zgodzę, bo czy miłość do drugiej osoby np. matki do syna można nazwać współuzależnieniem i zaklasyfikować do choroby i to, że wierzy ona, że jej syn się zmieni albo nie może pogodzić się ze stoczeniem syna. Wg mnie to normalne uczucia ludzkie i reakcja ludzi, którzy je mają. Znaczy, że wszystkie osoby kochające i wierzące trzeba leczyć. A jeśli chodzi o fikcyjne przeświadczenie, że moje działanie może mieć wpływ na podjęcie przez niego decyzji o leczeniu to chyba jednak nie było fikcyjne bo w moim przypadku moje działania miały wpływ na podjęcie przez mojego chłopaka decyzji o leczeniu a również mi wmawiano, że nie mają. Myślę, że Karo miała rację, mówiąc że osoba wpółuzależniona to taka która
nie stawia warunków, nie odchodzi, nie podjmuje żadnych prób zmiany sytuacji, tylko trwa niezmiennie w swoim miejscu myśląc, że ratuje i pomaga jedynie będąc.Diagnoza wpółuzależnienia stawiana jest zbyt pochopnie a jej terść zbyt jednoznacznie interpretowana.
ewe
Posted: 08.01.2006, 19:58
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Wiedz, ze narkoman to rodzaj bestii. Na pewnym etapie potrafi ci wbic noz w plecy. Wkorzysta twoje uczucia aby zdobyc narkotyki. I nie bedzie patrzyl na to ze cie krzywdzi. Nie zrobi tego jako twoj syn, tylko jako narkoman.
Chodzi o to aby nie dac soba manipulowac.
Posted: 08.01.2006, 20:58
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Niestety, zwiazek uczuciowy z osobą uzależnioną powoduje, ze nie potrafimy nabrać dystansu do tego, co się dzieje. Współuzależnienie też sie rozwija. Z czasem jesteśmy w stanie zaakceptowac stan, którego wcześniej za nic byśmy nie tolerowali.
Spytać współuzależnionego dlaczego żyje w związku z osoba uzależnioną, to tak samo jak spytać uzależnionego dlaczego bierze...