rozmowy prowadzace do nikąd!!!!czy warto to robić?
Posted: 15.01.2006, 19:49
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
trudno zaczynać życie od nowa...nie tylko tym ,którzy się leczą z tego szaleństawa ale i takim jak ja.Zostawić człowieka z którym chciało się przeżyć całe życie,który zostawił cię dla narkotyków.Naładowaną mam głowę tymi wspomnieniami o nas gdy jest a raczej było dobrze. On jest chory też na cukrzycę/ zaczynają mu puchnąć nogi/prawdopodobnie nerki odmawiają posłuszeństwa.Czy to dobry moment aby go zostawiać to mnie nurtuje...co jak mu nie wiele zostało,a może się wystraszy swojego stanu zdrowia i popchnę go wtedy na leczenie Jak zostanie sam to przyśpieszy swoją destrukcję to słaby człowiek...robi mi wiele krzywdy i nie chcę wychowywać dziecka z narkomanem.Takie mną targają sprzeczne myśli.oję się popełnić błąd bo sumienie nie da mi zasnąć a przecież ja go kocham ,to tylko on zapomina że ma nas.To wszystko jest zbyt skomplikowane.Odejść,zostawić...wiem że to czasem jedyne wyjście żeby taki ktoś to zrozumiał ,ale troche potrwa zanim myśl przerodzę w czyn, bo ja cały czas wierzę w niego ...nie wiem czy jest tego wart może nie ale jaki ma się wpływ na te wyższe uczucia, trudno z nimi walczyć a z nim żyć to paradoks walka ze swoimi pogladami ,uczuciami nie tylko narkomani boja się nowego życia ja też bardzo się boję......
Posted: 16.01.2006, 14:22
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Kotunka do piernika czy jak go opuścisz to musi to być odrazu definitywnie, na całe życie. Ty go teraz zostaw idz mieszkać do rodziców czy gdzie masz możliwość, dopuki Ci jeszcze zależy a właściwie jak Ci zależy na nim. Inaczej go nie zmusisz do leczenia. Sama widzisz jaka jest sytuacja. Obiecuje i nie dotrzymuje słowa bo wie, że może tak postępować. Obudz go odejdz na ten czas zanim się zdecyduje na leczenie. Jak podejmnie w końcu taką decyzję to spakuj go i nie wracaj dopuki nie będzie w ośrodku a najlepiej niech sam się spakuje i ty go tylko pożegnaj i powiedz, że jak tam będzie się naprawdę leczyć i zostanie do konca terapii to może na Ciebie dalej liczyć. Ja Was kobiety naprawdę niekiedy nie rozumiem. Czy nie lepiej odejść na jakiś czas i potem żyć już po jego leczeniu znowu wspólnie w miłości i pogodzie ducha oraz pomagać w dalszym rozwoju czyli leczeniu, a nie siedzieć do kresu wytrzymałośći i kończyć kategorycznie swoje małżeństwo/ to jest właśnie współuzależnienie nie umiejętność podjęcia właściwej decyzji/. Myślę, że warto to przemyśleć i odważyć się wreszcie na ten krok. To by był narawde wielki postęp w swoim leczeniu uzależnienia. Zdrowe wyjście z niby beznadziejnej sytuacji. Tak zrobiła moja kochana żona, z którą teraz żyjemy przepełnieni miłością i wiarą w siebie już wspólnie 20 lat. A mogła także czekać do znienawidzenia mnie i pozwalać mi się coraz bardziej staczać, bo pozostawanie na siłe w takim związku to jest porzyzwalanie moim zdanie na staczanie się i pogłębianie choroby u swojego kochanego męża, aż by wszystko się rozleciało. Zdrowiejcie kobietki i bierzcie się we właściwy sposób za tą straszną chorobę.
Posted: 16.01.2006, 17:07
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Kotunka niestety czesto jedynym rozwiązaniem jest takie drastyczne posuniecie. Albo utrzyma sie na powierzchni, albo utonie. On musi CHCIEĆ nie cpac. A aby tak sie stalo to musi zdac sobie sprawe co stracil przez dragi. Musi spaść na dno, a z tamtąd mozna tylko ku powierzchni. Niektórym sie to udaje dojsc do dna, a niektórzy umierają.Taka jest kurewska prawde o nałogu. Musisz odstawic uczucia i emocje na bok.
Twoja decyzja, twoje życie.
Współczuje.
Posted: 16.01.2006, 19:02
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
dobra ,po ostatnim spotkaniu w monarze/oczywiscie moim/rozmawiał ze mna o osierodku.Ale nie ma szans pracowac więc co zwolni sie z pracy?To dla niego wystarczający argument na nie ,osierodek odpada.A spotkania w monarze tez niczego nie zmienią bo tak naprawde on w to nie wierzy/wiem ,że nie bo lubi cpac/ wiem to wszystko ...tylko ciężko tak zostawic dom ,z którego zrobi melinę ja musiałabym się wyprowadzić do innego miasta/tam mam rodzinę/,czyli dla mnie to właściwie życie od początku.Czekać daleko na wiadomość ...ta najgorszą...więc sami rozumiecie..trudno mi
Posted: 16.01.2006, 19:32
oceń:
neofita
zarejestrowany:
grudzień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
18.11.06
postów:
177
Ciężka sprawa :(
Nie wiem co ci poradzić.
Zastanów się czego chcesz ? Zrób sobie bilans za i przeciw.
Nie mozesz pozostawac bierna na to co sie z nim dzieje. Bo bedzie jeszcze gorzej. Powinnaś iść do poradni i nakreślić problem.
Posted: 16.01.2006, 20:11
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
I tak straci pracę, dom czy straci czy zrobi melinę i tak to na jedno wychodzi ale już w długach, za które i ty będzesz pewnie odpowiadać. A oprócz pracy, domu i posiadania długów straci całkowicie godność. Wiesz, że tak będzie i ja nie przykładałbym do tego ręki, ty nie masz na to niestety innego wpływu. Jeszcze jedno tylko możesz zrobić w nadziei, że to go obudzi jeszcze póki nie jest zapóźno. Wiesz o czym ja myślę i modlić się, aby miłość do Was była silniejsza od ćpania. A jak nie to będziesz miała czyste sumienie że zrobiłaś naprawdę wszystko i nie będziesz widziała jak się zabija. Zgadzam się z Tobą jest to naprawdę cholerna sytuacja, nie chciałbym być na Twoim miejscu. Ale czy jest inne wyjście, powiedz szczerze, a może jednak pomoże mu to w podjęciu decyzji mimo utraty pracy na podjęcie leczenia i będzie z czasem dobrze. Życzę Ci tego z całego serca Kotunka, aby otrzymał wreszcie łaskę i wszedł na drogę ku trzeźwości.
Posted: 16.01.2006, 22:05
oceń:
monarowiec
zarejestrowany:
wrzesień 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
25.11.06
postów:
110
Kotunka on wcale nie musi tracić pracy, nie wiem jak to jest w ośrodkach Monar ale chyba podobnie, że wystawiają zwolnienie lekarskie. Mój chłopak jest w ośrodku zakładau opieki zdrowotnej już 4 miesiąc i dostaje co 2 tygodnie zwolnienie lekarskie ze wsteczną datą, w razie jakby wyszedł. Uzależnienie to choroba a na chorobę bierze się zwolnienie lekarskie Jeśli pracuje dłużej niż pół roku w zakładzie to póki będzie na zwolnieniu będą mu płacić chorobowe i nie zwolnia a po pół roku występuje o świadczenie rehabilitacyjne. Przynajmniej będziesz miała środki na zycie.
Pozdrawiam
ewe
Posted: 17.01.2006, 19:25
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
nie wiem co bym bez was zrobiła/stempel dzięki za informacje bo wszędzie tylko słyszę, że pracę musi zostawić decydujac się na osierodek... /Jozefaa tak muszę się zebrać na ten ostatni krok skoro żadne rozmowy ani to, że sama poszłam do poradni nie poskutkowało to moge tylko jedno......odejśc /Raptus dzięki za zrozumienie to dla mnie b.ważne pozdrawiam was i napewno ruszę sprawe do przodu bo nie mogę biernie czekać na koniec nie taki sobie wymarzyłam pozdrawiam...
Posted: 17.01.2006, 19:51
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Odejść i....... może jak bedzie dobrze wrócić. A myślę, że będzie dobrze bo dla takiej dziewczyny jak Ty / jesteś napewno warta wszystkiego co najlepsze na tym świecie, pamiętaj o tym, to widać po Twoich wypowiedziach/ on powinien zrobić wszystko aby Cię odzyskać, abyś wróciła i żeby Wam się wspólne życie ułozyło. Możesz mi wierzyć,że naprawdę Cię bardzo dobrze rozumiem i życzę Ci wielu sił i spokoju naprawdę wiele spokoju. Powodzenia.
Posted: 17.01.2006, 20:10
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
Jozefaa/ jesteś dobrą dusza na tym portalu rozmowy m.in z tobą napewno nie prowadza do nikąd biore sobie je naprawde do serca i mysle nad kazdym twoim słowem ,jak się ruszyć i dalej zyć pozdrowienia
Posted: 17.01.2006, 21:30
oceń:
neofita
zarejestrowany:
marzec 2005
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
16.05.12
postów:
880
Dziękuję Kotunka za miłe słowa. Cieszę się, że tak mnie odbierasz i mogę choc troche byc pomocny, tylko szkoda że są to tak przykre i trudne sprawy. Wiesz ja widziałem i widzę to na własne oczy co Wy biedne kobiety przeżywacie na przykładzie mojej żony. Ja też piłem i miałem wszystko w tyłku połozyłem sie spać, a ona biedna stale w stresie,stale myślała co to będzie jutro /całe noce się męczyła a ja spałem jak borsuk w tym czasie/ nigdy nie była pewna czy będzie dobrze czy źle jak piłem, najpierw ze względu na ojca potem na mnie a teraz synka. My to się naćpamy, napijemy i mamy wszystko w tyłku /oczywiście naprawdę nie robilismy tego świadomie/nawet to, że Was, dzieci i siebie samych doprowadzamy do ruiny psychicznej jak i fizycznej. Tak straszna jest to choroba i nie jesteśmy w tych złych chwilach, naprawdę sobą, to ta choroba przeklęta tak działa i nam zakłamuje rzeczywistość. A ja jestem bardzo przeciwny rozwodom. Jestem katolikiem. Chociaż wiem, że można unieważnić małżeństwo jak ma ktoś nawet ślub kościelny jeżeli np. się udowodni że mąż ćpał czy pił jeszcze przed ślubem i to zataił przed przyszłą żoną i odwrotnie. Może takie małżeństwo być wtedy unieważnione przez kościół. Jako ślubowanie nieświadome czy coś w ty rodzaju. Ale jest to zawsze przykre dla obojga małżonków, a wiem że zawsze można wszystko naprawić i wspólnie dalej wieźć cudowne życie. Ja jestem naprawdę o tym przekonany, ale trzeba działać dopóki jeszcze się kocha tą drugą osobę, zanim się ją znienawidzi bo w końcu do tego dochodzi i wtedy rany są naprawdę bardzo głębokie i trudne do zagojenia. Jak my to mówimy, rany się zagoiły ale blizny zostają na całe życie. Dlatego tak bardzo Was szanuję, takie kobiety jak Ty Kotunka. I to, że jesteście naprawdę wspaniałe i kochane to jest dla nas wielka szansa na uzdrowienie, że nasza miłość do Was jest silniejsza od tego szataństwa i wtedy naprawdę wiele ludzi się podnosi aby Was odzyskać, budzi się tak jakby z letargu. Dziękuję Wam za to i zarazem mojej kochanej żonce.
Posted: 17.01.2006, 21:47
**nieznany użytkownik**
oceń:
domownik
zarejestrowany:
grudzień 2004
Status:
off-line
ostatnia wizyta:
30.05.09
postów:
59
:) :) :) własnie dlatego uwazam ,że ludzi uzaleznionych nie nalezy przekreślać ,bo jak juz z tego wychodzicie jestescie wartościowymi ludźmi,czasem nawet bardziej od tych,którzy nigdy nie mieli doczynienia z nałogiem.Konwersacje z wami na tym forum o tym świadczą..pozdrawiam