Wyczuwam tu lekką ironię.. Ale może jestem przewrażliwiona!? Tak, napewno tak jest.
Mariusz rzucił temat. Nie było w nim żadnej wzmianki o krytykowaniu opini zawartej we wpisach innych użytkowników.
Zauważyłam, że to ostatnio jakaś mania..
[quote:b1bd91cf31]
Oczywistym jest, że człowiek wolny ma do wszystkiego prawo, nawet do niszczenia własnego życia, ale czy ma prawo niszczyć życie najbliższym
[/quote]
Otóż, jak juz zauważyłaś człowiek wolny ma do wszystkiego prawo.. Jeśli chodzi o niesienie pomocy to jest to tylko wolny wybór osoby, która sie tego podejmuje. Nie spotkałam się jeszcze z narkomanem, który komunikuje swoim bliskim "musicie mi pomagać".. Nie opowiadaj proszę truizmów. Jeśli ktokolwiek stwierdza: chcę pomóc, mam nadzieję, że się uda to nawet jeżeli niszczy w ten sposób (Twoim zdaniem) swoje życie to robi to tylko na własne życzenie i z własnej nie przymuszonej woli.
The end
[/color]
Posted: 14.10.2005, 22:50
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
lipiec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
13.10.05
postów:
8
matka moja chciala nawet wniesc do sadu o ubezwlasnowolnienie mnie...:/...zachowywalam sie jak dzikie zwierze na ktore zarzucono siatke a ono chcialo sie z niej wydostac ,miotalo sie,darło wnieboglosy...i tak moja stara byla zarzucajacym siatke a ja bylam tym na ktorego ja zarzucano...chciala mi pomagac na sile a ja nie widzialam nic zlego w tym co robie...nie potrafilam spojrzec na to co robie z zewnatrz...mysle ze dopoki ma sie sile i najdrobniejsza ilosc nadziei trzeba pomagac....nawet wbrew woli...a nie wychodzi najczesciej na poczatku bo kazdy chce byc wolny i zyc po swojemu...
<==white widow ŁDZ==>
Posted: 15.10.2005, 12:20
oceń:
neofita
zarejestrowany:
sierpień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
22.12.07
postów:
361
I ten wątek-zająć się własnym życiem...
A co jeśli osoba chora to sedno życia albo jego nieodrywalna, istotna część!?!
Myślę, że należy robić WSZYSTKO co możliwe i nie możliwe też.
A nawet jeśli starania zakończą się fiaskiem to jedyne co możemy wtedy myśleć to "starałam się pomóc za wszelką cenę, niestety się nie udało" a nie "nie pomogłam w porę i już jest za późno".
[/color]
Posted: 17.10.2005, 15:49
oceń:
moderator
zarejestrowany:
wrzesień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.01.12
postów:
1076
No, prawo mamy zawsze. Tak samo, jak mamy prawo ukraść komuś samochód. Ale to, że mamy prawo wcale nie oznacza, że do jest OK, czy że obejdzie się bez konsekencji.
Posted: 17.10.2005, 16:10
oceń:
rezydent
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.02.12
postów:
138
czasami decyzje podejmowane przez osobą uzależnioną są o niebo lepsze od tych podejmowanych przez tych którzy chcą pomagać. i co jak ci drudzy tego nie widzą?
Posted: 17.10.2005, 18:49
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Ja uważam, że bezwzględnie trzeba nawet wbrew osoby uzależnionej zmusić ją do leczenia. A dlaczego tak uważam. Sam byłem zmuszony do leczenia przez żonę z alkoholizmu, i dzięki Jej za to,/chociaż wtedy myślałem zupełnie odwrotnie/. Uważałem, że piję tak jak inni, nie przepijam pensji itd. itp.i jest ok. Osoba uzależniona ma poprostu chore /pijane/ myślenie nawet wtedy gdy jest niby trzeźwa czy czysta. Nie może kierować swoim życiem bo nie jest w stanie tego robić w zdrowy sposób, jego życiem kieruje środek chemiczny. A ten kto myśli inaczej niech się postawi w sytuacji matki czy ojca, ktorzy chowają swoje dzieci i to dziecko zaczyna pić, czy ćpać. Dla mnie ci rodzice, którzy nie zmusiliby swojego dziecka do leczenia w ten czy inny sposób, to są osoby emocjonalnie niedorozwinięte, które pozwalają na samozagładę swojemu dziecku. To nic innego jak zwyrodnialstwo. Sam zmusiłem syna do leczenia i jest już rok w ośrodku. Jest już zupełnie innym człowiekiem. Rozmawiamy z sobą jak syn z ojcem, a nawet lepiej jak przyjaciele. A co by było jak bym go nie zmusił? Tak jak jego koledzy, by wyleciał ze szkoły, chodził jak cień po ulicach i się zabijał na naszy oczach. Cała nasza radość życia, by umarła razem z nim, a my wzajemnie byśmy się obwiniali czy nie mogliśmy jednak czegoś więcej dla niego zrobić. To nasze dziecko, które zawsze KOCHAMY bez względu na to, co zrobi i jak postępuje i zawsze będę je ratował nawet wbrew jemu samemu jak i innych którzy myślą inaczej, nawet gdybym miał oddać życie w JEGO obronie/ tak w obronie przed nim samym czy przed dilerami- jednego już takiego barana bez szyi, napakowanego nauczyłem co to znaczy miłość ojcowska od roku się już nie pokazał/. To nie prawda, że to jego życie i może robić co chce!! Niektórzy z Was są bardzo młodzi 18 czy 20 parę lat macie i uważcie, że macie prawo ze swoim życiem zrobić co chcecie nawet je zećpać na śmierć. A pomyśleliście o tych, którzy Was urodzili i wychowali? Jakie życie im fundujecie. Gdzie jest miłość i solidarność rodzinna, Wy też macie obowiązek dbania o rodziców i rodzinę, starzejemy się i z czasem będziemy potrzebowali Waszej pomocy i opieki kochamy Was, i mamy nadzieję mieć w Was oparcie/ nawet jak Wam się wydaje, że mamy Was gdzieś- to nigdy nie jest prawda, tak się Wam tylko wydaje!/. Nie można patrzeć tylko na koniec własnego nosa. Zdenerwowałem się niektórymi wypowiedziami. Myślicie tylko o sobie. Obudzicie się z ręką w nocniku, i może być za późno. Znam naprawdę bardzo, bardzo wiele osób, które przestały brać czy pić, ale w między czasie stracili naprawdę już wszystko oprócz resztek własnego popieprzonego życia i teraz tego bardzo żałują. Chcą żyć w miarę normalnie na trzeźwo/ możecie mi wierzyć nie zamieniliby najgorszego dnia trzeźwego na najlepszy dzień gdy pili czy ćpali/. Nie mogą już tego naprawić co stracili bo ich matki, ojcowie czy żony itd. już nie mogli dłżej wytrzymać widoku samozagłady ich ukochanej osoby, dłużej cierpiec nie mieli już sił i odeszli z tego świata ze zmartwienia. Obyście Wy nigdy tego nie przeżyli. Nie życzę tego naprawdę nawet największemu wrogowi. Tego bólu jaki przeżywają rodzice nie da się opisać. Chcecie to wierzcie , nie to nie. Ja wiem i jestem tego pewien - trzeba zmusić do leczenia i zrobić wszystko aby wyrwać alkoholika czy narkomana ze szponów śmierci. Taki nasz zakichany obowiązek, taka nasza powinność. Sory, jeżeli kogoś uraziłem. Nie był taki cel mojej wypowiedzi. Celem było ukazanie niektórym, że ich życie tak faktycznie, nie jest tylko ich życiem i nie mogą sobie robić z nim co chcą, a raczej co chce zrobić z ich życiem chemia!!. Pa pogody ducha.
Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983
Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
Posted: 18.10.2005, 08:51
oceń:
pretendent
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
03.07.10
postów:
70
Yoy... Dla mnie to jakby strasznie trudny temat.
- czy narkoman ma prawo do cpania? - nie ma prawa, bo tak jest zapisane w ustawie
- czy narkoman powinien miec prawo do cpania? - chyba tak, na tym polega jego choroba ze cpa. Nie mam prawa wymagac od chorego zeby nagle stal sie zdrowy.
- czy rodzic ma prawo zmuszac dziecko do leczenia? - tak. Powiedzialbym ze nawet obowiazek. Jak sie zdecydowal i splodzil, to powinien i wychowac, a wychowanie czasem wymaga zmuszania.
- czy dziecko ma obowiazek sie leczyc z milosci do rodzicow? - nie, ale musi sie liczyc z konsekwencjami.
- czy dziecko ma obowiazek kochac rodzicow? - ??
- czy leczenie dla rodzicow to dobra motywacja? - podobno na poczatek kazda jest dobra.
- dla kogo sie ma leczyc narkoman? - leczylem sie dla siebie i nie biore. Ludzie ktorych znam maja podobnie.
- czy jak ktos wylezie z tego gowna to powinien zalowac tego co robil w przeszlosci? - ja jakos nie zaluje. Gdyby nie to, nie bylbym dzis tu gdzie jestem.
Posted: 22.11.2005, 23:15
oceń:
nowicjusz
zarejestrowany:
listopad 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
23.11.05
postów:
1
Czy narkoman ma prawo brać narkotyki?Hmmm. A czy ludzie, którzy nie są uzależnieni mają prawo brać narkotyki? Dlaczego mamy to rozgraniczać, powoduje takie same skutki.
Czy na siłę pomagać? Leczenie pod przymusem, lecznie dla kogoś, nie przyniosi takich efektów jak lecznie dla samego siebie.
Jednak osoba uzalezniona nie przyjmuje do wiadomości faktu, że potrzebuje tego leczenia. Dlatego powinniśmy pomagać na tyle na ile możemy. Stawianie ultimatum (rodzina albo dragi) to też pomoc.