Czy ukrywać swoje czy bliskiej mi osoby uzależnienie?
Czy ukrywać swoje czy bliskiej mi osoby uzależnienie?
Posted: 23.12.2005, 16:40
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Postanowiłem napisać ten temat po niektórych wypowiedziach. Wiem jak to było w moim przypadku. Nigdy nie ukrywałem swojego uzależnienia wśród osób mi bliskich i znajomych. Ale nie obnoszę się z moim uzależnieniem i nie informuję kazdego. Jak reagowali Wasi znajomi, rodzina na wiadomość o chorobie?
Posted: 23.12.2005, 21:13
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
28.12.06
postów:
25
Milczeniem,wspolczuciem,ale glownie rodzina.Wiekszosc znajomych nie wie o tym ze sie leczylem.Tez sie za specjalnie z tym nie obnosze bo i po co?
Posted: 23.12.2005, 21:42
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
U mnie wie tylko najlbiższa rodzinal, moja i mojego chłopaka. Tak to już niestety jest, że nie każdy uważa narkomanie za chorobę i pomimo, że dzisiejszy narkoman niekoniecznie jest brudnym, bezdomnym z dworca to nadal wśród społeczeństwa jest uważany za kogoś z marginesu. Nawet w pracy u niego nie wiedzą, że jest w ośrodku. Zawsze istnieje możliwość, że w przypadku jakiejś kradzieży to on zostanie posądzony jako pierwszy no bo przecież narkoman a jak narkoman to pewnie kradnie. Jeszcze długo nie pozbędziemy się takiego błędnego myślenia wśród społeczeństwa. Więc myślę, że z uwagi na traktowanie osoby uzależnionej i sytuacji w jakiej może się znależć lepiej aby wiedziały o jej uzależnieniu tylko osoby, które potrafią zrozumieć istotę problemu.
Posted: 23.12.2005, 22:35
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
04.04.07
postów:
55
Bałam sie powiedziec mojej rodzinie.Wiedziałam,ze pogorszy to stan zdrowia mojej mamy(ma depresje) i ze rodzice beda sie bardzo o mnie martwili jak sobie dam rade.Jednak wiedziałam,ze bede potrzebowała ich pomocy,a dwa ze nie uda sie tego ukryc.Zaraz jak sie dowiedziałam pojechałam do mojego brata,który jest alkoholikiem po trapii.Nie wiedziałam nawet co myśleć.On mi poradził co dalej.Rodzice przyjeli w ciszy,zadając tylko kilka pytan.Teraz są przy mnie.Inaczej strona męża.Tam wielka tajemnica.Bo co ludzie powiedzą.Wstyd niby.No i oczywiście wszystko moja wina.
Pomoc i wsparcie otrzymuję od ludzi.od których bym sie tego nie spodziewała.Znajomym mówie,ale nie wszystkim.Chociaz wiem,ze dowiedzą sie z innego źródła.Uczę sie mówić o tym i nie wstydzić za wszystko co robił i mówił pod wpływem narkotyków,bo to były wyłacznie jego decyzje.
Posted: 23.12.2005, 23:19
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
Ja nie ukrywam, ale też nie opowiadam o tym każdemu po kolei. Moi rodzice dowiedzieli się niestety nie odemnie (w dość kiepskich okolicznościach, od "życzliwej" osoby). Pomimo iż zostało im to powiedziane w sposób bardzo orydynarny (a są osobami na wysokim poziomie intelektualnym) to przyjęli to ze spokojem. Pomagają ale równocześnie nie są natrętni, nie wypytują, starają się nie ingerować..
Rodzina mojego narzeczonego dzieli się na dwa "obozy" :)
Jego ojciec mieszka sam i jego stosunek jest dla mnie ciężki do określenia.. Pomóc jest w stanie, owszem, ale tylko finansowo (a taka potrzeba jest na całe szczęście rzadko). Myślę, że już nie ukrywa faktu choroby swojego syna, ale też nie do końca rozumie jej istotę..
Jego mama bardzo długo starała się ukrywać uzależnienie syna, a następnie przeszła do "ofensywy" czyli opowiadała WSZYSTKIM dodając dziwne szczegóły, stawiając się w pozycji osoby najbardziej pokrzywdzonej...
Generalnie nie powinnam nikogo krytykować, ale popadanie ze skrajności w skrajność przynosi kiepskie rezultaty...
Posted: 24.12.2005, 13:52
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.01.06
postów:
70
[quote=Kawa_z_mlekiem]Ja nie ukrywam, ale też nie opowiadam o tym każdemu po kolei. Moi rodzice dowiedzieli się niestety nie odemnie (w dość kiepskich okolicznościach, od "życzliwej" osoby). Pomimo iż zostało im to powiedziane w sposób bardzo orydynarny (a są osobami na wysokim poziomie intelektualnym) to przyjęli to ze spokojem. Pomagają ale równocześnie nie są natrętni, nie wypytują, starają się nie ingerować..
Rodzina mojego narzeczonego dzieli się na dwa "obozy" :)
Jego ojciec mieszka sam i jego stosunek jest dla mnie ciężki do określenia.. Pomóc jest w stanie, owszem, ale tylko finansowo (a taka potrzeba jest na całe szczęście rzadko). Myślę, że już nie ukrywa faktu choroby swojego syna, ale też nie do końca rozumie jej istotę..
Jego mama bardzo długo starała się ukrywać uzależnienie syna, a następnie przeszła do "ofensywy" czyli opowiadała WSZYSTKIM dodając dziwne szczegóły, stawiając się w pozycji osoby najbardziej pokrzywdzonej...
Generalnie nie powinnam nikogo krytykować, ale popadanie ze skrajności w skrajność przynosi kiepskie rezultaty...[/quote] AZ DZIW BIERZE ALE MAM PODOBNA SYTUACJE DO KAWY Z MLEKIEM. MOI RODZICE SA WSPANIALYMI, WYROZUMIALYMI LUDZMI I MIMO IZ TAKIE PROBLEMY SA IM OBCE, TO STARAJA SIE BARDZO TAKTOWNIE MI POMAGAC...CZASEM WIDZE ICH BEZSILNOSC I TO NAJBARDZIEJ RANI:( COZ, ZAS RODZICE MOJEGO MEZA SA TAKZE PODZIELENI NA DWA OBOZY. TESCIOWA UWAZA ZE TAKI PROBLEM TO NIE PROBLEM I MOZNA SIE OT TAK GO POZBYC NATOMIAST TESC (CHCO ZA TO NIE CHWALI:)) STARA SIE ZROZUMIEC ZLOZONOSC PROBLEMU I MYSLE, ZE MOGE NA NIEGO LICZYC...
Posted: 24.12.2005, 20:13
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
Moi rodzice bardzo długo nie mogli, bądź też nie chcieli uwierzyć, że jestem narkomanką. Nie ukrywali faktu, oni po prostu nie wierzyli, więc po co opowiadać coś, co nie jest prawdą? Fakt dotarł do nich dopiero z moim telefonem do domu: słuchajcie, za 2 dni mam być w ośrodku. To było trochę jak przebudzenie. Smutek, ale i zrozumienie, rozmowa bez wyrzutów i wzajemnych oskarżeń. A ja? A ja byłam zadziwiająco rzeczowa i spokojna.
Teraz? Myślę, że pogodzili się z faktem. Starają się zrozumieć, z czym mają do czynienia (mniejsza, jak im to wychodzi;)), ale nie traktują mnie inaczej. Pomagają mi tym, że nie mają mnie za osobę, która stanowi zagrożenie, która jest gorsza, czy której należy się wstydzić. Wiem, że nadal mnie kochają i nic nie jest w stanie tego zmienić... Nie mogłam chyba marzyć w takiej sytuacji o niczym innym... I nie chodzi tu o kwestię kasy, od której mnie nie odcieli, tego, że nadal mieszkam sama w innym mieście, czy że żyję jak chcę. Chodzi o nich, ich uczucie i podejście jak do człowieka. Wiem, że zaraz conajmniej kilkia osób zacznie się ze mną kłócić w tej kwestii ale powtarzam, to nie o kasę chodzi.
Dziś Wigilia. Widzę, że nawet moje dwie kochane panie przemówiły ludzkim głosem:)
A co do netykiety, popieram, ale przecież był post o braku kultury i nawet admin wypowiadał się na temat wersalików... breek, powinnaś była go przeczytać bo wydaje mi się, że temat dotyczył ciebie.
Ale wracając do tematu: Moja dziewczyna stara się nie mówić o swoim uzależnieniu, dużo jej to utrudnia. Jednak najbliższe otoczenie, które o tym wie, wspiera ją i nie osądza.
Posted: 25.12.2005, 08:31
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.01.06
postów:
70
ALE JA TAK LUBIE ...KAPSA!!!!!! Ale ok. Sa Swieta i spuszcze nieco z tonu ale widze, ze przyczepnosc pewnych jednostek jest niezmienna...:) POGODNYCH Swiat KARO!!
Posted: 25.12.2005, 10:13
oceń:
neofita
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
24.07.11
postów:
677
Raczej nie informuje o tym postronnych osób. Głównie z obawy jak zareagują (boję się odrzucenia, napiętnowania). Jeśli już komuś mówię, to muszę tą osobę naprawdę długo znać. I jak do tej pory główną reakcją był szok, zdziwienie... Choć nie przeczę, że czasami zdarza się, iż niektóre osoby dowiadują się o tym wbrew moim intencjom. Tak jak naprzykład w tym roku na Woodstocku. Spotkałam osoby z grupy na którą chodziłam przez jakiś czas (krótki dla ścisłości) i co było dalej każdy może sam się domyślić. Chłopacy z którymi akurat byłam nie powiedzieli nic. I chyba nie powiedzieli też innym. I za to im dziękuję. Dla mamy to też był szok. O wszystkim dowiedziała się z pamiętnika. Ja akurat leżałam sobie spokojnie na neurologii. Podobno sprzątała i wyleciał jej test dla osób zagrożonych uzależnieniem. Chyba na 24 pytania 18 odpowiedzi świadczyło, że mam z tym problem. No i wtedy zaczęła czytać moje zapiski. Akurat trafiła na fragmenty, w których opisywałam jazdy na morfinie. Jak przyszła do szpitala powiedziała tylko, że porozmawiamy jak wyjdę. Ale tak właściwie do żadnej rozmowy nie doszło. Chciała tylko, abym poszła do poradni. Tyle, że ja wtedy chciałam brać. Więc powiedziałam, że oni mi nie potrafią pomóc i to w sumie wystarczało do tego bym nie musiała się tam pojawić przez następny rok.
Obecnie nie rozmawiamy o tym. Moja mama uważa, że gdybym miała silną wolę to już bym sobie z tym poradziła. Czasami puszcza komenty, które mają chyba motywować, ale tego to nie jestem pewna. Rodzeństwo zareagowało spokojnie (oprócz siostry, ale o jej reakcji wolę nie pisać). Ojciec i najstarszy brat o niczym nie wiedzą. Ojciec, bo i tak by go to nie zainteresowało. Brat, bo wyprowadził się długo przed tym jak wyszło to na jaw i mama uznała, że lepiej mu o tym nie mówić.
Najbliższa koleżanka zareagowała zrozumieniem i cóż strasznie ciśnie, jak robię coś nie tak.
"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez