Moi drodzy może Wy mi coś powiecie na temat. Otóż usłyszałam od terapeutki ośrodka, w którym przebywa mój chłopak takie słowa "To nie będzie osoba do lampki wina przy kolacji" ponieważ osoby kończące terapie nie mogą pić alkoholu bo to zmienia ich świadomość. Czy to oznacza, że on nie będzie mógł nigdy wypić nawet piwa :?: .
Pozdrawiam
ewe
Posted: 22.12.2005, 20:40
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
A co za różnica czy będzie mógł czy nie będzie? Móc może zawsze pytanie tylko czy chce.
Wiele osób zaraz po wyjściu z ośrodka nadużywa alkoholu, niektórzy zaczynają pić później w "normalnych" ilościach (okazyjnie), a inni wcale. Fakt, że osoba pod wpływem alkoholu traci nad sobą kontrole, nie myśli racjonalnie, łatwiej ulega wpływom i namowom innym. Dlatego może być to niebezpieczne. Jest?
Gorzej gdy alkohol staje się drogą ucieczki od rzeczywistości ,którą do tej pory (drogą ucieczki) były narkotyki. Albo sie zamienia narkomanie na alkoholizm albo wraca do narkomanii. Hm.
Posted: 22.12.2005, 21:07
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Tak to prawda nie będzie mógł pić nawet piwa jeżeli będzie chciał być oczywiście czysty. Piwo to też alkohol!!! Jest bardzo wiele osób alkoholików, którzy byli niby tylko piwoszami. To tak jak niektórzy mówią że są miękkie i twarde narkotyki /jak zapewne już wiesz że nie dopuszcza się takiego podziału wsród osób znających się na narkomanii czyli terapeutów i neofitów/. Moim zdaniem nie będzie mógł pić alkoholu ponieważ alkohol podobnie jak narkotyki zmienia świadomość, a co za tym idzie nie będzie "zdrowo" myślał. W takim stanie nie będzie realnie oceniał sytuacji / nawet po bardzo małej dawce alkoholu/ i może bardzo szybko wrócić do ćpania. Mój syn także zachowuje się teraz tak jakby był uzależniony od alkoholu. Mówił,że wiadomo że nie jest alkoholikiem ale nie chce już ćpać a alkohol to jest to samo /tu nie cenzurowane słowo powiedział/. Ale piszesz tak jakbyś TY była przerażona tym, że on nie będzie mógł NAWET piwa pić. Zapewniam Cię, że życie bez alkoholu w całkowitej abstynencji jest przecudowne / są zabawy czy sylwestry itp.abstynenckie/. Wspaniali ludzie się na nich bawią i możesz być pewna, że na drugi dzień nikt nie ma tego paskudnego kaca. :D Dla jasności sytuacji jeszcze Ci napiszę, że i Ty nie powinnaś a raczej nie będziesz mogła w jego obecności / jeżeli Ci na nim naprawdę zależy a tak pewno jest dlatego to piszę/ pić alkoholu nawet jak Ty to piszesz piwa. Było by to dla niego zbyt duże zagrożenie /zwłaszcza w pierwszych latach jego trzeźwienia/, stracił by poprzez to komfort trzeźwienia. To naprawdę bardzo ważne moim skromnym zdaniem. Pozdrawiam. :wink:
Posted: 23.12.2005, 12:37
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
15.12.06
postów:
67
Stempelku, niepicie alkoholu to nie jest tragedia:) Ale nie byłabym tak radykalna w poglądach jak jozefaa. Osobiście piję alkohol okazjonalnie i nie czuję w związku z tym dyskomfortu. Mam tylko jedną zasadę - nie sięgam po alkohol jak jestem zła, smutna albo zestresowana. Trochę się boję... Nie czuję również dyskomfortu kiedy na imprezie ludzie częstują mnie trawą a ja mówię: DZIĘKI, NIE PALĘ. Mam zasady, których przestrzegam. Nie przekraczam pewnych granic. Nie znaczy to, że każdy tak ma. Moja najbliższa przyjaciółka (skończyła leczenie miesiąc po mnie) najpierw zaczęłą popijać, a po 10 latach wróciła do grzania. Nie ma reguł. Po leczeniu trzeba być czujnym i ostrożnym, ale nie można unikać "normalnego" życia. W ostateczności wybór zawsze należy do mnie.
Pozdrawiam.
Posted: 23.12.2005, 13:10
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.02.12
postów:
862
Może Margaret ma rację że trochę przesadziłem, bo sam jestem alkoholikiem. Ale też pisałem, że na początku drogi ku trzeźwości trzeba być w tej sprawie ostrożnym. Widzę jak syn postępuje w tym względzie. On nawet nie chce wchodzić do sklepu tam gdzie jest alkohol a jak już pisałem nie jest alkoholikiem. Margaret już jesteś wiele lat jak wynika z Twojej wypowiedzi trzeźwa. Ja także chodzę teraz na imprezy gdzie jest alkohol już mi picie innych nie psuje mojego komfortu trzeźwienia chociaż jak mam słabsze dni to czuję kiedy lepiej wcześniej wyjść. Ale na początku drogi byłem bezwzględny w tym temacie. I myślę, że lepiej na początku dmuchać na zimne. Z czasem przez lata trzeźwienia samo się to unormuje. Moim skromnym zdaniem lepiej być naprawdę ostrożnym. Na takie postępowanie z alkoholem zresztą syn także jest bardzo wyczulany w ośrodku. Ale oczywiście jest to indywidualna sprawa. Każdy reaguje inaczej.
Posted: 23.12.2005, 15:15
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.05.06
postów:
27
Niestety albo na szczęście tak jest. Kiedy mój mąż (wtedy chłopak) przestał brać heroine(jakies 8 lat temu) było ok. ale niestety szybko znalazł " zastepnik" w postaci alkoholu. A zaczeło sie od niewinnych wyjsc na browarka..potem juz nie jednego, wkoncu w gronie znajomych...Potem wiecej i wiecej. Zaczeły mnozyc sie problemy...Przyszła na świat nasza córka. Po roku małżenstwa rozstalismy sie, ale tylko fizycznie, bo emocjonalnie i "na papierze" wciąż jestesmy małżenstwem...A on Wrócił do heroiny..Starałam sie..Poczułam sie gorzej od zdradzanej żony..
W tym samym czasie mój brat( choc to zupelnie inni ludzie)trafił do ośrodka, potem nastepnego...i tak juz go nie ma 2 lata..
A mąz tez zdecydował sie na leczenie tez jest w ośrodku, narazie 4 miesiace...KIEDY BRAT I MĄŻ SKONCZĄ TERAPIE BEDA TRZEZWI I NAWET KROPLA ALKOHOLU MOZE IM ZASZKODZIC...BO POPAŚC Z JEDNEJ CHOROBY W DRUGĄ JEST PROSTO...ZNIWOLIC UMYSL I CIAŁO TEZ...POZDRAWIAM.
Posted: 23.12.2005, 15:53
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
maj 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
27.01.11
postów:
61
po przeczytaniu posta Margaret, odrazu odniosłem go do siebie, czy ja bym nie mógł tak samo itd......, ogólnie to jest tak, że boje się alkoholu, to nie mój środek, jestem pewny że zaraz po nim pojawiły by się narkotyki i wogóle niechce ryzykowac........choć czasem przyznaje to, z wielką checią napił bym się wina z czarną do kolacji, lub piwa w upalny dzien......nie myśle wtedy o tym żeby sie upic tylko napić, jednak strach przed tym co mogło by mnie spotkac jest wiekszy, tak jak i świadomośc kim jestem.......bardzo mecze się przebywając na weselu, raz byłem po powrocie z ośrodka i tragedia dla mnie, na poprawiny nie poszedłem z wesela zmyłem sie zaraz po północy wszyscy dookoła pili.....jak pili to luz, ale pijanych typów to juz nie tolerowałem, jak wszystko bedzie szło dobrze czeka mnie nastepne w przyszłym roku:) masakra 8)
Posted: 28.12.2005, 19:42
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.01.06
postów:
70
To prawda. Alkohol sprawia, ze stajemy sie bardziej wyczuleni na nasze potrzeby i zanikaja granice w ich zdobywaniu. Oczywiscie to wszystko zalezy od predyspozycji organizmu i ilosci wypitego trunku :twisted: . [b]Jesli jednak uda nam sie w koncu stac czystym, to zadna dawka nie jest dla nas bezpieczna...!i zadna chwila nazwijmy to *przyjemnosci* nie jest warta powrotu do tego koszmaru... [/b]
Posted: 29.12.2005, 14:11
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
A ja Wam powiem, że alkoholu nie lubię i nigdy nie lubiłam. No, może gingers cynamon raz na 3 miesiące ze znajomymi w pubie czy szampan w sylwestra. Znajomi wiedzą, jaki mam stosunek do picia i nikt mnie na szczęście nie namawia, wiedzą, że jak będę chciała to się napiję, więc nie ma potrzeby truć, bo jak ja nie mam na coś ochoty to kaplica;).
A wracając do tematu... Nie powinni pić zaleczeni alkholicy. Reszta niech po prostu uważa. Zresztą, każdy niech uważa.
Jeśli idzie o Polskę i alko: Gdyby głupota miała skrzydła, dawno odlecielibyśmy w kosmos.
Posted: 29.12.2005, 23:08
**nieznany użytkownik**
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
10.01.06
postów:
12
picie alkocholu???? niech wogole kazdy alkochol wycofaja i bedzie spokoj....ja nie lubie pic..ale wracajac do polskiego picia..co tu sie xxx za przeproszeniem dzieje w tej xxx polsce..11 letni chlopiec znaleziony na ulicy przez policjantów nawalony jak meserszmit...2,5 promila to juz o czymś swiadczy....To jest Polska!!!!
Posted: 29.12.2005, 23:12
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
maj 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
07.04.08
postów:
24
Tak czytam sobie to co piszecie i chcę dołączyć swoje pięć groszy:)
Mój chłopak ma uzależnienie krzyżowe (alkoholik i narkoman) i z doświadczenia wiem, że jak miał głody itd, to tak samo nieznośnie się zachowywał. Chcę przez to powiedzieć, że dla narkomana ćpanie i picie alkoholu często jest tym samym -te same mechanizmy działają. Jak pił to też ćpał i odwrotnie. Nie każdy ma oba uzależnienia, ale czy warto dla kilku piw czy kieliszków wina ryzykować powrót do ćpania? Również słyszłam o wielu przypadkach zamienienia sobie uzależnienia z jednego na drugie.
Jeden czort, oba środki to chemia. Pewnie, że jeden kieliszek nie spowoduje powrotu do ćpania, ale skąd wiadomo, który może to spowodować???
A kolacje przy świecach bez alkoholu także mogą być baaaaardzo romantyczne:)) To kwestia zmiany nawyków:)
Pozdrowionka!!:)
Posted: 30.12.2005, 09:01
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
październik 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
21.01.06
postów:
70
Picie jest i niestety bedzie jak sadze bardzo modne wsrod mlodziezy... :cry: Moze dlatego, ze mlodzi ludzie maja wiecej okazji do wypicia. A juz najbardziej mnie zlosci bajka[b] ze piwo to nie jest alkohol![/b].Slyszalam to wielokrotnie od ludzi i jestem pewna , ze nie ma nic bardziej mylnego ... Za sciana mam cala rodzine ktora od lat wlewa w siebie tylko i [b]wylacznie piwo[/b] i z dnia na dzien staczaja sie coraz nizej. Czlowiek, to takie stworzenie, ktore potrafi sie uzaleznic prawie od wszystkiego...-od alkoholu, narkotykow, milosci a nawet drugiej osoby. I nie istnieje pojecie[b] odwyku ratalnego...[/b] Albo z tym[b] konczymy[/b] albo brniemy w to dalej. Wybor nalezy do nas samych. Mysle, ze wybory sa rozne w zaleznosci od sily woli, okolicznoc, znajomych, trybu zycia itd. Ale wiem jedno.- trzeba unikac wszelakich pokus zwiazanych z naszym problemem...