<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 22 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1167

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:246
W tym miesiącu:5747
W tym roku:42511
Ogólnie:1941569

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 [+1]

Do dołu
nie można namowic kogos na leczenie
  • Posted: 29.11.2005, 10:51
     
    izabella
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     listopad 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    29.11.05
    postów:
    1
    brałam 6 lat skonczyłam ośrodek monaru i od roku jestem czysta mam w rodzinie jeszce dwie osoby ktore biora i pomimo moich staran nie chca sie leczyc, to trudne widziec jak ktos bliski powiela twoje błedy ale zrozumiałam że człowiek musi sam poprosic o pomoc bo inaczej nic z tego nie wyjdzie
    pzdrawiam kadre krakowskiego monaru
  • Posted: 29.11.2005, 19:34
     
    madagaskar
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.08.07
    postów:
    10
    Znam to doskonale. Moja dziewczyna była w ośrodku kilka miesięcy temu, rodzina ją namawiała, ona nie chciała, chciała załatwić to jakoś inaczej. Uciekła, nie wyrzymała prania mózgu, wmawiania, że jej nie kocham, że chodzi mi tylko o sex bo ćpunki nikt nie pokocha, że wszysto robi źle, że nie myśli samodzielnie. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w ośrodkach robią z ludzi wariatów? Dlaczego mówią, co mją czuć i myśleć? Może mi to ktoś wytłumaczyć? Czy tylko ja zwariowałem?
  • Posted: 29.11.2005, 22:06
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Szczerze przyznam, że nie jesteś pierwszą osobą od której słyszę o tak osobliwych metodach terapii w ośrodkach... Też nie rozumiem w jakim celu osobie, która i tak jest zagubiona i samotna opowiada się takie brednie.. Napewno są też pozytywne aspekty pobytu w ośrodku, ale wmawiać komuś, że nie zasługuje na miłość.. Według mnie nikt nie ma do tego prawa!!
    Pozdrawiam.
  • Posted: 29.11.2005, 22:20
     
    madagaskar
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.08.07
    postów:
    10
    Ona wróciła stamtąd w jeszcze gorszym stanie psychicznym, niż pojechała. I po co to wszystko?
  • Posted: 29.11.2005, 22:22
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Właśnie to chyba na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą...
  • Posted: 30.11.2005, 10:37
       
    bruncio
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.07.10
    postów:
    70
    Madagaskar nie wiem czy wyslanie twojej dziewczyny do osrodka bylo dobrym pomyslem czy zlym. Byc moze bardzo zlym. Probowac trzeba wszystkich sposobow, a osrodek wydaje sie najrozsadniejszym i najbardziej skutecznym (choc nie zawsze tak jest).

    Powiedz czy ona po powrocie bierze?? Czy bierze wiecej?? Czy stara sie ograniczac?? Czy moze jakos sie trzyma?? Czy ma kontakt z jakas poradnia?? Lub kimkolwiek kto nie jest z nia jak ty emocjonalnie zwiazany (a tymsamym trudniej go bedzie zmanipulowac)??
  • Posted: 30.11.2005, 17:49
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    12.03.12
    postów:
    532
    ech, dlaczego choremu na raka ordynować chemioterapię skoro niszczy ona wątrobę i inne organy, powoduje wypadanie włosów i organizm długo dochodzi do siebie po takiej terapii ?
    bo rak jest śmiertelną chorobą i tak drastyczna terapia często jest jedyną szansą dla chorego!
    uzależnienie to choroba emocji i terapia polega m.in. na pracy nad nimi. ludzie w ośrodkach zmieniają się, stają się dojrzalsi, bardziej rozumieją to co się z nimi dzieje. często zdarza się że rezygnują ze związku, który zostawili "na zewnątrz". często partnerzy osoby uzależnionej nie znają jej tak naprawdę, znają tylko jej "pijane czy też zaćpane JA". podczas gdy człowiek leczący się podlega zmianom jego partner-partnerka pozostają niezmienni, tacy jacy byli w całej fazie bycia z osobą uzależnioną, z całym dobytkiem emocjonalnym: poczuciami winy, krzywdy, pretensjami i próbami usprawiedliwień. często zdarza się że osoba współuzależniona nie jest w stanie zaakceptować zmian dokonujących się w leczącym się człowieku, nie rozumie procesu trzeźwienia i czasami wręcz pragnie by powróciły "stare czasy" - może wtedy brał ale ja to rozumiałem/am, potrafiłem/am się w tym odnaleźć, miałem/am nad tym kontrolę.
    a co zrobić z człowiekiem leczącym się, który na pewnym etapie terapii dochodzi do wnosku, że związek który zostawił na zewnątrz nie jest tym czego on by oczekiwał i chce to przerwać ? czy terapeuta ma "wybić mu z głowy" jego pomysły czy też może wspierać go w jego, coraz dojrzalszych decyzjach ?
    wracając do tego co napisałeś Madagaskar
    myślę że w namowach rodziny twojej dziewczyny do tego by leczyła się w ośrodku kryła się troska o nią i strach przed tym co może ją jeszcze spotkać jak będzie dalej brała.
    piszesz dalej że chciała to załatwić w jakiś inny sposób ale nie piszesz w jaki.
    nie piszesz natomiast jak wygląda twój stosunek do narkotyków, czy zdarza ci się brać, czy brałeś razem ze swoją dziewczyną, nie piszesz także czy ty się niepokoisz tym, że twoja dziewczyna bierze narkotyki, ma z tego powodu kłopoty z rodziną, być może w szkole, być może z policją, być może zdrowotne.
    ps. czy ktoś ma wątpliwości co do tego że narkomania jest śmiertelną chorobą ?

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 30.11.2005, 21:52
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    ps. czy ktoś ma wątpliwości co do tego że narkomania jest śmiertelną chorobą ?


    Mam nadzieję, że każdy kto zetkną się z chorobą uzależnienia od narkotyków czy alkoholu nie ma żadnych wątpliwości. Jest to choroba śmiertelna, która zniszczy / zabije/ tego który jest czynnym narkomanem czy alkoholikiem, ale również jemu najbliższe osoby! I to jest w niej kto wie czy nie najstraszniejsze. Jak ktoś choruje na raka nie zarazi tą chorobą innych i każdy mu współczuje. A w naszych czasach narkomania i alkoholizm jest nadal jeszcze chorobą bardzo potępianą przez gro osób, które nie mają nawet minimalnej wiedzy na jej temat, jak i nawet niekiedy przez te osoby które uważają się za "znawców" tej choroby. Nawet ostatnio zetknąłem się z lekarzem, który miał dyżur w pogotowiu i wyzwał osobę uzależnioną od alkoholu jak chciał skierowanie na leczenie odwykowe po zapiciu. Powiedział, że dla pijaków państwo nie ma fuduszy aby ich leczyć z pijaństwa.[b]Jak uważcie to jest lekarz? - dla mnie jest to osoba całkowicie nieodpowiedzialna. [/b]Co to za lekarz, który nie odróżnia pijaka od alkoholika. A ten alkoholik nie pił przez kilka lat/ jak pamiętam to ok.6-7/. I wiedział co ma robić w tak drastycznej sytuacji, gdy zapije. Niestety musiał z naszym wspólnym przyjacielem niepijącym alkoholikiem, szukać pomocy u innego lekarza. A to jest naprawdę straszna, podstępna choroba wyniszczająca wszystko i wszystkich, którzy są z nią związani bezpośrednio i pośrednio. Trzeba ją leczyć wszelkimi najbardziej nawet drastycznymi metodami do skutku! Kto wcześniej zda sobie z tego sprawę tym lepiej dla niego samego jak i jego najbliższych. Jest to straszna prawda.
  • Posted: 01.12.2005, 20:23
     
    stempel
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.06
    postów:
    110
    Witam
    Nie wiem w jakim ośrodku była twoja dziewczyna ale chyba naprawde żle tarfiła. Mój chłopak jest w ośrdoku i pomimo, że nie mamy jeszcze kontaktu ze sobą to romawiam z tamtejszymi terapeutami i przekazują mi, że on mówi, iż bardzo mnie kocha. Oni sami zresztą mówią mi, że ma szczeście mając tak kochającą dziewczyne. Dlatego myślę, że to od ośrodka zależy i od terapeutów. Lekarze też są różni i stawiaja różne diagnozy czasem mylne dlatego warto próbować bo nie wszystkie ośrodki są takie same. A być może Twoja dziewczyna nie dojarzała jeszcze do decyzji o ośrodku tylko pojechała ze względu na nacisk bliskich a nie dlatego, że sama tak chciała. Do tego naprawde trzeba dojrzeć. Ja na początku za nic nie mogłam mojego chłopaka namówić aż przyszedł czas, że sam, podjął taką deczyję.
    Życze powodzenia i udanej próby bo trzeba próbować szukać pomocy wszędzie.
  • Posted: 05.12.2005, 11:19
     
    madagaskar
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.08.07
    postów:
    10
    Wtajcie kochani. Ja sam nigdy nie brałem, nie palę nawet papierosów. Znałem ją wcześniej zanim zaczęła brać, to była ta sama cudowna dziewczyna, pełna pozytywnych uczuć i radości, tylko że później jej oczy były non stop smutne. Rozumiecie mnie. Teraz stara się przestać i ograniczać i muszę przyznać, że jej się udaje i jestem z niej dumny. Chodziła przez pewnien czas do punktu konsultacyjnego, ale to jest wrażliwa dziewczyna, do której trudno jest dotrzeć i powiedzenie jej, że ma wziąść się za jakieś prace domowe, bez niczego tylko ją denerwowało. Myślę, że tacy jak ona potrzebuję nie tyle terapeutów, co przyjaciół. Był jeszcze taki jeden chłopak w pukcie, który miał jej pomagać, ale chyba uznał ją za przegraną sprawę i dał sobie spokój. Czytam forum i blogi i dostrzegam tu jedną bardzo podobną do niej osobę. Wywołanie burzy to czasem chyba jedyny sposób na obudzenie tłumu. Dziewczyny, mam do was ogromny szacunek, Kawa_z_mlekiem - za Twoje mądre wypowiedzi i to, jak podchodzisz do ludzi, masz własne zdanie i nie poddajesz się ocenie innych, a Ciebie KARO - dziwne połącznie wrażliwości i bezpardonowej walki o swoje. Jak moja kochana Ewa. Poza tym byłem w galerii i obie jesteście śliczne:) A zachowanie jak siostry, brakuje mi takich ludzi wokół mnie:(
  • Posted: 05.12.2005, 15:12
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Nie sposób nie podziękować :)
    Uważam, że aby pomóc innej osobie należy przede wszystkim postarać się ją zrozumieć a nie na wstępie szufladkować!!! To wszystko... Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgadza, ale cieszę się, że zachowałam zdolność do przekazywania swoich uczuć i myśli.. Nie można przecież udawać kogoś innego niż jest się w rzeczywistości ani utożsamiać się z cudzymi przekonaniami tylko po to, by zebrać brawa!
    Drogi Madagaskarze!
    Życzę Ci jak najmniej powodów do smutku i zmartwień!!! Nadal pozostań sobą i nie tłum swoich uczuć nawet gdy presja otoczenia jest ogromna!
    Nie poddawaj się i postępuj zgodnie ze swoim sumieniem.
    Pozdrawiam
    KAWA :)
  • Posted: 06.12.2005, 07:05
       
    bruncio
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    03.07.10
    postów:
    70
    Jaka jest rożnica miedzy walczyć o swoje a walczyć o siebie??

    Baw sie dobrze "Madagaskar"...
  • Posted: 06.12.2005, 10:33
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    10.01.06
    postów:
    12
    Madagaskar!!!Kawa i Karo są z pewnością jak dwie siostry...reszta???hmm sam oceń..Ale jedno wiem nawet jeżeli by to miała byc ostatnia rzecz jaka bym mógł zrobić nie poszedł bym do żadnego ośrodka do tego cholernego bajzlu tam gdzie robia pranie mozgu..Ale są tez takie osoby ktore są przekonane co do pobytu w takim ośrodku i chetnie tam podążają!!!pozdrawiam
  • Posted: 06.12.2005, 15:14
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Wszystko jest dla ludzi... Jednym pasuje ośrodek, innym hala dworcowa a jeszcze innym ani jedno ani drugie..
    Jedno jest pewne: nie należy robić z człowieka idioty, nawet jeśli jego przeszłość pozostawia wiele do życzenia!
    Tak jak człowiek człowiekowi nie równy, tak zapewne ośrodek ośrodkowi...
    Trochę obiektywizmu każdemu się przyda!!!
  • Posted: 06.12.2005, 17:41
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Wiecie, ja byłem także w ośrodku. I wiem jedno. Na początku także myślałem, że robią mi wodę z mózgu. Ale z czasem nauczyłem się słuchać i to słuchać już w miarę trzeźwym myśleniem nie pijanym. I zaczęło do mnie docierać o co chodzi w chorobie uzależnienia i co mam robić aby, zachamować jej rozwój i zacząć trzeźwieć. Niektórzy jednak, ci którzy tak naprawdę nie chcieli przestać pić, ćpać itd. poprostu nie zaczeli słuchać, byli zamknięci na wszystko. Także uciekli z ośrodka zanim ich pijane ja nie zostało stłamszone, wyparte przez zdrowe myślenie. Nie dali sobie szansy na to, aby zacząć zdrowe życie. U nas trzeźwiejących alkoholików mówi się, że nie osiągneli oni jeszcze swojega dna. Niestety i taka jest prawda, że niektórzy nie są w stanie być szczerym względem samego siebie i ci nieszczęśliwcy nigdy nie osiągną trzeźwości za życia a dopiero po śmierci. Napewno są lepsze i gorsze ośrodki, ale jedno jest pewne w pojedynkę, samemu to jedna osoba na kilka tysięcy wychodzi z uzależnienia. Czyli po prostu nie ma szans na zdrowienie w samotności bez wsparcia osób, którzy się na tym znają oraz osób też uzależnionych, którzy są na drodze trzeźwości oraz rodziny. I tak jak już to wcześniej pisałem im wcześniej to do nas dociera tym lepiej. Możemy tu opisywać różne sytuacje. A to ona czy on chce inaczej, tam piorą mózgi itp. itd. i co robi ta osoba-dalej bierze, dalej pije i się pogrąża. Czy będąc osobą uzależnioną można ograniczać branie, albo jest fajna bo tydzień czy miesiąc aż! nie brała. Wiecie co wkurza mnie taka naiwność. Nie może być mowy o żadnym ograniczeniu brania. Tylko i wyłącznie całkowita, bezwzględna abstynencja jest to podstawa, aby zacząć LECZENIE. Aby było jasne o co mi chodzi. To, że ktoś przestał brać, czy pić to nie znaczy, że jest zdrowy. Od tego momentu może dopiero zacząć się leczyć. A leczyć się będzie do końca życia. Po co szukać innych nie znanych nikomu dróg wyleczenia jak tak naprawdę ja się na tym nie znam i tracę tak cenny czas i dalej truję siebie i najbliższych a nie zacznę iść już znaną, sprawdzoną drogą ku trzeźwości. Bo NIE CHCE SIĘ LECZYĆ. Tak naprawdę nie chce jeszcze żyć w trzeźwośći. A te osoby, które są z osobą uzależnioną i dają sobą manipulować i dają tu takie wypowiedzi, że ona czy on jest taka biedna czy biedny, bo się stara, ogranicza itd. to zgadzacie się na to, że kochane przez was osoby zabijają się na waszych oczach i za waszym przyzwoleniem, czyli dokładacie do tego samounicestwienia, samozagłady ręce!!! Ale, jak każdy macie swój wolny wybór /zakładając, że wy jesteście oczywiście zupełnie czyści/ bo jeżeli nie to nie mamy o czym w ogóle mówić. Osoba uzależniona nie ma wolnej woli, czyli ona nie podejmuje świadomnie decyzji, to środek od którego jest uzależniona mówi i decyduje za nią - to jest uzależnienie. I te słowa, które płyną z jej ust to są słowa /oczywiście bezwiednie i bo ta osoba jest święcie przekonana, że mówi prawdę i tak jest/ tak naprawdę tak jakby wypowiadane były przez / oczywiście w przenośni/ ten cholerny środek. Więc [b]madagaskar [/b]dalej narzekaj na ośrodek i wierz naiwnie w to co mówiła twoja ukochana /choć ona jest zapewne przekonana, że mówi prawdę/ i pozwalaj jej się zabijać dalej. Chyba, że sam nie jesteś w stanie zdrowo i trzeźwo myśleć to się wtedy nie dziwię. I dalej sobie wzajemnie walcie komplementy te wypowiedzi mi się podobają, a te to olać. Co mi pasuje to jest ok,a to nad czym miałbym się zastanowić i popracować nad tym olać choć sprawdzone i pomaga, ale gdzie do ośrodka tam są świry, zrobią tam ze mnie świra!! Jasne tak najłatwiej i dalej brać lub dalej patrzeć jak ukochana osoba się zabija. Normalnie krew mnie zalewa jak czytam przez ostatnie dni posty. Co się dzieje z wami? Czy tak naprawdę chcecie pomocy w wypowiedziach, czy tylko użalacie się nad sobą i przez odwiedzanie tego forum uspakajacie swoje sumienie.

Przejdź do strony: 1 - 2 [+1]

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski