<!-- [site-name] -->  
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 22 maja 2012, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości
 Nasz czat

 PLACÓWKI MONARU


kto jest na czacie

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz najnowszy link

Click

Dzień po dniu
Pobierz nagrania mp3 o trzeźwości różnych, internetowych stacji radiowych. Stronka powstała w okres...
odsłon:1167

nasze linki ]

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:242
W tym miesiącu:5743
W tym roku:42507
Ogólnie:1941565

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 [+1]

Do dołu
rozmowy prowadzace do nikąd!!!!czy warto to robić?
  • Posted: 15.11.2005, 20:10
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    wczoraj do póxnej nocy rozmawiałam ze swoim facetem /uzaleznionym od 4 lat od amfy/trawy/ o tym co sie dzieje.Bardzo otwarcie mówi o swoim uzaleznieniu.Sformuował nawet takie zdanie:rzeby nie to że narkotyki sieją spustoszenie w organiźmie i przedwczesną śmierć,to nikt by nie robił z tego problemu".Spytałam :a co z długami,zaciagniętymi po bankach,pokłutymi kończynami których tak sie latem wstydzisz,obojętnością na synka którego kochasz i masz wyrzuty kiedy trzeźwiejesz? On stwierdził ,że gdybym brała tez to bym była jeszcze czujniejsza i bardziej spostrzegawcza na to co sie dzieje z naszym dzieckiem w dzien i w nocy bo amfetamina ma to do siebie.Tylko ja spostrzegam totalne otępienie u niego po zażyciu.Ma cukrzyce insulinozależna 2gr.czyli najwiekszego ryzyka,własnie wyszedł do pracy .Oczywiscie wczesniej poszedł "na troche" do łazienki:wyszedł zniej ale ból głowy nie pozwolił mu ubrac butów.Zmierzyłam ciśnienie225/180 puls110........nie wiem czy cieszyć się każdym dniem z nim spędzonym\bo żyje?\ czy walczyć tzn pójde oczywiście na spotkanie w czwartek ze wspłuzaleznionymi tylko chodzi mi o to,że to truny charakter on uważa że:jest już na etapie wyższym narkomana bo jak nie ma to potrafi się wyciszyc i nie biega roztrzęsiony byle tylko mieć..ale potrafi o tym nie mysleć więc to tłumaczy te przerwy/nawet do m-ca po wstępnym odespaniu i najedzeniu..potrafi nie brac wtedy jest "do rany przyłóż"...do czego zmierzam pisząc to wszystko?...rozmawiając z nim mieszały mi się dwa sprzeczne uczucia....szczerej rozmowy z narkomańską gadką czułam że mam z nim kontakt nawiazywałam do leczenia,osrodków/na co twierdził,że to by go skończyło ,dobiło.....wieczór o 24.00 skonczył sie tak ..po tej rozmowie:ja poszłam do sypialni po prysnicu a on w trakcie mojego mycia czmychnął do ubikacji na 1,5godz.juz sie nie położył tylko włączył komputer i tak do ranka jak się obudziłam ...to musiałam długo czekać rzeby zrobić siusiu bo znó była zajete...i co jaką mam szanse dotrzeć do tak bardzo świadomego tego co robi narkomana?/on sam potrafi tak się nazwać zupełnie na spokojnie nie w formie ataku złaści...jego destrukcje przyspiesza cukrzyca jest równie podstepną choroba co narkomania...ja nie moge pozwolić mu tak skończyc z jego charakterem odchodzac od niego jestem przekonana że efekt by był zypełnie odwrotny od ludzi którzy w takich momentach otwierają oczy i coś z tym robią ...tu by nastapiło zupełne zobojętnienie i odpływ na maxa mysle ż ete przerwy to tylko dlatego że brak funduszy na nasze potrzeby i dziecka ...zastawi telefon w lombardzie ale za reszte co zostaje/po zakupie działki przeznacza na zakupy pampersy mleko masło itp. jak odejde nie bedzie musiał na nic zostawiac popłynie... na tyle go znam twardy przeciwnik ale gra jest warta tego co przezywam....jego zycie....dla mnie wazniejsze niz dla niego....to tyle...nie wiem komu bedzie się chciało czytać taki wynurzenia ale jakoś miałam taka potrzebe .... [/b]
  • Posted: 15.11.2005, 20:54
       
    KARO
    oceń:
    moderator moderator
    zarejestrowany:
     wrzesień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.01.12
    postów:
    1076
    Znam to, tylko od tej drugiej strony... Setki przegadanych przez telefon godzin z moim byłym: on mówił, ja naćpana słuchałam jednocześnie układając pasjansa, czasem przytakiwałam, zaprzeczałam, że jest źle, albo mówiłam coś tak mądrego, że sama się teraz dziwię. Totalny brak kontaktu, rano nie wiedziałam, o czym była mowa, ale... Z jednej strony wiedziałam, że koleś ma rację, a drugiej grałam przed nim i samą sobą. Wmawiałam sobie non stop kontrolę sytuacji. Takimi przerwami, choć krótkimi bo góra 3-4 dni udowadniałam sobie, że jak zechcę, to przestanę. Błędne koło, aż do końca.



  • Posted: 15.11.2005, 22:17
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    boże porażka niech szlag trafi te prochy ...niszczą ludzi i to wartościowych, niegłupich ....serce boli dobrze, że rozum jeszcze słucha , bo nic tylko płakać i szukac nadziei gdziekolwiek sie schowała....
  • Posted: 16.11.2005, 12:25
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Kochana Karo ma rację :)
    Uważam, że te rozmowy są potrzebne przede wszystkim Tobie.. Żebyś nie miała wrażenia bezczynności. A czy one do czegoś doprowadzą?! Tego nikt nie wie, ale warto próbować.
    Pozdrawiam.


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 16.11.2005, 15:59
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Zawsze warto rozmawiać, chociaż tak jak już masz napisane przez Karo i tak on z tych rozmów pewno nic nie pamięta. Ty rozmawiaj, tobie jest to potrzebne. Mam nadzieję, że dojdziesz na tą grupę dla współuzależnionych i nauczysz się na niej jak masz postępować.[quote:0fa32fbea1]
    zastawi telefon w lombardzie ale za reszte co zostaje/po zakupie działki przeznacza na zakupy pampersy mleko masło itp. jak odejde nie bedzie musiał na nic zostawiac popłynie... na tyle go znam twardy przeciwnik ale gra jest warta tego co przezywam....jego zycie....dla mnie wazniejsze niz dla niego....to tyle...nie wiem komu bedzie się chciało czytać taki wynurzenia ale jakoś miałam taka potrzebe .... [/b]
    [/quote]
    Z tego co napisałaś jasno wynika, że Wy jesteście na którymś tam miejscu po działce i samolubstiwe twojego męża /chyba męża jak dobrze pamiętam/. Czy naprawdę chcesz aby i Ty i dziecko zawsze do końca jego życia być na którymś tam miejscu??? Co to za mąż, który ma tak pokręcone i nierzeczywiste poglądy na życie. Czy naprawdę masz zamiar tak dalej wegetować, bo życiem nie można tego nazwać. Bo tak napewno będzie jeżeli nie zacnie się leczyć, a z biegiem czasu będzie o wiele gorzej.Twoje życie twoja decyzja, ale dotrzymaj danego sobie słowa i idz napewno na tą grupę. Powodzenia.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 18.11.2005, 14:48
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    byłam wczoraj po raz pierwszy na spotkaniu osób wsóluzaleznionych....kazdy kto żyje z narkomanem,mających wątpliwości takie jak ja czy iść niech nawet się nie zastanawia...kochani naprawdę warto.....moje uczucia po spotkaniu...lżejsza o parę kilo ze swoich watpliwości...dosłownie swiatełko w tunelu choć nikt tam niczego nie gwarantuje,nie obiecuje że zdarzy sie cud.Zniknęło poczucie że jestem sama z takimi problemami porają się ludzie z każdego środowiska...oni wszyscy kochają uzaleznionych bliskich i czują tak samo niesamowita atmosfera bliskości i zjednania TAKI SAM CEL i podobne przezycia nie załuję że postawiłam pierwszy krok może jeszcze nie jest zapóźno nabieram wiary w to że da się uratować moją rodzinę przecież to cel mojego życia tylko straciłam wiarę poradnia pomoże mi ją odzyskać jestem tego pewna teraz.....pozdrawiam i już zawsze będę bywalcem tej strony czy będzie dobrze czy źle wiele tu usłyszałam dobrych,mądrych i ciepłych słów pozdrawiam wszystkich
  • Posted: 18.11.2005, 15:11
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.05.12
    postów:
    880
    Wspaniale kotunka! Jesteś wielka. To był Twój pierwszy dzień nowego życia. Bałem się, że jednak nie pójdziesz. Widzisz jakie życie może znów stać się piękne. A będzie jeszcze piękniejsze jak będziesz dobrze słuchać i dalej się rozwijać. Pozdawiam. icon_lol

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 18.11.2005, 20:29
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    BRAVO :)


    [color=blue] "Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
    [/color]
  • Posted: 26.12.2005, 09:20
     
    breek
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.01.06
    postów:
    70
    [quote=kotunka]byłam wczoraj po raz pierwszy na spotkaniu osób wsóluzaleznionych....kazdy kto żyje z narkomanem,mających wątpliwości takie jak ja czy iść niech nawet się nie zastanawia...kochani naprawdę warto.....moje uczucia po spotkaniu...lżejsza o parę kilo ze swoich watpliwości...dosłownie swiatełko w tunelu choć nikt tam niczego nie gwarantuje,nie obiecuje że zdarzy sie cud.Zniknęło poczucie że jestem sama z takimi problemami porają się ludzie z każdego środowiska...oni wszyscy kochają uzaleznionych bliskich i czują tak samo niesamowita atmosfera bliskości i zjednania TAKI SAM CEL i podobne przezycia nie załuję że postawiłam pierwszy krok może jeszcze nie jest zapóźno nabieram wiary w to że da się uratować moją rodzinę przecież to cel mojego życia tylko straciłam wiarę poradnia pomoże mi ją odzyskać jestem tego pewna teraz.....pozdrawiam i już zawsze będę bywalcem tej strony czy będzie dobrze czy źle wiele tu usłyszałam dobrych,mądrych i ciepłych słów pozdrawiam wszystkich[/quote] Cudownie! Z Twoich slowe bije pelno wiary az milo sie to czyta. Pozdrawiam goraco :)
  • Posted: 14.01.2006, 18:11
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    Niestety,nie zmieniło się nic od dnia napisania tego postu.Może ja tylko się zmieniam.Zaczynam nim gardzić.Mam charakter "zapominalski" raczej szybko zapominam co mi wykrzykuje w złości ale zaczynam tracić swą moc/nawet przy uczestnictwie w spotkaniach w monarze/,bo ile można?Tak, jest nadzieja dopóki narkoman żyje.Tylko moje życie ucieka mi przez palce.Kusi mnie by spisać na straty kogoś kogo kocham.Wiem co mi napiszecie...jak kochasz to walcz....ta walka przerodziła się w coś strasznego.On ćpa a co ze mną?Marzę o życiu bez niego,o przespanych nocach i o poczuciu bezpieczeństwa.Wiem,że nie musze przy nim być do śmierci
  • Posted: 14.01.2006, 18:29
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    Nie dokończyłam pisania,bo nawet przy kompie siedze jak złodziej.To co myśli o takich portalach i monarze to przegadana nie jedna noc."mieszają ci w głowie ,jestes tak samo już pierdol....jak oni,idź do nich jak ci robia dobrze ja do tego grona nie dołaczę jeszce panuję nad swoją głowa itd...." rozmowy do nikąd..Jest coraz gorzej,stan podenerwowania sięga zenitu.Agresja pomieszana ze wszystkimi uczuciami zalu,beznadziei razem...są momenty że boję sie choć zawsze staram się być opanowana to też go wyprowadza z równowagi..zaczynam szukac drogi ucieczki totalna porażka i gdzie ta moja siła i wiara? ucieka coraz częściej myślę by zostawić za sobą całe to zło,którego nie wybrałam a ono wybrało mnie...stawić czoła następny rok...czy uciec bez słowa i rzadnych obietnic więcej???/ nie wiem co robić postawienie warunku juz było ..zaczynasz się leczyć albo odchodzę "obiecał że tak po czym wyszedł po następną dolę,bo to on zdecyduje kiedy,ale przecież obiecał to powinno mi wytarczyć.Oczywiści według niego bo ja wiem już , że wybrał.Zła jestem na siebie, po co czekam,na co chodzę się leczyć?Para to dwoje ludzi a nie jednostka....co robić?
  • Posted: 14.01.2006, 18:37
     
    stempel
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.06
    postów:
    110
    Masz Kotunka rację nie musisz być aż do śmierci zwłaszcza, że co to za miłość jego do prochów jest silniejsza niż do Ciebie i dziecka. Doskonale wie, że was krzywdzi a jednak nic nie zmienia. Mój chłopak jest w ośrodku i to jego pierwsze leczenie bo dałam mu warunek, albo leczenia albo ja. Jeśli go nie skończy w całości wie, że nie ma po co wracać. Czytając twój post jestem przerażnona tym, że mógłby to być mój mąż bo wtedy nie jest już tak łatwo stawiać warinki, u Ciebie jest jeszcze dziecko. Jednakże Kotunka myślę, że szkoda Twojego i dziecka zdrowia, czasem rozsądek musi wziąć górę i choć wiem, że łatwo się mówi powinnaś spróbować postawić mu warunek leczenie albo odejście. Kobieto to Twoje życie i Tylko Twoje. On przynajmniej ma to co lubi- narkotyki a co Ty i twój syn macie? NIC. Zastanów się mocno nad tym. Życzę mądrego wyboru i trzymam kciuki.:)

    ewe
  • Posted: 14.01.2006, 19:50
     
    anecia_b
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     styczeń 2006
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    28.01.06
    postów:
    11
    Kotunka! przeżyłam podobną historię, tez mam dziecko. Warto życ spokojnie i bez lęku. Jestem już spokojna... To jest jego życie, zostaw go...ja swojego męża zostawiłam. Pamietaj , że masz dziecko, któremu musisz zapewnic normalne dzieciństwo.
    Pozdrawiam
    Aneta
  • Posted: 14.01.2006, 22:12
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    Postawiłaś mu warunek "lecz się lub odchodzę". Mimo obietnic nie wywiązał się z niego, więc chyba czas dotrzymać słowa. Nie sądzę, aby warto było ciągnąć te męki przez kolejny rok... Z tego co napisałaś to raczej ni grzeje go ni ziębi to co mówisz. Masz wpływ na to, co ty zrobisz, a nie na to co on robi. Masz prawo spełnić swoje marzenia... Twoje dziecko ma prawo do szczęśliwego dzieciństwa, a nie obserwacji autodestrukcji ojca. Przez osiemnaście lat swojego życia widziałam jak ojciec stacza się po równi pochyłej na dno... Pamiętam wieczorne kłótnie, pamiętam słowa, które nigdy paść nie powinny. Pamiętam strach, lęk i niezrozumienie. I nawet nie wiem kiedy zaczęłam go nienawidzić. W wieku 11 lat zaczęłam wąchać klej, w wieku 14-stu pić alkohol, w wieku szesnastu brać psychotropy... Moje rodzeństwo też nie wyszło z tego bez szwanku. Tak właściwie żadno z nas nie potrafi panować nad agresją, żadno z nas nie potrafii mówić o uczuciach...
    Twój mąż jest chory, fakt. Ale jest też dorosły i to on odpowiada sam za siebie. Ty musisz zadbać o siebie i dziecko. Nie pozwól by Was zniszczył. Zawsze przecież możesz wrócić, jeśli zacznie się leczyć... Trzymaj się ciepło.

    P.s. Nie rezygnuj z własnego leczenia.


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 14.01.2006, 22:32
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Podzielam zdania,że powinnaś pomysleć o swoim życiu i dziecka bo nikt nie zrobi tego za Ciebie.Ja powiedziałam mężowi,że mam zamiar się wyprowadzić zanim jeszcze dowiedziałam się,że jest narkomanem.Bałam się juz wracać do domu bo stale były awantury a syn patrzył-płakał,krzyczał do nas ze rodzice sie kochają a nie kłócą i odwracał naszą uwagę jak tylko mógł.Zrozumiałam,że będzie szczesliwszy gdy bedziemy osobno i ja też odpocznę.Więc zdecydowałam,że rozwód.Sprawy potoczyły się inaczej bo mąż się przyznał do uzależnienia i natychmiast pojechał na odwyk.Zostaliśmy we dwójkę.Nie jest łatwo,ale wrócił spokój,czas na zabawę,czytanie ksiażek itp.Warto spróbować żyć inaczej.Nie bój sie,ja też sie bardzo bałam.Gdy widzę usmiech syna i wiem,że jest szczesliwy mam siłe by iść dalej.Powodzenia!

Przejdź do strony: 1 - 2 [+1]

Otwarty Portal Monaru
webmaster Mariusz Janiszewski